Cóż, lubię wyzwania, ale nie lubię oszukiwać. To mniej więcej tak jakby mi ktoś zaproponował: „Weź mi wytłumacz analizę matematyczną, ale nie chcę słyszeć o tabliczce mnożenia, zasadach dodawania i odejmowania”. Można powiedzieć, iż ktoś, kto podejmuje się tego typu zadania jest odważny, ale można też powiedzieć, że jest oszustem z ogłoszenia: „Nauka analizy matematycznej w trzy dni dla tych, którzy nie chcą przyjąć tabliczki mnożenia”.
Jeśli wykluczamy możliwość posługiwania się w dyskusji o jakimś konkretnym problemie chrześcijańskiej wiary moralnej takimi podstawowymi pojęciami jak:
1) Wiara (zawierzenie)
2) Boża Opatrzność (Boży plan)
3) Istotną cechę sakramentu małżeństwa (udział w stworzeniu/rozmnażaniu)
4) Rolę Urzędu Nauczycielskiego Kościoła (że Kościół wie lepiej)
5) Itd. (tu nie wiem co to znaczy)
to rzeczywiście trudno będzie rozmawiać, a próba zrozumienia nauki moralnej Kościoła może okazać się trochę ryzykowna. Aczkolwiek warunki powyższe stanowią przykład tezy, iż nie da się odrzucać najbardziej szczegółowej części nauki moralnej Kościoła (jak chociażby problem antykoncepcji) nie odrzucając jednocześnie dużej części prawd wiary znajdujących się w samym centrum chrześcijaństwa.
Co prawda ta sama komentatorka w pewnym sensie sama zwolniła mnie później z konieczności podejmowania zaproponowanego tematu pisząc w jednym z komentarzy tak:
Naprawdę nie wydaje mi się, żeby używanie bądź nie prezerwatyw było warte takich dyskusji,
Cóż, to ja już trochę przestałem rozumieć – jest ważną sprawą oraz wartą podjęcia i dyskusji czy też nie. Jeśli nie jest warta takich dyskusji, to po prostu trzeba przyjąć decyzję Stolicy Apostolskiej i tyle.
Tak czy inaczej – w klimacie sprzyjającym czy nie - tematem trzeba się zająć. Przypomina mi się jednak fraza, której Pan Jezus czasami używał, gdy mówił o trudnych sprawach: „Kto ma uszy do słuchania niechaj słucha”.
O sakramencie małżeństwa – „Sam Bóg jest twórcą małżeństwa”
Mam wrażenie, że problemy ze zrozumieniem takich zasada jak nierozerwalność małżeństwa czy właśnie kwestia antykoncepcji mają ścisły związek z przeoczeniem faktu, iż małżeństwo jest „umową”, albo może używając ładniejszego słowa „przymierzem” nie jedynie dwóch stron (mężczyzny i kobiety), ale trzech stron (mężczyzny, kobiety i Pana Boga). Każda z tych stron coś obiecuje i do czegoś się zobowiązuje. Pan Bóg obiecuje m.in., że na drodze życia małżeńskiego doprowadzi do małżonków do świętości pełnej i wiecznej. Małżonkowie obiecują m.in., że będą współdziałać z Bogiem w odbieraniu na tym świecie tych osób, które w zamyśle Bożym istnieją już przed założeniem świata jako ich i Jego dzieci. Małżonkowie obiecują po prostu, że „odbiorą” tu na ziemi i pozwolą oblec się w ciało tym osobom, których dusze Pan Bóg stwarza z niczego na mocy swego odwiecznego planu i zamysłu. Ta współpraca nie da się pominąć, kiedy myślimy o sakramencie małżeństwa.
To właśnie dlatego Katechizm mówiąc o małżeństwie przytacza słowa soborowej konstytucji Gaudium et spes: „Dlatego prawdziwy szacunek dla miłości małżeńskiej i cały sens życia rodzinnego zmierzają do tego, żeby małżonkowie, nie zapoznając pozostałych celów małżeństwa, skłonni byli mężnie współdziałać z miłością Stwórcy i Zbawiciela, który przez nich wciąż powiększa i wzbogaca swoją rodzinę”. Nie da się obejść tego udziału w stwarzaniu/rozmnażaniu – to po prostu jest jedna z istotnych cech sakramentu małżeństwa. Odrzucając go, odrzucamy sakrament małżeństwa w Kościele katolickim – dlatego właśnie takie odrzucenie skutkuje odłączeniem się od sakramentu Eucharystii i od możliwości uzyskania rozgrzeszenia sakramentalnego. Nie da się odrzucać jednego sakramentu, a przyjmować innych.
To dlatego papież Pius XI w encyklice Casti connubii pisze wprost: „ktokolwiek użyje małżeństwa w ten sposób, by umyślnie udaremnić naturalną siłę rozrodczą, łamie prawo Boże oraz prawo przyrodzone i obciąża sumienie swoje grzechem ciężkim”.
Co ważne – małżonkowie o zgodę na tę właśnie współpracę w „odbieraniu” na tym świecie nowych ludzi, których Pan Bóg chce stworzyć są wyraźnie pytani. Nie ma tu mowy o żadnym kupowaniu kota w worku. W czasie ceremonii sakramentu małżeństwa, w sposób uroczysty i publiczny, jeszcze przed odebraniem przysięgi małżeńskiej kapłan pyta wprost:
„Czy chcecie PRZYJĄĆ i po katolicku wychować potomstwo, którym was BÓG OBDARZY”.
Słowo przyjąć jest tutaj kluczowe – nie wytworzyć (jak w metodzie in vitro), nie zaakceptować tyko to, co jest zgodne z naszymi planami (jak w przypadku sztucznej antykoncepcji), ale właśnie PRZYJĄĆ to potomstwo, którym Pan Bóg obdarza. Gdyby małżonkowie odpowiedzieli wówczas: „No nie, na takie warunki przystać nie możemy małżeństwo w Kościele katolickim nie mogłoby zostać zawarte”.
Czym jednak różni się antykoncepcja naturalna od sztucznej? Niestety, nie da się tu uniknąć przykładu z Brunhildą i Zygfrydem.
Sytuacja I
Wyobraźmy sobie trzy osoby. Zygfryda, Brunhildę i Pana B. Otóż, Pan B. mieszka w państwie X [w zasadzie trzeba byłoby powiedzieć, że Pan B. jest państwem X]. Brunhilda i Zygfryd mieszkają w państwie Ś (jak świat stworzony). Mieszkają na wsi, ale jest wiele miast w państwie Ś (w świecie stworzonym), które bardzo lubią odwiedzać. Jednym z nich jest miasto S (jak seks), ale są też inne. Mniejsza o nie – są ważne, ale dla jasności naszej sytuacji zajmijmy się tylko miastem S. Trzeba tylko pamiętać, że nie jest to jedyne miasto w tym państwie warte zobaczenia i w którym Zygfryd i Brunhilda mogą znaleźć coś wspaniałego dla siebie. W każdym razie wracamy do naszych trzech osób. Otóż, z ważnych powodów Pan B., Zygfryd i Brunhilda zawiązują umowę (sakrament małżeństwa). Umowa ma trzy punkty. Jeden z nich jest teraz dla nas interesujący. Otóż Pan B. powiada: „Słuchajcie Zygfrydzie i Brunhildo. Jak sami od dawna wiecie zajmuje się przerzucaniem ludzi z pewnego miasta (umysł Boży) w moim państwie X [o rany, jak to będzie czytał dogmatyk to mnie zabije. Uwaga do dogmatyka – to tylko metafora !!!] do państwa w którym mieszkacie czyli państwa Ś (świat stworzony). Jednym z punktów naszej umowy będzie to, że wy (choć nie tylko wy) tych ludzi będziecie odbierać na dworcu PKP w mieście S (jak seks). Czy zgadzacie się przyjąć tych ludzi?”. Zygfryd i Brunhilda odpowiadają – „No tak, chcemy to zrobić”. I teraz Pan B. ciągnie dalej. „Umowa jest taka: będę was prosił o przyjęcie ludzi, których chcę wysłać do waszego świata wyłącznie, kiedy wpadniecie do miasta S (jak seks). Ale również wtedy nie zawsze musicie być proszeni o to, aby kogoś odebrać. Przekazuję rozkład jazdy pociągów (czyli tabele cyklu kobiety). Nie musicie się zjawiać w mieście wyłącznie wtedy, kiedy pociągi przyjeżdżają. Jeśli zjawicie się, gdy dworzec będzie zamknięty a pociągi nie kursują po prostu nikogo nie odbierzecie. Jeśli zaś będziecie czuli, że nikogo nie możecie odebrać – możecie po prostu nie zjawiać się w mieście S i zwiedzać inne miasta w waszym państwie Ś (świat stworzony) a do miasta S wybrać się na wycieczkę, gdy albo pociągi nie będą kursowały, albo wy będziecie chcieli odebrać wysłanych przeze mnie ludzi. Zasadniczo chodzi mi po prostu o to, abyście zgodzili się stanowić „grupę odbiorczą” w waszym świecie tych ludzi, których ja mam w planach tam wysłać. Nawet jeśli coś źle sprawdzicie w rozkładzie, albo przyjedzie pociąg poza rozkładem, a wy akurat będziecie w mieście S, to umawiamy się, że jednak przesłanych przeze mnie ludzi przyjmiecie.” Zygfryd i Brunhilda zgadzają się na te warunki publicznie deklarując, że tak, chcą takiej właśnie współpracy. Jeśli działają zgodnie z podjętą umową, obserwują rozkład jazdy pociągów, zjawiają się w mieście wtedy, kiedy przerzucanych ludzi odebrać mogą, albo kiedy odbierać ich nie muszą wszystko jest w porządku. Problem się zaczyna w innej sytuacji.
Sytuacja II
Zygfryd i Brunhilda mówią sobie: „Mamy taką ochotę na wycieczkę do miasta S, że o żadnym innym mieście w naszym państwie myśleć nie chcemy. Ale z rozkładu wynika, że dziś raczej pociągi przyjeżdżają, albo nawet jeśli nie przyjeżdżają, to zawsze ryzykujemy przyjazd jakiegoś pociągu ponadplanowego. Aby zatem umożliwić sobie wycieczkę do miasta S bez konieczności wywiązywania się z umowy i odbierania ewentualnych, wysłanych przez Pana B. ludzi Zygfryd i Brunhilda wpadają na pomysł, żeby rozkręcić tory kolejowe prowadzące do miasta S. Nie, wcale nie po to, aby pociąg się wykoleił, ale aby się zatrzymał. Robią to i idą w mieście S do ulubionej cukierni a pociąg stoi w szczerym polu. Cieszą się wizytą, ale trochę jednak oszukują w kwestii umowy zawartej z Panem B. Rozkręcanie torów to mniej więcej zasada działania antykoncepcji sztucznej. To już nie Zygfryd i Brunhilda dostosowują się do rozkładu jazdy pociągów, ale rozkład jazdy pociągów dostosowują do siebie – za pomocą dość inwazyjnych środków takich jak śrubokręt i klucze nasadowe. Jak by nie bronić ich pomysłowości, to jednak z umowa trochę się mijają.
"Definicja" Anny K.
W zasadzie zgadzam się z tym, co o stosowaniu antykoncepcji naturalnej napisała Anna K.:
Po prostu osoby stosujące metody naturalne muszą mieć przy każdym zbliżeniu zgodę w sobie na to, że może począć się dziecko.
No, dokładnie tak. To właśnie dlatego ślubowali, że PRZYJMĄ potomstwo, którym je BÓG OBDARZY, a nie tylko to, które sami sobie zaplanują. To jest dokładnie na tej samej zasadzie jak składając ślub posłuszeństwa w zakonie zgadzam się wypełniać wolę przełożonego także wtedy, gdy akurat nie będzie zgodna z moją wolą i będę przekonany, że nie powinienem robić tego, co mi przełożony nakazuje i generalnie nie mam na to siły. Nie tylko małżeństwo tak działa – inne sfery życia chrześcijańskiego też.
W pytaniach o antykoncepcję pojawił się jeszcze problem tzw. „raportu większości” i prawa Stolicy Apostolskiej do „narzucania swojego zdania” w takiej sprawie i takiej sytuacji. Do tego jeszcze wrócimy. Wszystkim uczciwie zainteresowanym tematem polecam do dalszej lektury numer miesięcznika „W drodze” poświęcony zagadnieniu antykoncepcji. Trzeba wejść na portal www.mateusz.pl, później kliknąć na ikonkę ostatniego numeru „W drodze” (okładka u góry strony) i następnie wejść w link „archiwum”. Tam trzeba się dostać do numeru z 2008 roku, dokładnie z września [9 (421) 2008]. W tym numerze szczególnie polecam artykuł o. Roberta Plich OP pt. „Świętość ludzkiej seksualności”. Ale cały numer wart jest przeczytania.