Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Błogosławiące rany
Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana (J 20, 19b-20).
Błogosławcie a nie złorzeczcie (Rz 12, 14b)
W roku 2001, błogosławiony Jan Paweł II, w orędziu na Wielki Post Przebaczenie drogą do pokoju, zwrócił uwagę, że nie tylko ten, kto krzywdzi ale również osoba skrzywdzona powinna wejść na drogę nawrócenia ze swojego żalu i bólu.
Człowiek natomiast obrażony i zraniony, skłonny jest do ulegania psychologicznym mechanizmom współczucia sobie samemu i do rekompensaty, ignorując wezwanie Jezusa do miłości własnego nieprzyjaciela. Ludzkie natomiast wydarzenia z codziennego życia ukazują bardzo wyraźnie, że przebaczenie i pojednanie są rzeczą nieodzowną do wprowadzenia w życie autentycznej odnowy osobistej i społecznej. Odnosi się to tak do relacji międzyosobowych jak również do stosunków między wspólnotami i między narodami (...) Liczne i tragiczne konflikty dręczące ludzkość, powstałe niekiedy również z powodu źle zrozumianych motywów religijnych, utworzyły obszary nienawiści i przemocy między ludźmi i narodami. Niekiedy dzieje się to także między grupami i stronnictwami wewnątrz tego samego narodu.
Brzmi to dość radykalnie, ale nie boję się napisać, że pierwszym, który "nawraca się" ze swego żalu jest Bóg! W Bogu nie ma śladu rozżalenia w stosunku do człowieka.
Gdy po Zmartwychwstaniu Jezus ukazuje się uczniom i pokazuje im swoje rany, nie oskarża nimi, choć powody ku temu były oczywiste. Rany Jezusa są bolesnym zapisem Jego wejścia w naszą historię. To ślad przebywania z człowiekiem, który rani swoim grzechem, słabością, niedojrzałością, lękiem... ostatecznie śmiercią. Wyobraźmy sobie, że Jezus mówi do Piotra: "Moje rany to efekt twojego zaparcia się, Piotrze". A Tomasz usłyszałbym pełen goryczy wyrzut: "Teraz chcesz dotykać moich ran? A gdzie byłeś, gdy mnie ukrzyżowano a potem składano Mnie do grobu? To był właściwy czas na dotykanie moich ran!"
Tymczasem rany Chrystusa nie oskarżają lecz błogosławią. On nie robi nam wyrzutu i nie jest nami rozgoryczony. Z Jego ust nie padają słowa zawodu: a Ja się spodziewałem. Chrystus nie zatrzymuję się narcystycznie nad swoim bólem i żalem, a rany odsłania przed nami, abyśmy i my nie bali się odsłonić przed Nim ze swoją trudną historią. Dał się przecież zranić, by uzdrowić nasze życie: w jego ranach jest nasze zdrowie. Z przebitego boku Jezusa, wypływa krew i woda, JAKO ZDRÓJ MIŁOSIERDZIA DLA NAS - DUCH ŚWIĘTY, PARAKLETOS - OBROŃCA. Rany Jezusa już nie oskarżają - bo strącony został oskarżyciel naszych braci, który dniem i nocą oskarża ich przed naszym Bogiem (Ap) lecz bronią. Nie tylko nie oskarżają, ale są szeroko otwartą bramą do nieba. Chrystus wstępuje do Ojca nie pozbawiając się stygmatów przebywania z nami i tym samym naszą bolesną historię włącza na całą wieczność w pełne chwały życie Trójcy.
Jeden z polityków wyznał przed beatyfikacją Jana Pawła II, że jeszcze nie nadszedł czas na przebaczenie innemu politykowi i że w ogóle są pewne granice, których w przebaczeniu przekroczyć nie można: Beatyfikacja to naprawdę nie jest miejsce do politycznych pojednań. Rożne rzeczy można, trzeba wybaczyć, ale są też pewne granice. Zgadzam się, że pojednania nie robi się w świetle fleszy i że tak, po ludzku, radykalne przebaczenie wydawać się może nawet czymś naiwnym albo upokarzającym. Jest to jednak możliwe, gdy się nawracamy - upokórzcie się więc pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili (1 P 5,6) - rodząc się się na nowo z Ducha (por. J 3). Duch bowiem płynie z ran Jezusa szerokim strumieniem jako miłosierdzie: ... już nie jako oskarżenie! Zraniony błogosławi raniącego!
Niektórzy chrześcijanie sądzą, że nie muszą podejmować tego nieustannego duchowego wysiłku, ponieważ nie odczuwają pilnej potrzeby zmierzenia się z prawdą Ewangelii. Słysząc słowa: «Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą» (Łk 6, 27), próbują je pozbawić sensu i «unieszkodliwić», aby nie przeszkadzały im żyć tak, jak chcą. Słowa te wydają się im bardzo trudne do przyjęcia i do konsekwentnego zastosowania w życiu. Wzięte bowiem na serio, zobowiązują one do radykalnego nawrócenia (...) Pojednanie może sprawiać trudność nawet wówczas, gdy konflikt powstał z naszej własnej winy. Jeśli zaś winien jest ktoś inny, może ono wręcz być postrzegane jako nieuzasadnione upokorzenie. Aby uczynić krok ku pojednaniu, trzeba wpierw przejść drogę wewnętrznego nawrócenia; trzeba mieć odwagę, aby pokornie podporządkować się przykazaniu Jezusa. Jego słowo nie pozostawia wątpliwości: nie tylko ten, kto jest przyczyną wrogości, ale i ten kto jej doznaje, winien dążyć do pojednania (por. Mt 5, 23-24). Chrześcijanin winien zawrzeć pokój nawet wówczas, gdy czuje się ofiarą kogoś, kto go niesłusznie znieważył i uderzył. Sam Chrystus tak postąpił. Oczekuje On, że uczeń pójdzie w Jego ślady, przyczyniając się przez to do odkupienia brata - pisał we wspomnianym już orędziu błogosławiony Jan Paweł II.
On nie tylko tak pisał. On tak żył, bo taką postawę przyjmują święci wobec grzeszników! Ojciec pustyni, Doroteusz z Gazy mawiał swym braciom: Gdybyśmy mieli miłość, miłość zakryłaby wszelką winę…Gdy matka ma brzydkie dziecko, nie odwraca się od niego ze wstrętem, lecz robi wszystko, co może, aby ukryć jego ułomności i uczynić go piękniejszym. Podobnie postępują święci wobec grzeszników.
« powrót
4 komentarze
-
2011-05-13
mfziutka85
ach to przebaczanie..trudna sprawa czasami trwa to całymi latami,wydaje nam się,że już przebaczyliś...
ach to przebaczanie..trudna sprawa czasami trwa to całymi latami,wydaje nam się,że już... » -
2011-05-06
Beniowski
Wszystko to bardzo oczywiste.A jednak prawda o Chrystusie ,który nie oskarża trafiła do mnie dopiero...
Wszystko to bardzo oczywiste.A jednak prawda o Chrystusie ,który nie oskarża trafiła do mnie... » -
2011-05-01
Anka
dzień próby
Przyznam, że miałam dziś trudny dzień. Tak na prawdę sama nie wiedziałam, jak zareaguję po raz... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.



















