Opowieści z betonowego lasu
Krzysztof Pałys OP
Niezbędnik wierzącego
Niezależnie od tego, jak bardzo ludzie chcieliby zmieniać ten niesprawiedliwy świat, on nigdy niebem nie będzie. Nie wyeliminujemy cierpienia. Rewolucyjne pomysły na niebo tu na ziemi, zawsze kończyły się fiaskiem, były okupione krwią milionów ludzi.
Niezawodny specjalista od wynajdywania interesujących książek, a mój blogowy sąsiad – o. Tomek Gałuszka, dzwoni twierdząc, że powinienem przeczytać „Niezbędnik ateisty”. Zawsze mnie uczono, że dominikanie, aby zrozumieć ludzi, do których idą, powinni najpierw poznać ich sposób patrzenia na świat, więc propozycja lektury nie jest dla mnie zaskakująca.
Przyznam, że regularnie zdarza mi się spotykać osoby, które niezależnie od tego co mówię czy jakie przykłady podaję i tak jest święcie przeświadczona, że praktycznie jedynym celem istnienia katolickiego duchowieństwa jest neurotyczne pragnienie zabijania ludziom wolności myślenia. A są też i tacy, którzy uważają, że najważniejszym powodem powstania Kościoła jest ten, aby ludzie nie mogli chodzić ze sobą do łóżka.
Zakaz szczęścia i wszelkich przyjemności. By życie straciło blask.
Banda sfrustrowanych księży i zakonnych sióstr – mających oczywiście problemy ze swoją seksualnością – dniami i nocami pracuje nad tym, jak by tylko swoim wiernym utrudnić życie. Bezrobocie? Choroby w Afryce? Dysfunkcje rodzinne? Dzieci rodzą dzieci? Uzależnienia? Przemoc? Agresja na ulicach? To przecież jasne – wina księży (sióstr zakonnych rzadziej...). A liczne ośrodki, które prowadzi Kościół? Zejdźmy na ziemię. To tylko przykrywka dla finansowych malwersacji lub środki do molestowania kolejnych osób. „Kto dziś żyje w celibacie? Niespełna dziesięć procent duchowieństwa” – twierdzi mój zacny sąsiad z pewnego tygodnika.
„Zabijajmy w ludziach wolność wyboru, wtedy łatwiej nimi sterować” - takie odgórne nakazy wydaje swoim członkom potajemnie Watykan. Bądźmy szczerzy, wielu o tym wie, ale boi się mówić. Tak więc jeśli czytasz ten tekst oznacza, że dominikański administrator serwera (który oczywiście również podlega tajnym instrukcjom) nie zauważył wpisu. Inaczej musiałby mnie zlikwidować.
Ale to nie koniec. Niestety – na skutek prania mózgu jakie nastąpiło w mojej zakonnej sekcie - nie przypominam sobie cenzury jeśli idzie o prasę czy inne lektury podczas formacji. Po formacji, co gorsze, też nie (oczywiście tak kazał napisać mi przełożony). Ten sam przełożony, który opłaca Romana Kurkiewicza, aby w wywiadzie dla „ateistów”, wspominał swoją 2-letnią dominikańską formację w pozytywnym świetle. "Jadąc" jednocześnie z góry na dół (mniej lub bardziej słusznie) po innych członkach hierarchicznego Kościoła. „Veritas” – można dodać.
Nic więcej jednak nie napiszę, by nie mieć kłopotów, a bloga zachować. „Wybieram życie” – jak śpiewał Grabaż z Pidżamą Porno w kapitalnym kawałku „Pryszcze”.
Udaję się do więc Empiku i grzecznie pytam: - Czy dostanę „Niezbędnik ateisty?”. Sympatyczna niewiasta spojrzała na mój biały habit i robiąc zdziwioną minę, jakbym prosił o jakieś pornograficzne pisma poszła sprawdzić. - Oczywiście mamy – po czym z uśmiechem podała.
„Taki ksiądz z głębokim kryzysem wiary. Autentyczny”. Niejedna gazeta by się ucieszyła.
Świeżutką książkę z żarówką na okładce, położyłem obok kilku innych, które leżą na podłodze mojej celi, przy wygodnej karimacie. Od lat na książki jestem łapczywy, a od czytania mocno uzależniony. Czytam często po kilkanaście rzeczy na raz. Do niektórych pozycji wracam po miesiącach, innych zupełnie nie kończę, jeszcze innymi delektuję się czytając długo. Lubię robić na nich fiszki, zaznaczać ołówkiem, kreślić, spisywać inspirujące fragmenty.
W wolnych chwilach zaczytywałem się więc w wywiadach z ludźmi życia publicznego, którzy mówili na temat swojej niewiary. Poziom rozmów mnie zaskoczył, niewiele w nich populistycznego antyklerykalizmu czy mówienia o swoim ateizmie w opozycji do czegoś. Wiele wywiadów bez oskarżeń czy „dawkinsowskiej” pseudonaukowości. Nawet Kinga Dunin wypowiada się uczciwie i rzeczowo. Zresztą w wywiadzie z Mazurkiem w „Rzepie” również mile zaskoczyła. Uczciwie postawienie sprawy: różnimy się diametralnie i trzeba umieć z tym żyć. Okazuje się, że nawet można ze sobą ciekawie porozmawiać.
W trakcie czytania ogarniała mnie jednak jakaś dziwna melancholia połączona ze smutkiem. Bo jakoś dla mnie niepełny jest świat bez Pana Boga, bez nadziei, że jesteśmy linią która ma początek, ale nie ma końca. Wiara w przypadkowość naszego życia, w to, że ludzi, którzy odeszli nigdy już nie spotkamy, że relacje, które tworzymy, przyjaźnie, dobro, które dajemy, niezaspokojone pragnienia, które w sobie mamy, pasje, ambicje, inspiracje... To wszystko miałoby przestać istnieć? Jeśli ateizm jest więc dla „silnych”, to silny nie jestem.
Zbyt wiele widziałem w życiu cudów, doświadczałem Bożej Mocy, by wziąć to jedynie na karb przypadku. Zbyt wiele słyszałem o drogach, które miały prowadzić mnie do szczęścia, a okazywały się zwykłymi błyskotkami i zamiast do szczęścia prowadziły do osamotnienia.
Po kilku dniach lekarze zastanawiają się czy odłączyć go od aparatury, klasyfikując jego przypadek, jako uporczywą terapię.
W takich momentach tylko wiara mi pomaga. Jestem przekonany, że tam gdzie cierpienie i ból, tam jest i Chrystus. Bo z jakichś względów Bóg upodobał sobie towarzystwo tych, którzy przegrali.
Niezależnie od tego jak bardzo ludzie uważający się na ateistów chcieliby inwestować i zmieniać ten niesprawiedliwy świat (jestem całym sercem „za”) on nigdy niebem nie będzie. Im dłużej spotykam ludzi poranionych przez życie, takich, którym przeraźliwie brak nadziei, dotkniętych czasem bezsensownym cierpieniem – tym mocniej się w tym utwierdzam. Rewolucyjne pomysły na niebo tu na ziemi, zawsze kończyły się fiaskiem, były okupione krwią milionów ludzi. Jak bardzo byśmy się nie starali, nie wyeliminujemy cierpienia. Tęsknota za szczęściem, jest po prostu tęsknotą za Bogiem. Za światem, gdzie już nie będzie bólu i lęku. To tęsknota za niebem. Bo ziemia nie pachnie jak dom.
W życiu obracałem się w różnych środowiskach, od ludzi bardzo niechętnych księżom, którzy na widok habitu chcieli mi go spalić lub mnie pobić, poprzez osoby głęboko wierzące i życzliwie nastawione. Ludzie, którzy zaufali Bogu, wyszli na tym interesie znakomicie. Choć wielu dosłownie doświadczyło nieprawdopodobnego cierpienia. Kiedy ich spotykam, wciąż nie mogę się nadziwić ich pogodzie ducha, wewnętrznej sile i radości z każdego przeżytego dnia. Taka jest siła Jezusowej miłości. Bóg wzrusza się głęboko, kiedy my płaczemy, kiedy przeraźliwie brakuje nam sił. I nigdy nas nie zostawia samych.
Epilog jest z innej półki, nie-empikowej. „Niezbędnik wierzącego” czyli „Bracia z Bronksu”. Kapitalna książka o franciszkanach pracujących na nowojorskim Bronksie. Aż tętni życiem, uroczą prostotą i przeświadczeniem, że Bóg jest i chce dokonywać w naszym życiu cudów.
Franciszkanie od 17:00-18:00 mają święty czas na modlitwę. Trwa Adoracja Jezusa. Gwardian stale przypomina braciom pracującym bardzo dużo na ulicach: „Bez modlitwy wasze życie przerodzi się w aktywizm. Wasze sprawy będą świetnie iść do przodu, ale utracicie rzeczywistą płodność. Szatan nie skłania do robienia złych rzeczy, ale do zbyt wielu dobrych”.
Czytając o wariatach, od których, aż bije franciszkowy entuzjazm i autentyczność, z wypiekami na twarzy zastanawiam się dlaczego nie można by napisać takich współczesnych „Kwiatków świętego Dominika?”.
A może żyjemy zbyt wygodnie, dlatego Bóg ma problem z dokonywaniem w naszym życiu cudów?
« powrót
54 komentarze
-
2010-09-29
Kefasjus
Re: Re: Re: Re: Re: Re: Re: :(((
I tyle... hm... widzę, że obietnicę z 2.08. raczej spełniłaś;) tekst Newmana jest z bardzo... » -
2010-09-29
Kefasjus
Re: Re: Re: Re: Re: Re: Re: :(((
peronI - znikasz w Krakowie? przenosisz się jak drzewiej inny Piast?...;) » -
2010-09-28
córka marnotrawna
" Bóg wzrusza się głęboko, kiedy my płaczemy, kiedy przeraźliwie brakuje nam sił. I nigdy nas nie zostawia samych."
wlasnie przezywam czas, w ktorym przerazliwie brak mi sil do czegokolwiek... Dziekuje za ten wpis »
Dla takich osób ważne jest dlaczego ty wierzysz. Co jest takiego w tym Jezusie, że ludzie są gotowi przelać krew? Słuchają uważnie, jeśli jednak nie znajdą autentycznej odpowiedzi, odejdą.
... więcej »Niemal nigdy nie choruję. Nawet jeśli złapie jesienne przeziębienie, to najczęściej po dwóch dniach przechodzi. Ostatnio zauważyłem jednak objawy dziwnej choroby. To rodzaj chronicznej alergii na świąteczne życzenia.
... więcej »Ze swoim oratorskim zacięciem i niskim zakapiorsko-radiowym głosem, byłby znakomitym dominikaninem. Niestety, a może i na szczęście, kobiety pociągają go nie mniej niż Bóg…
... więcej »Jest samotność, która niszczy, ale jest też taka, bez której nie ma dojrzałej osobowości. Jeśli nie potrafisz być sam, nie będziesz umiał być z nikim innym.
... więcej »Jeśli żyjesz papierowym życiem, umrzesz papierową śmiercią. Życie Jacka z pewnością nie było papierowe, natomiast o śmierć ocierał się nie raz.
... więcej »



.jpg)















