Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Opowieści z betonowego lasu
Krzysztof Pałys OP Listopad 2011

16.11.2011 23:00

Mnich źle dostosowany

Jest samotność, która niszczy, ale jest też taka, bez której nie ma dojrzałej osobowości. Jeśli nie potrafisz być sam, nie będziesz umiał być z nikim innym.




Są tacy pisarze, którzy mówią o tobie. Mają umiejętność nazywania świata w taki sposób, że chciałoby się wykrzyczeć: „Gdybym tylko potrafił pisać, wyraziłbym dokładnie to samo”. Są tacy, którzy tak opisują świat, że chciałoby się tam być. Nawet jeśli jest to świat zamknięty za murami klasztoru. Tomasz Merton to jedna z takich osób.

Gdy przed laty przeczytałem „Siedmiopiętrową górę” zachorowałem duchowo. Chciałem nagle rzucić studia, pracę, towarzyskie kontakty i zostać mnichem kontemplacyjnego zakonu. Nikomu jednak o tym nie mówiłem, zwyczajnie się wstydząc. Kiedy raz, będąc na wykładach z plecaka wypadła na ziemię książka, zarumieniłem się niczym nastolatek przyłapany na przestępstwie.

„Thomas Merton - brat, mnich” – brzmiał tytuł.

Pamiętam reakcję bliskiego kolegi, przesympatycznego człowieka, który wówczas stanął jak wryty mówiąc:

– Co to k… jest?

– Bo wiesz – zacząłem tłumaczyć się jak uczniak po wywiadówce – kolega, który jest ministrantem prosił, bym mu przywiózł tę książkę.

Nie mogłem przecież stracić reputacji, przecież w każdej chwili podczas towarzyskich spotkań mógł pojawić się zarzut: „Czy wiecie, co on czyta? Odbiło mu”. Teraz się z tego śmieję, choć wzrastałem w takim środowisku, że najbliżsi ludzie zupełnie by mnie nie zrozumieli.

W końcu po wielkich momentach walki i zmagania ze sobą odważyłem się udać do obecnego proboszcza i podzielić się najskrytszymi marzeniami. Na szczęście o. Stanisław był franciszkaninem zafascynowanym życiem duchowym i doskonale rozumiał czym jest życie zakonne. Na dodatek nosił długą „monastyczną” brodę, co tylko dodawało mu wiarygodności.

Proboszcz mnie nie wyśmiał, ale też nie popędzał. Jedynie zachęcił do systematycznej modlitwy.

Pamiętam jak z uśmiechem słuchał, a później czytał moje listy, w których opisywałem narastające pragnienie zostania zakonnikiem. Tęskniłem za tym rodzajem samotności, o którym pisał Merton, za zakonną wspólnotą, klasztornymi murami, habitem. Chciałem przeżywać to co on, jego poszukiwania stały się moimi.

Wyobrażałem już siebie jako poważnego mnicha, który przemyka się wieczorami w zaciągniętym na głowie kapturze i głęboko milcząc zatapia się w kontemplacyjnej modlitwie. „Dobrze, że opuściłem ten pusty świat, teraz ja jestem obok, jestem inny” – pojawiały się marzenia. Dodajmy, pełne buty i pychy.

Wybór mógł być tylko jeden: trapiści. Niestety, ich w Polsce nie znalazłem, z powodów językowych odpadał też inny kraj. Szukałem więc dalej: kameduli? To nie to. W końcu zdecydowałem się napisać do dominikanów… Przynajmniej noszą białe habity, narzucając na nie czarne kapy. Daleka rodzina trapistów – pocieszałem się.

Bez wątpienia to właśnie dzięki amerykańskiemu trapiście Kościół zacząłem traktować jak dom, w którym czuję się jak u siebie. Jestem ofiarą choroby zdiagnozowanej już w latach 50-tych, która nazywa się mertonka. Jej ofiarą musieli być także młodzi mężczyźni, którzy w liczbie stu pięćdziesięciu zgłosili się nagle do klasztoru w Getsemani, aby odbyć swój zakonny nowicjat. „Nasz klasztor wygląda teraz jak ul” – skomentował o. Tom.

Po latach, nie żałuję decyzji – ani teraz, ani nigdy wcześniej. Za monastycznym życiem często jednak tęsknię,  jednocześnie doskonale zdając sobie sprawę, że jest to forma wewnętrznej ucieczki i naiwnego romantyzmu. Wiadomo: najbliżej Boga będziemy zawsze gdzieś indziej, nie tu.

W dominikańskich klasztorach fizycznej samotności znajdziesz niewiele, a jeśli się zdarza, nie zawsze jest tak twórcza i pełna głębokiego sensu jak u trapistów, a przynajmniej jak u Mertona. I piszę te słowa z pewną ironią, a może i z zazdrością.

I tu dochodzę do miejsca, w którym wypada wrzucić kilkanaście literek reklamy. Robię to jednak z przyjemnością (chwalić się "swoimi" jest ogromnie miło).

Od kilku dni wczytuję się w świeżutką książkę Thomasa Mertona „Życie w listach” wydaną przez "W drodze". Kilka, czasem kilkanaście kartek przed snem. Lektura na nowo odświeża stare pragnienia: samotność i Bóg. Jest samotność, która niszczy, ale jest też samotność, bez której nie ma dojrzałej osobowości.

Jeśli nie potrafisz być sam, nie będziesz umiał być z nikim innym – brzmi stara zasada mnichów.

Merton często podkreślał, że mnich to ktoś niedostosowany, kto idzie w poprzek trendom tego świata, stawiającego na sukces, efektywność czy skuteczność. Mnich staje się więc kimś obcym, odrzuconym – po to, aby móc utożsamić się z tymi, których ten świat odrzucił. Mnich jest człowiekiem bez znaczenia, który nie należy do żadnego układu, tylko celowo wycofuje się na margines społeczny – po to, aby pogłębić swoje fundamentalne ludzkie doświadczenie. I tu konieczna jest owa przestrzeń samotności, bo jak się okazuje, to właśnie samotnik ma najwięcej do powiedzenia. I nie chodzi o to, że używa wielu słów, ale że to co mówi, jest jego własne, ponieważ zrodziło się z samotności. W tym znaczeniu mnichami są ci, którzy mają odwagę stanąć w obronie pogardzanych i najsłabszych.

Mnich jest instrumentem Boga, dzieckiem Boga. A to oznacza, że jest uboższy niż inni, bardziej ogołocony, mniej mocarny i wcale nie jest nieugiętą osobą. Jego życie pozostaje ukryte w Bogu, tajemnicze, ogołocone, lecz jest to życie, które winno być szczęśliwe i pełne, ponieważ jest to życie w prawdzie i prostocie, życie przed Bogiem, z Bogiem, w Bogu.

Pisał Merton, a później dodał:

Mówię o ideale monastycznym, nie będąc wcale idealnym mnichem, przeciwnie. Wiem, że jestem kiepskim mnichem, źle dostosowanym, z nieodłącznymi słabostkami do tego czy owego, z systemem nerwowym, który płata mi figle. Nie potrafię być mnichem, który daje budujący przykład. Myślę jednak, że nie jestem także skandalizującym mnichem, chociaż niektórzy mogą tak myśleć i myślą…


Henry Nouwen, holenderski ksiądz i pisarz, wyznał, że gdy czyta Mertona, czuje się jak u siebie w domu. Po latach wspominał, że na zawsze zachowa obraz tego dużego, otwartego, całkiem zwyczajnego człowieka, który smakował puszkę piwa ze swoimi gośćmi. Osobisty sekretarz, a zarazem współbrat z klasztoru Getshemani br. Patrick Hart OCSO stwierdził, że Thomas Merton naprawdę odmienił życie wielu ludziom.

Trudno powiedzieć, czy te zmiany będą kiedykolwiek uznane za cuda „pierwszej klasy”, ale Merton jest świętym przez małe „ś”, w sensie Pawłowym. Jest kimś, kto wspiera wielu chrześcijan w duchowej wędrówce.


Absolutnie poważnie, bez żadnych podtekstów, ukrytej ironii. Poetka muzyki pop, jeden z najlepszych polskich raperów nazwał ją „królową” - Halina Frąckowiak. Jaki jest sens samotności, odosobnienia, kontemplacyjnej modlitwy?

"Milczenie to najlepsza obrona, gdy… zawodzi krzyk".




***

Świeże maile (w tym trzy dzisiejsze), od dwóch czytelników, czytelniczki i zaprzyjaźnionej dominikanki:

Zauważyłem, że w ostatnim czasie nie pojawiają się wpisy na blogu. Czy może potrzebuje Ojciec modlitwy? Jeśli w Ojca życiu dzieje się coś nad czym warto przysiąść, to proszę dać znać, a fala próśb do Boga ruszy. (P.)

Nie  mogę  doczekać  się  kolejnych  wpisów  na  blogu. Wpisy są  interesujące, mądre, niekiedy do przemyślenia... (M.)

Ojcze, a co to za cisza na blogu? Zaglądam tam z nadzieją, że znajdę coś ku pokrzepieniu serca, a tu pusto, nic nowego... Nadmiar obowiązków? (K.)

Napisz coś na blogu dalej to trzyma przy jestestwie  i pomaga iść dalej nie tylko mnie jest nas więcej pamiętam przed Jezusem (E.)


Zmówili się wszyscy? Przeszło przez myśl. Dziś obiadowy dyżur, czekają jeszcze zakupy, potem przyrządzenie posiłku dla braci i zaraz wyjazd pod Łódź na szkolenie dla nauczycieli, wieczorem modlitwy i dwie umówione rozmowy. Kolejny dzień przemknie zbyt szybko. Niespodziewanie dzwoni telefon, współbrat, którego dawno nie słyszałem. Miła rozmowa, na koniec sugestia… kolejnego wpisu. To już przesada. Nie ma siły, blog nie może zostać suchą ziemią, która zaczyna zarastać chwastami.

Za tego typu gesty dziękuję, są ogromnie miłe i mobilizują, a o modlitwę proszę nieustannie.

Teraz do czegoś się przyznam. W głowie mam trochę pomysłów, klasztorny rytm i zobowiązania związane z pracą i studiami sprawiają jednak, że nie da się wszystkiego zrealizować. Może to i lepiej? Niedosyt jest zawsze lepszy od przesytu.

Gdzieś w komputerowych plikach wciąż pałętają się luźne notatki, zapiski z książek, w segregatorach poszarpane artykuły powyrywane z gazet. Jakby nazbierało się wiele klamotów, tylko brakuje mebli by je wszystkie poukładać.

Od kilku miesięcy zbierałem się więc z planem uruchomienia drugiego, nieco bardziej mobilnego bloga. W końcu się udało. „Światła Miasta” to taki brudnopis, pełen chropowatych notatek, zdjęć, wycinków i zapisków. Umieszczone tam teksty będą krótsze, ale za to, mam nadzieję, częstsze. Oglądalność raczej kameralna.

W betonowym lesie zostaję, teksty będą jednak rzadsze, choć mam nadzieję, że dzięki temu lepiej przemyślane.

Tymczasem dla tych co mają niedosyt już teraz zapraszam: http://kpalys.blogspot.com

Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

28 komentarzy

  • 2011-11-25
    Anna K.

    Pierwsze zdanie tekstu
    Pierwsze zdanie tekstu brzmi: "Jest samotność, która niszczy, ale jest też taka, bez której nie... »
  • 2011-11-22
    Michal-

    Ocena:
    każdy pisarz jest narcyzem
    Myślę, że każdy pisarz jest trochę narcyzem.  »
  • 2011-11-22
    Casikr

    Re: ból
    generalnie chyba życie w ogóle wiąże się z cierpieniem... "usuńcie ból a świat stanie się... »
 

Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »