OPe-racja
Dominik Jurczak OP
Czy wspólnota rozeznała?
„Czy wspólnota rozeznała, że jest siostra chora?” – spytał pewnym głosem prezbiter, gdy jedna z mniszek poprosiła go o udzielenie sakramentu chorych przy okazji Światowego Dnia Chorego. Zdezorientowana kobieta nie wiedziała, jak zareagować i co odpowiedzieć. „Czy przypadkiem każdy z nas nie jest chory?” – nieporadnie próbowała się usprawiedliwić. W tym miejscu wypada siostrze przyznać rację. Każdy coś tam ma, każdy na coś choruje. Jednak czy fakt ten stanowi dla nas, łacinników, wystarczające alibi?
Pewnie wielu starożytnych, którzy nie szczędzili oleju chorych nawet przy mniejszych schorzeniach, w prośbie mniszki nie dopatrzyłoby się niczego niestosownego. Jak przypuszczam, podobnie mógłby zareagować ktoś, kto miał doświadczenie i kontakt z chrześcijaństwem Wschodu, gdzie do szafowania sakramentów podchodzi się inaczej, z odmienną niż to ma miejsce u nas mentalnością. Jednak czy to wszystko wystarczy, by w wielu miejscach (parafiach, wspólnotach, etc.) udzielać tego sakramentu przy okazji – by nie powiedzieć: „z okazji” – Światowego Dnia Chorego? Odnośnie takiego sposobu rozumowania nie mam przekonania. Nie dotyczy to zresztą jedynie namaszczenia chorych. Do sakramentów w ogóle często przystępuje się magicznie i mechanicznie, bez pragnienia wewnętrznego nawrócenia, jak gdyby był to kolejny obrzęd, który po prostu trzeba zaliczyć – na równi z posypaniem głowy popiołem…
Przypominam sobie ogromne oburzenie, niezrozumienie oraz utyskiwania kierowane pod adresem Kościoła na Zachodzie Europy, kiedy to, po Soborze Watykańskim II, próbowano znaleźć nową formułę sakramentu pokuty i pojednania wprowadzając tak zwaną „spowiedź powszechną”, to znaczy, bez indywidualnego wyznania grzechów, zarezerwowaną dla sytuacji nadzwyczajnych – na przykład w niebezpieczeństwie śmierci (in periculo mortis), lub gdy z powodu braku prezbiterów nie można udzielić jej wszystkim proszącym o nią wiernym. Dobrze, że w ogóle szukano, gdyż była to próba odpowiedzi – z perspektywy czasu, po interwencjach Stolicy Apostolskiej, wiemy, że niezbyt trafiona – na nową sytuację, w której znalazł się człowiek i Kościół współczesny. Wspólnota wierzących bowiem to nie archiwum, w którym pielęgnuje się rytuały, jak chcieliby niektórzy, lecz Mistyczne Ciało Chrystusa, ciągle szukające z Nim nowych, adekwatnych „kanałów łaski”.
Pytanie, które wypada postawić, to, czy, jak się wydaje, coraz popularniejsze organizowane zbiorowych namaszczeń chorych – do tego grona rzecz jasna nie wliczam tych, którzy faktycznie tego sakramentu potrzebują – nie stanowi innej, ukrytej formy „spowiedzi powszechnej”. Sakrament chorych przecież, podobnie jak sakrament pokuty, o czym często wierni nie zdają sobie sprawy, gładzi grzechy…
Być może pytanie skierowane pod adresem mniszki nie było wcale takie bezzasadne – „czy wspólnota rozeznała?” Przecież nie zawsze liczy się wyłącznie moje przeczucie…
Na koniec dodam, że mniszka, o której mowa, nie odeszła zawiedziona, ponieważ prezbiter wyciągnął benedykcjonał, co więcej, nie zawahał się z niego skorzystać.
10 komentarzy
-
2011-09-25
Kasia Sz.
???
Ojcze - czy Ty żyjesz? Już pół roku Cię nie ma. Wracaj... » -
2011-04-19
nul(ka)
Re: alibi
Angelosowe powyższe słowa powinno się podświetlić, neonem. "Przecież nie zawsze liczy się... » -
2011-04-15
Solegna
Sakrament
Chcę zwrócić uwagę na fakt, że ludzie często myślą o sakramencie chorych jako o ostatnim... »
No cóż, trzeba pójść za ciosem. Skoro stworzyliśmy vademecum spowiednika – za co wszystkim niezmiernie dziękuję – zatem wypada wziąć się także za penitentów. Zdaję sobie sprawę, że zadanie jest dużo trudniejsze, lecz mimo wszystko zaryzykujmy… Niewykluczone, że pojawią się jakieś ciekawe sugestie, być może wywiąże się też interesująca dyskusja, która pomoże komuś lepiej (cokolwiek by to miało oznaczać) przystępować do sakramentu pokuty.
... więcej »Dla wielu czas Wielkiego Postu oznacza konieczność przystąpienia do spowiedzi. I słusznie, bo choćby z racji odbywających się w każdej parafii rekolekcji, mniej lub bardziej chętnie, korzystamy z tego sakramentu, który niesie pojednanie i pokój.
... więcej »Przypowieść o synu marnotrawnym, czy raczej – jak nie bez przyczyny podkreślają inni – opowieść o miłosiernym Ojcu, stanowi niezwykłą, a zarazem odsłaniającą prawdziwe motywy i sens nawrócenia, narrację. To opis powrotu do Boga, to znaczy taki, który definitywnie dotyka życia człowieka, który w całości odnosi się do jego doczesności. I nie chodzi tu bynajmniej o jednorazową decyzję na zwrócenie swej twarzy ku Ojcu (choć to z pewnością wymaga odwagi), lecz o nieustanne rzucanie się w Jego ramiona. Bo miłość zawsze pociąga, mimo, że u jej początku często leży wykrzywiona i wyrachowana jej forma: nasz ludzki egoizm.
... więcej »Współczesny człowiek – zdaje się, jak nigdy wcześniej – panicznie poszukuje miejsc, w których będzie mógł spotkać się zwłaszcza ze sobą. Nie wystarcza już szybka i sprawna komunikacja, wysiadają komunikatory i inne modne gadżety, gdyż w gąszczu informacji niezmiernie łatwo zagubić sens istnienia, tego, co rzeczywiście nas konstytuuje. Cóż z tego, że na bieżąco syceni jesteśmy wiadomościami o wydarzeniach, na które tak naprawdę wpływu nie mamy, które jednak spędzają nam sen z powiek. Jak wiele „trawimy” ich każdego dnia! Starczy drobny rachunek sumienia.
... więcej »W ostatnich dniach bombardowani jesteśmy informacjami – czy to z Irlandii, czy z Niemiec – dotyczącymi molestowania seksualnego, jakiego, w sposób przewrotny i odrażający, dopuszczali się „ludzie Kościoła”. Niewątpliwie są to sprawy bolesne, o których nie sposób pisać bez emocji, które pewnie – by przypomnieć prawdę o skutkach grzechu pierworodnego – nie zamykają się granicach dwóch lokalnych Kościołów, które jednak domagają się jasnego stanowiska: potępienia zła przy jednoczesnym ocaleniu człowieka. Prawda bowiem musi być wypowiedziana w miłości – veritas in caritate (Ef 4,15) – inaczej przeradza się w mniej lub bardziej zakamuflowaną ideologię, której ostrze może ranić równie mocno, jak i głęboko.
... więcej »


















