Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Sed contra
Janusz Pyda OP Listopad 2009

23.11.2009 17:32

Co to za wegetarianin...

Bardzo ciekawy spór nagłośniony został w ostatnich dniach na Wschodnim Wybrzeżu. Otóż, kongresmen Patrick Kennedy (z tej właśnie a nie innej tradycyjnie katolickiej i demokratycznej rodziny) poskarżył się mediom, iż jego biskup, czyli biskup diecezji Providence, Thomas Tobin zabronił mu w 2007 roku przyjmować Komunię Świętą i do tego nakazał księżom, aby nie udzielali Kennedy’emu Komunii, gdyby ten przypadkiem chciał do niej przystąpić. Powodem było stanowisko Kennedy’ego w sprawie aborcji i jego wsparcie udzielone ruchom pro-choice.

Wyznanie Kennedyego jest o tyle dziwne, że dokonane zostało w nieomal trzy lata po zaistnieniu problemu.  (Choć w zasadzie nie jest to dziwne, bo Kościół nie poparł miesiąc temu projektu reformy zdrowotnej, zakładającej refundację aborcji i Kennedy trochę się rozsierdził). Biskup Tobin zaprzecza również, iż kiedykolwiek wydał księżom jakikolwiek zakaz udzielania Komunii Świętej Kennedy’emu. Senatora zaś upomniał w prywatnym liście w takich dokładnie słowach:


„Sądzę, iż przyjmowanie Komunii Świętej jest czymś niewłaściwym w Pana przypadku i proszę teraz z szacunkiem, aby się Pan od tego powstrzymał”.
(I believe it is inappropriate for you to be receiving Holy Communion and I now ask you respectfully that you refrain from doing so).


Biskup stwierdził, że jest zdziwiony faktem ujawnienia przez Kennedy’ego prośby , która wystosowana została do Kongresmena w trosce o jego duchowe dobro, bez mała trzy lata temu.

I jak tu nie lubić biskupa Tobina? Od razu mi się spodobał. Zdziwiły mnie dwie sprawy. Po pierwsze, oburzenie wielu ludzi ze względu na fakt, iż biskup taki list wystosował i traktowanie go jako nacisku politycznego na kongresmena. W zasadzie, gdyby biskup nie był tak delikatnym człowiekiem, to powinien obłożyć Kennedy’ego ekskomuniką i publicznie to ogłosić we wszystkich Kościołach. Moim zdaniem nie byłoby w tym nic złego. Gdyby Kennedy urodził się tak do V wieku po Chrystusie, każdy biskup by tak zrobił. Chyba nawet do XX wieku po Chrystusie każdy biskup by tak zrobił. I słusznie. Kongresmen trafił na swoje szczęście na uroczo delikatnego biskupa Tobina. A tak swoją drogą, nie jestem pewien – bo nie jestem prawnikiem – czy za takie działania polityczne jakie prowadzi Kennedy nie zaciąga się ekskomuniki na mocy samego prawa – czyli bez konieczności ogłaszania jej przez kogokolwiek. Jak wróci nasz prawnik, to się spytam. Zdziwiła mnie więc reakcja części opinii publicznej na delikatny, choć stanowczy list bpa Tobina. Rozumiem, że powinniśmy się tym dziwić, ale raczej w kluczu: „O rany, ale ten biskup jest cudownie delikatny i wrażliwy i dyskretny”, niż w kluczu: „O rany, ale z tego biskupa tyran, politykier i despota”.


A druga rzecz, która mnie dziwi to fakt, że ktoś chce jednocześnie zabijać nienarodzone dzieci i być katolikiem. No, tu to już mamy klasyczną sytuację alternatywy rozłącznej – albo jedno, albo drugie. Nie da się zgodzić na te dwie sprawy jednocześnie. Chęć bycia katolikiem logicznie nie da się połączyć z chęcią współdziałania w zabijaniu życia nienarodzonego. Wzbudza we mnie postawa negująca tę niemożliwość mniej więcej to samo zdziwienie, które w pięknych, poetyckich słowach wyraził swojego czasu nasz wielki publicysta, bard i poeta Kazik Staszewski, gdy pytał retorycznie w piosence „Dwanaście groszy”: „Co to za wegetarianin, co … [zjada, konsumuje, je szybko, lubi jeść, je ze smakiem, je z zapałem...] schabowe”.



W społeczeństwie w którym żyjemy, każdy może chcieć być katolikiem (tak jak każdy może chcieć być wegetarianinem) i każdy może – niestety – popierać aborcję (tak jak każdy może jeść schabowe – na szczęście). Ale nie da się robić tych dwóch rzeczy jednocześnie. I ten kto mówi, że nie da się jednocześnie być wegetarianinem i jeść schabowych (nawet jeśli z surówką warzywno-owocową) stoi nie tyle na straży porządku religijnego, ale zwykłego zdrowego rozsądku.

Ten kto twierdzi, że nie można być katolikiem i aborcjonistą stoi najpierw po stronie zdrowego rozsądku, dopiero zaś w drugiej kolejności w obronie swojej wiary.



Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

32 komentarze

  • 2009-11-28
    Anka

    Re: Re: Re: W czym problem?
    Tak, o to chodziło. Dzięki. Czyli jak śpiewa Kaczmarski: Nie wątpić, w sens ofiary wierzyć Jest... »
  • 2009-11-28
    Kasia (Sz)

    Teoretycznie rzecz ujmując:)
    Teoretyzowanie nie jest złe i tu się z Ojcem zgadzam. Nawet jeśli na początku problemu stawiam... »
  • 2009-11-28
    Janusz Pyda OP

    Re: Re: W czym problem?
    Dwie uwagi: 1)Ja rozumiem, że marudzenie na teoretyzowanie zawsze jest uprawnione. Podobnie jak... »
 
15.11.2009 19:49 | O pobożności bogoojczyźnianej
Tak się składa, że tuż przed 11 listopada, czyli Świętem Niepodległości w Polsce (a Dniem Weterana w Stanach Zjednoczonych) miałem okazję obejrzeć tu, w Nowej Anglii przedstawienie polskiego, ba, poznańskiego w rzeczy samej, Teatru Ósmego Dnia. Teatr ów wystawił w Yale Repertory Theatre w ramach programu World Performance Project at Yale sztukę pt. Piołun (albo po angielsku Wormwood). Przyznaję, że sztuka bardzo mi się podobała, poza tym co mi się nie podobało, a o czym za chwilę.

... więcej »

02.11.2009 17:41 | O lenistwie na początek i snobizmie na koniec
Lenistwo bywa błogosławieństwem. Zdarza się przecież, że to właśnie z lenistwa nie robimy rzeczy, których nie powinniśmy robić ze znacznie bardziej ważkich racji, które jednak mniej są przekonujące dla naszej woli, niż nasze lenistwo. Ja osobiście mam wrażenie, że byłbym jeszcze większym grzesznikiem, niż jestem, gdybym był odrobinę mniej leniwy. Rzecz jasna nie mam tu na myśli tego lenistwa z siedmiu grzechów głównych,. Tam chodzi o acedię – ten wielki duchowy dół, z którego trudno wyjść do jakiegokolwiek działania. Ja, mówiąc o lenistwie, mam na myśli proste: „nie chce mi się i już”. Acedia zawsze powoduje objaw nic-nie-robienia, ale nie każde nic-nie–robienie jest acedią. Bywa również odpoczynkiem, który w naszej wierze ma wyjątkowo uprzywilejowaną pozycję. Nie bez powodu życzymy naszym zmarłym „wiecznego odpoczywania”. Ale mniejsza o to. Tzn. nie mniejsza o to, bo pozostaje do rozważenia ważka kwestia relacji pomiędzy odpoczynkiem a lenistwem. Czy każdy odpoczynek bez pracy jest lenistwem czy nie? Oj, mam nadzieję, że nie. Trochę żartuję, proszę się nie przejmować. ... więcej »


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena: