OPe-racja
Dominik Jurczak OP
2009
Bartymeusz
Początkowo wmawiamy sobie, że wszystko jest w porządku. Łudzimy się, że my to nie-my, że to sprawka… – i tu zazwyczaj następuje długa lista winowajców. Bywa, że nie reagujemy z lęku lub, co gorsza, dla „świętego spokoju”. Ten natomiast wyjątkowo szybko przeradza się w fikcję, która zatacza coraz szersze kręgi. W ten właśnie sposób tracimy ostrość widzenia, aż do całkowitej ślepoty. Bo czyż zamiast pokazać swoją twarz, nie jest wygodniej funkcjonować w wirtualnym świecie skrywając się pod avatarem lub nickiem? Czyż nie lepiej nie reagować na nadużycia i nie nazywać prawdy prawdą (choćby była ona daleko od tej ostatecznej)? Po co w ogóle się nadstawiać? Po co ryzykować? A nuż – nieważne czy w pracy, czy w Kościele, mechanizmy są te same – szef zobaczy, nie awansuje, nie nagrodzi, przeniesie do innego działu. I cała kariera pójdzie na marne…
W takiej sytuacji był Bartymeusz – ślepiec, skrupulatnie owinięty płaszczem fikcji swojego życia. Nie był w stanie dostrzec rozziewu między tym, „kim jest” od tego, „kim chciałby być”. Nie zawsze objawy owej wewnętrznej schizofrenii są widoczne. Taki płaszcz może być misterną tkaniną, dzierganą po mistrzowsku przez lata, ukrywającą przeraźliwy ból. W istocie, taki człowiek cierpi, choćby dlatego, że dał się zmanipulować jeden raz – wówczas, gdy zabrakło mu odwagi, by zareagować. Takich skomlących Bartymeuszy, wrzeszczących do Boga o litość, jest dziś wielu. I wcale nie mniej jest tych, którzy ich zagłuszają czy uciszają. „Po co dręczyć Nauczyciela? Zawsze tak było – argumentują – że ktoś musi paść ofiarą. Trzeba było się nie wychylać”.
« powrót
19 komentarzy
-
2009-11-24
angelos
świat będzie kolorowy
... » -
2009-10-28
angelos
główka od szpilki i duchy
Barmaaaan (pozdrów Żonę)! Chciałeś, to masz. Ale nie o diabłach, tylko o aniołach - i to znowu... » -
2009-10-28
angelos
Re: Modlitwa Słowem Bożym
Widzisz - akurat do tej historii nie spodziewam się zrobić żadnych notatek, nigdy. Zamiast tego... »















