Opowieści z betonowego lasu
Krzysztof Pałys OP
Październik 2011
Czterech przyjaciół
Jeśli żyjesz papierowym życiem, umrzesz papierową śmiercią. Życie Jacka z pewnością nie było papierowe, natomiast o śmierć ocierał się nie raz.
Przyjaciół było czterech.
Marek
Jego marzeniem była służba w najbardziej znanym z elitarnych wojsk na świecie. Ze szkołą nigdy się nie lubił, był zbyt niezależny, aby zmieścić się w edukacyjnych strukturach. Pewnego dnia w turystyczny plecak spakował kilka swoich rzeczy i udał się do Francji, chcąc zostać najemnikiem. Na karku miał wyrok, dlatego chciał skorzystać z dodatkowej możliwości zmiany nazwiska. To stara tradycja sięgająca początków istnienia Legii Cudzoziemskiej. Pomysł miał służyć interesom Francji. Dzięki temu tysiące ochotników mogło przelewać krew za Francję, bez zbędnych formalności administracyjnych.
Po latach przyjechał na kilka tygodni do Polski, mając w kieszeni francuski paszport i nową tożsamość. „Ból to cena, którą płacisz za siłę” – powtarzał przez telefon Tomkowi.
Tomasz
w tym czasie znajdował się dwanaście tysięcy kilometrów dalej. Utknął w jednym z krajów Ameryki Środkowej, gdzie odsiaduje karę więzienia. Jego plan na życie był prosty. W Polsce poznał właściwych ludzi, którzy zaproponowali mu pracę. Darmowe bilety na samolot i opłacony ekskluzywny hotel z atrakcjami. Alkohol i atrakcyjne dziewczyny wliczone były w koszta. Gorąca plaża, tydzień wolnego i kilka tysięcy euro czystego zarobku. Warunek był jeden: połknąć kolorowe kapsułki, w których znajduje się pobudzający proszek pochodzenia roślinnego. Metylobenzoiloekgonina to chemiczne imię nadane białej substancji, potoczna nazwa – kokaina.
Po takim posiłku należało tylko wrócić do Polski. Akcja udała się sześć razy, siódmy lot okazał się jednak pechowy. Tomasz pisze list, opisując sytuację w więzieniu, w którym przyjdzie mu spędzić najbliższe lata. To mikroświat. W zasięgu dostępne niemal wszystko: świeże jedzenie, na placu ustawione stragany z bananami, alkohol, a nawet narkotyki. Trzeba tylko mieć pieniądze, aby móc z tego wszystkiego skorzystać. O tym, że znajdujemy się w zakładzie karnym, przypominają otaczające mury z kolczatkami, przepełnione cele, kraty na oknach i skorumpowani strażnicy przechadzający się z bronią. Tomek prosi przyjaciół o finansowe wsparcie, chce zwyczajnie przetrwać.
Marcin
Dorobił się domu na obrzeżach dużego miasta. Przed wejściem zaparkowany błyszczący samochód z mocnym silnikiem.
Życiowe credo: „W dzisiejszych czasach łatwo można zarobić pieniądze, potrzeba tylko ruszyć głową”. I Marcin głową ruszał. Bezdomny człowiek jeszcze niedawno leżący na ławce, żebrzący o kilka złotych, nagle zjawia się w banku ubrany w dobry garnitur, wykąpany i pachnący. Posiada ze sobą akt urodzenia, potrzebne dokumenty i zaświadczenia. Po kilku minutach wychodzi z otrzymanym kredytem. Pieniądze przekazuje swojemu dobrodziejowi, którego poznał zaledwie kilka dni temu. Sam natomiast rozpływa się wracając do starych zajęć. Jest bogatszy o kilkaset złotych.
Z takiej formy pracy nie skorzystał Jacek, choć miał taką możliwość.
Jacek
Jego dewiza: „Jeśli żyjesz papierowym życiem, umrzesz papierową śmiercią”. Życie Jacka z pewnością nie było papierowe, natomiast o śmierć ocierał się nie raz.
Gdybyśmy poznali się kilkanaście lat temu, z pewnością nie zmieściłby się w koszulce. W tym czasie chodził po mieście z bronią, ciesząc się, że wywołuje u ludzi lęk. Po dziesięcioletnim wyroku odbytym w zakładzie karnym, wyszedł bogatszy o nowe tatuaże, ale uboższy o stare kontakty. Na alkohol i narkotyki brakło już sił. Był zdeterminowany, bał się, że ulica wciągnie go jak dawniej, dlatego zdecydował się na zamknięty ośrodek dla osób uzależnionych.
Na dzień przed wyjazdem siedzi w klasztornej kaplicy płacząc. Wcześniej opowiedział swoją historię, a później poprosił o spowiedź. Gdy przyjmował komunię świętą wciąż w oczach miał łzy. Widziałem jak Bóg przywraca mu godność.
– Nie zazdroszczę nikomu z moich przyjaciół – twierdzi. – Sam nie wiem, po której stronie mógłbym być teraz?
Tu nie ma taniego zakończenia. W tym momencie nic się nie kończy. Przeciwnie, walka dopiero się zaczyna.
– Chodź, zaczął się nowy dzień. Niesiemy to razem – każdego ranka mówi do mnie Jezus. Jacek ma rację. Bóg zawsze ma o nas lepsze zdanie, niż my sami.
"Jeśli was denerwuję, nie przejmujcie się tym. Nie zapominajcie, że Bóg ze mną nie skończył…"
(2Pac „Ewangelia Getta”)
6 komentarzy
-
2011-10-28
angelos
Re: Islamista
Alhamdu'llah, nie każdy muzułmanin to od razu "islamista" (bo to słowo oznacza raczej zagrożenie... » -
2011-10-28
Anbla
Ocena:



Islamista
jestem muzułmaninem, ale bloga lubię bardzo czytać :) dzięki » -
2011-10-18
creedka
surprised
zawsze zadziwiało mnie jak Bóg potrafi wyciągać ludzi z największego bagna...bo tam gdzie ludzie... »
Która część przykazania o miłości jest ważniejsza - miłować Boga, czy miłować bliźniego?



.gif)











