Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Opowieści z betonowego lasu
Krzysztof Pałys OP Kwiecień 2011

29.04.2011 22:59

O duszpasterskich owocach

Poznałem katechetów, którzy po długotrwałym starciu z niektórymi klasami wychodzili obici niczym rangersi po operacji w somalijskim Mogadiszu. To cena pracy na pierwszym froncie. Są zawsze na czele. Z podziwem patrzyłem na ich pracę. Nie mam wątpliwości - to elitarne formacje służb specjalnych w Kościele.



„My, amerykańscy rangersi nie boimy się niczego. Zdobyliśmy tytuł nieustraszonych. Jesteśmy twardzi, zdyscyplinowani i szybcy. Skaczemy na spadochronach i opuszczamy się na linach z helikopterów w sam środek wszelkiego zła. Kopniakiem wyważamy drzwi, łapiemy złoczyńców, torując w ten sposób drogę naszej armii. Nasze motto brzmi: „Rangersi zawsze na czele”. Dajcie nam najtrudniejsze, najbardziej karkołomne zadanie, jakie przyjdzie wam do głowy” – pójdziemy jak w dym.

Tak zaczyna się książka Jeffa Strueckera, byłego rangersa a obecnie kapelana jednostki specjalnej amerykańskiej armii.

Czasami mam wrażenie, że dokładnie tak samo powinien wyglądać dzisiejszy katecheta uczący w przeciętnej polskiej szkole. Nie jest ważne czy nosi sutannę, habit, bojówki lub dżinsy. Niczym zawodowy komandos musi być oswojony z lękiem.

Pamiętam jak z o. Jakubem Nesterowiczem i wspólnotą "Przymierze Miłosierdzia” prowadziliśmy zajęcia w ośrodku wychowawczym dla dziewczyn. Pracowało się nam doskonale. Żartowaliśmy nawet, że znaleźlibyśmy niejedno gimnazjum, w którym zwykłą katechezę prowadzi się zdecydowanie trudniej.

Rasowy katecheta mógłby podpisać się pod kolejnym wyznaniem Struckera: „Poznałem lęk, który nieobcy jest i tym, którzy nigdy nie mieli na sobie munduru. Lęk przed śmiercią. Lęk przed utratą więzi z najbliższymi, przed bankructwem, chorobą i przemocą. Lęk przed kompromitacją. Wszystko to przydarza się zwyczajnym ludziom pod każdą szerokością geograficzną. Różnimy się między sobą tylko tym, jak sobie radzimy z własnym strachem. Możemy pozwolić, by nas sparaliżował, lub zdobyć się na odwagę i nad nim zapanować. Różnica między tchórzem, a bohaterem nie polega na tym czy się boisz, ale jak sobie radzisz z własnym lękiem”.

Obraz zalatuje amerykańskim patosem, czytając, można się uśmiechnąć. Robię to jednak z premedytacją. Poznałem katechetów, którzy po długotrwałym starciu z niektórymi klasami wychodzili obici niczym rangersi po operacji w somalijskim Mogadiszu. To cena pracy na pierwszym froncie. Są zawsze na czele. Poznałem takich, którzy wypadają doprawdy znakomicie. Z podziwem patrzyłem na ich pracę. Nie mam wątpliwości, zawodowi katecheci to elitarne formacje służb specjalnych w Kościele.

Szacunek dla Was. Robicie wspaniałą robotę.

***

Rok temu w ramach katechezy przygotowywałem do bierzmowania uczniów pewnego sportowego gimnazjum. Niemal natychmiast poczułem do nich sympatię, choć oczywiście zgodnie z zaleceniami zawodowców, starałem się tego zbyt mocno nie pokazywać. Trzy czwarte klasy deklarowało się jako osoby niepraktykujące. „Chcielibyśmy chodzić w niedzielę do kościoła, jednak mamy sporo treningów i zawodów, więc brakuje nam czasu” – słyszałem. Byli wobec mnie szczerzy i  zdecydowanie wolałem taką opcję, niż gdyby mieli mnie oszukiwać. Owszem, zdarzały się momenty frustrujące. Wiele razy wracałem do klasztoru z przeświadczeniem, że moi podopieczni zapamiętują nie te rzeczy które ja chciałbym lub gdy moje „doskonale przygotowane katechezy” okazywały się wcale nie tak wspaniałe…

Pamiętam, gdy na pożegnanie otrzymałem od klasy koszulkę wyprodukowaną przez znaną szczecińską firmę odzieżową związaną z kulturą hip-hopu. Musieli się wykosztować, gdyż produkt był bardzo drogi. Dzięki temu poznałem osoby związane z ową firmą. Koszulka okazała się za duża, więc musiałem udać się do skate-shopu wymienić na mniejszy rozmiar. Widok habitu w tym środowisku okazał się zaskakujący i paradoksalnie sprawił, że szybko złapaliśmy kontakt. Koszulkę wymieniłem, a później ze swoimi nowymi znajomymi przegadałem wiele godzin o muzyce, wspólnych pasjach. Byłem zdumiony, że w tak podobny sposób postrzegamy świat.

Wszystko wydawało się być sukcesem. Młodzież przyjęła sakrament dojrzałości, na ulicy spotykałem się z życzliwością młodych ludzi, nikt nie odwracał głowy na mój widok – traumy do Kościoła nie będzie – pocieszałem się. Statystyki zostaną przełamane.

Pół roku później, mam wykład o adoracji w Szczecinie. W klasztorze rozmawiam z Markiem, zakonnym współbratem, który pracuje jako katecheta w liceum sportowym. Pytam o „moją” młodzież. Na zajęcia chodzi zaledwie trzy osoby, w tym jedna, spoza mojej grupy. Szkoda czasu na użalanie się nad sobą, więc nie zrażam się. Nie ilość się liczy.

Po kolejnych kilku miesiącach wracam z rekolekcji zatrzymując się znowu w szczecińskim klasztorze. Maro, przygotowując sobie kawę, z poważną miną, choć z ognikami ironii w oczach, stwierdza: „Pocieszę cię Krzysiek. Z owych bierzmowanych na katechezie nie ostał się zupełnie nikt”.

Owoc duszpasterskiej pracy - ZERO. I od tej pory Karol de Foucland staje się moim najbliższym świętym…

***

Karol de Foucauld. List do księdza Caron:
Zakątek Sahary, który samotnie “uprawiam” ma dwa tysiące kilometrów z północy na południe i tysiąc ze wschodu na zachód i 100 000 muzułmanów rozsianych na tym obszarze, bez jednego chrześcijanina, wyjąwszy wojskowych francuskich wszelkich stopni. Ci ostatni są nieliczni, osiemdziesięciu do stu rozproszonych w terenie, bo w pułkach saharyjskich jedynie kadra oficerska jest francuska, żołnierze są tubylczy. Nie dokonałem ani jednego poważnego nawrócenia od siedmiu lat, odkąd tu jestem; dwa chrzty, ale tylko Bóg wie, jakie są i będą te dusze ochrzczone. Jedno małe dziecko, które wychowują Ojcowie Biali, i Bóg raczy wiedzieć, co z niego wyrośnie, oraz niewidoma staruszka, nie wiadomo co siedzi w tej biednej głowie, w jakiej mierze jej nawrócenie jest rzeczywiste? Jeśli chodzi o poważne nawrócenia, jest to zero.



***
Panie,

jest inaczej
niż być miało

ani góry,
ani morwy
nie rzucają się w morze na moje słowo

nieustannie idzie na burzę,
nieustannie czerwieni się zasępione niebo.
fale zalewają łódź. a wichry i jezioro nigdy nie są mi posłuszne

mam kilka ryb,
siedem chlebów
i nieskończoną wielość głodnych do wykarmienia

dotykałem tylekroć
Twojego płaszcza,
a nie jestem zdrowy

Ojciec Niebieski
ma coraz mniej pracy
z liczeniem moich włosów

a jestem w gorszym
położeniu niż Jair,
bo nie mam córki

mam oczy, a nie widzę,
mam uszy, a nie słyszę;
często też wpadam w ogień i w wodę

moje oczy wilgotnieją nieraz, ale nie od twojej śliny,
stąd też widzę niewyraźnie

ani odcięta prawica,
ani wyłupione oko
nie uczyniły mnie lepszym

Tęsknię za Tobą.
Ulituj się nade mną.
Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić

Ks. Jerzy Szymik


***

I jeszcze zupełnie inny wątek.

"Nie słucham rad tych, którzy krzyczą, że czas zawracać..." Polski rap ma się doprawdy znakomicie, mam nieodparte wrażenie, że to jedno z nielicznych środowisk, które ma jeszcze coś świeżego i sensownego do powiedzenia. Nic na to nie poradzę - jestem już skażony betonem.

Premierowy kawałek ze znakomitego projektu Parias. Utwór "Plecak" feat. Małpa - na amerykańskich bitach Sid Roams




I dla równowagi coś bardziej pobożnego. Fr Stan Fortuna CSR "School of the eucharist" na dobrym nowojorskim bicie

Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

12 komentarzy

 
24.04.2011 16:37 | Już nie umrzemy

Już od Starego Testamentu widać, że nasz Bóg uwielbia przemawiać do pogan, wybierając do tego osoby z zaskakujących środowisk.

... więcej »

18.04.2011 20:33 | O trumnie w domu

Dlaczego nie udawać przez chwilę, że jest się chorym, że nasze dni są policzone – jak przecież jest w istocie – aby zdać sobie sprawę, jak bardzo one są cenne?

... więcej »

15.04.2011 18:06 | Jeśli szukasz nieba na ziemi

Wrzuć do jednego miejsca kilkunastu facetów z różnymi temperamentami i potrzebami, ubierz w ten sam strój, nazwij braćmi i powiedz, że są dla siebie drogą do świętości. To żart? Wcale nie. Realna wspólnota.

... więcej »

07.04.2011 22:44 | Kilka wielkopostnych myśli

Każdy człowiek powinien mieć jakąś jedną rzecz, której po prostu nie lubi, która zwyczajnie jest dla niego krzyżem. Najczęściej wcale nie trzeba jej szukać - pojawia się sama.

... więcej »


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »