Życia nie da się trzymać na uwięzi. Pielgrzymujemy przez życie ze świadomością, że nie mamy tu miejsca stałego. Wymaga to od nas otwartości i odwagi, by wyruszyć ku nieznanemu. Nie tyle gdzieś, a raczej w kierunku KOGOŚ: do was, nieznajomych, o których nic nie wiem... pisał ś.p. ks. Roman Indrzejczyk. Bóg wezwał Abrahama do drogi. Zapowiedź ziemi obiecanej spełniła się jednak bardziej w postaci licznego potomstwa niż terytorium. Nie raz miała to potwierdzić bolesna historia Izraela. Abraham wyruszył w drogę na spotkanie tych wszystkich, którymi zostanie obdarowany i których będzie musiał się uczyć.

Człowiek ciągle na nowo wyrusza ze swego Ur chaldejskiego, z miejsca swojskiego, które daje poczucie względnego bezpieczeństwa i zakorzenienia, ku temu co nowe i nie znane. Aby jednak nie zgubić się, musi wracać ciągle do korzeni. Niekiedy powrót okazuje się bardzo radykalny i bolesny.
Na początku 2010 roku, w podróż życia, do Izraela wyruszył ks. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel (ur. 28 lutego 1943 ), jednocześnie polski ksiądz katolicki i Żyd, filozof i pracownik naukowy KUL-u. Urodził się w getcie w Starych Święcianach koło Wilna, jako syn Jakuba i Batii Wekslerów. Miał starszego brata Samuela. Kilka dni przed likwidacją getta matka oddała go polskiej rodzinie Piotra i Emilii Waszkinelów. Wówczas wypowiedziała te słowa: Pani jest chrześcijanką, pani wierzy w Jezusa, więc niech pani w imię tego Żyda, w którego pani wierzy, uratuje moje dziecko. Gdy dorośnie, zostanie księdzem. Został ochrzczony i wychowany jako Romuald Waszkinel. Jego biologiczny ojciec został prawdopodobnie zamordowany podczas marszu śmierci z KL Stutthof, a matka i brat zginęli w komorze gazowej w Sobiborze. Rodzice byli syjonistami. Piotr i Emilia Waszkinelowie zostali pośmiertnie odznaczeni medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Podróż do Izraela i zamieszkanie przez dziewięć miesięcy w kibucu Sde Eliyahu, to dla niego jeden z elementów powrotu do korzeni, by doświadczyć judaizmu i uczyć się języka hebrajskiego. Sam tak mówi o swoim doświadczeniu:
Na początku niektórzy ludzie pytali, co ja tu robię, dlaczego chcę z nimi być? Moja odpowiedzią były zawsze słowa Jana Pawła II: „Kto spotyka Jezusa, spotyka judaizm”. Po jakimś czasie, kiedy zobaczyli że staram się normalnie pośród nich żyć, odpłacać im za uśmiech uśmiechem, zaczęli wychodzić do mnie z pomocą... Uważam, że zadaniem wyznawców Chrystusa jest to, aby Żydzi zobaczyli chrześcijanina, któremu będą mogli ufać. Kiedy mówiłem, że katolicy są i powinni być, największymi przyjaciółmi Żydów, słuchali tego z niedowierzaniem. Mówiłem, że takie jest nauczanie Kościoła. Pytali, kto zna to nauczanie? Cóż, to kłopotliwe pytanie. Z dumą przypominałem zawsze Jana Pawła II i ze smutkiem myślałem: co z Jego nauczania pozostało w Polsce???

Benedykt XVI i ks. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel w Auschwitz-Birkenau
Całość wywiadu z ks. Romualdem Jakubem Weksler-Waszkinelem na: http://izrael.org.il/opinie/670-ksidz-w-kibucu-rozmowa-z-ks-dr-romualdem-jakubem-weksler-waszkinelem.html
Za chwilę sam wyruszam w pielgrzymkę do Izraela, do Ziemi Świętej Żydów i chrześcijan. W pamięci mam pielgrzymowanie Jana Pawła II w 2001 roku. Jechał "dotykać" Chrystusa, ale jednocześnie by dać nam piękne świadectwo braterskich spotkań z Żydami. "Dotykając i słuchając" Jezusa nie można bowiem nie spotkać Jego braci, dzieci Abrahama.
Karol Wojtyła już w pierwszych kilkunastu latach swojego życia miał żywe doświadczenie wspólnoty z Żydami. W swoich wspomnieniach "Pamięć i tożsamość", w 1995 roku pisał:
Niezmiernie ważnym czynnikiem etnicznym w Polsce była także obecność Żydów. Pamiętam, iż co najmniej jedna trzecia moich kolegów z klasy w szkole powszechnej w Wadowicach to byli Żydzi. W gimnazjum było ich trochę mniej. Z niektórymi się przyjaźniłem. A to, co u niektórych z nich mnie uderzało, to był ich polski patriotyzm. A więc polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie. Wydaje się jednak, że ten » jagielloński «wymiar polskości, o którym wspomniałem, przestał być, niestety, w naszych czasach czymś oczywistym.
To doświadczenie z młodości nie mogło nie mieć wpływu na późniejsze wyraziste słowa i gesty, które już jako papież kierował, w imieniu Kościoła, do stronę Żydów i judaizmu.
Gesty i słowa Jana Pawła II nigdy nie pochodziły z wyrachowania. Sam nigdy nie oczekiwał natychmiastowej odpowiedzi, bo
miłość cierpliwa jest. Niektórzy próbują dialog traktować jak transakcję: wszyscy "płacą" po równo. Gdy jest inaczej, a przecież zrozumiałe jest, że każda ze stron dialogu ma swoją, niepowtarzalną drogę do przejścia (ogromna jest dysproporcja we zadanych sobie ranach przez chrześcijan i Żydów), niektórzy zatrzymują się pośrodku goryczy, wyznając z rozbrajająca szczerością:
a myśmy się spodziewali. Kto wierzy w drugiego człowieka a pojednanie traktuje jako nakaz Boga, nie zniechęca się, nie obraża się i nie poddaje się bezkrytycznie swojemu rozgoryczeniu.
pierwsza wizyta papieża w Synagodze, Rzym 13 kwietnia 1986 r.
Otwartość Jana Pawła II przebijała się przez narosłą przez dwa tysiące lat nieufność i niedowierzanie z drugiej strony. Witający Papieża w Yad Vashem premier Izraela powiedział: Uczyniłeś o wiele więcej niż ktokolwiek, by doprowadzić do historycznej zmiany w postawie Kościoła wobec narodu żydowskiego, zapoczątkowanej przez dobrego papieża Jana XXIII, i aby przewiązać otwarte rany, które ropiały od wielu gorzkich wieków. I myślę, że mogę powiedzieć, Wasza Świątobliwości, że Twoje tutaj przybycie do Namiotu Pamięci w Yad Vashem jest szczytem tej historycznej podróży uzdrowienia.
W Jerozolimie w 2001 roku Jan Paweł II zaznaczył, iż to dopiero początek drogi wzajemnego poznania i odnajdywania braterstwa. Na krótko przed śmiercią, w styczniu 2005 roku, zdążył jeszcze przyjąć w Watykanie 160 rabinów i kantorów z całego świata, którzy przyjechali do Włoch na obchody katolickiego Dnia Judaizmu. A gdy już zachorował, natychmiast Światowy Kongres Żydów wezwał do modlitw za niego a naczelny rabin Izraela ułożył specjalną modlitwę. Żydzi modlili się w wielu synagogach na całym świecie, a od władz Izraela i wielu osobistości żydowskich papież otrzymywał życzenia powrotu do zdrowia. Żydzi przybyli także do kliniki Gemelli, aby się modlić za Papieża, za co im gorąco dziękował.
Gesty i słowa Jana Pawła II owocują. Główne obchody XIV Dniu Judaizmu w Kościele Katolickim w Polsce, w tym roku odbyły się w Przemyślu z udziałem m.in. Przewodniczącego Episkopatu abp. Józefa Michalika, abp. Jana Martyniaka, metropolity Kościoła greckokatolickiego, bp. Mieczysława Cisło, przewodniczącego Komitetu do spraw Dialogu z Judaizmem przy Konferencji Episkopatu Polski oraz naczelnego rabina Polski Michaela Schudricha, naczelnego rabina Krakowa Boaza Pasha i rabina Galicji Edgara Glucka. Abp Michalik powiedział wówczas: Modlimy się tymi samymi słowami odmawiając psalmy. Chrześcijaństwo musi utrzymywać dialog z wszystkimi religiami, a judaizm ma wśród nich szczególne miejsce. Z kolei Rabin Schudrich zauważył, że „jak jest zło, które trudno zrozumieć, jakim był Holocaust, tak jest i dobro, które trudno zrozumieć, a takim dobrem były postawy wielu osób, które ryzykowały życiem ratując Żydów”. Wyraził także solidarność i jedność, nawiązując do ostatnich wydarzeń, z prześladowanymi chrześcijanami w różnych krajach świata.

Kto spotyka Jezusa, spotyka judaizm. Chrześcijaństwo jest ukochanym, młodszym dzieckiem, które aby siebie zrozumieć, musi wracać do swych korzeni. Czyniąc to, nie może nie odkryć i nie zauważyć, że ma starszego brata. Czy nie o tym właśnie przypomina nam 15 rozdział ewangelii św. Łukasza, tak często czytany w Wielkim Poście. Przypowieść o Synu Marnotrawnym nie można zawęzić jedynie do powrotu do Ojca. W domu Ojca mieszka także pierworodny i nadal ukochany, starszy syn. Za każdym razem gdy chrześcijanie modlą się Ojcze nasz, nie mogą nie zauważać, że to również Ojciec i Bóg starszych braci. Prof. Jan Grosfeld - chrześcijanin i Żyd, w czasie wspomnianego XIV Dnia Judaizmu zwrócił uwagę: Chodzi o to, by wracać do biblijnego typu wiary, gdzie we wszystkich wydarzeniach widzimy wolę Boga. Sięganie do judaizmu, oznacza powrót do drzewa, z którego wyrosło chrześcijaństwo.
Jestem chrześcijaninem - zgodnie ze słowami św. Pawła - z miłosierdzia Boga wszczepionym jako dziczka w oliwkę szlachetną. Wracam zatem do korzeni, by czerpać soki oliwne (por. Rz 11, 13-24), wyruszam do moich starszych braci, którzy
gdy chodzi o wybranie, są oni - ze względu na przodków -
przedmiotem miłości.
Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne (Rz 11,28n).