Sed contra
Janusz Pyda OP
Habity cd.
Myślę, że istnieją zasadniczo cztery główne grupy przyczyn, dla których zakonnik nie nosi habitu czy ksiądz sutanny: 1) tchórzostwo 2) lenistwo 3) rozsądek 4) zmęczenie.
Ponieważ jest to podział na typy przyczyn, a nie same przyczyny, można by uzgodnić go z tymi "za" i "przeciw" noszenia habitów, które wypisała Dorotka w komentarzu do "Konfesjonał przed sklepami". Ale zacznijmy od początku. Habit jest zewnętrznym znakiem wiary. Czasami zakonnicy zdejmują go z tej samej przyczyny z jakiej świeccy, głęboko wierzący chrześcijanie wstydzą się przeżegnać przed jedzeniem w restauracji czy pizzeri. Nie próbuję tu nikogo nikim usprawiedliwiać. Po prostu chcę powiedzieć, że chodzi o to samo tchórzostwo - właściwe i duchownym i świeckim. Przejawia się inaczej, ale jest bardzo podobne. Chodzi o strach przed publicznym przyznaniem się do swojej wiary. Co do lenistwa - habit jest jedną z podstawowych obserwancji pokutnych. Przed praktykami pokutnymi zwykle powstrzymuje nas lenistwo. Po prostu nie chce nam się albo wysilać w trosce o bezmięsne jedzenie w piątek, albo noszenie nie do końca wygodnego habitu. Zgadzam się ze spostrzeżeniem, że siostry zakonne noszą habity wierniej, niż my zakonnicy. Nie chcę nas usprawiedliwiać, ani pomniejszać rzeczywiście heroicznej wierności sióstr wobec zakonnych obserwancji. Ale przyznacie, że kobiecie chyba jednak bardziej naturalnie przychodzi noszenie czegoś przypominającego suknię, niż mężczyźnie. Habit zdecydowanie bardziej przypomina suknię, niż spodnie. Tyle, jeśli idzie o lenistwo. Teraz o zdrowym rozsądku. Cóż, zdecydowanie nie polecałbym wyjścia w habicie na basen, w góry, na nart itd. No, ale to jest zupełnie jasne. I jeszcze ostatni powód zdejmowania habitu do takich wyjść na zewnątrz, które nie są związane z posługą kapłańską. Nazwałem to zmęczeniem, ale lepiej opiszę o co mi chodzi. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę jak bardzo dziwnie większość ludzi zachowuje się w zetknięciu z duchownym, zwłaszcza księdzem. Nie mam tu wcale na myśli wrogiego czy agresywnego nastawienie. Chodzi o zachowanie nienaturalne, o rodzaj straszliwego skrępowania. Serdecznie polecam skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju pt. "Wizyta księdza". Znajdziecie to na www. Kabarety.TworzymyHistorię.pl. Ten skecz jest rzeczywiście bardzo prawdziwy, choć zakończenie jest niesmaczne. Większość ludzi na widok księdza wpada w dziwny stan. Jedni nie wiedzą czy zwracać się do księdza "per pan" czy jednak "ksiądz". Ostatnio miałem taką sytuację. Wracałem w habicie z jednego ze szpitali na Kopernika i po drodze wstąpiłem do jednego z krakowskich urzędów. Darujmy sobie nazwę. Normalnie poszedłbym tam bez habitu, ale wracałem ze szpitala. Pani urzędniczka męczyła się strasznie. Z jednej strony czuła się głupio mówiąc mi "per pan" i spuszczała oczy za każdym razem, kiedy musiała tak mówić. Z drugiej strony była chyba przekonana, że powinna dbać o świeckość swojego urzędu i głupio jej było mówić do mnie "proszę księdza". Mówiła zatem raz tak, raz tak. W związku z czym poza momentami kiedy to ja mówiłem, pani urzędniczka twardo wpatrywała się w jakieś papiery. Trochę mi się chciało śmiać, a trochę było mi pani szkoda. Nie chciałem sprawiać jej takiego problemu. Często można się rzeczywiście roześmiać, kiedy ludzie w rozmowie z księdzem próbują naśladować formalno-klerykalną nowomowę. Wspomniany skecz świetnie to pokazuje. W rozmowie z księdzem żona staje się małżonką, Mirek Mirosławem, domofon nie jest zepsuty (w oryginale jest gorsze słowo) tylko "wraz z dniem pierwszym stycznia odmawia posługi", ksiądz nie ma ochoty na obiad, tylko "może zechce spożyć z nami posiłek" etc. Problemem nie jest tylko język. On raczej pokazuje prawdziwy problem. Ludzie wobec księdza zaczynają coś udawać, zaczynają zachowywać się nienaturalnie. Bardzo możliwe, że sami jesteśmy sobie winni. Ale czasami wolę chodzić bez habitu nie z jakiejkolwiek innej przyczyny, ale z tej po prostu, abym nie musiał oglądać tych przedstawień, które ktoś przede mną urządza tylko dlatego, że jestem księdzem. Jeszcze jeden powód zdejmowania habitów. Ksiądz w Polsce ma prawo mieć uzasadnione przekonanie, że wszystko co zrobi, przez część obserwatorów zostanie użyte przeciw niemu. Pójdzie do kina w habicie na Bonda - usłyszy, że ksiądz nie powinien włóczyć się na filmy i to jeszcze takie, w których zdarzają się rozbierane sceny (a znajdźcie mi teraz poza kreskówkami i filmami o papieżu taki, w którym tego typu scena się nie pojawia). Pójdzie bez habitu - usłyszy, że się tajniaczy. Kupi w aptece aspirynę firmy Bayer usłyszy, że powinien kupić polską polopirynę, bo po pierwsze złożył ślub ubóstwa a po drugie polopiryna jest polska a nie niemiecka. Jedzie w pociągu w koloratce i czyta "Fantastykę" albo "Wprost" usłyszy, że powinien czytać "Gościa Niedzielnego". Wkłada na uszy słuchawki idąc po mieście, usłyszy, że powinien praktykować w tym momencie monastyczną ciszę. Nikomu nawet przez myśl nie przejdzie pytanie co czyta we "Wprost", "Fantastyce" czy czego słucha przez słuchawki. To już są szczegóły do zaniedbania. Takich osądzających spojrzeń są tysiące. Dla jasności - żaden z wymienionych powyżej przykładów nie jest wyssany z palca. Jeżeli trudno jest założyć habit to często dlatego, że takimi spojrzeniami jest się już po prostu zmęczonym. Tak zwyczajnie. Warto też pamiętać, że ksiądz jest osobą publiczną i jako taki rzeczywiście ma ograniczone pole prywatności. Proboszcza w małym mieście wszyscy znają. Ale i w dużym mieście anonimowość księdza nie jest tak oczywista. Nie zdarza mi się, abym wychodząc z klasztoru na więcej niż pół godziny nie odpowiedział komuś znajomemu Szczęść Boże. To bardzo miłe i piękne, ale bywa też wymagające. Nie chodzi o szukanie anonimowości aby robić coś złego, ale aby chwilę odpocząć.
Tak to jest, że skutek czasami ma więcej, niż jedna przyczynę. Tak jest z habitami i strojem duchownym. Czasami rezygnacja z założenia habitu może wynikać z przyczyn należących do jednej z czterech wymienionych grup, a czasami z przyczyn należących do wszystkich z tych grup. Różnie bywa. Czasami sam zainteresowany nie jest w stanie dobrze tego w sobie ocenić i określić. Ale problem jest i do tego wydaje się raczej ważny.
« powrót
34 komentarze
-
2010-05-20
Biedronka
;)
ca? To pierwiastek...Wapń, piąty pierwiastek pod względem rozpowszechnienia, w przyrodzie... » -
2010-05-20
Biedronka
:D budka, pobudka! habit całodobowy !
Oooo! wcześniej pisałam o tym , że myślałam, że dominikanie nawet śpią w habitach...a teraz... » -
2010-05-20
Biedronka
...mnich w drodze, on się mnoży...
Problem jest,hm... a ...Biedronka i tak prosi...nie ściągać habitu...nawet jak szyderczy wzrok... »
Jakoś tak zazwyczaj jest, że kiedy wszyscy idą w jedną stronę, mnie bardziej podoba się spacer w dokładnie przeciwnym kierunku. Ale tym razem mam ochotę pójść dokładnie w tym kierunku, w którym idzie większość – w kierunku radykalnego sprzeciwu wobec ACTA.
... więcej »Tak sobie pomyślałem, że należałoby kiedyś – a dzień świętego Mikołaja jest ku temu okazją dobrą, jak mało która – uporządkować całą tę sprawę z prezentami. Uporządkować to znaczy dokonać klasyfikacji – ustalić kategorie, typy, rodzaje.
Zacząłem zatem porządkować.
Dzięki pomysłowi i życzliwości o. Cypriana Klahsa OP miałem możliwość opublikowania Listów starego anioła do młodego. Ukazało się ich dwadzieścia. Zawsze chciałem dokończyć pracę i napisać jeszcze jedenaście i Toast. Powód był tylko taki, że C.S. Lewis napisał 31 listów starego diabła do młodego. Niezwykle życzliwe, niespodziewanie liczne i przychodzące wszelkiego rodzaju pocztą reakcje czytelników na publikację pierwszych dwudziestu listów anielskich napełniły mnie nadzieją, że jest jakiś sens w pisaniu kolejnych jedenastu. Napisałem zatem, a ten poniższy jest pierwszym z nowej serii.
... więcej »Serdecznie polecam świetny wywiad z o. Jackiem Salijem OP. Mam wrażenie, że jest to głos na puszczy - zwłaszcza w środowisku dominikańskim. Ale również dlatego warto wsłuchać się szczególnie uważnie.
... więcej »Bardzo mi się ostatnio spodobała koncepcja open-source. W informatyce - bo informatyk wytłumaczył mi na czym to wszystko polega - open source jest tworzeniem darmowego oprogramowania, które później może być wykorzystywane, ale i rozwijane przez kolejnych użytkowników. Z wielu powodów idea ta bardzo przypadła mi do gustu. Ale teraz nie o tym. Nie programuję i raczej już nie będę tego robił, więc włączenie się w ideę open-source na płaszczyźnie informatyki jest dla mnie niemożliwe. Niemniej jednak zaświtał mi pomysł, że idea owa może pomóc w uratowaniu pewnego projektu, którego sam nie mogę już zrealizować. Chodzi o napisanie serii dwunastu opowiadań. Napisałem trzy, mam koncepcję całości i chętnie ją odstąpię temu, kto będzie chciał zrobić z niej użytek. Postaram się wszystko teraz wyjaśnić.
... więcej »

















