Opowieści z betonowego lasu
Krzysztof Pałys OP
Bezczelna wiara
Kadr z filmu “God in the Streets of NY” (GrassrootsFilms)
Mój kark zgina się pod mocną ręką. Na swojej szyi czuję żelazny uścisk, obok pojawia się nagle dwóch postawnych mężczyzn. Nawet gdybym próbował obronę, jestem na straconej pozycji.
Późny wieczór, miejsce mało oświetlone. Obcy „rewir” nie jest moim sprzymierzeńcem. Ciemna brama również.
- Pożycz dziesięć złotych – słyszę.
Przed oczami robi mi się biało. Na szczęście uścisk na szyi robi się lżejszy. Patrzę mojemu napastnikowi prosto w oczy i z udawanym spokojem mówię:
- Jestem zakonnikiem, nie mam przy sobie pieniędzy.
Wracam samotnie z basenu. Jestem bez habitu, choć ten akurat w mrocznych ulicach, prawdopodobnie wcale by nie pomógł. Mógłby nawet bardziej prowokować.
- A na co potrzebujesz? – pytam.
- Na jedzenie i coś do picia.
- Zapraszam cię jutro do naszego klasztoru, myślę, że jakaś kanapka zawsze się znajdzie.
Trzej mężczyźni stają zdezorientowani. Nikt nic nie mówi. Jeden zaskoczony drapie się po czole. Po kilkunastu sekundach mój napastnik przerywa milczenie:
- A który to klasztor?
Umawiamy się na godzinę 18:00 na następny dzień. Pytam o imiona, na pożegnanie podaję rękę. Obiecuję modlitwę. Wracając do klasztoru wciąż czuję na szyi stalowy uścisk Michała. Przyśpieszam kroku.
Czy nie boi się ojciec podróżować w habicie autostopem? A chodzić nocami po ulicach? Czy środowisko kościelnych obrzeży to miejsce bezpieczne dla księdza? Czy biały habit nie prowokuje? To pytania, z którymi często się spotykam i które słyszymy jako bracia dominikanie. Bo wychodzenie na pogranicze jest istotnym elementem dominikańskiego charyzmatu.
Owszem, boję się - jednak o swoich lękach mówię Jezusowi na modlitwie. To daje siłę. Spotkań z ciekawymi ludźmi specjalnie nie wywołuję. One pojawiają się same.
Bałem się, gdy podczas jednej z podróży autostopem zabrała nas (mnie i współbrata) podwarszawska mafia, wywiozła z głównej drogi do swojej stadniny ukrytej w lesie. Zaraz po tym, usłyszeliśmy, że nie wyjedziemy dopóki nie zawiozą nas do domu publicznego i nie zamówimy sobie dziewczyny - aby zobaczyć na czym polega prawdziwe szczęście.
Bałem się także, kiedy na widok habitu zaczepiano mnie na ulicach i prowokowano w przeróżny sposób.
Nie wiedziałem jak skończy się wyprawa, gdy w autobusie na ostatnich siedzeniach, dopadła mnie grupa chłopaków. Jeden z dumą pokazywał świeże więzienne „dziary”, a kolejny zapragnął spalić mi habit.
Bałem się o kierowcę ze wschodu, który wiózł mnie przez centra jednego z największych polskich miast potężnym tirem na ukraińskich numerach. Z zepsutym GPSem, nie znając polskiego, miał problemy by dotrzeć do firmy, dla której wiózł dostawę. Ludzie patrzyli ze zdziwieniem widząc zakonnika, wychylającego się z kabiny ciężarówki i pytającego o drogę, a z drugiej strony siedzącego za kierownicą przejętego człowieka mówiącego po ukraińsku.
Nie sądziłem, że wrócę cały, gdy człowiek prowadzący agencję towarzyską w Niemczech, cały w tatuażach, wiózł mnie sportowym samochodem po polskich drogach z prędkością 210 km/h. Na dodatek z przejęcia naciskał jeszcze pedał gazu, kiedy ja nieudolnie próbowałem mówić o godności człowieka, Panu Bogu i sensie wierności.
Bałam się o mój habit, gdy siedząc w ciemniej przyczepie ciężarówki, otoczony skrzynkami pomidorów jechałem „nielegalnie” do celu mojej podróży.
Czułem, że moje słowa są nieprzekonywujące, gdy siedząc na skórzanych siedzeniach ciemnego BWM rozmawiałem z pewnym biznesmenem, robiącym interesy na Wschodzie. O tym, co w życiu się naprawdę liczy.
We wszystkich sytuacjach, zawsze rozstawaliśmy się jednak jak przyjaciele.
Nieraz się boję. Wielu rzeczy… Odrzucenia, porażki, wyśmiania, własnej bezsilności. Zgadzam się z pewnym mądrym psychiatrą, który stwierdził, że gdyby człowiek był naprawdę wierzący przestałby się zupełnie lękać – nawet śmierci. Miałby niezwykłą wolność, o której mówi Jezus.
To co pomaga, to moja bezczelna wiara, w to, że nic nie dzieje się przez przypadek, a wszystko ma sens. Zuchwała wiara, że Pan Bóg mi pomoże, nawet jeśli ludzie zawiodą. I to przekonanie nie bierze się znikąd, lecz z osobistego doświadczenia.
Bo kiedy kończą się ludzkie pomysły, zaczynają się Pana Boga.
Kiedy się położysz, nic cię nie zatrwoży,
zaśniesz, a sen sprawi ci przyjemność.
Nie musisz się lękać nagłej trwogi
ani burzy, która uderzy w bezbożnych,
bo Pan ciebie wesprze.
On twoją nogę uchroni przed sidłem.
Mdr 3, 23-26
« powrót
26 komentarzy
-
2010-09-29
pani kozak
po sanocku
Obserwując z ubocza Twój kapłański rozwój Ojcze Krzysztofie i czytając z ogromna przyjemnością... » -
2010-09-28
córka marnotrawna
.
ja także proszę o modlitwe za tych,których własne lęki paraliżują » -
2010-09-28
córka marnotrawna
alez Ojciec mial przezycia- serdecznie pozdrawiam...
alez Ojciec mial przezycia- serdecznie pozdrawiam »
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, powinien kłócić się z Bogiem o grzesznika: „Panie, przecież ja go nie potępiam, więc i Ty też nie możesz być gorszy ode mnie”. W każdym człowieku kryje się bowiem coś świętego i nietykalnego. Zadaniem kapłana jest to ochronić. Nawet jeśli robi to na wyrost.
... więcej »Winston Churchill twierdził, że mówca tak powinien skonstruować przemówienie, by wyczerpać temat, ale nie wyczerpać słuchaczy. Myślę, że tak samo powinno być z dobrą książką.
... więcej »Ten kto chce dziś zobaczyć błogosławioną Matkę Teresę, powinien popatrzeć na jej siostry.
... więcej »Chrześcijanie nie walczą ze złem. Oni zło przemieniają na dobro. Ile osób walcząc z wadami człowieka rozbiło przyjaźń? Ilu księży oburzonych na grzech współbraci zostawiło swoje kapłaństwo? Ile żon walcząc z mężem alkoholikiem rozbiło małżeństwo? Nie jest sztuką grać, kiedy się wygrywa. Najtrudniejsze są sytuacje kiedy przegrywa się 3:0 i trzeba dograć do końca.
... więcej »Dla takich osób ważne jest dlaczego ty wierzysz. Co jest takiego w tym Jezusie, że ludzie są gotowi przelać krew? Słuchają uważnie, jeśli jednak nie znajdą autentycznej odpowiedzi, odejdą.
... więcej »

















