OPe-racja
Dominik Jurczak OP
Bartymeusz
Początkowo wmawiamy sobie, że wszystko jest w porządku. Łudzimy się, że my to nie-my, że to sprawka… – i tu zazwyczaj następuje długa lista winowajców. Bywa, że nie reagujemy z lęku lub, co gorsza, dla „świętego spokoju”. Ten natomiast wyjątkowo szybko przeradza się w fikcję, która zatacza coraz szersze kręgi. W ten właśnie sposób tracimy ostrość widzenia, aż do całkowitej ślepoty. Bo czyż zamiast pokazać swoją twarz, nie jest wygodniej funkcjonować w wirtualnym świecie skrywając się pod avatarem lub nickiem? Czyż nie lepiej nie reagować na nadużycia i nie nazywać prawdy prawdą (choćby była ona daleko od tej ostatecznej)? Po co w ogóle się nadstawiać? Po co ryzykować? A nuż – nieważne czy w pracy, czy w Kościele, mechanizmy są te same – szef zobaczy, nie awansuje, nie nagrodzi, przeniesie do innego działu. I cała kariera pójdzie na marne…
W takiej sytuacji był Bartymeusz – ślepiec, skrupulatnie owinięty płaszczem fikcji swojego życia. Nie był w stanie dostrzec rozziewu między tym, „kim jest” od tego, „kim chciałby być”. Nie zawsze objawy owej wewnętrznej schizofrenii są widoczne. Taki płaszcz może być misterną tkaniną, dzierganą po mistrzowsku przez lata, ukrywającą przeraźliwy ból. W istocie, taki człowiek cierpi, choćby dlatego, że dał się zmanipulować jeden raz – wówczas, gdy zabrakło mu odwagi, by zareagować. Takich skomlących Bartymeuszy, wrzeszczących do Boga o litość, jest dziś wielu. I wcale nie mniej jest tych, którzy ich zagłuszają czy uciszają. „Po co dręczyć Nauczyciela? Zawsze tak było – argumentują – że ktoś musi paść ofiarą. Trzeba było się nie wychylać”.
« powrót
19 komentarzy
-
2009-11-24
angelos
świat będzie kolorowy
... » -
2009-10-28
angelos
główka od szpilki i duchy
Barmaaaan (pozdrów Żonę)! Chciałeś, to masz. Ale nie o diabłach, tylko o aniołach - i to znowu... » -
2009-10-28
angelos
Re: Modlitwa Słowem Bożym
Widzisz - akurat do tej historii nie spodziewam się zrobić żadnych notatek, nigdy. Zamiast tego... »
„Czy wspólnota rozeznała, że jest siostra chora?” – spytał pewnym głosem prezbiter, gdy jedna z mniszek poprosiła go o udzielenie sakramentu chorych przy okazji Światowego Dnia Chorego. Zdezorientowana kobieta nie wiedziała, jak zareagować i co odpowiedzieć. „Czy przypadkiem każdy z nas nie jest chory?” – nieporadnie próbowała się usprawiedliwić. W tym miejscu wypada siostrze przyznać rację. Każdy coś tam ma, każdy na coś choruje. Jednak czy fakt ten stanowi dla nas, łacinników, wystarczające alibi?
... więcej »Dziś środa popielcowa, caput ieiunii, rozpoczynamy zatem Wielki Post: czterdziestodniowy okres pokuty. Warto dodać, że nie jest to czas pokuty samej w sobie, lecz tylko takiej, do której kluczem i perspektywą jest Zmartwychwstanie Pana. Inaczej wszelkie wyrzeczenia czy ćwiczenia duchowe będą mogły pompować (i tak wystarczająco już rozdmuchane) nasze „ego”, zamiast rzeczywiście przysposabiać oraz umacniać do walki ze złym duchem. Nie chodzi o to, by wskutek Wielkiego Postu odklepać więcej modlitw, zaliczyć serię dodatkowych nabożeństw, czy też wyrobić sobie zgrabniejszą sylwetkę… „Czyż i poganie tego nie czynią?” (Mt 5). Tajemnica Postu kryje się w duchowej i odnowionej przestrzeni, właściwie przygotowanej na świt Wielkiej Nocy.
... więcej »Często chcielibyśmy, by Jezus zniósł jednak pewne prawa, nawet te mające za sobą szlachetną przeszłość, prawa szacowne, które w rozmaitym czasie zmieniały bieg historii, pisane dużą literą. Nie mielibyśmy nic przeciwko, by niektórych proroków – także tych współczesnych – sprytnie przeinterpretować, zagłuszyć raz na zawsze, usunąć z pamięci. Wolelibyśmy nigdy ich nie spotkać i nie usłyszeć. Jezus tymczasem nie tyle nie znosi Prawa czy Proroków (por. Mt 5,17), ile ich do końca miłuje, pokazując tym samym, czym wypełnić pierwsze oraz jak rozumieć drugich…
... więcej »Struktura aktu wiary ma wyjątkowo osobisty charakter – jest tajemnicą zakotwiczoną w najbardziej wewnętrznej głębi ludzkiego „ja”. Choć tak sporo wiemy o człowieku, choć potrafimy opisać przestrzenie, których istnienia nawet nie podejrzewaliśmy, jednak wobec kogoś, kto realnie poczuł wezwanie do stania się chrześcijaninem, stajemy niemal bezradni. Nasza bezsilność nie wynika bynajmniej z braku wiedzy, co do tego, jak wygląda procedura przyjmowania nowych członków do Kościoła. Ona dotyka nas samych. I choć przenika nas radość, że Bóg „namacalnie” działa w świecie, trawi nas lęk przed odkryciem oschłości i pustki naszej wiary.
Niniejszy tekst ma być formą podzielenia się doświadczeniem katechumenatu, jednak nie z perspektywy katechumena, więc kogoś kto radykalnie chce zbliżyć się do Prawdy, lecz przewodnika, który ma w jej odkrywaniu towarzyszyć. Przyznam, że to doświadczenie niesamowite, niezwykle uczące, jedyna w swoim rodzaju przygoda, do tego stopnia, że wraz z upływem czasu poważnie zacząłem zastanawiać się nad tym, czy przypadkiem nasze role się nie odwróciły. W pewnym sensie tak się właśnie stało, czego dowodem (i konsekwencją) może być konsekracja zakonna i habit, jaki teraz noszę.
... więcej »Niezwykle interesująca, choć wcale nieprosta w lekturze, jest ostatnia adhortacja Verbum Domini, w której Benedykt XVI zbiera dyskusje i postulaty wyrażone na synodzie biskupów w 2008 roku. Zgromadzeni w Rzymie z rozmaitych stron świata oraz z różnych tradycji kościelnych „ojcowie synodalni” dyskutowali o Słowie Bożym. W dokumencie papież z właściwą sobie precyzją dokonuje analizy, jakie miejsce zajmuje i powinno zajmować Słowo Boże w życiu każdego człowieka: chrześcijanina i nie-chrześcijanina; tych, którzy uczestniczą w życiu Kościoła, jak i tych, co pozostają na jego marginesie.
... więcej »

















