Opowieści z betonowego lasu
Krzysztof Pałys OP
Arbuzy i łobuzy
Najwięksi twardziele mimo, iż wciąż mają pod górkę, w końcu jednak osiągają swój cel. Nie gorzchnieją, nie frustrują się, nie krzyczą dookoła na ten niesprawiedliwy świat lecz robią swoje. Biorą życie jakie jest, nie przestając się nim cieszyć.
(rys. Adam Nowosad)
Sportowa klasa, ponad połowa uczniów deklaruje, że do kościoła nie chodzi z powodu „braku czasu”. Mam do nich jednak słabość, są wobec mnie szczerzy i autentyczni w wypowiadaniu swoich opinii. Wiem, że brak czasu nie jest powodem niedzielnej absencji, bardziej brak sensu, by uczestniczyć w niedzielnej eucharystii. W domach mają podobnie, więc od kogo mają brać wzorce?
Z czasem stwierdziłem, że warto urealnić swoje oczekiwania. Może wcale nie muszą wiedzieć ile jest prawd wiary, przykazań kościelnych czy orientować się w papieskich encyklikach. Ale gdyby z naszych spotkań wynieśli przeświadczenie, że Panu Bogu na nich zależy – uznałbym to za katechetyczny sukces.
Wspinam się schodami do klasztornej celi kiedy spotyka mnie o. Marek Krysztopik. Brat o zdradliwie poważnej twarzy, przy jednoczesnym ogromnym poczuciu humoru.
- Marku, co robisz, aby się nie frustrować, kiedy widzisz owoce swojej katechetycznej pracy? Albo w ogóle ich nie widzisz? – pytam zmęczonym głosem.
Marek ze zdziwieniem patrzy na mnie. Po chwili milczenia mówi:
- Chodź, pokażę ci coś.
Wybacz, inaczej na świat patrzę.
Udaję się do jego celi. Z przerażeniem przyglądam się trzydziestu czterem mądrym tomom teologicznej sumy. Jeśli w tym momencie mój współbrat zaatakuje mnie średniowieczną filozofią, umysł już nie pociągnie.
Marek włącza mi jednak komputer i puszcza fragment filmu Mr. Majestyk z amerykańskim aktorem Charlesem Bronsonem. Fabuła jest nieskomplikowana. Doświadczony przez życie farmer jest człowiekiem z zasadami. Ma plantację arbuzów, z której się utrzymuje. Do pracy na roli zatrudnił uciemiężonych Indian, aby mogli zarobić trochę pieniędzy dla swoich rodzin. Jednak, jak to w filmach bywa, nagle zjawiają się źli ludzie, którzy bez narady z Bronsonem wyrzucają jego pracowników chcąc zatrudnić swoich. Na to nasz bohater nie może się oczywiście zgodzić. Dochodzi do spięcia, po którym trafia do aresztu.
Mimo wielkich przeciwności farmer nie traci rezonu. Ma kamienną twarz, doskonale przystrzyżonego wąsa, i wciąż wierny zasadom powtarza niczym mantrę: „Ja chcę tylko, zebrać arbuzy”. „Pozwólcie mi zebrać arbuzy”.
Najwięksi twardziele mimo, iż mają pod górkę, a dookoła masę nieprzychylnych im ludzi, w końcu jednak osiągają swój cel. Nie gorzchnieją, nie frustrują się, nie krzyczą dookoła na ten niesprawiedliwy świat lecz robią swoje. Biorą życie jakie jest, nie przestając się nim cieszyć.
- Na tym polega istota naszej pracy. Źli ludzie chcą, abyś zrezygnował i nie zebrał arbuzów, jednak nam nie wolno się poddać i mamy być niczym Charles Bronson – z powagą tłumaczy mi Marek. Po co tracić czas na narzekanie?
Nigdy nie przypuszczałbym, że amerykańskie kino z połowy lat 70-tych będzie mi pomocne w duszpasterskiej pracy. Wracając do swojej celi wciąż uśmiecham się do siebie.
Cieszymy się życiem, choć mówimy o problemach.
Znamy cenę szczęścia, potrafimy je doceniać.
Po kilku tygodniach przypominam Markowi film o arbuzach. Żartując próbujemy znaleźć teologiczną głębię.
Zielony arbuz jest symbolem nadziei. Nie wolno nam poddawać się zwątpieniu, musimy przebić się przez twardą skórę, a dotrzemy do soczystego wnętrza. Kolor czerwony jest przecież metaforą serca (lub miłości)...
Złośliwcy mówią, że dominikanin nawet artykuł w gazecie naciągnie do swoich pobożnych tez. I mają rację. Jak tu nie kochać tego zakonu i swoich Braci?
Nie dajmy się łobuzom!
Na koniec fragment kawałka zespołu „Fenomen”. Szczególnie pierwsza zwrotka Ekonoma wbija mnie w ziemię. Bit, flow i tekst. Rewelacja. Mogę słuchać jej nieustannie. Człowiek nie rodzi się, aby przegrać.
Że to wszystko nie ma sensu
Że nie wygramy
Wybacz inaczej na świat patrzę
To tacy jak ty, sami znawcy
Mówicie o tym życiu kolorowym
Doskonale znając fakty
Mącicie w głowach a zobacz sobie przecież
Dla ilu ludzi nasze słowa okazały być się lekiem
Ilu pomogły na prostą wyjść
Stać się dobrym
Tym o których mówisz
Tylko ludzie drugiej kategorii
Cieszymy się życiem choć mówimy o problemach
Znamy cenę szczęścia, potrafimy je doceniać
Doceniamy to co mamy, kim jesteśmy…
Fenomen, „To nie tak"
« powrót
14 komentarzy
-
2010-10-17
niedzielna
o odlotach, @peron I
Peronie, Łobuzie! Ty masz rację, ja bardzo jestem nieDzielna. Zwłaszcza dzisiaj. Piłki im... » -
2010-10-17
peronI
Re: photo opportunity
Wiesz nieDzielna,że ..ci co sobie grają" to właśnie piloCi? Zdaje się,że pierwszy pilot z drugim... » -
2010-10-15
piątkowa
photo opportunity
Ci co sobie grają to niech im tam, ale pilotowi nie zazdroszczę. »
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, powinien kłócić się z Bogiem o grzesznika: „Panie, przecież ja go nie potępiam, więc i Ty też nie możesz być gorszy ode mnie”. W każdym człowieku kryje się bowiem coś świętego i nietykalnego. Zadaniem kapłana jest to ochronić. Nawet jeśli robi to na wyrost.
... więcej »Winston Churchill twierdził, że mówca tak powinien skonstruować przemówienie, by wyczerpać temat, ale nie wyczerpać słuchaczy. Myślę, że tak samo powinno być z dobrą książką.
... więcej »Ten kto chce dziś zobaczyć błogosławioną Matkę Teresę, powinien popatrzeć na jej siostry.
... więcej »Chrześcijanie nie walczą ze złem. Oni zło przemieniają na dobro. Ile osób walcząc z wadami człowieka rozbiło przyjaźń? Ilu księży oburzonych na grzech współbraci zostawiło swoje kapłaństwo? Ile żon walcząc z mężem alkoholikiem rozbiło małżeństwo? Nie jest sztuką grać, kiedy się wygrywa. Najtrudniejsze są sytuacje kiedy przegrywa się 3:0 i trzeba dograć do końca.
... więcej »Dla takich osób ważne jest dlaczego ty wierzysz. Co jest takiego w tym Jezusie, że ludzie są gotowi przelać krew? Słuchają uważnie, jeśli jednak nie znajdą autentycznej odpowiedzi, odejdą.
... więcej »



















