Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Sed contra
Janusz Pyda OP Luty 2010

03.02.2010 05:25

Empire State of Mind

A dziś piosenka ze specjalną dedykacją dla Staten Island. Ostrzegam serdecznie, że z zaproszenia na kawę zamieszczonego w komentarzu zamierzam skorzystać. Nie posiadam za grosz kultury i pozbyłem się dawno dobrego wychowania. W związku z tym nie rozróżniam pytań retorycznych od wymagających odpowiedzi i zaproszeń grzecznościowych od serdecznych. Innymi słowy mam nadzieję, że przed najbliższym wyjazdem do Polski uda mi się przypłynąć na Staten Island.


Niewtajemniczonym powiem tylko, że Staten Island to taka wyspa, która jest częścią Nowego Jorku, na którą płynie się promem, a widoki, jakie przy okazji można podziwiać są fantastyczne. Muszę powiedzieć, że widok osłoniętego mgłą Manhattanu, który ostatnio podziwiałem z pokładu promu to chyba jeden z najwspanialszych widoków, jakie w ogóle kiedykolwiek w życiu miałem okazję oglądać. Nie było wiadomo czy to wszystko jest do końca realne. Wyspa wież wyrastających jakby bezpośrednio z morza, zakrytych mgłą i deszczem – coś nieprawdopodobnego. Nie do końca wiedziałem, czy to co widzę jest prawdziwe, czy jest tylko jakąś morską złudą. Myślę, że ludzie, którzy od tej samej strony przypływali na Ellis Island i widzieli Manhattan musieli czuć się nieprawdopodobnie i musieli mieć świadomość, że dobijają do brzegów nie tyle nowego kraju, nowego kontynentu, czy nawet nowej kultury – ale wręcz nowej cywilizacji. No, ale dosyć tych sentymentów. Na kawę trzeba zapracować, więc bierzemy się za Alicję Keys i rapera Jay-Z.



Bardzo się cieszę, że słuchamy tej piosenki.

Po pierwsze dlatego, że jest ona dobrą okazją do przesłuchania trzech innych piosenek, do których się odnosi, które cytuje, albo które przypomina. Po pierwsze mam tu na myśli śmiertelnie nudną piosenkę Billa Joela (tak, tak - tego samego od „We Didn’t Start The Fire”) zatytułowanej „New York State of Mind”. Gdyby nie fakt, że Joel dobrze śpiewa i dobrze gra na fortepianie to piosenka sama w sobie by się nie obroniła. Ale Alicia Keys i Jay-Z odwołują się na szczęście tylko do tytułu.

Drugą piosenką, którą „mieści w sobie” piosenka Keys jest cudowny utwór „Love on a Two Way Street” napisany w 68 roku przez Sylwię Robinson i Berta Keyesa a nagrany przez The Moments. To, co śpiewa Alicia Keys to jest właśnie melodia tamtej piosenki – mniej więcej.

Ale jest jeszcze trzecia piosenka, do której odwołuje się wprost Jay-Z. Jeśli się dobrze wsłuchacie, w pewnym momencie, prawie na samym początku usłyszycie takie słowa: „I am the new Sinatra …”. No i tu mamy odwołanie do trzeciej piosenki – do słynnej „New York, New York” śpiewanej przez Sinatrę czy Lizę Minelli. Ale nie tylko to jedno zdanie jest nawiązaniem do piosenki Sinatry.
To właśnie ta piosenka wyśpiewała jako pierwsza mit Nowego Yorku jako miasta, które nigdy nie śpi, miasta, którego każdy chciałby stać się częścią, które to miasto jest betonowym ogrodem życiowych szans, dla wszystkich, którzy doń przyjeżdżają. W takim duchu była piosenka Sinatry i w takim duchu śpiewa Alicia Keys – wszystko w tym mieście inspiruje nawet światła uliczne, same ulice mają moc odnawiania człowieka. Taki to jest Nowy York – nieporównywalny z żadnym innym miastem na świecie – prawdziwe cudo.

Dlaczego podoba mi się ta piosenka?


Po pierwsze dlatego, że zgadzam się z jej przesłaniem. Nowy York jest miejscem nieprawdopodobnym, nieporównywalnym dla mnie z żadnym innym miejscem, które widziałem. Paryż jest piękny – zbyt piękny, trochę jak filiżanka ze zbyt cienkiej porcelany, którą można podziwiać, ale jakoś tak się człowiek głupio czuje jak z niej pije. Londyn jest cudowny – ale w dużej części został zbudowany nie dla londyńczyków, ale dla angielskich królów. Nowy York cały jest zbudowany dla ludzi – zwykłych ludzi. Wiedeń jest jak stary trzypiętrowy tort na wystawie jakiejś zapomnianej cukierni – można rzucić okiem, kiedy się przechodzi, ale kto by to jadł. Kraków jest jak wielka sofa pokryta zielonym pluszem, który mole już od dawna jedzą, kurz pokrywa i nie jedna plama zdobi. Ale nie wolno zmienić tapicerki, bo dziadek uważa, że ta sofa to cześć narodowej tradycji i wszystko ma być tak jak jest, a posadzić swoje szanowne siedzenie na tej szanownej sofie może nie każdy, oj nie każdy. Trzeba być krakusem – przynajmniej drugiej kategorii czyli z ducha i gustu (czyli nudziarzem). Nowy Jork jest jak inny. Nie jest za szybą. Kiedy się wychodzi na ulice, wsiada do metra, wchodzi do knajpy można się poczuć jak u siebie – bo wszyscy tutaj wyglądają jakby nie byli u siebie. Jeśli zatem wszyscy są tu obcy to i wszyscy są tu na równych obywatelskich prawach. Nowy York to apartament, który Stany Zjednoczone wynajmują do mieszkania całemu światu. Dlatego jest taki cudowny, dlatego jest niepodobny do niczego na świecie. Chociaż nie, jest jedno miasto, które może z nim konkurować – nie pod względem wielkości czy luzu, ale pod względem piękna. Dla mnie tym miastem zawsze będzie nasza Warszawa.


Po drugie lubię tę piosenkę, ponieważ jej teledysk zawiera zagadkę, która mnie frapuje, a na którą nie potrafię odpowiedzieć. Dlaczego Alicia Keys nie siądzie sobie przy tym fortepianie? Dlaczego musi stać w takiej niewygodnej pozycji? Próbowaliście kiedyś stojąc grać na fortepianie – no prawie się nie da. A ona jeszcze śpiewa. Jak ktoś ma jakieś pomysły, to słucham. 


Po trzecie lubię tę piosenkę właśnie za to, że w jakiś sposób mieści w sobie historię popularnych utworów o Nowym Jorku – od Sinatry przez The Moments do Bila Joela. To się nazywa szanować muzyczną tradycję. 


Po czwarte lubię tę piosenkę, bo po raz pierwszy w życiu usłyszałem ją w słuchawkach mojego discmana właśnie w Nowym Yorku, na 42 ulicy, idąc od Time Square w stronę Grand Central, gdzieś na wysokości biblioteki nowojorskiej. Ta piosenka zawsze będzie mi się miło kojarzyła.

Na koniec chciałbym przypomnieć jeszcze jeden utwór – tym razem polską, ba, krakowską. Pamiętacie może taką piosenkę, którą śpiewał Grzegorz Turnau a która była zatytułowaną – „Byłem w Nowym Yorku”? Słowa napisał chyba Michał Zabłocki. No cóż, piosenka jest urocza, bo Turnau potrafi grać i śpiewać jak mało kto. Ale na miejscu Michała Zabłockiego zapłaciłbym światu, aby zapomniał o tekście – i wcale nie dlatego, że nie zgadzam się z przesłaniem, ale dlatego, że wiersz ów słabiutki jest jak mało który. W każdym razie piosenka ta prezentuje wybitny przykład resentymentu, jaki pluszowa kanapa żywi wobec Nowego Świata, Wielkiego Miasta i przede wszystkim wolnych, wyluzowanych ludzi.

A tak swoją drogą, wyobrażacie sobie Alicię Keys i Jay-Z śpiewających w "Piwnicy Pod Baranami". To by było coś.

 

Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

46 komentarzy

 

Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Ofiarowanie »
08.02.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Matka Boża z Kibeho »
07.02.2012

„Abandon”
Małgorzata Wałejko

Może tylko pragnienie »
05.02.2012


 
Przeczytały reportaż - teraz pomagają
Dzięki reportażowi zamieszczonemu w miesięczniku &... »
 
komentarzy: 1
ocena:
ACTA
Jakoś tak zazwyczaj jest, że kiedy wszyscy idą w j... »
 
komentarzy: 10
ocena:
Na chłopski rozum rzecz biorąc
Mniej martwiłbym się o wierzących i niepraktykując... »
 
komentarzy: 7