Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

OPe-racja
Dominik Jurczak OP Lipiec 2010

27.07.2010 08:04

Inkulturacja serca

Inkulturacja nieodłącznie kojarzy się nam z misjami – z twórczym dialogiem, z reinterpretacją i adaptacją lokalnych zwyczajów do prawdy Ewangelii. I jest to trafne skojarzenie. Wystarczy przyjrzeć się historii Kościoła, prześledzić jego dzieje, by bez większego trudu podać przykłady procesu, poprzez który „katecheza «wcielała się» w różne kultury” (Catechesi tradendae, 53).

Owo pragnienie osadzenia Ewangelii w rodzimej obyczajowości wyznawców nie przypadkowo zrodziło się w dniu Pięćdziesiątnicy, będąc pierwszą konkretyzacją Chrystusowego nakazu: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,19-20). Patrząc na Apostołów, wczytując się chociażby w przemówienie Pawła na Areopagu, podziwiając delikatność Patryka i mnichów iroszkockich, śledząc pracę Cyryla i Metodego, zachwycając się odwagą i geniuszem Bartolomé de las Casas, czy wreszcie czytając żywoty męczenników afrykańskich nikt nie ma wątpliwości, że warunkiem dobrze pojętej inkulturacji jest wcześniejsze poznanie kultur, do których chce się dotrzeć, wydobycie z nich zasadniczych elementów, tak „by odkryć to, co je jaśniej wyraża, by uszanować ich wartości i bogactwa” (Catechesi tradendae, 3). Z pewnością nie jest dobrym misjonarzem ten, który u progu działalności nosi w sobie przekonanie o wyższości swego pochodzenia i kultury. Skoro inkulturacja jest dialogiem, to nie można zapomnieć o jego podstawowych warunkach, w tym o poszanowaniu drugiego człowieka i o elementarnej próbie jego zrozumienia. Choć wydaje się to proste i oczywiste, praktyka niestety nie potwierdza owej „intuicyjności”. Ale idźmy dalej.

Adhortacja Apostolska Ecclesia in Africa podaje dwa, komplementarne wymiary inkulturacji, zaznaczając, że „z jednej strony oznacza [ona] wewnętrzne przekształcenie autentycznych wartości kulturowych przez ich integrację w chrześcijaństwie; z drugiej strony jest zakorzenianiem chrześcijaństwa w różnych kulturach”. Obie wyznaczone granice tak naprawdę mają chronić chrześcijaństwo. Z jednej strony bowiem czyha pokusa pragnienia bycia niewidzialnym, nienarzucania się za wszelką cenę ze swoimi poglądami, przyjmowania wszystkich, a nie autentycznych wartości kulturowych; z drugiej zaś, grozi pokusa ignorowania tego, co zastane, promowania własnych, jedynie słusznych rozwiązań (np. katolickich, protestanckich, rzymskich, polskich, etc.). Wydaje się, że obie opcje trącą ideologią, choć w gruncie rzeczy, jak każda z ideologii, są łatwiejsze w interpretacji i w realizacji. Załatwiają sprawę raz na zawsze i tak mamy spokój, tyle że „święty”. Niewiele potrzeba, by przy dobrym samopoczuciu misjonarza Ewangelia nigdy nie dotarła do tych, którym ma ją głosić. Inkulturacja jest procesem – nie wiedzą, czy gotowym produktem, jaki mamy do zaproponowania niewierzącym. Innymi słowy, rodzi się w napięciu i z odpowiedzi na nieustannie zadawane pytania o jej kształt. Trzeba wypracowywać ją stale.

Zadziwiające, że te regiony świata, w których chrześcijaństwo wprowadzano siłą, bardziej podatne są na odejścia od wiary, niż te, w których to świadectwo życia wypływało na decyzję o przyjmowaniu Ewangelii. Zależność tą wypunktował Augustyn z Hippony trafnie stwierdzając, że wierzyć można tylko dobrowolnie; wszystko inne można uczynić wbrew swej woli (Ad Iohannis Evangelium tractatus). Ewangelia narzucona siłą sprzyja nie Jej afirmacji, lecz adaptacji. Można zatrzymać się na poziomie „nieobmytego kubka i posępnego wyglądu” (por. Mt 6,16; 23,25), choć to złocisty kielich i pobożnie złożone ręce. Czyż nie przed adaptacją, często bardzo skuteczną i wyrafinowaną, ostrzegał Jezus karcąc faryzeuszów? Inkulturacja sprzyja afirmacji Ewangelii, stąd dalekie jej będą państwa kościelne oraz instytucjonalne obowiązkowe rozwiązania. Wyprowadza nas z samozadowolenia, z mani porównywania papieży, bądź liczenia wiernych uczestniczących w mszach, choć to nie bez znaczenia. Wprowadzanie chrześcijaństwa siłą zaowocowało jego adaptacją w środowisku. Nie dziwi zatem fakt, że przy pierwszej lepszej sposobności, nawet ten który był Apostołem, zdradził; że zawsze kiedy miało być tak dobrze, było tak źle. Dominus noster Christus veritatem se, non consuetudinem cognominavit – Pan nasz Chrystus nazywał się prawdą, nie przyzwyczajeniem. Trzeba, by te odważne słowa Tertuliana nieustannie stawały przed wiarą chrześcijańską. Ewangelia musi sięgać głębiej, musi wychodzić poza adaptację, poza przyzwyczajenie.

Ale co tak naprawdę jest śmiercią inkulturacji? Dotychczas mowa była jedynie o zagrożeniach. Jej śmiercią jest przekonanie, że dotyczy ona misjonarzy, że odnosi się do tak zwanych krajów misyjnych, że jest zarezerwowana dla innych. Tymczasem inkulturacja w pierwszym rzędzie powinna dotykać mojego serca i mojego środowiska. Jeśli nie rozpocznę od siebie, sprawię, że dialog ze współczesnym światem będzie pusty i oparty nie o doświadczenie i światło Ducha Świętego, ale o moje własne – często idealistyczne i ideologiczne – wizje. Każdy chrześcijanin wezwany jest w pierwszym rzędzie do inkulturacji własnego serca, do nieustannego pytania się o Prawdę. Niewykluczone, iż okaże się wówczas, że trzeba zmienić styl duszpasterski na inny niż w poprzedniej epoce, lub że koniecznym będzie oddanie nawet jakiś przywilejów.

Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

2 komentarze

  • 2010-08-01
    Kefasjus

    Re: np.?
    inkulturacja serca? w Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, Warszawie, Poznaniu, Gdańsku czy Szczecinie...... »
  • 2010-07-27
    ako

    np.?
    w Norwegii? ;-) »
 
18.07.2010 00:03 | Akcja i kontemplacja

Po opublikowaniu adhortacji apostolskiej Vita consecrata Jana Pawła II w 1996 roku pojawiła się wątpliwość, w jaki sposób właściwie oddać w językach narodowych łacińskie praestantia, które to, odwołując się do wielowiekowej chrześcijańskiej tradycji, opisywało życie konsekrowane w relacji do pozostałych „stanów życia” w Kościele. Polski czy angielski tekst dokumentu proponował „obiektywną wyższość” życia konsekrowanego (objective superiority), natomiast hiszpański lub niemiecki przekład postulował „obiektywną doskonałość” (excelencia objetiva, die objektive Vollkommenheit). Po wielu burzliwych dyskusjach ustalono ostatecznie, że każde z tłumaczeń – jako tekst opublikowany przez Stolicę Apostolską, a zatem w pełni oficjalny – należy traktować jako obowiązujące.

... więcej »


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena: