Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Sed contra
Janusz Pyda OP Marzec 2009

06.03.2009 02:08

Tolerancja i pop-ekumenizm

Problem z zachowaniem pierwszego przykazania nie polega dziś na tym, że wybieramy innych "bogów" w opozycji do Boga Jedynego. Problem polega na fakcie, iż nie potrafimy i nie chcemy odróżniać Boga Jedynego od innych „bogów”. Nie chcemy odróżniać, aby nie musieć wybierać.

Swojego czasu przedstawiłem szkic nowego „Dekalogu”, który moim zdaniem jest dosyć bezrefleksyjnie przyjmowany przez wielu wierzących. Nowy „Dekalog” ma się do Dekalogu mniej więcej tak, jak pięść do nosa. Obiecałem komentatorom, że wrócę jeszcze i wyjaśnię dwa spośród nowych „przykazań”. Wracam więc do pierwszego przykazania.

1) Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.

A w nowym „Dekalogu”: Bądź tolerancyjny. Nieważne jaką religię ludzie wyznają i jakiego boga czczą, przecież i tak chodzi im o to samo, co nam. Każdy jest chrześcijaninem – tyle, że niektórzy anonimowymi.

Tolerancja.

Nie ukrywam, że nie przepadam za pojęciem tolerancji w jego współczesnej wersji. Współczesna wykładnia pojęcia tolerancji nakazuje mi bowiem tolerować nie tyle ludzi (z czym zupełnie się zgadzam, o ile ludzie ci nikomu nie zagrażają), co ich poglądy. A to wydaje mi się uwłaczać ludzkiej godności. Wyrazem szacunku dla człowieka jest bowiem zgoda, albo niezgoda wobec głoszonych przezeń poglądów. Zarówno zgoda jak i niezgoda zakładają bowiem, że traktujemy osobę wypowiadającą dany sąd jako zdolną do racjonalnego wywiedzenia i uzasadnienia swoich przekonań. Tolerować mogę gadulstwo mojego pijanego towarzysza podróży, bo wiem, że nie ma co wdawać się z nim w dyskusję. Jeśli jednak mój rozmówca jest zdolny do pełnego wykorzystania władz umysłowych nie mogę jedynie tolerować jego poglądów. Muszę się z nimi zgadzać, albo nie zgadzać. Jeśli je toleruję, to albo oznacza, że nie jestem w stanie ich przemyśleć, albo mi się nie chce, albo uważam swojego rozmówcę za niegodnego mojego zainteresowania. Jeśli jedynie toleruję coś tak ważnego w życiu innych ludzi jak ich wierzenia i bogowie, oznacza to, że ich lekceważę. Mogę podzielać wiarę innych, albo się z nią nie zgadzać – w całości, bądź w części. W obu przypadkach postępuję z szacunkiem, bo traktuję ich wierzenia poważnie. Jeśli je jedynie toleruję – w istocie je lekceważę. Oczywiście źródłem dzisiejszego pojęcia tolerancji jest ni mniej ni więcej, jak fałszywe przekonanie, że jedność jest ważniejsza i bardziej pierwotna od prawdy. Ale jest to równie głupie jak przekonanie, że jeśli zbierzemy na jednym boisku drużynę rugby i hokeja to rozegrają ze sobą wspaniały mecz, tylko dlatego, że są na jednym boisku. Oczywiście cnotę tolerancji umożliwia również wspaniale brak wiedzy i przekonania, co do swoich własnych wierzeń czy poglądów. Nie wiem czy jest coś bardziej utrudniającego spotkanie dwóch ludzi inaczej wierzących, niż tolerancja.

Pop-ekumenizm

Przez pop-ekumenizm rozumiem:
1) dialog międzyreligijny uprawiany przez ludzi, którzy są tak daleko od swoich własnych korzeni wiary i religii, że zbliżenie się do przedstawiciela innej religii, będącego równie daleko od własnej tradycji, nie stanowi żadnego problemu
2) wykorzystywanie praktyk religijnych z jednej tradycji religijnej w tradycji innej, bez dogłębnej znajomości treści prawd wiary swojej własnej tradycji, jak i tradycji zewnętrznej.

Innymi słowy, o ile dialog papieża z ortodoksyjnym rabinem budzi we mnie radość, o tyle dialog liberalnego publicysty katolickiego z liberalnym Żydem (jakkolwiek będzie zapewne niezwykle kulturalny i owocny) zupełnie mnie nie interesuje.

Co do drugiego punktu przypomina mi się historia jednego z moich znajomych, który pojechał na stację benzynową i napełnił bak cudowną 98-oktanową Verwą. Problem polegał tylko na tym, że nie wiedział, iż silnik jego auta to diesel i chodzi na ropę. Chrześcijanie czerpiący całymi garściami z praktyk buddyjskich, hinduskich i wszelkich możliwych powinni sobie najpierw zadać pytanie, czy aby na pewno wiedzą jaki mają silnik i na co jeździ, czyli czy znają doktrynę wiary swoją i tego, od kogo chcą uczyć się nowych praktyk religijnych. W innym przypadku nawet najlepsze „paliwo” sprawi, że ich wiara po prostu się zepsuje.

Problem z zachowaniem pierwszego przykazania nie polega dziś na tym, że wybieramy innych bogów w opozycji do Boga Jedynego. Problem polega na fakcie, iż nie potrafimy i nie chcemy odróżnić Boga Jedynego od innych „bogów”. Nie chcemy odróżniać, aby nie musieć wybierać.
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj







11 komentarzy

  • 2009-03-10
    scontri

    a propos pop-ekumenizmu
    Z Ojca wpisu wynika, że "liberalni publicyści katoliccy" (względnie "liberalni Żydzi") są "daleko... »
  • 2009-03-10
    Anka

    Rzeczy łatwe są czasem bardzo skomplikowane
    1. Dziś słowo tolerancja nabrało nieco innego znaczenia i wielu, nie zgłębiwszy wcześniej jego... »
  • 2009-03-09
    Janusz Pyda OP

    Mati
    Mati, pracę to ja mam akurat inną :-)). Bloga piszę w przerwach :-). Ale dzięki za wyrozumiałość... »
 

Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP

Kidusz ha-Szem »
16.03.2010

Sed contra
Janusz Pyda OP

In vitro »
15.03.2010

OPe-racja
Dominik Jurczak OP

Strąki »
13.03.2010


 
Zmarł najstarszy polski dominikanin o. Joachim Badeni [WIDEO]
W nocy 11.03 zmarł w Krakowie najstarszy polski do... »
 
komentarzy: 30
ocena:
In vitro
Cóż, koniec tego słodkiego intelektualnego lenistw... »
 
komentarzy: 40
ocena:
[VIDEO] Kraków pożegnał o. Joachima Badeniego OP
Rodzina, współbracia dominikanie, przyjaciele, wyc... »