Opowieści z betonowego lasu
Krzysztof Pałys OP
Marzec 2011
30 marca 2008
Często zastanawiam się jak to możliwe, że w ogóle jestem zakonnikiem? Dlaczego przełożeni i wspólnoty w których mieszkałem nie rozeznały inaczej? Przez wiele lat nosiłem w sobie przekonanie, że absolutnie wszyscy tutaj pasują, tylko nie ja.
„Niezależnie o której wstaję, budzę się o 9:00” – chciało by się powiedzieć. Poranna Msza Święta, zaraz po niej jutrzna z godziną czytań w naszej klasztornej kaplicy. Modlimy się razem z przychodzącymi ludźmi.
- 30 marca, pamiętasz? – mówi mi na ucho o. Adam Wyszyński – Śluby wieczyste w naszym zakonie.
Pamiętam doskonale. Po przyjeździe z Korbielowa, gdzie mieliśmy rekolekcje przed ślubami, na klasztornym korytarzu przywitał nas potężny transparent: „Wieczyści na wieczność”. Pod celą znalazłem opakowanie ze słowami: „A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej. (1 Kor 2, 4-5). W środku czekoladowe jajko. Prezenty od młodszych Braci.
Pamiętam jak dziś, gdy na dzień przed profesją, późnym wieczorem, razem z Adamem modliliśmy, aby Pan nas prowadził, nie dał zgorzknieć i abyśmy zawsze głosili nadzieję Jezusa Zmartwychwstałego.
W nocy niewiele spałem.
Nadeszła Niedziela Miłosierdzia Bożego. Msza Święta w krakowskiej bazylice. Było nas dwunastu i jak wśród apostołów, różnie się między nami działo. Sześć lat wcześniej połączyła nas wspólna pasja, zafascynował dominikański charyzmat , a później przyszło nam razem żyć. Byli wśród nas prawnicy, ekonomiści, inżynierowie, ochroniarz nocnej dyskoteki, a nawet diecezjalny ksiądz. Często zastanawiałem się czy Dominik Guzman nie wybłagał Pana Boga o ten zakon właśnie dla nas? Kto wie czy w świecie byśmy się nie pogubili?
Bywa, że silimy się na twardzieli, zachowując twarz pokerzystów, jednak w głębi serca jesteśmy bandą wrażliwców, którzy niczym nasz założyciel, mamy ochotę płakać pytając: „Panie, co będzie z grzesznikami?”. Jednak nasze wołanie byłoby faryzejskie, gdyby nie przeświadczenie, że wołamy za sobą. Bóg co dzień pokazuje nam nasz egoizm czy zwyczajną małoduszność. Każdy z nas świadom jest swoich ograniczeń.
W trakcie zakonnej formacji, wielokrotnie byłem zaskakiwany pomysłowością moich Braci. Imieninowe kabarety, bożonarodzeniowe szopki, na których wykorzystywaliśmy najlepsze efekty specjalne, robiąc ze zwyczajnych rekwizytów codziennego użytku zdumiewające rzeczy. To właśnie w średniowiecznym klasztorze powstawały pierwsze filmiki, kręcone pożyczonym aparatem fotograficznym Wojtka Dudzika. Karta pamięci liczyła aż 3 minuty nagrania, a takie udogodnienia jak zoom były niedoścignionym marzeniem. Prezentacje, filmy powołaniowe, a nawet 50 minutowy dokument "Morderca w klasztorze". Nie mieliśmy drogiego sprzętu, kamer, dobrych komputerów do montażu. Mieliśmy za to głowy pełne pomysłów, entuzjazm i poczucie braterskiej więzi.
Różnie między nami bywało. Były momenty, że stanęlibyśmy za sobą murem, ale były i takie kiedy nie mogliśmy już na siebie patrzeć. Dlatego kiedy leżąc na ziemi prowincjał zapytał czego pragniemy, odpowiedź mogła być tylko jedna: „Miłosierdzia Bożego i waszego”.
Do dziś nic się nie zmieniło. Miłosierdzie potrzebne jest nam nie mniej niż wówczas. Mogę napisać za Mertonem, że przychodząc do zakonu nie szukałem pocieszenia w religii, ale żyjącego Boga. Czy więc żałuję tego czasu i swojej decyzji? Od momentu założenia habitu nie było ani jednego takiego dnia. Ludzie nie mają pojęcia jak bardzo w zakonie można być szczęśliwym. I mówiąc o szczęściu wcale nie mam na myśli zwykłej wesołkowatości. Ona przemija, ale pozostaje ufność, czasem i na wyrost, że pomimo tego, że nie żyjemy w kryształowych wspólnotach Bóg jest w centrum wszystkich rzeczy, w sposób spokojny, nienatrętny i nieuchwytny.
Gdy dopada poczucie niezrozumienia, samotność czy zwątpienie Bóg wciąż mówi jak kiedyś do pogrążonego w depresji Eliasza: „Wstań, czeka cię długa droga”. Nie wszystko teraz musimy rozumieć i wiedzieć, ale to wszystko ma sens.
Uważam to za wielką łaskę Pana Boga, że przez lata bycia w zakonie nie miałem żadnych wątpliwości, że chcę tu być. W końcu decyzja musi zapaść, ale drugą ważną sprawą, na którą szukam wciąż odpowiedzi jest pytanie: „Co Chrystus chce, abym tutaj robił? Nie, co ja chcę, ale co On chce”. Idąc za tym wołaniem człowiek znajduje niezwykły pokój.
Często zastanawiam się jak to możliwe, że w ogóle jestem zakonnikiem? Dlaczego przełożeni i wspólnoty w których mieszkałem nie rozeznały inaczej? Przez wiele lat nosiłem w sobie przekonanie, że absolutnie wszyscy tutaj pasują, tylko nie ja. Żaden ze mnie wybitny intelektualista, instytucja i struktury zawsze kojarzyły mi się z rygorem i tłamszeniem człowieka zamiast z wychowywaniem do wolności. A Tu proszę…
Nowicjat, filozoficzne-telologiczne studia, klasztory po święceniach kapłańskich. Poznań, Warszawa, Kraków, Szczecin, Łódź… Dziękuję Wam Bracia za to, że Was mam i że przez tyle lat z uśmiechem znosicie moje liczne wady. Mam szczęście nie do dobrych ludzi, ale do ludzi najlepszych.
Bez Was nie byłbym tym kim jestem.
Przed kilkoma minutami dostaję smsa od znajomej, która na co dzień pracuje z tzw. „trudną młodzieżą”. Chłopak posądzony o udział w grupie przestępczej na pytanie co by chciał robić odpowiada: „Chciałbym zostać papieżem! Wspominałbym wtedy naszą socjoterapeutyczną szkołę. Tu jadłem, tam na ryneczek chodziłem, a tu z kolegami na paczki”.
Jak tu się nie uśmiechnąć. Takich ludzi poznaję także dzięki Zakonowi.
30 marca 2008. Wyznanie wiary, miłości, wierności - aż do śmierci
Skosztujcie i zobaczcie, Schola Dominikańska
23 komentarze
-
2011-04-07
Siania
Zakonnik?!
Brakuje poważnie podchodzących do życia facetów, odpowiedzialnych, pomimo wszystko. i coś... » -
2011-04-07
Piotr
wszytskiego najlepszego!
:) » -
2011-04-04
o. Krzysztof Pałys OP
Re: Re: Re: Re: kolejne pomysły?
Rozwiązanie konkursu: ową ważną osobą jest brat liturgista. Gratuluję inwencji twórczej :) Wasze... »
Wiara to nie emocje lub chwilowy infantylizm, ale poczucie sensu i wieczny niedosyt tego świata. Tego się wciąż uczę od wszystkich przyjaciół Jezusa.
... więcej »Mówienie o swojej przeszłości w kategoriach ciągłej porażki to nieewangeliczne spojrzenie. „Wszystko co przydarzyło ci się w dzieciństwie kształtuje twój charakter i w zasadzie rządzi twoim życiem. Granice i wymiary są ustalone i praktycznie niewiele możesz już zrobić”. Bzdura. Całkowicie nie zgadzam się z tą tezą.
... więcej »Nie sądziłem, że propozycja stworzenia „Betonowej grupy modlitewnej” spotka się z takim odzewem. Dziękuję za wszystkie maile, intencje skrupulatnie wynotowałem i zostały one już rozesłane.
... więcej »


.jpg)
.jpg)













