OPe-racja
Dominik Jurczak OP
2010
Na zdrowie
„Oby tylko zdrówko było!” – to podczas kolędy chyba najczęściej powtarzane sformułowanie. Niektórzy jednak, a jest ich wcale niemało, dodają: „bo to najważniejsze!”. Niewątpliwie, Mistrz z Czarnolasu z takiego obrotu sprawy byłby zadowolony. Jego fraszka wychwalająca „szlachetne zdrowie” odniosła triumf, przynajmniej dydaktyczny, „że nic nad zdrowie ani lepszego, ani droższego”. Choć szanuję i cenię Kochanowskiego, to jednak nie mogę się z nim – a także ze wszystkimi wypowiadającymi podobne opinie – tak łatwo zgodzić. Czy aby na pewno „tylko zdrówko” było najważniejsze?
Miałem dziś okazję, w zastępstwie, przez parę godzin chodzić z posługą sakramentalną po szpitalu. Różne oddziały, mnóstwo osób, wiele spotkań… Niektórzy z życzliwością reagowali na mój widok, inni z przerażeniem w oczach wysłuchiwali propozycji przyjęcia sakramentu namaszczenia chorych, sądząc zapewne, że mowa o ostatnim… Notabene, sporo jeszcze potrzeba czasu i katechezy, by zmienić obiegowe myślenie o tym sakramencie. Co mnie jednak zaskoczyło, to dużo mniejsza częstotliwość „życzeń zdrowia” niż ma to miejsce podczas kolędy. Wydawałoby się, że szpital jest do tego najwłaściwszym miejscem, a jednak… Niestety, tam dla wielu zdrowie to sprawa przeszłości… Co w takiej sytuacji? Jak mówić ludziom o Bogu, by nie zaserwować „pobożnej papki” zaprawionej łatwymi odpowiedziami…
Gdy tak przemieszczałem się z Najświętszym Sakramentem między oddziałami, stanęły mi przed oczyma spotkania z ludźmi, także te kolędowe, którym nie brakowało ani zdrowia, ani pomyślności, ani pieniędzy. Mieli to, co „najważniejsze”, a jednak wcale nie wyglądali na szczęśliwych. Wśród nich byli i tacy, którzy w akcie desperacji chcieli targnąć się na własne życie… Czego zabrakło? Miłości. I nie myślę tu o uczuciu, lecz o takiej Miłości, której na imię Bóg, która naszemu życiu nadaje sens i właściwy kierunek, która promieniuje nie tylko na nas samych, lecz także na innych.
Bez wątpienia, uczenie się i odkrywanie Miłości nie należy do najprostszych. Lecz skoro Miłość ma coś znaczyć w naszym życiu, jeśli w doświadczanym bezsensie istnienia nie ma stanowić wyłącznie tandetnej plomby, to oznacza, że związana będzie z trudem. Tak, poszukiwanie Boga jako Miłości to niewątpliwie bonum arduum, to nieustanny wysiłek stawiania Go na pierwszym miejscu. Bez tej osobowej Miłości zdrowie – z całą pewnością „szlachetne” – na nic się nie przyda.
W tej perspektywie jakże ważne i prorocze są słowa Benedykta XVI: „Dzisiaj, gdy na rozległych obszarach Ziemi wierze grozi, że zgaśnie jak płomień, który nie jest już podsycany, najważniejszym priorytetem jest uobecnianie Boga w świecie i otwieranie ludziom dostępu do Boga. Nie do jakiegokolwiek boga, ale tego Boga, który mówił na Synaju; do tego Boga, którego oblicze rozpoznajemy w miłości, która daje się do końca (por. J 13,1) – w Jezusie Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. Prawdziwym problemem w obecnej chwili dziejowej jest to, że Bóg znika z horyzontu ludzi oraz, że wraz z gaśnięciem pochodzącego od Boga światła ludzkość traci orientację, a niszczące skutki tego procesu coraz bardziej stają się widoczne” (List Benedykta XVI dotyczący zniesienia ekskomuniki czterech biskupów wyświęconych przez arcybiskupa Lefebvre’a).
Jak podsycać w ludziach płomień wiary, by nie stracili w życiu właściwej orientacji, by Bóg nie zniknął z horyzontu ich życia? Jak sprawić, by nawet „szlachetne zdrowie” nie przyćmiło Jego blasku?
Na koniec dziękuję za wszystkie modlitwy… Tym razem proszę, by pamiętać o ofiarach trzęsienia ziemi na Haiti, miejscu bliskim wszystkim dominikanom. Mija dokładnie 500 lat od momentu, gdy Bracia Kaznodzieje dotarli na „Hispaniolę”. Wśród nich, między innymi, Pedro de Córdoba, Antonio de Montesinos, Bernardo de Santo Domingo, Domingo de Villamayor…
« powrót
27 komentarzy
-
2010-01-17
Kasia (Sz)
:-)
Ależ fantastyczne świadectwo!!! » -
2010-01-17
Fasola
Re: Re: hihi :))) Nie nawracać !
Myślę, podobnie jak Ty, że czasem swoje entuzjastyczne uniesienia wiary trzeba przed innymi ukryć... » -
2010-01-16
angelos
Roman Brandstaetter
Ceterum censeo, Roman Brandstaetter jest wspaniałym tłumaczem i autorem. I o ile będę mieć wybór,... »















