OPe-racja
Dominik Jurczak OP
2010
W porę czy nie w porę?
Znów rozgorzał spór po mało fortunnym komunikacie Rady ds. Rodziny Komisji Episkopatu Polski. Dotyczył on, między innymi, odmowy Komunii zwolennikom in vitro. Oczywiście, z miejsca posypała się lawina komentarzy i ocen. Okazało się bowiem, że sprawa niedopuszczenia do Stołu Pańskiego entuzjastów in vitro nie jest wcale tak oczywista, jak chciałaby tego Rada. Świadczy o tym chociażby wypowiedź ks. prof. Franciszka Longchampsa de Berier, członka Zespołu ds. Bioetycznych Konferencji Episkopatu, który stwierdzenie słusznie nazwał „nieuprawnionym uproszczeniem”.
Przyznam, że dla mnie – pomijając zagadnienia związane z prawem kanonicznym – komunikat jest mało fortunny zwłaszcza z powodu chwili jego publikacji. Ubiegły tydzień dla wielu tysięcy osób, w różnych częściach kraju, przebiegł pod znakiem wstrząsającej walki z żywiołem, walki, w której niejednokrotnie stracili wszystko. Czy przypadkiem w tak dramatycznej atmosferze prowadzenie „sporów” – choć potrzebnych i ważnych – nie jest przejawem kościelnej bezduszności?
Środek kampanii wyborczej w naszym kraju również nie wydaje się najlepszym momentem dla publikacji komunikatów takiej lub podobnej treści. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że stanowisko Kościoła stanie się łatwym kąskiem dla polityków chcących zwiększyć swój elektorat lub pragnących różnymi sposobami zdeprecjonować kontrkandydata. Nietrudno bowiem skonstruować program polityczny bazując na lojalności bądź sprzeciwie wobec nauczania Kościoła. Nie należy zapominać, że oprócz głoszenia „w porę i nie w porę” (por. 2 Tm 4,2), od tak zwanych „ludzi Kościoła” wymaga się także, by byli „roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie” (Mt 10,16).
Sądzę, że dyskusja odnośnie in vitro jest naszemu społeczeństwu ogromnie potrzebna. Jednak nie teraz, lecz za parę miesięcy, gdy wygasną emocje, które w chwili obecnej nie służą merytorycznej dyskusji. Na całe szczęście nie wystarczy dziś zakomunikować „in vitro jest złe” i na tym poprzestać. To nie takie proste, zwłaszcza w odniesieniu do osób, które w metodzie tej pokładają wielkie nadzieje. Żadną miarą nie chodzi o to, by ktoś przestał tak myśleć, skoro tak myśli… Chodzi o coś dokładnie przeciwnego, o to, by każdy – o ile to tylko możliwe, bez uprzedzeń i medialnych manipulacji – choć raz pomyślał, dlaczego Kościół tak myśli… Do tego wszakże potrzeba perspektywy wiary, bez której przystępowanie do Komunii sprowadza się jedynie do spełnionego, bądź nie, rytuału…
« powrót















