Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Pustynia i Tabor w sercu miasta
Zgodnie ze starą rzymską tradycją, sięgającą przełomu III i IV wieku, Kościół w I i II Niedzielę Wielkiego Postu czyta Ewangelię o kuszeniu Chrystusa na pustyni i Jego Przemienieniu na górze Tabor.
Dziś, gdy pustynią stały się postchrześcijańskie miasta Europy, Chrystus zaprasza do „uwewnętrznionego monastycyzmu”. Chrześcijanin w mieście odnajduje swoją pustynię. W mieście uczy się rozpoznawać „duchową skałę”, by po wejściu na nią przyjąć przemieniające światło Taboru. Chrześcijanin, „wewnętrzny mnich”, pozostaje w mieście, bo właśnie tutaj rozgrywa się realna walka duchowa.
Kuszenie Chrystusa, mozaika z katedry San Marco w Wenecji, XII w.
Ewangelia mówi, że „Jezus pełen Ducha Świętego, powrócił znad Jordanu i Duch prowadził Go po pustyni przez czterdzieści dni. Był tam kuszony przez diabła” (Łk 4,1–2)12. Pustynia miast jest jak najbardziej właściwym miejscem zmagania się w Duchu Świętym ze złym duchem. Rozpoznając wszystko, co proponuje świat, chrześcijanin, choć w nim mieszka, nie jest jego ducha. Dlatego konfrontuje się ze sobą: ze swoimi potrzebami, pragnieniami i pokusami. Po grzechu człowiek w „trudzie i pocie czoła” wędruje przez wszystkie meandry pokus, by poznać siebie, gdyż „ten, kto zobaczył siebie takim, jaki jest, [...] jest większy niż ten, kto wskrzesza umarłych”. Na pustyni zrzuca się pokornie wszelkie maski, by ostatecznie odpocząć od udawania i ukryć się ufnie w pełnieniu woli Ojca. Jezus mówił, że Jego pokarmem było pełnienie woli Ojca (por. J 4,34) – tu jest ukryta tajemnica odnalezienia pełni w Duchu. Trud walki z pokusą – przekleństwo człowieka – nabiera duchowego znaczenia, ożywiony obecnością Boga. Staje się ascezą, która włącza nasz ludzki dynamizm w Boskie działanie. Nasze zmaganie w sercu miasta dopełnia Chrystus. Na pustyni, w Ogrójcu i na krzyżu przyjął „nasz czas”, albowiem „ze współczucia bierze Bóg na siebie cierpienie każdego i w swej miłości w tajemniczy sposób cierpi aż do końca świata tym zgoła cierpieniem, które jest w każdym z nas” (św. Maksym Wyznawca).
Jedyną drogą do prawdziwego zwycięstwa i odpoczynku jest wierność Bogu do końca: "Patrzmy zatem na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On zamiast należnej Mu radości wolał przyjąć krzyż, nie bojąc się jego hańby. Teraz zasiada po prawej stronie tronu Boga” (Hbr 12,2). W Chrystusie, zmagającym się w Duchu Świętym, w imieniu każdego człowieka, w największym „trudzie i pocie czoła” aż po Krzyż, „wykonało się” wszystko, co Boskie, ale i ludzkie. On sam, jako Ten, który może współczuć naszym słabościom, kuszony był w Jerozolimie perspektywą ucieczki – „Ojcze, jeśli możesz, oddal ode mnie ten kielich”. Evdokimov pisze:
To, czego Ojciec nie czyni, może uczynić szatan i ofiaruje całkiem realną możliwość oddalenia kielicha, uchylenia się od krzyża. W ten sposób tragedia Boga i człowieka otrzymałaby rozwiązanie w postaci jakiegoś demonicznego "happy endu".
Syn Boży, w imieniu całej ludzkości, ufnie złożył w Bogu swój i nasz los: „Ojcze, w ręce Twoje powierzam ducha mego”. Zbawienne to było dla nas, zgodnie z obietnicą Chrystusa: „pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was” (J 16,7). Święty Ireneusz mówi, że Ojciec przygarnia nas do siebie dwoma dłońmi: Synem i Duchem Świętym. W samowyzuciu i samoograniczeniu Syna ma miejsce objawienie i wywyższenie Ducha. Parakletos (Obrońca) podnosi człowieka, pokonując jego ciemności, w świetle Taboru odsłaniając odwiecznie przyjęcie i ukochanie przez Ojca: „albowiem Bóg, ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na Obliczu Chrystusa” (2 Kor 4,6).
Po zmartwychwstaniu Chrystus mówi do uczniów: „Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie przyobleczeni mocą z wysoka” (Łk 24,49). Każdy osłonięty Duchem (por. Łk 1,35), gdy pozostaje w mieście, zaproszony jest do wejścia do swej wewnętrznej izdebki, by tam, na dnie swego serca, zostać olśnionym pełnią prawdy na swój temat. Gdy Jezus ukazał perspektywę swej bolesnej drogi do Jerozolimy oraz konieczność dźwigania swego krzyża przez tych, którzy chcą Go naśladować, zabrał uczniów na górę Tabor, aby tam ich umocnić. Tam, w cieniu Boskiej i świetlanej chwały Jezusa, Piotr wyznał: „Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy”(Łk 9,33). Piotr doświadczył ukojenia – „i oto jestem spokojny. Ucichłem jak niemowlę nakarmione przez matkę” (Ps 131) – i zadatku odpoczynku „nowego nieba i nowej ziemi”. Światło Taboru to zapowiedź eschatologicznego odpoczynku szabatu, który zaczął się wraz ze zmartwychwstaniem. Tak, w świetle Oblicza Chrystusa można odpocząć od pokus, zwłaszcza od tej najbardziej diabelskiej i przerażającej, a ukrytej w rozpaczy, że Bóg może zostawić człowieka. Pokusą ateizmu dręczony był sam Chrystus. Prowadzony przez Ducha, powędrował na „krańce miasta” naszego zwątpienia i grzechu („miejsce ukrzyżowania Jezusa znajdowało się blisko miasta” – J 19,20), gdzie wydaje się, że Boga już być nie może (por. Mt 27,46). Zstępując aż do otchłani, synowską ufnością przełamał lęk świata przed nieobecnością Boga. Jak zauważa Wacław Hryniewicz OMI, "Ciemność i mrok ludzkich dróg muszą ustąpić przed potęgą niezwyciężonej światłości jaśniejącej na Obliczu Zmartwychwstałego. Światłość ta jaśnieje w każdym człowieku, stworzonym na obraz Boży i odkupionym za cenę życia i śmierci Chrystusa".
Przemienienie Pańskie, ikona z Klasztoru św. Katarzyny na Synaju, XII w.
W każdym miejscu świata, w każdym mieście trwa Boska Liturgia i adoracja, aby wpatrywać się w Niewidzialnego i „stanąć wobec przepaści między głębią naszego istnienia, którą konsekwentnie lekceważymy, a jego powierzchnią, która jest niewierna naszej własnej rzeczywistości”. Święty Ignacy Antiocheński pisał, że „Słowo wyszło od Ojca w milczeniu”. W milczeniu, które ojcowie Kościoła utożsamiali z Duchem Świętym, możemy szczęśliwie odkryć, że nie jesteśmy stworzeni przez innych ludzi, lecz przez Boga, którego jesteśmy ikoną: „my wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu” (2 Kor 3,18). Stąd św. Efrem Syryjczyk przypomina: „tylko w ciszy, we wnętrzu ucha [...] w milczeniu wzniosła się modlitwa, usłyszał ją Pan – bo milczenie jest wołaniem”, a w trakcie liturgii rytu bizantyjskiego diakon przed odczytaniem Ewangelii zachęca wiernych: „bądźmy uważni!”. Zmęczeni całym swoim życiowym bólem, niepewnością, pokusami i lękiem, w słowie i spojrzeniu Chrystusa możemy w pełni odpocząć, bo ono dociera do głębi naszego istnienia.
« powrót
2 komentarze
-
2011-03-16
o. Maciej Biskup OP
Re: Proszę Ojca, pod tekstem
Dziękuję. Już odpowiedziałem, choć obawiam się, że zostanie ona potraktowana ponownie nie jako... » -
2011-03-16
manseb
Proszę Ojca, pod tekstem "Niewygodne dziedzictwo" wkleiłem tydzień temu jeszcze jedną wypowiedź w ...
Proszę Ojca, pod tekstem "Niewygodne dziedzictwo" wkleiłem tydzień temu jeszcze jedną wypowiedź w... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.





















