Sed contra
Janusz Pyda OP
O krytykowaniu Kościoła
Serdecznie polecam świetny wywiad z o. Jackiem Salijem OP. Mam wrażenie, że jest to głos na puszczy - zwłaszcza w środowisku dominikańskim. Ale również dlatego warto wsłuchać się szczególnie uważnie.
Krytykowanie to inteligencki zabobon. Z o. prof. Jackiem Salijem OP rozmawia Mariusz Bober.
Zlaicyzowane media stały się frontem propagandowej walki z Kościołem. Jak Ojciec odbiera artykuły czy wywiady zakonników, księży, często młodych, którzy krytykują Magisterium Kościoła, postawę biskupów?
- „Lękam się Greków, nawet kiedy przychodzą z darami” – ostrzegał Laokoon mieszkańców Troi, żeby nie wprowadzali do swojego miasta drewnianego konia. Trojańczycy zlekceważyli tę przestrogę i drogo za to zapłacili. Osobiście ostrzegałbym młodych współbraci w powołaniu kapłańskim i zakonnym: Kiedy jakaś stacja lub gazeta, które wiele krzywdy już wyrządziły Kościołowi, zapraszają Was do uczynienia czegoś dobrego dla Kościoła, bądźcie ostrożni. Zwłaszcza, że krytykowanie jest to przecież inteligencki zabobon, którego odpowiednikiem jest zażegnywanie zaklęciami choroby przez znachorów – czynność tyleż jałowa, co utrudniająca rzetelną diagnozę i leczenie choroby. Nie wypada księdzu bawić się w zaklinanie chorób Kościoła za pomocą działań, z których na pewno nic dobrego dla Kościoła nie wyniknie.
Jak powinniśmy rozmawiać o problemach Kościoła, aby nie tracić z horyzontu ani prawdy, ani miłości jemu należnej?
- Problemy Kościoła wydają się dziś podobne jak osiemset lat temu, w czasach założyciela mojego zakonu, świętego Dominika. Wtedy również przewalała się przez społeczeństwa wielka fala krytyki Kościoła, w niektórych krajach ludzie masowo odchodzili od Kościoła. Święty Dominik nie próbował wypracować bardziej konstruktywnych form krytykowania Kościoła ani nie krytykował krytykowania destruktywnego. On po prostu Kościół kochał i starał się służyć Panu Jezusowi najlepiej, jak umiał.
W medialnym klangorze wokół Kościoła z rzadka można usłyszeć o tym, co to znaczy miłość do Kościoła.
- Pierwszym, kto ukochał Kościół – czyli nas, których postanowił wyciągnąć z naszego zagubienia i egoizmu, i doprowadzić do życia wiecznego – jest Chrystus. Jego miłość do Kościoła tym się wyraziła, że „wydał za nas samego siebie” (Ef 5, 25). Właśnie na tym, na oddaniu w miłości samego siebie, polega również nasza miłość do Kościoła.
Gdzie leży cienka granica między „braterskim upomnieniem” względem hierarchów, księży a brakiem miłości względem Kościoła?
- Jeśli idzie o upomnienie hierarchów czy nie-hierarchów, uważajmy jednak, żeby nie stać się takim – jak pisał Norwid – „kto tylko wtedy natchnionym, gdy przeczy”. Raczej wsłuchujmy się w dalsze słowa tego wiersza: „Ja nie z tych waśni me natchnienie czerpię - / I W GÓRĘ PATRZĘ… nie tylko WOKOŁO”.
Czy nie odnosi Ojciec wrażenia, że wielu współczesnych „reformatorów” Kościoła ma na celu destrukcję? Remedium na problemy z posłuszeństwem Magisterium ma być jego zniesienie.
- Przychodzą mi na myśl zamieszki, jakie w gorącej wodzie kompana patriotyczna młodzież urządziła podczas Wielkiego postu 1862 r. w katedrze warszawskiej świętemu arcybiskupowi Zygmuntowi Szczęsnemu Felińskiemu. On spokojnie odczekał na ambonie, aż rozrabiacze sobie pójdą i będzie można kontynuować przerwaną konferencję. Kiedy atmosfera się uspokoiła, skomentował dobrotliwie całe to zajście: „Również ci synowie, którzy uciekają się do środków niemądrych, byleby ocalić życie swojej chorej matki, kochają ją – i ona o tym dobrze wie”. Osobiście wydaje mi się, że kiedy różni katolicy i księża podejmują – w przekonaniu, że czynią to z miłości do Kościoła – różne działania niemądre, dzieje się tak dlatego, że być może brak im sitka w głowie. Albo może mają jakąś wadę serca, ale sądy na ten temat zostawmy Panu Bogu.
Laicyzujący się świat często podważa nauczanie Kościoła i jego autorytet, zwłaszcza w obszarze teologii moralnej. Niektórzy chrześcijanie uważają, że aby „wyjść” do tych ludzi, trzeba „zmiękczyć” stanowisko w tej dziedzinie.
- Zawsze trzeba z szacunkiem wsłuchiwać się w to, co mówi druga strona. Zarazem musimy pamiętać o tym, że prawda nie podlega kompromisom. Pan Jezus, kiedy zaprotestowano przeciwko Jego nauce i szemrano, że „trudna jest ta mowa, któż jej może słuchać?” (J 6, 60), kiedy wreszcie „wielu uczniów Jego odeszło i już z nim nie chodziło” (J 6, 66) – nie dostosował swojej nauki do ich oczekiwań, ale zostawił wolność odejścia również tym, którzy przy Nim zostali (J 6, 67).
Co sprawia, że argumentacja katolicka w trudnych obszarach, takich jak kwestie bioetyczne, celibat, itd., jest nieobecna lub wypaczana w debacie publicznej?
- „Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie, niż synowie światłości” (Łk 16, 8). Jak przenikliwie zauważył Manfred Lütz w swojej książce pt. „Obezwładniony olbrzym. Psychoanaliza Kościoła katolickiego”, „słowo <dialog> stało się dzisiaj pojęciem języka partyjnego, wykluczającym ze <wspólnoty słusznych poglądów>”. Wydaje się, że dzisiaj jest w ogóle poza wyobraźnią przeciętnego katolika reagowanie choćby tylko w prywatnym liście do dziennikarza na formułowane przez niego przeinaczenia, a niekiedy i oszczerstwa na temat Kościoła katolickiego i jego nauki.
Ludzie Zachodu zwracają się w kierunku religii Wschodu, z głęboką duchowością kojarzy się np. buddyzm, hinduizm. Tymczasem bogata tradycja życia monastycznego pozostaje niedostatecznie odkryta. Co surowe, zdyscyplinowane życie zakonne może zaoferować współczesnemu człowiekowi?
- Zapewne ma pan rację – że należałoby więcej spopularyzować duchowość chrześcijańską, bo jest ona równie, a może nawet bardziej bogata niż taka czy inna duchowość dalekowschodnia. Ale w obliczu religii Wschodu przede wszystkim podkreślałbym, że chrześcijaństwo jest to coś niewyobrażalnie więcej niż fascynujące odkrywanie duchowych wymiarów naszego człowieczeństwa. Chrześcijaństwo jest to radosna nowina, że „Bóg tak umiłował świat, iż Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16).
W zachodnich społeczeństwach często zdarzają się przypadki konwersji na islam. Nie zmienia się zaś zwykle indyferentne nastawienie do wiary katolickiej.
- Trzeba się zamknąć na te dwie podstawowe prawdy wiary chrześcijańskiej – prawdę Trójcy Świętej oraz prawdę krzyża Chrystusowego – ażeby od chrześcijaństwa odejść do islamu.
Pokusa konformistycznego życia jest dziś wzmacniana przekazem zlaicyzowanych mediów, które przecież w Polsce odbierają w większości właśnie ludzie ochrzczeni. Może przekaz Kościoła jest za słabo obecny w powszechnej świadomości?
- Jednak nie kłaniajmy się bożkowi, któremu na imię skuteczność. Starajmy się być wierni Ewangelii, kochajmy Pana Jezusa tak jak potrafimy. , dzielmy się naszą wiarą tak jak umiemy – i o resztę się nie martwmy. Tak już na tej ziemi jest i do końca świata będzie z Kościołem – że raz mamy udział w Wielkim Piątku, a kiedy indziej w Wielkiej Niedzieli.
Zajmuje się Ojciec naukowo teologią dogmatyczną. Subtelne zagadnienia związane z prawdami wiary wydają się odległe od naszych problemów i nieistotne. Jak wytłumaczyć ich znaczenie i wagę dla życia Kościoła i jego wiernych?
- Teologia dogmatyczna jest to cierpliwe pokazywanie, że z dogmatami wiary jest inaczej, niż to wmówiła naszej Europie mentalność oświeceniowa. Dogmat wiary jest to prawda tak niewyobrażalnie głęboka, że do końca nigdy jej nie ogarniemy. Trzeba jej szukać nieustannie, a znalazłszy, nie wolno zaniechać dalszego jej zgłębiania.
Popularna jest dzisiaj opinia, że wszystkie religie i wyznania są bardzo podobne i tak naprawdę liczy się tylko, żeby postępować „zgodnie z sumieniem” i być tolerancyjnym.
- Tolerancja jest postawą ważną i ze wszech miar pozytywną, ale ciężko zbłądzilibyśmy, gdybyśmy tolerancją chcieli zastąpić miłość. Wydaje mi się, że serdecznie rozumiem Papieża Piusa XI, który napisał kiedyś, że „nie jest rzeczą możliwą, by po zniszczeniu wiary zakwitła miłość”.
Jacek Salij OP (ur. 19 sierpnia 1942 w Budach na Wołyniu) – dominikanin, polski teolog, tłumacz, pisarz i publicysta. W latach 1960-67 studiował teologię w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Polskiej Prowincji Dominikanów w Krakowie. Następnie w latach 1968-1970 w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. W 1971 roku uzyskał tytuł doktora. Habilitację obronił w 1979. W 1984 pracował na Uniwersytecie Katolickim w Leuven (Belgia). W 1990 został profesorem nadzwyczajnym w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. W 1992 roku został profesorem zwyczajnym. Obecnie pełni funkcję kierownika Katedry Teologii Dogmatycznej w Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz konsulatora Sekcji Nauk Teologicznych w Komisji Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski. Jest członkiem Komitetu Nauk Teologicznych PAN oraz PEN Clubu. Jest autorem kilkudziesięciu książek, rozpraw naukowych i artykułów. Stale współpracuje z miesięcznikiem „W drodze”, gdzie od 30 lat prowadzi rubrykę „Szukającym drogi”, w której udziela odpowiedzi na rozmaite pytania czytelników. Ten popularny wykład wiary stał się podstawą wydania wielu jego książek, zawierających odpowiedzi na najbardziej palące problemy współczesności (wiele z nich jest dostępnych za darmo w Internecie). W 2004 podczas 10. Targów Wydawnictw Katolickich, otrzymał nagrodę Feniks 2004 za "niestrudzone popularyzowanie wiedzy teologicznej w Polsce w licznych publikacjach wydawniczych". W 1998 r. otrzymał nagrodę Fundacji Polcul za pracę na rzecz tolerancji 3 maja 2007 prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył o. Jacka Salija Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
Źródło wywiadu: Nasz Dziennik, czwartek, 3 lutego 2011, s 13.
« powrót
15 komentarzy
-
2011-02-14
beznicka
wcale nie walentynka, w dodatku spóźniona
,,Jak Ojciec odbiera artykuły czy wywiady zakonników, księży, często młodych, którzy krytykują... » -
2011-02-08
PawelKwiatkowski
krytyka
Krytykę łatwo zakwestionować, podważając intencje krytyków. O. Jacek Salij to poważna postać,... » -
2011-02-08
Kasia (Sz)
nie na jednej linii
Anka - nie miałam na myśli poziomów dziennikarskich. Chodziło mi o obiegowe zderzenie się... »
Jakoś tak zazwyczaj jest, że kiedy wszyscy idą w jedną stronę, mnie bardziej podoba się spacer w dokładnie przeciwnym kierunku. Ale tym razem mam ochotę pójść dokładnie w tym kierunku, w którym idzie większość – w kierunku radykalnego sprzeciwu wobec ACTA.
... więcej »Tak sobie pomyślałem, że należałoby kiedyś – a dzień świętego Mikołaja jest ku temu okazją dobrą, jak mało która – uporządkować całą tę sprawę z prezentami. Uporządkować to znaczy dokonać klasyfikacji – ustalić kategorie, typy, rodzaje.
Zacząłem zatem porządkować.
Dzięki pomysłowi i życzliwości o. Cypriana Klahsa OP miałem możliwość opublikowania Listów starego anioła do młodego. Ukazało się ich dwadzieścia. Zawsze chciałem dokończyć pracę i napisać jeszcze jedenaście i Toast. Powód był tylko taki, że C.S. Lewis napisał 31 listów starego diabła do młodego. Niezwykle życzliwe, niespodziewanie liczne i przychodzące wszelkiego rodzaju pocztą reakcje czytelników na publikację pierwszych dwudziestu listów anielskich napełniły mnie nadzieją, że jest jakiś sens w pisaniu kolejnych jedenastu. Napisałem zatem, a ten poniższy jest pierwszym z nowej serii.
... więcej »Bardzo mi się ostatnio spodobała koncepcja open-source. W informatyce - bo informatyk wytłumaczył mi na czym to wszystko polega - open source jest tworzeniem darmowego oprogramowania, które później może być wykorzystywane, ale i rozwijane przez kolejnych użytkowników. Z wielu powodów idea ta bardzo przypadła mi do gustu. Ale teraz nie o tym. Nie programuję i raczej już nie będę tego robił, więc włączenie się w ideę open-source na płaszczyźnie informatyki jest dla mnie niemożliwe. Niemniej jednak zaświtał mi pomysł, że idea owa może pomóc w uratowaniu pewnego projektu, którego sam nie mogę już zrealizować. Chodzi o napisanie serii dwunastu opowiadań. Napisałem trzy, mam koncepcję całości i chętnie ją odstąpię temu, kto będzie chciał zrobić z niej użytek. Postaram się wszystko teraz wyjaśnić.
... więcej »Czytając numer miesięcznika „W drodze” poświęcony samotności nie mogłem wyrzucić z pamięci postaci niezapomnianego, tak straszliwie przez los doświadczonego, wyniesionego i upadłego człowieka a genialnego muzyka - Adriana Leverkühna.
... więcej »

















