Opowieści z betonowego lasu
Krzysztof Pałys OP
O duszpasterskich owocach
Poznałem katechetów, którzy po długotrwałym starciu z niektórymi klasami wychodzili obici niczym rangersi po operacji w somalijskim Mogadiszu. To cena pracy na pierwszym froncie. Są zawsze na czele. Z podziwem patrzyłem na ich pracę. Nie mam wątpliwości - to elitarne formacje służb specjalnych w Kościele.
„My, amerykańscy rangersi nie boimy się niczego. Zdobyliśmy tytuł nieustraszonych. Jesteśmy twardzi, zdyscyplinowani i szybcy. Skaczemy na spadochronach i opuszczamy się na linach z helikopterów w sam środek wszelkiego zła. Kopniakiem wyważamy drzwi, łapiemy złoczyńców, torując w ten sposób drogę naszej armii. Nasze motto brzmi: „Rangersi zawsze na czele”. Dajcie nam najtrudniejsze, najbardziej karkołomne zadanie, jakie przyjdzie wam do głowy” – pójdziemy jak w dym.
Tak zaczyna się książka Jeffa Strueckera, byłego rangersa a obecnie kapelana jednostki specjalnej amerykańskiej armii.
Czasami mam wrażenie, że dokładnie tak samo powinien wyglądać dzisiejszy katecheta uczący w przeciętnej polskiej szkole. Nie jest ważne czy nosi sutannę, habit, bojówki lub dżinsy. Niczym zawodowy komandos musi być oswojony z lękiem.
Pamiętam jak z o. Jakubem Nesterowiczem i wspólnotą "Przymierze Miłosierdzia” prowadziliśmy zajęcia w ośrodku wychowawczym dla dziewczyn. Pracowało się nam doskonale. Żartowaliśmy nawet, że znaleźlibyśmy niejedno gimnazjum, w którym zwykłą katechezę prowadzi się zdecydowanie trudniej.
Rasowy katecheta mógłby podpisać się pod kolejnym wyznaniem Struckera: „Poznałem lęk, który nieobcy jest i tym, którzy nigdy nie mieli na sobie munduru. Lęk przed śmiercią. Lęk przed utratą więzi z najbliższymi, przed bankructwem, chorobą i przemocą. Lęk przed kompromitacją. Wszystko to przydarza się zwyczajnym ludziom pod każdą szerokością geograficzną. Różnimy się między sobą tylko tym, jak sobie radzimy z własnym strachem. Możemy pozwolić, by nas sparaliżował, lub zdobyć się na odwagę i nad nim zapanować. Różnica między tchórzem, a bohaterem nie polega na tym czy się boisz, ale jak sobie radzisz z własnym lękiem”.
Obraz zalatuje amerykańskim patosem, czytając, można się uśmiechnąć. Robię to jednak z premedytacją. Poznałem katechetów, którzy po długotrwałym starciu z niektórymi klasami wychodzili obici niczym rangersi po operacji w somalijskim Mogadiszu. To cena pracy na pierwszym froncie. Są zawsze na czele. Poznałem takich, którzy wypadają doprawdy znakomicie. Z podziwem patrzyłem na ich pracę. Nie mam wątpliwości, zawodowi katecheci to elitarne formacje służb specjalnych w Kościele.
Szacunek dla Was. Robicie wspaniałą robotę.
Rok temu w ramach katechezy przygotowywałem do bierzmowania uczniów pewnego sportowego gimnazjum. Niemal natychmiast poczułem do nich sympatię, choć oczywiście zgodnie z zaleceniami zawodowców, starałem się tego zbyt mocno nie pokazywać. Trzy czwarte klasy deklarowało się jako osoby niepraktykujące. „Chcielibyśmy chodzić w niedzielę do kościoła, jednak mamy sporo treningów i zawodów, więc brakuje nam czasu” – słyszałem. Byli wobec mnie szczerzy i zdecydowanie wolałem taką opcję, niż gdyby mieli mnie oszukiwać. Owszem, zdarzały się momenty frustrujące. Wiele razy wracałem do klasztoru z przeświadczeniem, że moi podopieczni zapamiętują nie te rzeczy które ja chciałbym lub gdy moje „doskonale przygotowane katechezy” okazywały się wcale nie tak wspaniałe…
Pamiętam, gdy na pożegnanie otrzymałem od klasy koszulkę wyprodukowaną przez znaną szczecińską firmę odzieżową związaną z kulturą hip-hopu. Musieli się wykosztować, gdyż produkt był bardzo drogi. Dzięki temu poznałem osoby związane z ową firmą. Koszulka okazała się za duża, więc musiałem udać się do skate-shopu wymienić na mniejszy rozmiar. Widok habitu w tym środowisku okazał się zaskakujący i paradoksalnie sprawił, że szybko złapaliśmy kontakt. Koszulkę wymieniłem, a później ze swoimi nowymi znajomymi przegadałem wiele godzin o muzyce, wspólnych pasjach. Byłem zdumiony, że w tak podobny sposób postrzegamy świat.
Wszystko wydawało się być sukcesem. Młodzież przyjęła sakrament dojrzałości, na ulicy spotykałem się z życzliwością młodych ludzi, nikt nie odwracał głowy na mój widok – traumy do Kościoła nie będzie – pocieszałem się. Statystyki zostaną przełamane.
Pół roku później, mam wykład o adoracji w Szczecinie. W klasztorze rozmawiam z Markiem, zakonnym współbratem, który pracuje jako katecheta w liceum sportowym. Pytam o „moją” młodzież. Na zajęcia chodzi zaledwie trzy osoby, w tym jedna, spoza mojej grupy. Szkoda czasu na użalanie się nad sobą, więc nie zrażam się. Nie ilość się liczy.
Po kolejnych kilku miesiącach wracam z rekolekcji zatrzymując się znowu w szczecińskim klasztorze. Maro, przygotowując sobie kawę, z poważną miną, choć z ognikami ironii w oczach, stwierdza: „Pocieszę cię Krzysiek. Z owych bierzmowanych na katechezie nie ostał się zupełnie nikt”.
Owoc duszpasterskiej pracy - ZERO. I od tej pory Karol de Foucland staje się moim najbliższym świętym…
Karol de Foucauld. List do księdza Caron:
Zakątek Sahary, który samotnie “uprawiam” ma dwa tysiące kilometrów z północy na południe i tysiąc ze wschodu na zachód i 100 000 muzułmanów rozsianych na tym obszarze, bez jednego chrześcijanina, wyjąwszy wojskowych francuskich wszelkich stopni. Ci ostatni są nieliczni, osiemdziesięciu do stu rozproszonych w terenie, bo w pułkach saharyjskich jedynie kadra oficerska jest francuska, żołnierze są tubylczy. Nie dokonałem ani jednego poważnego nawrócenia od siedmiu lat, odkąd tu jestem; dwa chrzty, ale tylko Bóg wie, jakie są i będą te dusze ochrzczone. Jedno małe dziecko, które wychowują Ojcowie Biali, i Bóg raczy wiedzieć, co z niego wyrośnie, oraz niewidoma staruszka, nie wiadomo co siedzi w tej biednej głowie, w jakiej mierze jej nawrócenie jest rzeczywiste? Jeśli chodzi o poważne nawrócenia, jest to zero.
jest inaczej
niż być miało
ani góry,
ani morwy
nie rzucają się w morze na moje słowo
nieustannie idzie na burzę,
nieustannie czerwieni się zasępione niebo.
fale zalewają łódź. a wichry i jezioro nigdy nie są mi posłuszne
mam kilka ryb,
siedem chlebów
i nieskończoną wielość głodnych do wykarmienia
dotykałem tylekroć
Twojego płaszcza,
a nie jestem zdrowy
Ojciec Niebieski
ma coraz mniej pracy
z liczeniem moich włosów
a jestem w gorszym
położeniu niż Jair,
bo nie mam córki
mam oczy, a nie widzę,
mam uszy, a nie słyszę;
często też wpadam w ogień i w wodę
moje oczy wilgotnieją nieraz, ale nie od twojej śliny,
stąd też widzę niewyraźnie
ani odcięta prawica,
ani wyłupione oko
nie uczyniły mnie lepszym
Tęsknię za Tobą.
Ulituj się nade mną.
Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić
Ks. Jerzy Szymik
***
I jeszcze zupełnie inny wątek.
"Nie słucham rad tych, którzy krzyczą, że czas zawracać..." Polski rap ma się doprawdy znakomicie, mam nieodparte wrażenie, że to jedno z nielicznych środowisk, które ma jeszcze coś świeżego i sensownego do powiedzenia. Nic na to nie poradzę - jestem już skażony betonem.
Premierowy kawałek ze znakomitego projektu Parias. Utwór "Plecak" feat. Małpa - na amerykańskich bitach Sid Roams
I dla równowagi coś bardziej pobożnego. Fr Stan Fortuna CSR "School of the eucharist" na dobrym nowojorskim bicie
« powrót
12 komentarzy
-
2011-05-05
nikaa818
ojcze! ja też jestem przykładem takiego człowieczka, który za młodu był do niczego. ale pewne słowa ...
ojcze! ja też jestem przykładem takiego człowieczka, który za młodu był do niczego. ale pewne... » -
2011-05-02
truskawka_ja
Sens nawracania
Tekst szalenie mi sie podobał, aż dotarłam do części poświęconej nawracaniu muzułmanów i tak... » -
2011-05-01
creedka
rozne drogi
z tymi różnymi drogami docierania do ludzi to popieram w 100%, bo doświadczyłam na własnym... »
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, powinien kłócić się z Bogiem o grzesznika: „Panie, przecież ja go nie potępiam, więc i Ty też nie możesz być gorszy ode mnie”. W każdym człowieku kryje się bowiem coś świętego i nietykalnego. Zadaniem kapłana jest to ochronić. Nawet jeśli robi to na wyrost.
... więcej »Winston Churchill twierdził, że mówca tak powinien skonstruować przemówienie, by wyczerpać temat, ale nie wyczerpać słuchaczy. Myślę, że tak samo powinno być z dobrą książką.
... więcej »Ten kto chce dziś zobaczyć błogosławioną Matkę Teresę, powinien popatrzeć na jej siostry.
... więcej »Chrześcijanie nie walczą ze złem. Oni zło przemieniają na dobro. Ile osób walcząc z wadami człowieka rozbiło przyjaźń? Ilu księży oburzonych na grzech współbraci zostawiło swoje kapłaństwo? Ile żon walcząc z mężem alkoholikiem rozbiło małżeństwo? Nie jest sztuką grać, kiedy się wygrywa. Najtrudniejsze są sytuacje kiedy przegrywa się 3:0 i trzeba dograć do końca.
... więcej »Dla takich osób ważne jest dlaczego ty wierzysz. Co jest takiego w tym Jezusie, że ludzie są gotowi przelać krew? Słuchają uważnie, jeśli jednak nie znajdą autentycznej odpowiedzi, odejdą.
... więcej »




.gif)














