Sed contra
Janusz Pyda OP
W obronie "utraconej czci" Katarzyny S.
Jadę sobie spokojnie pociągiem, szósta rano jeszcze nie wybiła, ciemno wokoło i w zasadzie szykowałem się, aby iść spać. Ale nieopatrznie sięgnąłem przed snem po gazetki – i spać już chyba nie pójdę. A to wszystko za sprawą „notatki” Bogdana Wróblewskiego w dzisiejszym ogólnopolskim wydaniu GW zatytułowanej „Utracona cześć Katarzyny S.”.
Sprawa dotyczy oczywiście słynnej politycznej blogerki - Kataryny. W maju zeszłego roku dziennikarze – pożal się Boże – „Dziennika” (słusznie upadłego tytułu, który niby nie upadł tylko przekształcił się w szczyt nudziarstwa jakim jest dziś „Dziennik Gazeta Prawna”) ogłosili zidentyfikowanie Kataryny i podali wskazówki jak dotrzeć do nazwiska kryjącego się pod pseudonimem. Cały problem polegał na tym, że Katarynie nie zależało na identyfikacji.
W sieci rozpętała się burza. Jedni twierdzili, że wreszcie ktoś wziął się za identyfikację tych wszystkich ukrytych internetowych pseudo-dziennikarzy, którzy nie tylko wypisują co chcą, ale co znacznie gorsze są czytani i to masowo. Inni twierdzili, że próba „dekonspiracji” Kataryny to wyjątkowa podłość, atak na wolność słowa i wypowiedzi oraz niszczenie w zarodku podstawowych odruchów społeczeństwa obywatelskiego. Ja osobiście chętnie przyłączyłbym się do tych drugich, ale ponieważ przyłączenie się do czegokolwiek czy kogokolwiek jakoś mi nie smakuje postanowiłem stworzyć swoją własną ocenę sytuacji Kataryny i zamachu na jej anonimowość.
Otóż jestem przekonany, że każdy ma prawo kryć się pod pseudonimem – Andrzej Jawień, Peron Któryśtam czy Kataryna. Wszystko jedno – czy pisze poezję, publicystykę polityczną czy nie wiadomo co (do tej ostatniej kategorii należeć mogą również poezja i publicystyka). Ale tak samo jak każdy publikujący ma prawo kryć się pod pseudonimem, tak samo każdy czytający ma prawo do prób i starań, aby ten pseudonim odsłonić. Nie czarujmy się – identyfikacja Kataryny czy kogokolwiek, kto publikuje w sieci korzystając albo z własnego, albo ze względnie stałego komputera to tylko kwestia czasu. Każdy z czytelników ma prawo próbować takiej identyfikacji i z tym „niebezpieczeństwem” publikujący pod pseudonimami muszą się liczyć.
Ale w przypadku Kataryny sprawa była wyjątkowo śmierdząca. Cóż, kto jak kto, ale jaki mogli mieć interes dziennikarze, ale przeprowadzić taka akcję i ją nagłośnić? Kataryna nie publikowała insynuacji, pomówień, plotek. Nie trzeba jej było „ciągnąć” do odpowiedzialności za słowa, które pisze. Cóż, nawet po identyfikacji nikt – z tego co wiem – nie wytoczył jej procesu i nie oskarżył Kataryny o podawanie na blogu do publicznej wiadomości nieprawdziwych informacji. Dlaczego trzeba było zatem „ustawić” Katarynę? Wiem, ale nie napiszę. Czasami dobrze mieć pseudonim.
Dziś po ponad roku od „identyfikacji” blogerki na łamach „Dziennika” Bogdan Wróblewski odbiera jej „cześć” na łamach GW. Dlaczego? Bo zamiast się procesować do upadłego Kataryna poszła na ugodę z Axel Springer Polska. Wróblewski żałuje z dwóch powodów – po pierwsze dlatego, że zapowiadał się precedensowy proces, który rozstrzygnąłby czy takich niegodziwości jakich dopuszczała się Kataryna dopuszczać się można – tzn. publikować komentarze polityczne pod pseudonimem, niezależnie od wszelkich wpływów i nacisków. Cóż, jak wiadomo polski system prawny ma charakter kazuistyczno-precedensowy i wszyscy tylko z wypiekami na twarzy czekamy jak polskie sądy rozstrzygną z porażającą oczy duszy jasnością kolejny moralny dylemat przed którym stanęła nasza pachnąca świeżością demokracja. Ale Wróblewski ubolewa nie tylko z tego powodu. Jego troska obejmuje fakt, że ktoś – to znaczy Kataryna - nie walczy o swoje ideały. ‘Godząc się na ugodę, Kataryna rezygnuje z walki o ideę. A zawierając ugodę przed sądem, prowokuje do pytania na ile swą cześć, prawo do prywatności wyceniła? Takie ugody praktykują celebryci, wśród „dziennikarzy obywatelskich” Kataryna jest pierwsza’ – konkluduje Wróblewslki. Nie no, jasne, dzięki temu sprawa Kataryny została już oceniona – nie jest już obywatelską dziennikarką (to słowa Wróblewski w ogóle woli pisać w cudzysłowie) tylko celebrytką.
Fakt, że Kataryna nie chce przed sądem kopać się z koniem Axelem i już na pewno w ten sposób objawić swoją tożsamość nawet tym, którzy wiedząc że jest Katarzyną S. nie potrafią sami jej namierzyć jest potwierdzeniem głębokiej koniunkturalności i utraty resztek czci. Na szczęście nad wszystkim czuwa redaktor Wróblewski, duma i chluba polskiej niezależnej żurnalistyki i on nie pozwoli nas wodzić za nos takim skompromitowanym, zdemaskowanym i co najgorsze niezrzeszonym pismakom jak Kataryna.
Jeśli padnie internet jako niewątpliwi ostatnia przestrzeń wolności słowa to nie tylko przypadkiem, ale z konieczności będziemy zmuszeni opierać się na uświadamiających i umoralniających „notatkach” redaktorów równie bystrych jak Wróblewski. I może to właśnie dlatego dziennikarze tak chętnie zidentyfikowali „Katarynę”? Jeśli mogę coś dodać tak zupełnie prywatnie: „Droga Kataryno, wyciągnij od Axela tak dużo kasy jak się da, przeznacz ją najlepiej na jakiś szczytny cel, ewentualnie kup super komputer i pisz dalej. Nawet jeśli ‘niezależni dziennikarze’ odbiorą Ci pseudonim i okrzykną utratę czci to i tak będziesz miała nad nimi przewagę – unikalną przyjemność pisania nie na zamówienie. Zawsze lepiej być strzelcem, niż li tylko cynglem”.
« powrót
6 komentarzy
-
2010-10-18
A.Kowalska
Cóż, nie ma wątpliwości, że kwiatowi naszego dziennikarstwa ludzie potrafiący myśleć a do tego jeszc...
Cóż, nie ma wątpliwości, że kwiatowi naszego dziennikarstwa ludzie potrafiący myśleć a do tego... » -
2010-10-15
piątkowa
Re: poziom
Horeb globalnie, to ja się odważę lokalnie. Że mnie najbardziej podobało się kopanie z koniem... » -
2010-10-14
Oldman
Pistolejro wraca do gry:)
Widac Ojciec po powrocie z Dzikiego Zachodu w niezlej formie strzeleckiej...:)Pozdrawiam »
Jakoś tak zazwyczaj jest, że kiedy wszyscy idą w jedną stronę, mnie bardziej podoba się spacer w dokładnie przeciwnym kierunku. Ale tym razem mam ochotę pójść dokładnie w tym kierunku, w którym idzie większość – w kierunku radykalnego sprzeciwu wobec ACTA.
... więcej »Tak sobie pomyślałem, że należałoby kiedyś – a dzień świętego Mikołaja jest ku temu okazją dobrą, jak mało która – uporządkować całą tę sprawę z prezentami. Uporządkować to znaczy dokonać klasyfikacji – ustalić kategorie, typy, rodzaje.
Zacząłem zatem porządkować.
Dzięki pomysłowi i życzliwości o. Cypriana Klahsa OP miałem możliwość opublikowania Listów starego anioła do młodego. Ukazało się ich dwadzieścia. Zawsze chciałem dokończyć pracę i napisać jeszcze jedenaście i Toast. Powód był tylko taki, że C.S. Lewis napisał 31 listów starego diabła do młodego. Niezwykle życzliwe, niespodziewanie liczne i przychodzące wszelkiego rodzaju pocztą reakcje czytelników na publikację pierwszych dwudziestu listów anielskich napełniły mnie nadzieją, że jest jakiś sens w pisaniu kolejnych jedenastu. Napisałem zatem, a ten poniższy jest pierwszym z nowej serii.
... więcej »Serdecznie polecam świetny wywiad z o. Jackiem Salijem OP. Mam wrażenie, że jest to głos na puszczy - zwłaszcza w środowisku dominikańskim. Ale również dlatego warto wsłuchać się szczególnie uważnie.
... więcej »Bardzo mi się ostatnio spodobała koncepcja open-source. W informatyce - bo informatyk wytłumaczył mi na czym to wszystko polega - open source jest tworzeniem darmowego oprogramowania, które później może być wykorzystywane, ale i rozwijane przez kolejnych użytkowników. Z wielu powodów idea ta bardzo przypadła mi do gustu. Ale teraz nie o tym. Nie programuję i raczej już nie będę tego robił, więc włączenie się w ideę open-source na płaszczyźnie informatyki jest dla mnie niemożliwe. Niemniej jednak zaświtał mi pomysł, że idea owa może pomóc w uratowaniu pewnego projektu, którego sam nie mogę już zrealizować. Chodzi o napisanie serii dwunastu opowiadań. Napisałem trzy, mam koncepcję całości i chętnie ją odstąpię temu, kto będzie chciał zrobić z niej użytek. Postaram się wszystko teraz wyjaśnić.
... więcej »


















