Sed contra
Janusz Pyda OP
Zakupy niedzielne
Ostatnio z różnych powodów dręczy mnie problem zakupów niedzielnych. Nie chodzi mi jednak o takie zakupy, które robi się z konieczności i towarzyszy temu duże cierpienie.
Jeśli w niedzielę prawdziwa dama zmusza samą siebie, żeby jechać z mężem do Castoramy i wybierać najlepszy model wiertarki konieczny do wykończenia remontu mieszkania – grzeszy niewątpliwie. Grzeszy przeciw dniu świętemu i własnej płci. Podobnie mężczyzna, jeśli daje się zaciągnąć żonie tudzież narzeczonej na niedzielno-zakupową wyprawę w poszukiwaniu „bluzki” niezbędnie potrzebnej na najbliższe wspólne wyjście – grzeszy ciężko przeciw dniu świętemu i rodzajowi męskiemu.
(Rzeczownik „bluzka” ujęty został w cudzysłów, ponieważ żaden prawdziwy mężczyzna nie wie, czym jest tzw. „bluzka”. Ja zaś mam komfort, który daje mi celibat, ze mogę się do tego publicznie i bezkarnie przyznać. Wiemy czym jest koszula, ale „bluzka” nie jest terminem dla męskiego intelektu ostrym i jednoznacznym. Aby przyjść nam na pomoc miłosierne kobiety wymyśliły określenie „bluzka koszulowa”, ale i to nie pomogło, wręcz przeciwnie, lekarstwo stało się gorsze od choroby. O ile „bluzkę” zawsze tłumaczyliśmy sobie analogicznie jako „coś bardziej niepodobnego, niż podobnego do koszuli, co kobiety kupują z lubością” o tyle przetłumaczenie „bluzki koszulowej” z języka kobiecego na męski wymagałoby mistrza przekładu na miarę Barańczaka czy Libery. Ale to jeszcze nic, prawdziwe katorgi przeżywa męski mózg gdy ma wyznaczyć zakresy czy pola znaczeniowe dla słów takich jak „spódnica” i „sukienka” - koszmar).
W takich jak wymienione wyżej przypadki zakupy niedzielne bywają wykroczeniem nie tylko wobec Dekalogu, własnej płci ale często i prawom człowieka. Każdy mężczyzna uzyska wybaczenie za kupowanie „bluzki”, bo wiadomo jak potworny nacisk kobiety potrafią wywierać. A grzech popełniony pod wpływem ciężkiej bojaźni i szantażu jest mniejszy, niż taki popełniony w poczuciu bezpieczeństwa. No, ale nie takie rodzaje zakupów mam na myśli.
A co z przypadkiem, gdy jakaś pani uwielbia „szukać dla siebie” butów. Sprawia jej niekłamaną radość chodzenie w niedzielę po sklepach, przymierzanie i narzekanie, że nie może znaleźć nic dla siebie. Nie ma nic normalnego i prostego. Wszystko jest albo tak udziwnione, że do niczego się nie nadaje, albo jeśli już znajdzie się coś zwykłego, normalnego i klasycznego i koniecznie prawie na każdą okazję, to oczywiście jest to koszmarnie drogie i ma metkę najdroższej firmy.
(Nie wolno dać się zwieść takim narzekaniom. Tego typu „paradoksalne” sytuacje kobiety uwielbiają, wcale ich to nie wkurza. Chodzi o to, żeby powiedzieć: „No sami widzicie w tej ‘bluzce’ wszystko jest zwykłe, proste i normalne – no, może poza ceną. Ale co ja poradzę, że teraz zwykłe rzeczy są najdroższe? Przecież nie będę ubierała się dziwacznie jak siedemnastolatka”).
Załóżmy więc, że pani X uwielbia spędzać czas na „szukaniu dla siebie butów” ponieważ jest to dla niej odpoczynkiem. Pytanie jest proste. Czy może to robić w niedzielę? Z jednej strony nie bardzo, bo to jednak zakupy i to do tego niezbyt konieczne. To nie jest tak, że skończył się chleb albo fajki w niedzielę rano i trzeba wyskoczyć „na róg” i załatać tę dziurę, która może spowodować, że przeżycie niedzieli nie będzie możliwe, a już na pewno nie będzie możliwe skoncentrowanie się na miłości Boga i bliźniego, gdy człowiek sobie nie zapali od rana do nocy. Trochę żartuję oczywiście. Ale jednak kupowanie butów nie jest koniecznością niedzielną. Z drugiej jednak strony dla pani X to nie jest praca, tylko przyjemność. Przecież nie mamy wyrzutów sumienia, kiedy idziemy w niedzielę na kilka godzin do zoo, ponieważ jest to dla nas rozrywka – a też kupujemy bilet i też zmuszamy pracowników zoo do pracy w niedzielę. Czy w niedzielę mogę wpaść do EMPIKU i pooglądać książki, a później odwiedzić jeszcze MATRAS i Hetmańską czy też jednak nie powinienem tego robić? A może to jest dzielenie włosa na czworo? No, ale chyba nie, skoro Pan Jezus mówił, że trzeba być wiernym w małych rzeczach, aby w dużych być wiernym. No to jaka jest zasada? Co wolno, a co nie? (Ja wiem, że zaraz odezwą się magicy wyćwiczeni w wyższej duchowości i powiedzą, że nie chodzi o prawo, ale o miłość i nie ma sensu tak postawione pytanie. Ale ja jednak wolę wiedzieć konkretnie co przeszkadza Temu, kogo się kocha, a co nie. Więc argumenty z „duchowości rozmytej i niekonkretnej” zupełnie mnie nie interesują.)
Poważnie, czy ktoś ma jakiś pomysł na ten dylemat moralny? Potrzebuję poznać zdanie powszechnego i wspólnego sensus fidei, bo sam się nad tym zastanawiam i coś niby mi się urodziło w głowie, ale nie do końca, a muszę sprawę w trybie dosyć pilnym rozwiązać. Poza tym zbliża się "handlowa niedziela" na zakończenie Adwentu i cóż wówczas powinniśmy zrobić?
P.S. Proszę o wybaczenie wszystkie panie. Przykład z kupowaniem butów można spokojnie zamienić na przykład z łażeniem w niedzielę po giełdzie komputerowej i szukaniem nowej karty muzycznej, albo czegoś podobnego. Musiałem użyć przykładu z kobietą powodowany wyłącznie wysokim uczuciem chroniącym wielką wartość męskiej solidarności.
« powrót
65 komentarzy
-
2010-07-16
don Juan
Re: moim zdaniem
Pytanie pierwsze: O ile zwiększyłaby się liczba bezrobotnych, gdyby zwolnić nadmiar pracowników... » -
2010-02-02
domka
moim zdaniem
W starym testamencie znalazłam kiedyś fragment mówiący o dniu szabatu: „(...) Przeto... » -
2009-12-26
myszka
Ocena:



trochę miłosierdzia
Bardzo ojcu dziękuję za podjęcie tego tematu. Podpisuję się pod tym, co napisał harry: dla mnie... »
Jakoś tak zazwyczaj jest, że kiedy wszyscy idą w jedną stronę, mnie bardziej podoba się spacer w dokładnie przeciwnym kierunku. Ale tym razem mam ochotę pójść dokładnie w tym kierunku, w którym idzie większość – w kierunku radykalnego sprzeciwu wobec ACTA.
... więcej »Tak sobie pomyślałem, że należałoby kiedyś – a dzień świętego Mikołaja jest ku temu okazją dobrą, jak mało która – uporządkować całą tę sprawę z prezentami. Uporządkować to znaczy dokonać klasyfikacji – ustalić kategorie, typy, rodzaje.
Zacząłem zatem porządkować.
Dzięki pomysłowi i życzliwości o. Cypriana Klahsa OP miałem możliwość opublikowania Listów starego anioła do młodego. Ukazało się ich dwadzieścia. Zawsze chciałem dokończyć pracę i napisać jeszcze jedenaście i Toast. Powód był tylko taki, że C.S. Lewis napisał 31 listów starego diabła do młodego. Niezwykle życzliwe, niespodziewanie liczne i przychodzące wszelkiego rodzaju pocztą reakcje czytelników na publikację pierwszych dwudziestu listów anielskich napełniły mnie nadzieją, że jest jakiś sens w pisaniu kolejnych jedenastu. Napisałem zatem, a ten poniższy jest pierwszym z nowej serii.
... więcej »Serdecznie polecam świetny wywiad z o. Jackiem Salijem OP. Mam wrażenie, że jest to głos na puszczy - zwłaszcza w środowisku dominikańskim. Ale również dlatego warto wsłuchać się szczególnie uważnie.
... więcej »Bardzo mi się ostatnio spodobała koncepcja open-source. W informatyce - bo informatyk wytłumaczył mi na czym to wszystko polega - open source jest tworzeniem darmowego oprogramowania, które później może być wykorzystywane, ale i rozwijane przez kolejnych użytkowników. Z wielu powodów idea ta bardzo przypadła mi do gustu. Ale teraz nie o tym. Nie programuję i raczej już nie będę tego robił, więc włączenie się w ideę open-source na płaszczyźnie informatyki jest dla mnie niemożliwe. Niemniej jednak zaświtał mi pomysł, że idea owa może pomóc w uratowaniu pewnego projektu, którego sam nie mogę już zrealizować. Chodzi o napisanie serii dwunastu opowiadań. Napisałem trzy, mam koncepcję całości i chętnie ją odstąpię temu, kto będzie chciał zrobić z niej użytek. Postaram się wszystko teraz wyjaśnić.
... więcej »
















