Sed contra
Janusz Pyda OP
Styczeń 2009
O wciskaniu kitu
Wiem, że obiecałem wrócić do tematu pierwszego i czwartego przykazania z nowego „Dekalogu” i zrobię to już za moment, ale póki co, nie mogę się powstrzymać, aby nie napisać o książce (a właściwie książeczce), którą właśnie skończyłem czytać. Otóż niedawno ukazało się polskie tłumaczenie wykładu prof. Harry’ego G. Frankfurta o uroczym tytule On Bullshit – co na polski tłumaczy się: O wciskaniu kitu. Autorem książki jest świetny amerykański filozof, wykładowca kolejno Rockefeller, Yale i Princeton Universtiy, wybitny znawca Kartezjusza i pierwszoligowy gracz na boisku filozofii moralnej – zwłaszcza koncepcji wolnej woli. Zupełnie spokojnie można powiedzieć, że wszedł już na stałe do kanonu klasycznych, współczesnych etyków. Ale szerszej, pozafilozoficznej publiczności stał się znany po opublikowaniu w 2005 roku przez Princeton Universtiy Press pracy O wciskaniu kitu.
Książeczka Frankfurta zaciekawiła mnie bardzo, bo jestem głęboko przekonany, iż jakkolwiek mamy do czynienia z wciskaniem kitu wszędzie gdzie to tylko możliwe, to jednak teologia jest pod tym względem terenem wyjątkowo uprzywilejowany. Mam dziwne wrażenie, że na wydziałach teologicznych, na ambonach, w duszpasterstwach, na kursach przygotowujących do sakramentów i gdzie tylko chcecie odbywa się niezwykle często radosne, nieskrępowane żadną logiką i wiedzą, wolne od wszelkich konsekwencji i co najważniejsze lubiane, akceptowane i szanowane przez słuchaczy teologiczne wciskanie kitu. Proponuję lekturę książeczki Frankfurta jako odtrutki. Ja chciałem zwrócić uwagę tylko na kilka punktów.
1) Czym jest wciskanie kitu?
Wciskanie kitu jest formą autoprezentacji mówiącego, który wcale nie troszczy się o prawdziwość, bądź fałszywość swoich sądów (a co za tym idzie o ich odniesienie do faktów) – i tym różni się od zwykłego kłamcy, chodzi mu jedynie o to, aby „oszukać nas co do charakteru przedsięwzięcia, w które się zaangażował” – czyli co do charakteru wciskania kitu. Innymi słowy jest to klasyczna definicja PR – nie ważne co mówisz, ważne jak mówisz. Nie jest najważniejsza treść słów, których używasz – ważna jest „mowa ciała”, która temu towarzyszy. Nie chodzi o to, aby słuchacze zastanawiali się czy masz rację i czy mówisz prawdę, ale aby najpierw stwierdzili, że jesteś miły i sympatyczny albo mądry. Jednym słowem jedna wielka „etyka” wizerunku.
2) Kiedy dokonuje się wciskanie kitu?
Dlaczego twierdzę, że wciskanie kitu ma swoje zdecydowanie uprzywilejowane miejsce we współczesnej teologii i duszpasterstwie? Otóż, aby odpowiedzieć na to pytanie muszę przywołać kilka sytuacji, które Frankfurt wymienia jako główne przyczyny i katalizatory tego zjawiska.
a) „Ilekroć czyjeś zobowiązania bądź możliwości wypowiadania się na jakiś temat przewyższają znajomość faktów odnoszących się do tego tematu, następuje produkcja kitu”. Przykładów można by mnożyć. Ostatnio mój znajomy wrócił wściekły z kursu przygotowującego do przyjęcia sakramentu małżeństwa. Zadał bowiem proste pytanie czy zachowanie o cechach x, y i z jest grzechem ciężkim i uniemożliwia przystępowanie do komunii bez wcześniejszej spowiedzi sakramentalnej. Prowadzący skarcił go dobrotliwie i protekcjonalnie twierdząc, iż tego typu pytanie jest po prostu nie na miejscu, bo wcale nie chodzi o to, żeby „linijką mierzyć gdzie zaczyna się grzech ciężki, a kończy lekki i odwrotnie. Ważne jest pytanie o miłość Pana Boga, a nie o to, w jakiej szufladce mieści się dany grzech”. Niby racja, ale mój znajomy ma umysł inżynieryjny i zdecydowanie nie zadowoliła go taka odpowiedź. Prawdopodobnie prowadzący po prostu nie wiedział jak określa się ciężar grzechu, w związku z czym postanowił przełączyć się na tryb wciskania kitu. Unikał odpowiedzi na pytanie, próbując pokazać, że on sam ma znacznie szersze rozumienie rzeczywistości, niż zadający pytanie. Cóż, najlepszym weryfikatorem wciskających kit z powodu niekompetencji są po prostu …dzieci. To one lubią zadawać najprostsze i najbardziej fundamentalne pytania i oczekują jasnych i konkretnych odpowiedzi. No i też potrafią krzyknąć, że cesarz, który stroi się w podziwiane przez wszystkich szaty wciskania kitu jest w istocie zupełnie nagi.
b) „Dzisiejsze rozpowszechnione wciskanie kitu ma również głębsze źródło w rozmaitych formach sceptycyzmu, odmawiającego nam rzeczywistego dostępu do faktów i obiektywnej rzeczywistości”. Cóż, jeśli chodzi o wiarę, uzurpowanie sobie prawa do znajomości faktów i obiektywnej rzeczywistości uchodzi dziś prawie za obrazoburstwo. Bóg przestałbyć obiektywną rzeczywistoscią. Wielka tradycja wspaniałej i mądrej teologii negatywnej spod znaku czy to Dionizego czy Akwinaty dostała się w ręce współczesnych teologicznych majstrów, którzy nie mają pojęcia o czym mówią. Z teologią negatywną jest jak ze zdaniem „Fizyka jest niezgłębioną tajemnicą”. Jeśli wypowiada je Einstein tuż przed śmiercią można się założyć, że wie o czym mówi. Ale jeśli wypowiada je Jasiu w gimnazjum, tuż przed sprawdzianem z fizyki to pewnie chodzi tylko o to, że nie wie jak rozwiązać zadanie o dwóch pociągach wyjeżdżających z dwóch różnych stacji z dwiema różnymi prędkościami, które mają się spotkać w jakimś punkcie. Współcześni teolodzy mówiący o niepoznawalności Boga zdecydowanie bardziej przypominają Jasia z gimnazjum, niż Einsteina przed śmiercią wypowiadającego zdanie „Fizyka jest niezgłębiona tajemnicą”. Ale kto by się troszczył o uzasadnienie takich „mądrości”. Przecież wszystko co nie jest chwiejne, to jest nietrwałe. Chwiejnym trzeba być, a nic nie jest tak dobrą pożywka dla chwiejności jak niepewność. Wiara musi być niepewna, niestabilna, pełna wątpliwości bo inaczej jest nieprawdziwa. Gdyby dziś Pan Jezus powoływał Piotra musiałby nazwać go nie Skałą-Opoką, na której zbuduje Kościół, ale raczej ruchomymi piaskami czy listkiem na wietrze. Jako skała Piotr w naszych czasach zupełnie nie byłby wiarygodny. Całe to pluszowe gadanie o wątpliwościach ubogacających wiarę jest zazwyczaj najczystszą postacią wciskania kitu, jaką tylko sobie można wyobrazić i obrazą dla ludzi, którzy rzeczywiście walczą z pokusami przeciw wierze.
c) Wciskanie kitu umożliwiane jest przez zastąpienie kategorii ścisłości kategorią szczerości. No jasne, że tak. Od zawsze dziwiło mnie, iż ludzie, którzy przez długi czas należeli do jakiejś wspólnoty religijnej 9jeśli była to wspólnota charyzmatyczno-modlitewna prawdopodobieństwo odpowiednio wzrasta) mają często blade pojecie o znaczeniu podstawowych artykułów naszej wiary - zwykłych prawd katechizmowych, za to sypią jak z rękawa „świadectwami” Bożej interwencji w ich życiu. Nie mam nic przeciwko „świadectwom”, ale skąd mam wiedzieć, że Bóg o którym „świadczą” jest Bogiem prawdziwym, skoro o Bogu prawdziwym nie mają zielonego pojęcia? Oj, przepraszam przecież Bóg jest prawdą niepoznawalną obiektywnie i jest ponad wszelkim ludzkim pojęciem. Zapomniałem o drugiej zasadzie wciskania kitu. A poza tym nie ma co czepiać się ścisłości świadectwa - chodzi przecież tylko o to, aby było szczere. Ono nie ma mówić o rzeczywistości, a o doświadczającym.
Na koniec mam apel do wszystkich chcących studiować teologię. Jest to najwspanialsza i najciekawsza cześć wiedzy, jaka istnieje. Warto poświęcić życie, aby ją zgłębiać. Ale jeśli chcecie studiować teologię, a nie słuchać wciskania kitu (albo sami wciskać kit) idźcie najpierw na jakiś kierunek ścisły – matematykę albo fizykę. Później na filozofię a później dopiero na teologię. W ten sposób zdobędziecie niezbędną w teologii odporność na lanie wody, wciskanie kitu i zachwyty nad niewidzialnymi szatami cesarza. W innym przypadku najwspanialsza dziedzina wiedzy nie będzie zgłębiana, ale profanowana.
37 komentarzy
-
2009-03-05
Anka
Wybieram
Próbowałam to zbadać, bo chciałam postąpić uczciwie ;) ale wychodzi na to, że pierwsze jest to,... » -
2009-03-05
Janusz Pyda OP
Do Anki
Nie Anka, nie zawiesili mnie. Który temat jest pierwszy w kolejce? » -
2009-03-02
teo
prawda a swiadectwo charyzmatyczne
Czym rożni się, publiczne potępienie profesora od spalenia na stosie czarownicy? Czym... »
Ostatnio otrzymałem fantastyczny prezent. Ktoś włożył mi w drzwi „Margaretkę”. Nie wiedziałem, co to jest, ale kiedy się zorientowałem bardzo się ucieszyłem. „Margaretka” jest rodzajem modlitwy za kapłanów. Siedem osób modli się stale za jednego księdza. Każda osoba w jeden dzień tygodnia. Wierność takiej modlitwie przyrzeka się przed Najświętszym Sakramentem i jest to zobowiązanie na całe życie.
... więcej »Po wpisie zatytułowanym „Nowy ‘Dekalog’” czwórka komentatorów – zb., psycholog, katachra i Anya - wywołała temat, którego wprost nie poruszyłem w tekście bloga, a który rzeczywiście wydaje się ważny – problem relacji pomiędzy psychologią a duchowością. Przyznam, że dokonałem pewnego rekonesansu w tej sprawie. Otóż, przeszedłem się po kilku katolickich księgarniach w Krakowie i próbowałem znaleźć jakąkolwiek książkę z tzw. ascetyki, czyli dziedziny duchowości, która szuka konkretnych metod pracy nad sobą. Ascetyka była dziedziną, która starała się opracować konkretne metody walki z pychą, zazdrością, nieczystością, kłamstwem, rozproszeniami na modlitwie etc., etc.. Szukałem książki z tej dziedziny, która zostałaby napisana w ostatnich 15 latach. Nie znalazłem nic takiego. Oczywiście, w śladowych ilościach są na półkach reprinty starych, klasycznych dzieł – „Filotei” czy „Trzech okresów życia wewnętrznego”. Ale nic napisanego dziś. Dziedzina wymarła. Znalazłem za to mnóstwo książek z psychologii duchowości. Mam dziwne wrażenie, że psychologia w duchowości wyparła ascetykę. Zupełnie mi się to nie podoba.
Zanim wrócę do tematów a) psychologii i teologii b) pierwszego przykazania „nowego” Dekalogu i c) próby odpowiedzi na pytanie: „Jak kochać złych rodziców” chciałbym dziś napisać o czymś, co mnie zachwyca. Bycie księdzem pociąga za sobą wiele przywilejów. Jednym z nich jest możliwość podziwiania z bliska sposobów działania Pana Boga w duszach ludzi, którzy starają się i żyją wiarą. Niestety, zazwyczaj ksiądz nie może o tym opowiadać, bo albo tajemnica spowiedzi albo sekret duszpasterski kryją zarówno tajemnicę grzechu ludzkiego, jak i tajemnicę świętości, czyli działania Boga w duszy ludzkiej. Ale spotkań, które dają powód do zachwytu nad działaniem Bożej łaski w życiu człowieka ksiądz ma dużo. Pewne formy tego działania są charakterystyczne i wspólne wielu ludziom żyjącym wiarą. A ja właśnie znalazłem sposób, żeby je pokazać nie zdradzając żadnej z tajemnic, które mnie wiążą.
... więcej »Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na tytuł ostatniego numeru naszego, dominikańskiego miesięcznika „W drodze”. Jeśli nie, rzućcie proszę okiem na naszą stronę, tuż nad blogami. Polecam serdecznie ten numer, bo rzeczywiście jest świetny. Zezłościł mnie tylko tytuł, który wpisał się w tendencję, jaką od jakiegoś czasu obserwuję – chęć przeformułowania Dekalogu. Tak na przykład „Czcij syna swego i córkę swoją” to „przykazanie”, które pojawia się w reakcji na obiektywny i realny - przyznaję całym sobą - problem z zachowaniem przykazania „Czcij ojca swego i matkę swoją”.
... więcej »Myślę, że istnieją zasadniczo cztery główne grupy przyczyn, dla których zakonnik nie nosi habitu czy ksiądz sutanny: 1) tchórzostwo 2) lenistwo 3) rozsądek 4) zmęczenie.
... więcej »

















