Opowieści z betonowego lasu
Krzysztof Pałys OP
Joachimowe wspomnienia
Zaskakujące, że wiele osób, nie tylko wśród dominikanów, mówi o Joachimie Badenim jak o kimś bardzo bliskim. Także ci, którzy nie mieli możliwości spotkać go osobiście twierdzą, że doświadczają jego wstawiennictwa. To tylko kolejny dowód na niezwykłość tej postaci.
– odpowiedział o. Joachim. Miał wówczas dziewięćdziesiąt sześć lat.
fot. Maciej Chanaka OP
Z okazji wydania książki „Wyjdź do światła”, wydawnictwo „Znak” wraz z krakowską „Beczką” postanowiło zebrać kilka wspomnień związanych z ojcem Joachimem Badenim. Poproszono i mnie bym napisał kilka zdań, dzięki temu na nowo mogłem przypomnieć sobie postać człowieka przenikniętego Bogiem.
Zaskakujące, że wiele osób, nie tylko wśród dominikanów, mówi o Joachimie Badenim jak o kimś bardzo bliskim. Także ci, którzy nie mieli możliwości spotkać go osobiście twierdzą, że doświadczają jego wstawiennictwa. To kolejny dowód na niezwykłość tej postaci. Ojciec Jan Andrzej Kłoczowski, dzieląc się w swoimi wspomnieniami w zeszłorocznym numerze „W drodze”, świetnie ujął osobowość o. Badeniego pisząc, że „zawsze był inny”. Ojca Joachima nie da się zawłaszczyć, nie można go sklasyfikować, on wymyka się opisom.
Trudno jest pisać o ojcu Joachimie obiektywnie i bez emocji. Nie da się. Przynajmniej ja tak nie potrafię. Podarowane od niego rzeczy trzymam jak cenne dary. Szwedzkie jaskrawoniebieskie skarpetki z żółtymi koronami czy książki z dedykacją „kochanemu Punkowi” wywołują nostalgiczne wspomnienia. Zabawne, bo zawsze uczył dystansu do nabytych rzeczy.
Miałem przywilej, bo teraz inaczej tego nazwać nie mogę, opiekowania się nim przez rok. Potem, przez kolejne lata, na wpół legalnie (przed ślubami wieczystymi dzieliła nas klasztorna klauzura), wielokrotnie wpraszałem się do jego celi prosząc o modlitwę lub goląc głowę elektryczną maszynką „na buddyjskiego mnicha”.
„Z mądrości Badeniego trzeba korzystać, póki jeszcze go mamy” – powtarzali starsi bracia. Więc korzystałem, zachłannie, ile tylko się dało. Do niewielkiego segregatora z notatkami, nałożyłem kolorowe kartki tworząc dział na „joachimowe mądrości”. Wciąż zajmują specjalne miejsce.
Gdy po święceniach wyprowadziłem się już z Krakowa, dzwoniłem, nieco bezczelnie dopominając się o modlitwę. Zawsze był ciekawy człowieka – pytał czy dobrze się czuję? A kiedy słyszał, że jestem szczęśliwy jako dominikanin, cieszył się ze mną. „To najlepszy prezent jaki dzisiaj mogłem dostać”.
Taki był.
Dwa lata przed śmiercią, wraz z studentami krakowskiej „Beczki” zaprosiliśmy go na spotkanie grupy charytatywnej „Szpunt”. Pamiętam prośby, by na informującym plakacie nie umieszczać imienia i nazwiska gościa, a jedynie sam temat spotkania. „Badeni zapcha całą Beczkę”. Informacja i tak się rozeszła klasztornymi krużgankami. Trochę konspiracyjnie. Pojawiło się kilkadziesiąt osób, a wciąż było kameralnie i swojsko. Jak przy Badenim.
Słysząc pytania zadawane przez studentów zawsze włączały mu się barwne przykłady, które miał ponoć przeżyć lub słyszeć. Piszę „ponoć”, gdyż raz któraś z dziewczyn dopytała go o daną historię, na co ojciec Joachim z prostotą odpowiedział: „Już nawet nie pamiętam czy ta historia jest prawdziwa”. Sala wybuchnęła śmiechem. Wszyscy wiedzieliśmy, że nie o „historyczną prawdę” przecież tu chodzi.
Owo szpuntowe spotkanie przeciągnęło się ponad godzinę. Było już sporo po 22:00. Stojąc przy wyjściu pytał studentów czy daleko mają do swoich mieszkań.
- Tramwaje jeszcze jeżdżą o tej porze?
- Tak ojcze, jeżdżą – padła odpowiedź.
- Bo ja, na szczęście, nie muszę iść na przystanek, tylko do mojej celi na łóżko i hyc pod kołderkę!
„Tylko kontakt z żywym Bogiem sprawia, że człowiek się nie starzeje” - powtarzał.
Potrafił być ironicznie złośliwy, za co młodzi dominikanie kochali go chyba najbardziej.
Kiedyś oglądał wielką uroczystość, na której pojawili się rektorzy wyższych uczelni ubrani w purpurowe togi, księża kardynałowie, biskupi, infułaci. Błyszczało od czerwieni, drogich garniturów i odświętnych ubrań. Ojciec Joachim, jak wiadomo urodzony arystokrata, z kpiną w oczach wydusił komentarz: „No patrzcie bracia, ale się chłopstwo poprzebierało”. Po czym z właściwym sobie spokojem wrócił do delektowania się smakiem coca-coli.
Pytanie o kapłaństwo kobiet zbył kiedyś humorem, dopiero później dając teologiczne uzasadnienie.
- Wyobraźcie sobie taką scenę – zaczął dominikanin. - Przychodzi wierny i mówi: „Proszę księdza, chciałbym dać na mszę świętą”.
- Nie mogę – pada odpowiedź – proboszcz jest w ciąży. W szóstym miesiącu. Proszę poczekać, aż się dziecko urodzi.
Do kobiet miał jednak wielki szacunek, co akurat nie jest żadną nowością. „Kobieta może bardzo pomóc w sortowaniu powołań. Na odległość wyczuje czy dany kleryk jest mężczyzną, intuicją wyczuje czy nadaje się na księdza” – twierdził.
W kontakcie z ojcem Joachimem zawsze miało się przeświadczenie, że mówi on rzeczy proste i na dodatek oczywiste. Miał niezwykły dar nazywania duchowej rzeczywistości, którą człowiek intuicyjnie wyczuwa, ale najczęściej nie potrafi właściwie opisać.
Teraz myślę, że ojciec Joachim uświadomił mi, na czy polega istota chrześcijaństwa. Chcąc żyć Ewangelią wcale nie trzeba się zmieniać. Nie trzeba stawać na szczudłach, zasługiwać na miłość, być moralnym herosem. Dobra Nowina jest inna. To wszystko, czego potrzebujemy, aby być szczęśliwymi ludźmi, od momentu chrztu nosimy już w sobie. Duch święty w nas wlał wszystkie potrzebne dary, jedynie więc od nas zależy, z czego chcemy korzystać.
Żyjesz nienawiścią i złością? Nieustannie rozdrapujesz stare rany? Nie dziw się, że szybko staniesz się zgorzchniały. Pielęgnując natomiast wdzięczność, stajesz się bardziej wolny. Jesteś bliżej Jezusa.
- Niech brat szuka światła. Zawsze ilekroć pojawiają się w pytania odnośnie wiary lub drugiego człowieka. Chrystus nie zostawił nas sierotami – powtarzał.
Dziś bywa, że tego światła często brakuje, dlatego ojciec Joachim wciąż wspiera. Kiedyś obiecał i słowa dotrzymuje.
« powrót
1 komentarz
-
2011-06-22
nashim1
podobno kolor lubił biały, więc świeczkę białą kupiłam i poszłam na Rakowice powierzyć mu swoją spra...
podobno kolor lubił biały, więc świeczkę białą kupiłam i poszłam na Rakowice powierzyć mu swoją... »
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, powinien kłócić się z Bogiem o grzesznika: „Panie, przecież ja go nie potępiam, więc i Ty też nie możesz być gorszy ode mnie”. W każdym człowieku kryje się bowiem coś świętego i nietykalnego. Zadaniem kapłana jest to ochronić. Nawet jeśli robi to na wyrost.
... więcej »Winston Churchill twierdził, że mówca tak powinien skonstruować przemówienie, by wyczerpać temat, ale nie wyczerpać słuchaczy. Myślę, że tak samo powinno być z dobrą książką.
... więcej »Ten kto chce dziś zobaczyć błogosławioną Matkę Teresę, powinien popatrzeć na jej siostry.
... więcej »Chrześcijanie nie walczą ze złem. Oni zło przemieniają na dobro. Ile osób walcząc z wadami człowieka rozbiło przyjaźń? Ilu księży oburzonych na grzech współbraci zostawiło swoje kapłaństwo? Ile żon walcząc z mężem alkoholikiem rozbiło małżeństwo? Nie jest sztuką grać, kiedy się wygrywa. Najtrudniejsze są sytuacje kiedy przegrywa się 3:0 i trzeba dograć do końca.
... więcej »Dla takich osób ważne jest dlaczego ty wierzysz. Co jest takiego w tym Jezusie, że ludzie są gotowi przelać krew? Słuchają uważnie, jeśli jednak nie znajdą autentycznej odpowiedzi, odejdą.
... więcej »



.gif)














