Opowieści z betonowego lasu
Krzysztof Pałys OP
O lęku, jedzeniu i jednym kolumbijczyku
Kiedyś dominikanie kojarzyli się ludziom z pewnym dystansem, respektem uniwersyteckich katedr - kimś niedostępnym dla zwykłego zjadacza razowego chleba. A dziś wiedzą, że tych białych nie trzeba się bać.
- Czy Łódź to bezpieczne miasto? – pyta Adreas o. Adama Wyszyńskiego, który odbiera go z dworca.
- Raczej tak, nie spotkałem się z jakimiś wyjątkowo trudnymi sytuacjami - stwierdza o. Adam.
- A ludzie chodzą bez broni? – dopytuje nadal kolumbijski dominikanin.
Od połowy lipca Andreas zamieszkał w naszej wspólnocie. Sympatyczna twarz, o latynoskich rysach. Pochodzi z Kolumbii, miejscowości Bucaramanga. Choć poza o. Adamem nikt z nas nie zna hiszpańskiego, Adreas dzielnie sobie radzi.
Wieczorem stoimy z Adasiem przy celi naszego nowego domownika. Rozmawiamy o języku polskim, używając łamanego angielskiego, połączonego z szerokimi gestami.
- Trudny dla Ciebie język polski? – pytam.
- Sądzę, że dla hiszpańsko języcznych ludzi bardziej niż dla was hiszpański.
- Wcale nie taki trudny Adreas. Powiedz: „Chszsząszcz brzmi w trzcinie… - dopada nas nagle duch złośliwości.
Adreas uśmiecha się szeroko, wyciągając swoje ręce jakby próbując się bronić:
- Noooo, pliz…
- Adreas, try! – nie dajemy za wygraną. - Wyimaginowane imadełko!
Wszyscy w śmiech.
- Very difficult! – twierdzi.
Obiecał, że następnym razem nauczy nas najbardziej trudnych hiszpańskich słówek. Teraz nie mógł ich sobie przypomnieć. Ja tymczasem czekam na kolumbijskie jedzonko. A, że on nie potrafi gotować? Nie szkodzi, ja też się uczę.
Kolumbijska potrawa? A gdybym musiał przyrządzić polską co by to było? Barszcz ukraiński czy pierogi ruskie? Za trudne. Prędzej kiełbasa z ogniska z musztardą i chlebem. „Polska kiełbasa jest dobra. Good kiełbasa!” – tłumaczył kiedyś jeden ze starszych współbraci dominikanom z Francji. Choć smaczniejszy jest ryż z warzywami.
W naszej wspólnocie nie mamy kucharza, ani kucharki. Nie stać nas na to. Jedzenie przygotowujemy sobie sami. Pamiętam swój pierwszy obiad: miałem gości, przyjechał Grześ z Poznania, którego niezwykłe poczucie humoru wprost uwielbiam, i nasz świeżutki diakon – Piotr – podobnie jak Andreas o oryginalnych latynoskich rysach… Kiedyś podczas Pielgrzymki Różnych Dróg i Kultur cała ekipa wskoczyła do pobliskiego jeziora. Piotrek wychodzi z wody, na to jedna z dziewczyn: „Gdzie oni robią castingi do tego zakonu?”.
Przed ślubami wieczystymi wysłałem mu kilka argumentów, dlaczego powinien jednak je złożyć: „Musisz tu zostać, bo z nas wszystkich, wyglądasz najlepiej w habicie” – brzmiał jeden z nich. Dziś nadal tak twierdzę. Wystarczy tylko spojrzeć na nasze kryminalne twarze.
Ale wracając do wątku…
Od moich kochanych małżeństw, którymi opiekowałem się w Szczecinie na pożegnanie otrzymałem kucharskie wdzianko oraz sprawdzone kulinarne przepisy. Dla gości i braci zrobiłem tartę ze szpinakiem. Przepis od Kasi i Przemka. Bracia żyją do tej pory, a goście twierdzili, że im bardzo smakowało.
O. Tomasz pomógł zrobić świetną sałatkę, udzielił też kilku rad: jak najlepiej smażyć filety z kurczaka, jak używać naszego opiekacza, by potrawy nie zrobiły się suche. Po raz pierwszy posiłki smakują mi jak nigdy wcześniej. Wśród braci nie ma narzekań, że jedzenie wciąż to samo. Musieliby wówczas narzekać na siebie. Nawet zakupy warzyw na pobliskim ryneczku mają swój urok.
Bogactwo mojego zakonu. Różnorodność kultur, osobowości, spojrzenia na świat, na teologię. A Pan Bóg ten sam. I habit wszędzie biały tak samo…
Kiedy o. Paweł Krupa mieszkał w Rzeszowie do parafialnej kancelarii przyszła para młodych osób.
- Usiądźcie sobie, zostało jeszcze ciasto, więc możecie się poczęstować, ja tymczasem pójdę na górę po dokumenty – powiedział do gości.
Kiedy wychodził usłyszał przez uchylone drzwi:
- Nie ruszaj tego ciasta, przecież on powiedział tak z uprzejmości – strofuje dziewczyna swojego narzeczonego.
- No co ty? To są dominikanie, tu nie trzeba się bać! – padła odpowiedź.
Kiedyś dominikanie kojarzyli się ludziom z pewnym dystansem, respektem uniwersyteckich katedr, autorytetem doktorów Kościoła, może poważną miną - kimś niedostępnym dla zwykłego zjadacza razowego chleba. A dziś wiedzą, że tych białych nie trzeba się bać. - To był najlepszy komplement jaki dostałem w życiu – wspomina o. Paweł.
Tych poniżej nie musisz się bać. Kilku tysięcy pozostałych, którzy nie zmieścili się w kadrze, również. Miłość nie zna lęku.
« powrót
24 komentarze
-
2010-08-17
Kefasjus
Re: Re: Re: Re: Re: Miłość nie zna lęku?
Miłość nie zna lęku, tyle że najpierw trzeba miłować. Fajnie jest pogadać z Nim o tym, by ją... » -
2010-08-15
kore
Re: Re: Re: Re: Miłość nie zna lęku?
Nie da rady. Pojecie świętych nie mieści się w moim sposobie rozumowania. Słucham o nich,... » -
2010-08-15
Kefasjus
Re: Re: Re: Miłość nie zna lęku?
Topogadaj z tymi mniejszymi,alewiększymi od nas;) dzisiaj Maryja, tuż obok Maksymilian...... »
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, powinien kłócić się z Bogiem o grzesznika: „Panie, przecież ja go nie potępiam, więc i Ty też nie możesz być gorszy ode mnie”. W każdym człowieku kryje się bowiem coś świętego i nietykalnego. Zadaniem kapłana jest to ochronić. Nawet jeśli robi to na wyrost.
... więcej »Winston Churchill twierdził, że mówca tak powinien skonstruować przemówienie, by wyczerpać temat, ale nie wyczerpać słuchaczy. Myślę, że tak samo powinno być z dobrą książką.
... więcej »Ten kto chce dziś zobaczyć błogosławioną Matkę Teresę, powinien popatrzeć na jej siostry.
... więcej »Chrześcijanie nie walczą ze złem. Oni zło przemieniają na dobro. Ile osób walcząc z wadami człowieka rozbiło przyjaźń? Ilu księży oburzonych na grzech współbraci zostawiło swoje kapłaństwo? Ile żon walcząc z mężem alkoholikiem rozbiło małżeństwo? Nie jest sztuką grać, kiedy się wygrywa. Najtrudniejsze są sytuacje kiedy przegrywa się 3:0 i trzeba dograć do końca.
... więcej »Dla takich osób ważne jest dlaczego ty wierzysz. Co jest takiego w tym Jezusie, że ludzie są gotowi przelać krew? Słuchają uważnie, jeśli jednak nie znajdą autentycznej odpowiedzi, odejdą.
... więcej »

















