Opowieści z betonowego lasu
Krzysztof Pałys OP
Drzazgi w duszy
Ze swoim oratorskim zacięciem i niskim zakapiorsko-radiowym głosem, byłby znakomitym dominikaninem. Niestety, a może i na szczęście, kobiety pociągają go nie mniej niż Bóg…
Na widok czterech kibiców z obcej drużyny odważnie rzuca się do walki. Wraca pobity i posiniaczony: „Chłopaki, jak ja się kocham bić” – wyznaje z dumą.
Poznaliśmy się przez wspólnych znajomych. Po latach spotkałem go, gdy odsiadywał któryś już z kolei wyrok. Na powiekach zrobił sobie tatuaże, chcąc należeć do więziennej subkultury. Po wyjściu próbował układać sobie życie. Nie było to proste. Pochodził z rozbitej rodziny, swoim dzieciom chciał oszczędzić to, czego jemu w dzieciństwie zabrakło. Miał żonę i dziecko, nieraz widywałem go, gdy wychodził z nimi na spacery.
Powrót do starego środowiska, niemal zawsze jest powrotem do starego życia. To policzek dla resocjalizacyjnego systemu. Stare sposoby zarabiania, starzy znajomi, kontakty, zobowiązania. Nie wiedziałem jak mógłbym mu pomóc. Bezradnie patrzyłem jak znowu się stacza.
Dziś nie mamy już ze sobą kontaktu. Chcę wierzyć, że ułożył sobie życie.
Cortez był szefem lokalnych bojówek szalikowców. Miał szerokie kontakty w całej Polsce. Zajmował się oprawą meczy, robieniem flag, organizowaniem wyjazdów. Nawiązywał kontakty z kibicami zaprzyjaźnionych drużyn, pisał artykuły do specjalistycznych gazetek, wymieniał się zdjęciami, a także organizował ustawki.
Kiedy kibice dwóch drużyn spotykają się, aby ze sobą walczyć, w wewnętrznym slangu nazywa się to „ustawką”. Zasady są jasne: miejsce oddalone od centrum miasta, jednakowa liczba sympatyków po obu stronach. Klarowne zasady. Nie używa się sprzętów typu: noże, pałki, kije bejsbolowe, walczy się gołymi pięściami, nie kopie się leżących. Ustawka najczęściej nagrywana jest kamerą wideo. To dowód zwycięstwa lub porażki. Nagranie przydaje się w celu analizowania ewentualnych błędów. Wyniki publikowane są w specjalistycznych, wewnętrznych gazetkach zwanymi „zinami”. Od kilku lat także na internetowych stronach.
W czołowych zinach regularnie organizowane są rankingi najlepszych polskich bojówek szalikowców. Głosuje się niczym na ulubiony utwór na liście przebojów. Ekipa z największą ilością punktów zdobywa prestiż i uznanie w środowisku. Pod uwagę brane są przeróżne czynniki: oprawy meczów, wyniki ustawek, ilość „skrojonych” (zabranych) szalików i flag, liczbę pobitych kibiców, rannych policjantów, ilość osób tworzących młyn (ścisłą ekipę bojówki). Zarówno nagrane filmy jak i tematyczne ziny mają charakter wewnętrzny.
Podczas wyjazdów na mecze popularne są także „promocje”. Autobus z kibicami zatrzymywany jest w małej wiosce, po czym kilkunastu odważnych chłopaków wynosi z pobliskiego sklepu niemal wszystko, co nadaje się do jedzenia. Kiedy zatrzymuje ich wezwana policja, najczęściej nie ma już czego odzyskiwać. Znałem rekordzistów, którzy zebrali po kilka tysięcy złotych za same kary wynikające z rozbojów.
Wychowywaliśmy się w jednym mieście, mieliśmy wspólnych przyjaciół, podobne zainteresowania. Miałem ich zaufanie. Czasami słysząc niektóre historie, zimny dreszcz przechodził po plecach. Intuicyjnie stawałem po stronie ofiar.
Miałem ideały, aby pogodzić zwaśnione władze klubu z szalikowcami. W tym czasie dorabiałem do studiów w gazecie. Powstał duży artykuł mający być pierwszym etapem do sensownego dialogu. Cortez, jeden z czołowych przywódców bojówek, zadeklarował chęć współpracy. Wszystko szło we właściwym kierunku.
W następny dzień po ukazaniu się tekstu, w trakcie meczu, kibice wtargnęli na murawę przerywając spotkanie.
Dwa dni później odbieram telefon:
– Krzysztof, pomógłbyś napisać sprostowanie? Nie tak miało być. Wszystko wymknęło się spod kontroli. Zostaliśmy sprowokowani – wyjaśnia skruszony Cortez.
Tekst sprostowania ukazał się w gazecie. Za namową Cortez zgodził się na jego wygładzenie, choć nie na zmianę tonu. Ostatnie słowa brzmiały: „Jednocześnie informujemy, że jeżeli policja nadal będzie nas nadal traktowała jak zwierzęta w klatce, takie incydenty mogą się powtórzyć”.
Policja i władze klubu były wściekłe. Do dziś noszę w sobie poczucie przegranej. Z gazety odszedłem kilka tygodni później.
Po latach młodzi chłopcy przejmują pałeczkę po starszych. „Młode pokolenie, stare zasady” – widnieje napis na świeżych koszulkach z barwami klubu. Kiedyś, nie znając jeszcze reguł, jakimi rządzi się świat szalikowców, zaprosili do siebie kilkudziesięciu fanów zaprzyjaźnionej drużyny, z którą należało podtrzymać układ.
– Chłopaki, ale dzisiaj żadnych awantur. Nie chcemy mieć u siebie problemów.
– Co? Nie po to przyjechałem trzysta kilometrów, żeby się teraz nie bić! – oburzył się jeden z przyjezdnych wyglądający jak zawodowy bokser.
Awantury nie było, ale w Polskę poszła fama, że owi kibice są zbyt ulegli. Na ustawki z pewnością się nie nadają. W rankingach przestali się liczyć.
Dlaczego o tym piszę? Ze względu na jedną osobę – Kamila. Uważam go za przyjaciela i bardzo cenię. Pamiętam nasze spotkanie jakiś czas temu. Rozmawialiśmy wówczas kilka godzin spacerując nocą pustą ulicą. Dzielnica według policyjnych statystyk uznana została za najniebezpieczniejszą w mieście. Spięcia z policją, uzależnienia od narkotyków, handel prochami, praca za marne grosze, z których nie można się utrzymać.
Część starych znajomych stanęła na nogi (jeden z nich został międzynarodowym menadżerem piłkarskim z rekomendacją FIFA I UEFA), inni nie mogą się wciąż znaleźć.
Z goryczą opowiadał wówczas, jak z uporem szuka pracy w resocjalizacyjnej branży. Było ciężko. Pomimo, iż ukończył specjalistyczne studia, większość potencjalnych pracodawców patrzyła na niego jak na przestępcę. Rzeczywiście, wygląd nie wzbudza zaufania, gdy jednak pozna się go bliżej, okazuje się szalenie wrażliwym facetem. Wiedzą o tym wszyscy, którzy się z nim spotkali.
– Modliłem się do Boga, pytając czego On ode mnie chce? – mówił paląc papierosa za papierosem. – Na dodatek stało się coś jeszcze. Doświadczyłem potężnej obecności Boga. Gdy siedziałem w kościele z oczu płynęły mi łzy i nie potrafiłem tego opanować. Z tego powodu wstydziłem się chodzić na msze.
Bóg się odezwał. Kamil otrzymał pracę jako wychowawca w Domu Dziecka.
Z miesiąca na miesiąc staje się ulubionym wychowawcą dzieciaków. Teraz poszliby za nim w ogień.
– Panie Kamilu, zawsze gdy widzę przez okno, parkujący pana samochód, ogromnie się cieszę. Wiem, że to będzie ważny dla mnie czas. – usłyszał ostatnio.
Po takich słowach serce tylko rośnie.
Kilka miesięcy temu czołowy polski raper – PIH (swoją drogą prawnik z wykształcenia), zaszczycił ich swoja obecnością, a kolejny: Chada, na swojej najnowszej płycie umieścił pozdrowienia dla Domu Dziecka, w którym pracuje Kamil. Większego wyróżnienia nie mógł sprawić swojej młodzieży. Dla większości jego dzieciaków taki gest znaczy więcej, niż relikwie Jana Pawła.
– Bóg ma wobec ciebie wielki plan. Nie możesz w to wątpić. Twoje życie ma sens – tłumaczy po raz kolejny.
Dzieciaki uważnie słuchają, spijając z jego ust każde słowo.
– Jestem przekonany, że Korczak miał rację – dzieli się w prywatnej rozmowie pedagogiczną myślą. – Człowiek jest czystą kartką, co na niej zapiszemy to na niej będzie. Dlatego mówię im, że mają w sobie ogromny potencjał dobra.
Niedawno zaprosili mnie, abym poprowadził u nich zajęcia na temat tego, czy hip-hop skłania do nienawiści.
Podczas zajęć, uśmiechałem się do siebie słysząc, jak przyjaciel, po raz kolejny wcina mi się w słowo. Co jakiś czas mówił o Bogu, zupełnie zwyczajnie i autentycznie. Nawet gdy wątek dotyczył słynnego „nowojorskiego beefu” pomiędzy dwoma wybitnymi raperami: Notoriusem, a 2Pacem.
Ze swoim oratorskim zacięciem i niskim zakapiorsko-radiowym głosem, byłby znakomitym dominikaninem.
Niestety, a może i na szczęście, kobiety pociągają go nie mniej niż Bóg…
Imiona i pseudonimy bohaterów tekstów zostały zmienione (tradycyjnie już).
Mam drzazgi w duszy, biorę to na klatę,
Wyciągam rękę na zgodę, zgodę ze światem.
Z dedykacją dla tych, którym wydaje się, że wszystko już stracone.
« powrót
9 komentarzy
-
2011-12-20
Poldek
Ocena:



tekst z utwóru
Sąsiedzi w akademiku już znają. Dzięki! "Te wersy piszę jako Włodi, chociaż dostałem... » -
2011-12-10
Alfama
Gibalak
Czytając Twój tekst miałam przed oczami swoje podwórko na warszawskiej Woli w kwadracie ulic... » -
2011-12-09
Poldek
Re: mały gangster
kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. »
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, powinien kłócić się z Bogiem o grzesznika: „Panie, przecież ja go nie potępiam, więc i Ty też nie możesz być gorszy ode mnie”. W każdym człowieku kryje się bowiem coś świętego i nietykalnego. Zadaniem kapłana jest to ochronić. Nawet jeśli robi to na wyrost.
... więcej »Winston Churchill twierdził, że mówca tak powinien skonstruować przemówienie, by wyczerpać temat, ale nie wyczerpać słuchaczy. Myślę, że tak samo powinno być z dobrą książką.
... więcej »Ten kto chce dziś zobaczyć błogosławioną Matkę Teresę, powinien popatrzeć na jej siostry.
... więcej »Chrześcijanie nie walczą ze złem. Oni zło przemieniają na dobro. Ile osób walcząc z wadami człowieka rozbiło przyjaźń? Ilu księży oburzonych na grzech współbraci zostawiło swoje kapłaństwo? Ile żon walcząc z mężem alkoholikiem rozbiło małżeństwo? Nie jest sztuką grać, kiedy się wygrywa. Najtrudniejsze są sytuacje kiedy przegrywa się 3:0 i trzeba dograć do końca.
... więcej »Dla takich osób ważne jest dlaczego ty wierzysz. Co jest takiego w tym Jezusie, że ludzie są gotowi przelać krew? Słuchają uważnie, jeśli jednak nie znajdą autentycznej odpowiedzi, odejdą.
... więcej »

















