OPe-racja
Dominik Jurczak OP
Daj się ucywilizować
Bóg przychodzi w gościnę zwłaszcza wtedy, gdy człowiek raz na zawsze decyduje się zejść z drzewa, gdy pozwala się Panu ucywilizować. Co to w praktyce oznacza? Włączenie Boga w przestrzeń swojego życia: już nie na zasadzie plotki i ciekawości, dopełnionej skutecznością jakiegoś tam iluzjonisty, z którym po prostu opłaca się spotkać, ale jako istotnego punktu odniesienia, który dotyka całości ludzkiej egzystencji.
Zacheusz miał wszystkiego pod dostatkiem: dobry zawód, pozycję społeczną, odpowiednio zasobny portfel, choć jednocześnie przyznać trzeba, że jako celnik nie prowadził uczciwych interesów (Łk 19,1-10). Być może wchodząc na drzewo, mając świadomość, że jest mały (por. Łk 19,3), widział w Jezusie okazję do stania się jeszcze większym, także finansowo…
Doprawdy, trzeba, aby Jezus przystanął w życiu każdego z nas, by zatrzymał się i sprowadził nas na ziemię. Wystarczyła chwila, przelotne spojrzenie Mistrza, a Zacheusz zmienia swoje postępowanie, choć nadal pozostaje tam, gdzie żył i pracował, ze swoim majątkiem. W zasadzie nic wielkiego się nie zmienia, a jednak było to niezmiernie dużo: we właściwej perspektywie dostrzegł własne życie.
Zacheusz to, zdaniem niektórych egzegetów, skrócona forma imienia Zachariasz, które oznacza sprawiedliwego. Spotkanie z Jezusem sprawiło, że z Zacheusza – „sprawiedliwego” pro forma – stał się Zachariaszem. Tylko Jego mocą dokonywać się może takie u-sprawiedliwienie.
« powrót
12 komentarzy
-
2010-11-04
piąta
Re: jeszcze jedna intrygująca sprawa
Właśnie, tylko połowę majątku rozdał ubogim. Całą drugą zużył na wynagradzanie tych, których... » -
2010-11-04
prowincjonalny nauczyciel
jeszcze jedna intrygująca sprawa
Ciekawe, jak wyglądała dalsza część życia Zacheusza, Ewangelia o tym milczy. Rozdał majątek... » -
2010-11-04
prowincjonalny nauczyciel
Re: Re: Re: Re: a mnie najbardziej intryguje
Bigos = resztki z całego miesiąca w jednym garnku? :-) Podobno prawdziwy bigos trzeba gotować... »
„Czy wspólnota rozeznała, że jest siostra chora?” – spytał pewnym głosem prezbiter, gdy jedna z mniszek poprosiła go o udzielenie sakramentu chorych przy okazji Światowego Dnia Chorego. Zdezorientowana kobieta nie wiedziała, jak zareagować i co odpowiedzieć. „Czy przypadkiem każdy z nas nie jest chory?” – nieporadnie próbowała się usprawiedliwić. W tym miejscu wypada siostrze przyznać rację. Każdy coś tam ma, każdy na coś choruje. Jednak czy fakt ten stanowi dla nas, łacinników, wystarczające alibi?
... więcej »Dziś środa popielcowa, caput ieiunii, rozpoczynamy zatem Wielki Post: czterdziestodniowy okres pokuty. Warto dodać, że nie jest to czas pokuty samej w sobie, lecz tylko takiej, do której kluczem i perspektywą jest Zmartwychwstanie Pana. Inaczej wszelkie wyrzeczenia czy ćwiczenia duchowe będą mogły pompować (i tak wystarczająco już rozdmuchane) nasze „ego”, zamiast rzeczywiście przysposabiać oraz umacniać do walki ze złym duchem. Nie chodzi o to, by wskutek Wielkiego Postu odklepać więcej modlitw, zaliczyć serię dodatkowych nabożeństw, czy też wyrobić sobie zgrabniejszą sylwetkę… „Czyż i poganie tego nie czynią?” (Mt 5). Tajemnica Postu kryje się w duchowej i odnowionej przestrzeni, właściwie przygotowanej na świt Wielkiej Nocy.
... więcej »Często chcielibyśmy, by Jezus zniósł jednak pewne prawa, nawet te mające za sobą szlachetną przeszłość, prawa szacowne, które w rozmaitym czasie zmieniały bieg historii, pisane dużą literą. Nie mielibyśmy nic przeciwko, by niektórych proroków – także tych współczesnych – sprytnie przeinterpretować, zagłuszyć raz na zawsze, usunąć z pamięci. Wolelibyśmy nigdy ich nie spotkać i nie usłyszeć. Jezus tymczasem nie tyle nie znosi Prawa czy Proroków (por. Mt 5,17), ile ich do końca miłuje, pokazując tym samym, czym wypełnić pierwsze oraz jak rozumieć drugich…
... więcej »Struktura aktu wiary ma wyjątkowo osobisty charakter – jest tajemnicą zakotwiczoną w najbardziej wewnętrznej głębi ludzkiego „ja”. Choć tak sporo wiemy o człowieku, choć potrafimy opisać przestrzenie, których istnienia nawet nie podejrzewaliśmy, jednak wobec kogoś, kto realnie poczuł wezwanie do stania się chrześcijaninem, stajemy niemal bezradni. Nasza bezsilność nie wynika bynajmniej z braku wiedzy, co do tego, jak wygląda procedura przyjmowania nowych członków do Kościoła. Ona dotyka nas samych. I choć przenika nas radość, że Bóg „namacalnie” działa w świecie, trawi nas lęk przed odkryciem oschłości i pustki naszej wiary.
Niniejszy tekst ma być formą podzielenia się doświadczeniem katechumenatu, jednak nie z perspektywy katechumena, więc kogoś kto radykalnie chce zbliżyć się do Prawdy, lecz przewodnika, który ma w jej odkrywaniu towarzyszyć. Przyznam, że to doświadczenie niesamowite, niezwykle uczące, jedyna w swoim rodzaju przygoda, do tego stopnia, że wraz z upływem czasu poważnie zacząłem zastanawiać się nad tym, czy przypadkiem nasze role się nie odwróciły. W pewnym sensie tak się właśnie stało, czego dowodem (i konsekwencją) może być konsekracja zakonna i habit, jaki teraz noszę.
... więcej »Niezwykle interesująca, choć wcale nieprosta w lekturze, jest ostatnia adhortacja Verbum Domini, w której Benedykt XVI zbiera dyskusje i postulaty wyrażone na synodzie biskupów w 2008 roku. Zgromadzeni w Rzymie z rozmaitych stron świata oraz z różnych tradycji kościelnych „ojcowie synodalni” dyskutowali o Słowie Bożym. W dokumencie papież z właściwą sobie precyzją dokonuje analizy, jakie miejsce zajmuje i powinno zajmować Słowo Boże w życiu każdego człowieka: chrześcijanina i nie-chrześcijanina; tych, którzy uczestniczą w życiu Kościoła, jak i tych, co pozostają na jego marginesie.
... więcej »

















