Sed contra
Janusz Pyda OP
KwiecieĂĹĄĂÂ 2009
IV przykazanie wobec złych rodziców
Obiecałem, że wrócę do problemu miłości i czci wobec - mówiąc najkrócej – złych rodziców. Pytanie jest jasne, ale ekstremalnie trudne. Jak wypełnić czwarte przykazanie wobec rodziców, którzy w życiu dostarczyli nam dużo krzywdy i cierpienia. Myślę, że jest kilka kroków, które każdy stając przed tego typu wyzwaniem musi przejść.
1) Lepiej, że jestem, niż gdyby mnie nie było.
To chyba podstawowy i być może dla wielu najtrudniejszy krok na drodze do przebaczenia swoim własnym rodzicom. Umiejętność dostrzeżenia wartości swojego życia na podstawie samego faktu, że jest, stanowi duży krok w stronę miłości i przebaczenia złym rodzicom. „Moje życie jest jakie jest, ale lepiej, że mogę doświadczać nawet takiego życia, niż gdyby mnie nie było i w ogóle nie byłbym w stanie doświadczać niczego”. Można to „okrągło” nazwać afirmacją swojego własnego istnienia bardziej nawet niż życia, ale tak czy tak chodzi o podstawowe dziękczynienie za fakt, że w ogóle jestem. Oczywiście w chwili, kiedy ktoś boryka się z poważną depresją wyrosłą chociażby z faktu skrzywdzenia przez rodziców, ten właśnie pierwszy krok jest ekstremalnie trudny – niemniej jednak konieczny.
2) Moje życie jakkolwiek się poczęło i jakkolwiek przyszło na świat nie jest przypadkowe,
bo Bóg żadnego życia przypadkowo nie powołuje do istnienia. Stworzenie każdej duszy ludzkiej jest dla Pana Boga aktem podobnym jak stworzenie całego świata. I każdą ludzką duszę i cały świat Bóg stwarza z niczego. To między innymi z tego powodu mówiło się niegdyś, że człowiek jest mikrokosmosem. To właśnie dlatego każde życie jest chciane, zaplanowane i pełne objawienia Bożej wszechmocy.
Przeżycie tych dwóch prawd może pomoc nam patrzeć nawet na najgorszych rodziców z większą chęcią przebaczenia czyli z większą miłością. Być może wszystko później było złe, ale pozwolili Panu Bogu sprowadzić nas na świat. Być może nawet zrobili to niechętnie, ale jednak zrobili. A mogli nie pozwolić. Wielu nie pozwala.
3) Kochać złych rodziców to w pierwszym rzędzie zatroszczyć się o siebie.
Każdy z nas będzie sądzony przez Pana Boga nie tylko na podstawie naszych wyborów, ale i ich konsekwencji. Na tym będzie polegał sąd ostateczny. Zobaczymy wszelkie skutki naszych działań w świecie i w życiu innych ludzi. Jeśli chcemy kochać złych rodziców, zatroszczmy się przede wszystkim o siebie, w taki sposób, aby to co się dzieje w naszym życiu nie obciążyło ich jeszcze bardziej przed Panem Bogiem. Dziecko może być na sądzie Bożym głównym obrońcą swoich własnych rodziców, albo ich głównym oskarżycielem. Bo tylko ono może stanąć przed Bożym obliczem i powiedzieć: „Panie Boże moi rodzice byli jacy byli, ale ja jakoś sobie w życiu z tym poradziłem. Sądź ich w swoim miłosierdziu jedynie na podstawie ich uczynków, nie zaś na podstawie skutków, bo z tymi dałem sobie radę”. Największy akt miłości wobec złych rodziców jaki dziecko może dokonać w perspektywie wieczności to być szczęśliwym.
4) Kochać złych rodziców to znaczy dorosnąć
Czasami oznacza to konieczność wyprowadzki z domu, a czasami konieczność radykalnego ograniczenia kontaktu. W każdym razie w pewnym momencie własnego życia trzeba przestać definiować samego siebie przez wspomnienie naszych rodziców. I tak pierwszym naszym rodzicem jest sam Bóg. Jego „geny” są w nas znacznie mocniej wszczepione przez chrzest, niż geny naszych rodziców przez nasz poczęcie. Ale w to trzeba uwierzyć. Żeby kochać własnych rodziców w pierwszym rzędzie trzeba zrozumieć, że zostaliśmy nazwani Dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. A to sprawia, że dla naszych ziemskich rodziców czasami musimy sami stać się rodzicami – kimś kto jest dojrzalszy, mądrzejszy, bardziej odpowiedzialny i przebaczający. Stać się rodzicem własnych rodziców to nic przyjemnego, ale tak czy tak nie da się od tego uciec.
5) Kochać złych rodziców to po prostu się za nich modlić – za życia i po śmierci.
6) Kochać złych rodziców, to chcieć odróżniać ich złą wolę od ich choroby, nieumiejętności, słabości.
Kochać złych rodziców można chyba dopiero wtedy, kiedy radykalnie i głęboko przenika nas prawda o naszym dziecięctwie Bożym. Oczywiście można w tej chwili stwierdzić, że trudno uwierzyć w Boże dziecięctwo, jeśli to ziemskie było do niczego. Ale wielokrotnie zauważyłem, że właśnie tak się da. Być może dlatego, że to właśnie dziecięctwo Boże i w porządku czasowym i przyczynowym i istotowym jest naszym pierwszym dziecięctwem.
« powrót
17 komentarzy
-
2009-05-23
marta
mchm.
bardzo Ojcze dziękuję za te proste punkty, ale bardzo ważne. Od lat sie borykam z tym pytaniem... » -
2009-05-08
Maja
dzęki Ojcze!
A ja właśnie się zastanawiałam co zrobić z tym "problemem" no i znalazłam odpowiedź w Tym co... » -
2009-05-06
Anka
Ocena:



a matka jest tylko jedna
Nasze społeczeństwo funkcjonuje wciąż zgodnie z tym- według mnie nie dobrze pojmowanym... »
Przeczytałem starannie wszystkie komentarze, które pojawiły się pod ostatnim postem i nie mogę się do kilku spraw nie odnieść – tym bardziej, że nie byłem w stanie reagować na bieżąco. Będzie długo, ale o ważnych sprawach.
... więcej »Ostatnio z różnych powodów dręczy mnie problem zakupów niedzielnych. Nie chodzi mi jednak o takie zakupy, które robi się z konieczności i towarzyszy temu duże cierpienie.
... więcej »W czasie Adwentu zapraszam serdecznie na rekolekcje, które dzięki zaproszeniu Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego "prowadzę" na stronie www.liturgia.pl. Na dominikańskie blogowisko wrócę jak tylko skończę pisać rekolekcje - czyli w najbliższy poniedziałek. Serdecznie pozdrawiam i pamiętam w modlitwie o komentatorach i czytelnikach blogowiska.
















