Sed contra
Janusz Pyda OP
O lenistwie na początek i snobizmie na koniec
Niezrealizowany plan
Otóż, wczoraj wracając z Nowego Yorku (gdzie Prowincjał zainstalował nowego przełożonego domu, o. Romualda Jędrejko)
miałem wielką ochotę zajechać po drodze do Barnes and Nobel na 5th Ave. i później przejść do Grand Central na 142, gdzie mógłbym złapać kolejkę na północ, do Nowej Anglii – tam gdzie mieszkam. Miałem więc w planie do realizacji dwa cele – wizytę w gigantycznej księgarni i dotarcie do super stacji. Pierwszy był raczej grzeszny, bo co by nie powiedzieć była wczoraj niedziela i do tego Wszystkich Świętych. Włóczenie się więc po sklepach (nawet księgarniach) byłoby chyba nie do końca ok. Wyłgałbym się oczywiście jakoś przed swoim sumieniem i coś z nim utargował w tej sprawie. Ale ostatnio na targi z własnym sumieniem też jestem zbyt leniwy, więc ta opcja odpada.
Grand Central
Grand Central to co innego. Fascynuje mnie ta stacja. Po pierwsze lubię Grand Central Clock. Proszę mu się przyjrzeć i powiedzieć, czy nie jest uroczy. Moim zdaniem cała jego postawa tchnie pewnością siebie i trochę może pychą. Ten zegar jest po prostu nadęty. Taki amerykański zegarek bez kompleksów.
On sobie stoi i bije, a to wokół niego wszyscy latają jak szaleni. Grand Central Clock, to najlepszy symbol czasu, jaki kiedykolwiek widziałem – symbol jedynej fizycznej rzeczywistości, którą człowiek potrafi dokładnie mierzyć, ale zupełnie nie potrafi na nią wpływać. Czas daje się oglądać, ale nie daje się dotykać. Dlatego właśnie Grand Central Clock jest taki dumny z siebie. Stoi sobie w środku stacji, pozwala na siebie patrzeć, każe ludziom przyspieszać kroku, a pociągom wyruszać ze stacji, sam zaś jest nietykalny. Ma uzasadnione poczucie wyższości nad tłumem, który się pod nim kłębi. XIII rozdział Wyznań Św. Augustyna, ten o czasie, powinno się czytać na Grand Central.
Poza tym lubię to miejsce, bo Grand Central ma w sobie coś takiego, że jest jakby wyjęta z czasu tylko teraźniejszego. Kiedy tam jestem zawsze mam wrażenie, że na mitycznych schodach zaraz pojawi się Al Capone ze swoją obstawą, a na dole będzie nań czekał niestrudzony Eliot Ness. Albo, że po peronie będzie pędzić zawsze spóźniona Marilyn Monroe,
albo, że w głównym hallu do fortepianu zasiądzie Terry Waldo.
Kiedy się jest na Grand Central to wszystko wydaje się możliwe, prawdopodobne. Ma się wrażenie, że ten nadęty zegarek na środku stacji jest wszechwładny i może sprawić takie cuda.
Spacer po Harlemie
Grzechu włóczenia się po sklepach w niedzielę nie popełniłem, ani na Grand Central nie dotarłem, bo bracia uświadomili mi, że mogę złapać kolejkę znacznie bliżej, prawie na rogu W 125st i Madison Ave.. Oczywiście idąc tam z naszego klasztoru, trzeba przejść przez Harlem, ale póki słońce świeci, cóż to jest dla białego człowieka. Biłem się z myślami, ale lenistwo zwyciężyło. Tak mi się nie chciało jechać na odległą 5th Ave., że zrezygnowałem z księgarni i z Grand Central i polazłem na Harlem. Jak się później okazało, bardzo dobrze zrobiłem.
Siedząc na peronie, zauważyłem mężczyznę czytającego książkę o okładce i tytule, które nie mogły umknąć mojej uwagi. 5:17 przyjechał pociąg do New Haven. Mężczyzna wstał, odłożył książkę na ławkę, na której siedział i wsiadł do pociągu. Dziwnie to wyglądało. Zabrałem książkę, wsiadłem do wagonu i oddałem ją facetowi, który – jak sądziłem - o niej zapomniał. I tak rozpoczęła się długa, choć krótka w dystansie podróż na północ. Książka o której mowa, wygląda tak.
Okazało się, że mężczyzna nie zostawił książki przez pomyłkę, ale że zawsze tak robi i to w ramach jakiejś tam akcji – przeczytane książki zostawia w miejscach publicznych, skąd każdy może je sobie zabrać i przeczytać. Ciekawy pomysł, prawda? Dzięki niemu czytam teraz szalenie interesującą książkę.
Facet okazał się fanem serialu i do tego nie mógł sobie wyobrazić lepszego odbiorcy swoich spostrzeżeń związanych z serialowymi sytuacjami, niż ksiądz z Polski. Przypomnieliśmy sobie wszystkie odcinki, w których pojawia się wątek religijny (z księdzem pseudo-pedofilem, z siostrą zakonną, z hasydami, z nastoletnim cudotwórcą i jeszcze kilka innych). Było ciekawie.
W każdym razie nasunęło mi się jedno meta-spostrzeżenie. Amerykanie mają unikalną zdolność do łączenia popkultury z kulturą rzeczywiście wysoką. Są w tym dosyć bezpretensjonalni. Wyobrażacie sobie polskich filozofów, którzy skrzyknęliby się i napisali zbiór artykułów o problemach filozoficznych w serialu House? Przecież by im nikt punktów KBN-owskich za to nie przyznał, a to najważniejsze. A poza tym godzi się analizować jedynie poważne rzeczy i z poważną miną („Dekalog” Kieślowskiego nadaje się świetnie). To takie polskie i takie europejskie. I trzeba koniecznie zamieścić tysiąc przypisów, które jednak nie tyle mają być pomocne dla czytelnika, ale które mają wykazać erudycję autora i zasugerować fakt, że czyta w 100 językach świata (ciekawe dlaczego tylko w takim razie w żadnym nic nie napisał). Amerykanie w filozofii pracują inaczej. Są dosyć bezpretensjonalni. Treść, a nie forma tekstu zdradza zwykle gigantyczny warsztat i wiedzę analityków zza Oceanu. A dla nich punktem honoru jest pisać tak, żeby człowiek z ulicy mógł to czytać i do tego zrozumiał jak najwięcej się da. Mechanizm myślenia musi mieć ładną karoserię. To takie trochę sokratejskie. Łazić z filozofią po ulicach i gadać ze zwykłymi ludźmi o podstawowych sprawach. Filozofia i popkultura, kultura wysoka i niska to wszystko jest w Stanach jakoś szalenie blisko siebie. Panuje tu jakiś taki rozkoszny bałagan, jak w pokoju dzieci, które przechodzą różne szczere fascynacje, które wszystkie muszą mieć pod ręką – rękawicę do baseballa koło słownika greki klasycznej.
Snobizm
Zastanawiam się, kiedy zaczyna się w nas snobizm. Przecież nie zawsze kiedy zaczynamy się interesować czymś, co na samym początku nas nie bawi jesteśmy snobami. Jeśli idziemy do filharmonii, a nie mamy upodobania w muzyce klasycznej nie jesteśmy od razu snobami. Być może po prostu czujemy, że warto podejść do drzwi tak interesującego świata jak muzyka. To nie musi być snobizm. Ale kiedy jest? Myślę, że nie wtedy, kiedy staramy się poznać coś, co nam na początku wcale nie smakuje. Snobizm zaczyna się wówczas, gdy udajemy, że coś co jest dla nas za trudne rozumiemy doskonale, kiedy nie chcemy się uczyć, ale uchodzić za ekspertów. To po pierwsze. Po drugie stajem się snobami, gdy forma staje się ważniejsza od treści. Nie ważne co jest w książce, ważne czy jest w twardej, płóciennej okładce, czy w papierowej. Nie ważne że „Matrix” przedstawia ten sam problem, co „Medytacje…” Kartezjusza. W zadymionej paryskiej czy krakowskiej kawiarni można rozmawiać o Kartezjuszu, ale nie o braciach Wachowskich. Po trzecie stajemy się snobami, gdy coś, co powinno wpływać na nas służy nam tylko do tego, żeby pokazać jak bardzo jesteśmy wysublimowani, kulturalni, dojrzali. Wyjście do filharmonii, które powinno dostarczyć nam przeżyć, albo zaciekawienia związanego z muzyką służy tylko do tego, żeby pokazać, że MY JESTEŚMY TYMI, KTÓRZY CHADZAJĄ DO FILHARMONI.
No, to tyle o snobizmie. Właściwie jeśli ktoś chce studiować zagadnienie snobizmu nie tylko z książek powinien pojechać do Krakowa – najbardziej snobistycznego i pustego w swoim snobizmie miasta, jakie kiedykolwiek widziałem. Mieszkałam tam siedem lat będąc z Zakonie i jeszcze przed Zakonem i zamierzam napisać na starość monografię na temat snobizmu. Z przypisami. Coraz bardziej lubię to miasto, dlatego właśnie, że coraz bardziej wydaje mi się urocze i zabawne w swoim nadęciu. Trochę jak Grand Central Clock.
« powrót
17 komentarzy
-
2010-05-02
Biedronka
On
"On sobie stoi i bije, a to wokół niego wszyscy latają jak szaleni" genialne... » -
2009-11-08
Zające Trzy
Ocena:



z poczciwego choć snobistycznego Krakowa :)
Da się tu jednak wytrzymać:) Brakuje jedynie "januszowych, dziewiątkowych kazań". Choć nie ma... » -
2009-11-06
Kasia (Sz)
abstrahując od krakowskich snobów...
... a zatrzymując się przy przeintelektualizowaniu - aż tak źle tu nie jest:). Wszyscy się trochę... »
Jakoś tak zazwyczaj jest, że kiedy wszyscy idą w jedną stronę, mnie bardziej podoba się spacer w dokładnie przeciwnym kierunku. Ale tym razem mam ochotę pójść dokładnie w tym kierunku, w którym idzie większość – w kierunku radykalnego sprzeciwu wobec ACTA.
... więcej »Tak sobie pomyślałem, że należałoby kiedyś – a dzień świętego Mikołaja jest ku temu okazją dobrą, jak mało która – uporządkować całą tę sprawę z prezentami. Uporządkować to znaczy dokonać klasyfikacji – ustalić kategorie, typy, rodzaje.
Zacząłem zatem porządkować.
Dzięki pomysłowi i życzliwości o. Cypriana Klahsa OP miałem możliwość opublikowania Listów starego anioła do młodego. Ukazało się ich dwadzieścia. Zawsze chciałem dokończyć pracę i napisać jeszcze jedenaście i Toast. Powód był tylko taki, że C.S. Lewis napisał 31 listów starego diabła do młodego. Niezwykle życzliwe, niespodziewanie liczne i przychodzące wszelkiego rodzaju pocztą reakcje czytelników na publikację pierwszych dwudziestu listów anielskich napełniły mnie nadzieją, że jest jakiś sens w pisaniu kolejnych jedenastu. Napisałem zatem, a ten poniższy jest pierwszym z nowej serii.
... więcej »Serdecznie polecam świetny wywiad z o. Jackiem Salijem OP. Mam wrażenie, że jest to głos na puszczy - zwłaszcza w środowisku dominikańskim. Ale również dlatego warto wsłuchać się szczególnie uważnie.
... więcej »Bardzo mi się ostatnio spodobała koncepcja open-source. W informatyce - bo informatyk wytłumaczył mi na czym to wszystko polega - open source jest tworzeniem darmowego oprogramowania, które później może być wykorzystywane, ale i rozwijane przez kolejnych użytkowników. Z wielu powodów idea ta bardzo przypadła mi do gustu. Ale teraz nie o tym. Nie programuję i raczej już nie będę tego robił, więc włączenie się w ideę open-source na płaszczyźnie informatyki jest dla mnie niemożliwe. Niemniej jednak zaświtał mi pomysł, że idea owa może pomóc w uratowaniu pewnego projektu, którego sam nie mogę już zrealizować. Chodzi o napisanie serii dwunastu opowiadań. Napisałem trzy, mam koncepcję całości i chętnie ją odstąpię temu, kto będzie chciał zrobić z niej użytek. Postaram się wszystko teraz wyjaśnić.
... więcej »






















