Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Sed contra
Janusz Pyda OP Styczeń 2010

30.01.2010 14:54

Englishman in New York

W kontekście wiadomości, które docierają z Polski chciałbym powiedzieć, że gdyby nasz nowy Prowincjał, nie został wybrany naszym nowym Prowincjałem bez wątpienia zostałby amerykańskim prezydentem. Serio. To jest fenomen. Wszyscy tutaj kochają polskiego prowincjała. I wcale nie mówię tylko o braciach, ale też o świeckich. Tutaj na Midweście, który nowy Prowincjał będąc starym Prowincjałem zachciał był odwiedził, spokojnie można by założyć sztab wyborczy przed wyborami prezydenckimi.


Ale wybory nowego prowincjała oznaczają dla mnie tyle, że muszę wrócić do poważnej roboty. Skoro już jest nowy prowincjał, to niedługo będzie nowy regens (czyli szef studiów wyższych w Prowincji). Skończy się zatem złoty czas bezkrólewia. A jak już będzie nowy regens to może do mnie zadzwonić i powiedzieć: „I want you to do your job”. A ja korzystają z mojej głębokiej wiedzy filozoficznej będę mógł odpowiedzieć jedynie: „As the philosopher Jagger once said, ‘You can’t always get what you want’”. A byłaby to odpowiedź zaiste zła, oj zła, bardzo zła. Aż boję się myśleć jak bardzo zła – brrrr, straszne. Muszę zatem szybko nadrobić brakującą wiedzę i poczytać więcej, co mówili inni filozofowie, abym mógł coś sensownego nowemu regensowi powiedzieć – coś tak z klasą, no wiecie: „myślę więc jestem”, „panta rhei” czy coś takiego, ale musi być nieoklepane, żeby nie było, że ja tu do niczego nowego nie dochodzę. Muszę poszukać w książkach, nie ma rady. Ale gdyby ktoś miał jakiś pomysły, albo rady to chętnie posłucham.

Spakowałem się już zatem i jadę na lotnisko. Wracam na Wschodnie Wybrzeże – najpierw do Nowego Yorku, a później do New Haven. A skoro wracam do Nowego Yorku, najwspanialszego miasta na świecie, to nie ma wyjścia. Dziś musi być o Nowym Yorku. A najsłynniejsza piosenka o Nowym Yorku to chyba jednak „Englishman in New York” Stinga. Tak sądzę. Frank Sinatra ze swoim „New York, New York” jest chyba obecnie drugi. Przyjrzyjmy się więc Stingowi.



Jak słuchamy tej piosenki, to wydaje nam się, że wyraża prawdę ogólną – bo cóż bardziej prawdziwego, niż głęboka różnica pomiędzy mantalnością angielskiego gentelmana a duchem Nowego Yorku. Sting śpiewa, że taki Englishman to pije herbatę (bo tu w USA rzeczywiście pije się raczej kawę, albo zimne napoje) i że lubi grzanki z jednej tylko strony przypieczone, mówi z rozpoznawalnym akcentem, spaceruje, ale nigdy nie biega, wierzy, że to maniery czynią człowieka człowiekiem i takie tam równe pierwszorzędne cechy gentelmana angielskiego – jak z podręcznikowej czytanki. Jeśli to są istotne cechy englishmana, to ja się wcale nie dziwię, że Brytyjska Korona nie jest już imperium.

Ale wbrew pozorom Sting nie śpiewa o englishmanie w ogólności. Śpiewa o bardzo konkretnym Englishmanie, którego możemy zobaczyć na teledysku. W teledysku ważne są trzy postaci – Sting (nie ma co pisać, wszyscy znają), Branford Marsalis – ten czarny gość grający na saksofonie, fantastyczny muzyk i jest jeszcze trzecia osoba. Mężczyzna, który wygląda jak kobieta – Quentin Crisp, tytułowy englishman.

Otóż, piosenka Stinga ukazała się się w 1987 roku na albumie Nothing Like The Sun, a powstała po tym jak Quentin Crisp przeniósł się z Londynu do Nowego Yorku. A kim był Quentin Crisp? Cóż, słabym pisarzem i świetnym gawędziarzem, ale przede wszystkim dumnym z siebie promiskuitą, rozpustnikiem, gwiazdą tęczowej propagandy. Opublikował swoje wspomnienie gdzieś w latach siedemdziesiątych pod tytułem „The Nacked Civil Servant” – jednen wielki dziennik cudzołożnika, który dryfuje po szerokim morzu dewiacji seksualnych, uprawia prostytucję w poszukiwaniu miłości (choć jak sam wyznał w jednym z wywiadów znalazł w ten sposób jedynie degradację) i chce, aby świat zaakceptował go takim, jaki jest. Do końca życia uwielbiał przebierać się w damskie ubrania i zachowywał z iście kobiecą delikatnością – co chyba widać na teledysku i co Sting bierze za dobre maniery.

I to właśnie ten angielski gentelman jest bohaterem, muzą, inspirację i jednocześnie obiektem bronionym przez Stinga w piosence „Englishman in New York”. To jemu Sting radzi – „be yourself no matter what they said”, czyli żeby się nie przejmował opiniami innych ludzi i był sobą.

Ok, kończę bo muszę zjeść śniadanie a oglądając ten teledysk jakoś tak apetyt tracę. Taka kurcze ładna piosenka, tacy dobrzy muzycy, przyzwoicie nakręcony teledysk i taka ideologia. Juto musimy posłuchać jakiejś zdrowszej piosenki o Nowym Yorku. Może ten Frank Sinatra. Zobaczymy.
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj







12 komentarzy

 
1 | 2


29.01.2010 21:58 | We Didn't Start The Fire

Z przyczyn czysto technicznych nie mogłem wczoraj zamieścić kolejnego tekstu. Starałem się robić wszystko, aby się wykręcić od mojej publicznej kary, ale się nie udało. Niestety mój hardware i software znów działają poprawnie i w ten oto sposób wracam do moich kajdan, dyb, czy też pracy niewolniczej. A dziś piosenka dla erudytów, czyli We Didn’t Start The Fire.

... więcej »

27.01.2010 17:03 | Jak filozof Jagger powiedział

Zróbmy sobie chwilę przerwy od słuchania piosenek związanych z konkretnymi miejscami w Ameryce. Pewnie do nich jeszcze wrócimy, bo nie da się przecież pominąć na tej „liście przebojów” najbardziej „ośpiewanego” miasta na świecie, jakim jest New York. Ale dziś przyszedł czas na trochę klasyki. Mam na myśli starą, dobrą i straszliwie angielską kapelę - The Rolling Stones oczywiście. Ale jeśli na tym blogu pojawia się coś angielskiego, to oczywiście musi być w amerykańskim opakowaniu. Proponuję zatem następujące wykonanie. (Jedna rada - proszę obejrzeć video do końca, aby móc się ucieszyć "klamrą kompozycyjną" :-))))


... więcej »

25.01.2010 21:40 | Streets of Philadelphia

Tę piosenką, podobnie jak poprzednią, można zrozumieć w pełni dopiero wówczas, gdy rozumie się miejsce, które pojawia się w jej tle. Z Alabamy przenosimy się zatem na północ, choć pozostajemy na wschodzie Stanów Zjednoczonych – dokładnie na Wschodnim Wybrzeżu. No i jesteśmy w Pensylwani – stanie o zupełnie innej historii i tradycji, niż Alabama. W zasadzie można powiedzieć, że był to stan, który zapoczątkował formę rządów i ideę wolności religijnej tak charakterystyczną później dla Deklaracji Niepodległości czy Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Początkowo tylko Pensylwania i Maryland (zupełnie wówczas katolicki stan) uznawały jako prawo obywateli pełną wolność wyznania. Ale nie chodzi nam o cały stan.

... więcej »

25.01.2010 04:32 | Sweet Home Alabama

Przegrałem pewien zakład. Oznacza to mniej więcej tyle, że przez siedem kolejnych dni (bo siedem dni to tydzień) będę na blogu umieszczał posty o specyficznej tematyce. Będę pisał wyłącznie o piosenkach.

... więcej »

20.01.2010 23:12 | Nie całkiem obecny

W ramach poznawania kultury amerykańskiej, którą – nie ukrywam – coraz bardziej jestem zachwycony, czytam ostatnio namiętnie Roberta Frosta.

... więcej »

1 | 2


Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP

"Biała wstążka" »
07.03.2010

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Żarliwa troska »
06.03.2010

Sed contra
Janusz Pyda OP

The Sounds of Silence »
05.03.2010

Betoniarka
Mateusz Przanowski OP

Istnieje dusza, bo istnieje Tomasz Zimoch »
03.03.2010


 
Zakończyły się sportowe zmagania w Dominikańskich Mistrzostwach Polski w Narciarstwie Alpejskim i Snowbordzie
Tadeusz Makuch oraz Magdalena Góra Majewska zostal... »
 
komentarzy: 3
ocena:
Fuga mundi
Współczesny człowiek – zdaje się, jak nigdy ... »
 
komentarzy: 5
ocena:
Na księżyc, czy do Wieliczki?
Wydaje mi się, że moja kadencja trochę nas urealni... »
 
komentarzy: 4
ocena: