Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Sed contra
Janusz Pyda OP

20.12.2009 06:24

Reakcje

Przeczytałem starannie wszystkie komentarze, które pojawiły się pod ostatnim postem i nie mogę się do kilku spraw nie odnieść – tym bardziej, że nie byłem w stanie reagować na bieżąco. Będzie długo, ale o ważnych sprawach.



1) Pomiędzy lodami a zakupami

Pytanie jest proste i zostało postawione kilkakrotnie. Czy istnieje istotna różnica pomiędzy pójściem w niedzielę na lody albo „wdepnięciem” do cukierni, a zakupami niedzielnymi w pełnym wymiarze? Postaram się z tym pytaniem pomęczyć, ale proszę, aby Ci, którzy je zadali, postawili sobie teraz na własny użytek inne pytanie. Taki eksperyment myślowy. 


Czy rzeczywiście jesteście przekonani, że różnicy pomiędzy wizytą w niedzielę w cukierni, a wizytą w niedzielę w centrum handlowym nie ma (tak z ręką na sercu). Czy też może tak naprawdę „czujecie” tę różnicę, ale nie potraficie jej wydobyć, dookreślić i nazwać. Namawiam do postawienia sobie tego pytania, bo ja doskonale znam z własnego doświadczenia taki stan duszy, kiedy człowiek „odbiera” jakąś prawdę, ale nie potrafi jej racjonalnie wydobyć i dookreślić, a prawda ta jest jednocześnie dlań dosyć niewygodna. Można wtedy postąpić na dwa sposoby.

a) Pierwszy polega na pewnej ostrożności. Sytuacja jest taka. Sumienie coś mi „podszeptuje” (jest to jedynie jakaś intuicja). Nie jestem jednak w stanie tego sposobu postępowania do końca racjonalnie wytłumaczyć. Widzę jednak, że zgadza się ów sposób postępowania z pewną tradycją praktyki wiary czyli praktyki moralnej Kościoła. Wówczas zachowuję to postępowanie, aż do momentu, kiedy nie znajdę wyraźnego argumentu, że to jest postępowanie ZŁE i należy je odrzucić. Tego typu ostrożność zachowuję zwłaszcza w takich sytuacjach, gdy WYGODNIEJ byłoby mi sposób postępowania, o którym rozmyślam odrzucić, niż zachować. Przejdźmy do przykładu z zakupami niedzielnymi. Rzeczywiście czuję, że „coś jest na rzeczy” w tym, że kiedy pójdę z rodziną na lody „po kościele” (czy do zoo) to nie ma w tym nic złego, ale jeżeli pojechałbym kupować panele podłogowe, flizy i kafelki oraz zrobił rundkę po galeriach handlowych to jednak nie byłoby to ok. Niby nie potrafię wyjaśnić do końca tej różnicy, ale mam moralną świadomość, że „coś jest na rzeczy”. Wiem również, że generalnie byłoby dla mnie bardziej komfortową sytuację, gdybym nie musiał się zastanawiać i pilnować w kwestii chodzenia na zakupy w niedzielę, tylko po prostu robił to bez stawiania sobie barier. Ów fakt „zwiększenia komfortu własnego”, przez zanegowanie jakiejś praktyki, powinien mi nakazać ostrożność właśnie w jej zanegowaniu. 


b) Jest też drugi sposób postępowania, który przyjmujemy w takich sytuacjach – sposób nieostrożny. Jakaś praktyka wiary jest dla mnie po prostu niekomfortowa, stosowanie jej wymaga pewnego wysiłku i „dziwaczenia”. Poza tym, ja jej tak w zasadzie nie stosuję „niewolniczo” już od dawna. „Niewolniczo” w tym przypadku oznacza świadomie, dobrowolnie, konsekwentnie i z podjęciem koniecznego wysiłku. Tzn. jeśli sklep jest zamknięty, albo mi się nie chce, to w niedzielę nie idę. Szczerze powiedziawszy to nie tylko nie stosuję tej zasady postępowania, ale nawet sumienie mi tego już specjalnie nie wyrzuca i dobrze mi z tym. Gdyby nie to, że jakiś idiota się czepił, nie byłoby problemu. A ten tyran-moralista i do tego skrupulant chce mnie wpędzić w nerwicę, otchłanie przedsoborowej moralności zamkniętej, starotestamentalną moralność prawa, a nie moralność miłości i „Kazania na Górze” w której przecież bez wątpienia trwam i wzrastam w zawrotnym tempie. Oczywiście nie mogę się przyznać, że mi się po prostu nie chce walczyć o wprowadzenie takiej zasady w życie (czy jej reaktywowanie) z dokładnie tak samo ważnego powodu, jak nie chce mi się wynieść śmieci, albo wyjść z psem w jesienny deszczowy ranek przed pracą. Muszę więc coś z tym zrobić. Po pierwsze zadaję sobie pytanie, czy pochodzi ona wprost ze słów Pana Jezusa. Na szczęście nie. Drugie pytanie – czy została uroczyście ogłoszona jako obowiązująca przez Stolicę Piotrową. Na szczęście nie. Więc jeszcze jedno pytanie – czy potrafię ją racjonalnie uzasadnić. Uff, jak dobrze, że nie. Czy praktyka ta podlegała zmianom na przestrzeni wieków? Tak – co za ulga. Teraz mogę już w pełni spokojnie stwierdzić, że jest to ludzkie widzi-mi-się, ludzki zwyczaj i mieszczańskie przyzwyczajenia i z sercem wiary nie ma nic wspólnego. W zasadzie jest to zatem jedynie barokowo-trydencka przybudówka do pełnej świerzego powietrza moralności związanej z duchowością otwartą Ale dla spokoju sumienia zapytam jeszcze kogoś (np. księdza) czy potrafi mnie przekonać. Całe szczęście nie potrafił. W takim razie nie zamierzam wracać do sprawy aż do czasu, gdy ktoś mi nie dowiedzie, że to jest DOBRE. Jedni w ten sposób myślą o zakupach niedzielnych, inni o celibacie. Jeszcze inni o poście piątkowym czy mieszkaniu przed ślubem. Cała ta gigantyczna konstrukcja ma usprawiedliwić zwykłe, najzwyklejsze „nie chce mi się”, „uwiera mnie”, „nie jest to komfortowe”, „wymaga kurcze wysiłku i dziwaczenia”. Ale do tego nie wolno się przyznać – nawet przed sobą.

Przed tym drugim, nieostrożnym podejściem do intuicji sumienia serdecznie przestrzegam. Bardzo szybko nabiera się w tym wprawy i coraz więcej zasad, daje się tak unieszkodliwić.

A teraz co do pytania. Moim zdaniem istnieją przynajmniej dwie różnice pomiędzy przysłowiowym „kupowaniem lodów” w niedzielę a niedzielnym shoppingiem.

Po pierwsze, kupienie lodów nie jest czymś, co potrafi odebrać dniu świętemu jego poświęcony Panu Bogu charakter i atmosferę wyjątkowości. A shopping jest.

Po drugie - wracając z uporem maniaka do argumentu „ze świadectwa” - świat nie potrzebuje od chrześcijan świadectwa – „Jedzenie lodów oddala od Pana Boga”. Ale świat potrzebuje świadectwa – „Ta cała konsumpcyjna tandeta utrudnia podejście do Pana Boga. I to jest szczególnie problem współczesnego świata”. Szczerze powiedziawszy metafora „galerii handlowej jako współczesnej świątyni” wydaje mi się nie być od rzeczy. A metafora „zoo czy lodziarni jako współczesnej świątynie” wydaje mi się bez sensu. Ale to oczywiście tylko metafory.

Nie będę teraz rozwijał tego wątku, ale o nim wspomnę, bo pojawił się w jednym z komentarzy. Ktoś napisał, „nie musi już chodzić na zakupy w niedzielę ten, czyja pustka została zapełniona”. Wydaje mi się to celną intuicją. Ja jestem przekonany, że współczesny konsumpcyjny styl życia i społeczny „zakupoholizm” jest symptomem społecznej acedii naszego świata.
To by było na tyle jeśli chodzi o niedzielne zakupy. 

2) "Ludzkie i niedobre cechy"

Teraz chciałem ustosunkować się do zarzutu, który brzmiał w komentarzu tak:


„No i pytanie jest oczywiste, czy Pan Jezus przyzna się do nas przed swoim Ojcem, skoro my nie przyznajemy się do niego w naszych gestach i zachowaniach przed ludźmi” – chyba bym wstrzymała się z przypisywaniem Jezusowi takich bardzo ludzkich i niedobrych cech. 


No cóż, mogę tylko powiedzieć, że przytaczam za św. Mateuszem Ewangelistą słowa Pana Jezusa: „Do każdego więc, kto przyzna się do mnie przed ludźmi, przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.” Mt 10, 32-33. Zwykle posty piszę „z ręki” i nie podaję dokładnych adresów cytatów z Pisma Świętego, ale może powinienem to robić. Ten fragment proszę jeszcze porównać z Mk 8, 38; Łk 9, 26 czy też słowa św. Pawła w 2 Tm 2, 12. Tu nie chodzi o ludzkie i niedobre cechy. Tu chodzi o twarde słowa – a te się Panu Jezusowi zdarzało wypowiadać.

3) Dziwny komentarz

I jeszcze bardzo ważna sprawa komentarza, który zaczął się od takiej frazy: 


„bezdyskusyjnie źle jest cudzołożyć”…??!! hmm.., ależ chyba bardzo dyskusyjnie!! – ileż ulgi i oswobodzenia doznają ludzie, którzy odkrywają właśnie w dyskusji, terapii, modlitwie, że grzech cudzołożenia, owszem zły, to często nie główny ich problem.


Nie będę się czepiał logiki tego wywodu, spójności czy wynikania. Nie chodzi mi teraz o publicystyczną przepychankę czy polemikę. Mówię całkiem poważnie. Ten komentarz i w pewnym sensie dyskusja, która nastąpiła po nim straszliwie mi przypomina fragment z Księgi Rodzaju:


Wąż rzekł do niewiasty: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców, ze wszystkich drzew tego ogrodu”? Niewiasta odpowiedziała wężowi: „Owoc z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: „Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli”. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że kiedy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego jedzenia nadają się do zdobycia wiedzy.


Bardzo mi przykro, ale w tych dwóch fragmentach znajduję tę samą pokrętną dialektykę - pomieszanie fałszu i prawdy, coś niby na rzeczy jest, ale wniosek fatalny, to samo zdanie, stwierdzenie moralne jest niby podważone, ale przecież i potwierdzone... Chcę jednak wierzyć, że za tym komentarzem kryje się wyłącznie błąd i nic więcej. Pan Jezus mówił: "Niech wasza mowa będzię: tak, tak - nie, nie. A co ponad to, od złego pochodzi (Mt 5, 37)

Otóż, z faktu, ze Pan Bóg nawet z najgorszego zła może wyprowadzić dobro, (jeśli ktoś się nawróci) nie wynika, że należy czynić zło, aby Pan Bóg wyprowadził zeń dobro. Tajemnica „błogosławionej winy” jest wielką i wspaniałą tajemnica naszej wiary. Ale zuchwałe liczenie na Boże miłosierdzie czyli „zuchwała wina” jest już grzechem przeciw Duchowi Świętemu. To prawda, że Pan Bóg także z grzechu cudzołóstwa jest w stanie wyprowadzić dobro dla człowieka, który się nawraca. Ale nie oznacza to, że należy cudzołożyć, aby Pan Bóg mógł ze zła wyprowadzić dobro i nie oznacza to, że cudzołóstwo jest dobrem.

Doskonale rozumiemy tę różnicę w życiu przyrodzonym. Mogę powiedzieć; „W istocie ciężka i niebezpieczna choroba na którą zapadł Jan przyniosła wiele pozytywnych skutków: poznał w szpitalu nowych kolegów, nauczył się kilku dowcipów i gier karcianych”. Ale mogę tak powiedzieć, bo Jan wyszedł z choroby. Ale nie oznacza to, że powiem Janowi: „ciężka i niebezpieczna choroba X nie jest zła”. Nie będę też mu radził: Aby poznać możliwe dobre skutki, które mogą wyniknąć z choroby X, postaraj się zapaść na chorobę X, albo - jeśli już jesteś chory – przerwij leczenie”. A co jeśli Jan zmarł? Czy wtedy również powiemy: „To była dobra choroba, bo poznał w szpitalu nowych przyjaciół?”. A co jeśli ktoś straci życie Boże przez grzech cudzołóstwa? Czy wtedy też powiemy: „To był dobry grzech, bo dowiedział się, że ma też inne”. A poza tym – z grzechami głównymi (takimi jak nieczystość) bywa jak z upośledzeniem układu odpornościowego. Bezpośrednio na to się nie umiera – umiera się z powodu najbanalniejszej infekcji. Mechanika działania grzechów głównych jest rzeczywiście przedziwna.


Zostało mi jeszcze kilka ważnych pytań i obiecuję, że do nich ustosunkuję się za tydzień.




« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

22 komentarze

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5


26.01.2012 09:52 | ACTA

Jakoś tak zazwyczaj jest, że kiedy wszyscy idą w jedną stronę, mnie bardziej podoba się spacer w dokładnie przeciwnym kierunku. Ale tym razem mam ochotę pójść dokładnie w tym kierunku, w którym idzie większość – w kierunku radykalnego sprzeciwu wobec ACTA.

... więcej »

05.12.2011 23:10 | Prezenty

Tak sobie pomyślałem, że należałoby kiedyś – a dzień świętego Mikołaja jest ku temu okazją dobrą, jak mało która – uporządkować całą tę sprawę z prezentami. Uporządkować to znaczy dokonać klasyfikacji – ustalić kategorie, typy, rodzaje.
Zacząłem zatem porządkować.

... więcej »

14.02.2011 02:39 | List anioła na Walentynki

Dzięki pomysłowi i życzliwości o. Cypriana Klahsa OP miałem możliwość opublikowania Listów starego anioła do młodego. Ukazało się ich dwadzieścia. Zawsze chciałem dokończyć pracę i napisać jeszcze jedenaście i Toast. Powód był tylko taki, że C.S. Lewis napisał 31 listów starego diabła do młodego. Niezwykle życzliwe, niespodziewanie liczne i przychodzące wszelkiego rodzaju pocztą reakcje czytelników na publikację pierwszych dwudziestu listów anielskich napełniły mnie nadzieją, że jest jakiś sens w pisaniu kolejnych jedenastu. Napisałem zatem, a ten poniższy jest pierwszym z nowej serii.

... więcej »

03.02.2011 15:48 | O krytykowaniu Kościoła

Serdecznie polecam świetny wywiad z o. Jackiem Salijem OP. Mam wrażenie, że jest to głos na puszczy - zwłaszcza w środowisku dominikańskim. Ale również dlatego warto wsłuchać się szczególnie uważnie.

... więcej »

17.01.2011 19:28 | Oddam pomysł w dobre ręce

Bardzo mi się ostatnio spodobała koncepcja open-source. W informatyce - bo informatyk wytłumaczył mi na czym to wszystko polega - open source jest tworzeniem darmowego oprogramowania, które później może być wykorzystywane, ale i rozwijane przez kolejnych użytkowników. Z wielu powodów idea ta bardzo przypadła mi do gustu. Ale teraz nie o tym. Nie programuję i raczej już nie będę tego robił, więc włączenie się w ideę open-source na płaszczyźnie informatyki jest dla mnie niemożliwe. Niemniej jednak zaświtał mi pomysł, że idea owa może pomóc w uratowaniu pewnego projektu, którego sam nie mogę już zrealizować. Chodzi o napisanie serii dwunastu opowiadań. Napisałem trzy, mam koncepcję całości i chętnie ją odstąpię temu, kto będzie chciał zrobić z niej użytek. Postaram się wszystko teraz wyjaśnić.

... więcej »

1 | 2 | 3 | 4 | 5


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena: