Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Liturgia: Duch i Ogień
W tym chlebie żyje ukryty Duch, który nie może być spożyty;
W tym Winie płonie ogień, który nie może być wypity.
Duch w Twym chlebie, Ogień w Twym winie,
Są wielkimi cudami, jakie przyjmują nasze usta.
Pan zstąpił na ziemię do ludzi, czyniąc ich nowym stworzeniem
Jak Aniołom tak i ludziom dał Ogień i Ducha,
By się stali wewnętrznie Ogniem i Duchem (...)
Ogień i Duch były w łonie, które Cię zrodziło.
Ogień i Duch były w rzece, która Cię ochrzciła
Ogień i Duch są w chrzcie, jak w chlebie i kielichu,
Jak Ogień i Duch.
Twój chleb zabija łakomego żarłoka, który nas uczynił swym chlebem
Twój kielich unicestwia śmierć, bo nas pożera.
Pożywamy Cię Panie i pijemy, nie by cię tylko spożyć, lecz by żyć przez Ciebie (...).
św. Efrem Syryjczyk, diakon (IV w.)
Jestem przekonany, że do najważniejszych elementów posoborowej reformy liturgicznej Kościoła rzymskiego wcale nie należą wprowadzenie języków narodowych czy obrócenie się celebransa twarzą do zgromadzenia liturgicznego. Najistotniejszym był powrót do starożytnej chrześcijańskiej pamięci i takiej praktyki sprawowania celebracji eucharystycznej, w której przywraca się właściwe miejsce Duchowi Świętemu. Liturgia dla ojców Kościoła i starożytnego Kościoła była zawsze Epiklezą, czyli jednym wielkim wołaniem o Ducha, o Jego zstąpienie, bo całe życie Kościoła jest życiem epiklezą (Yves Congar OP). Bez Ducha Świętego, samo skrupulatnie wypowiadanie tekstów liturgicznych, włącznie ze słowami konsekracji oraz wykonywanie gestów liturgicznych, nie uświęci Liturgii i zachodzi obawa traktowania ich na sposób iście magiczny, na co zwraca uwagę teolog René Laurentin (Nieznany Duch Święty, s. 420). Łacina, "skrzypki" (krój ornatu) i odwrócenie celebransa przodem do ołtarza nie zapewni liturgii sakralności. Zapewnić ją może wyłącznie Duch Ojca, Duch Świętości.
Rozmawiałem kiedyś z jednym z naszych starszych ojców, statecznym w wierze i pobożności, który pamięta liturgię przedsoborową. Zwrócił on uwagę, że liturgia potrydencka miała coś z ducha ofiar starotestamentalnych. Bardziej liczył się rytuał, ludzkie gesty i literalne traktowanie słów, niż "wolność" Ducha. A przecież nie skrupulatna dokładność wykonywanych gestów i wypowiadanych słów, ale wiara w działanie Ducha Ożywiciela aktualizuje misterium Chrystusa. Trzeba pamiętać, że pierwsze gminy chrześcijańskie gminy nie posiadały mszałów, a jednak nikt nie poddaje w wątpliwość, że "właściwie" sprawowały Eucharystię. Liturgia to Duch i Ogień, a miłość bez wolności nie jest miłością, lecz stłumioną, poniżoną, a przy tym nie przetworzoną i nieprzezwyciężoną nienawiścią, spłodzoną przez strach i przezeń karmioną (T. Halik, Teatr dla aniołów). Nie oznacza to, że w Liturgii można nieustannie eksperymentować, ale nie da się też powstrzymać rozwoju jej ludzkiego wymiaru. Otwartości na Ducha nie można mylić z "radosną twórczością", ale istotne jest rozeznawanie tego, co Duch mówi do Kościołów. I takie było podejście soborowe do zmian w Liturgii. Kto to podważa, tak naprawdę podkopuje działanie Ducha Świętego w Kościele. Benedykt XVI w instrukcji „Ecclesia Dei” podkreśla, że wierni proszący o sprawowanie liturgii w formie nadzwyczajnej (przedsoborowej) nie mogą popierać czy należeć do grup przeciwnych ważności czy legalności formy zwyczajnej (posoborowej).
Odsunięcie pneumatologii (nauki o Duchu Świętym) na plan dalszy, a co gorsza, oddzielenie jej od tak zwanej wielkiej teologii (theología) w okresie późnej scholastyki, zwłaszcza w okresie potrydenckim, doprowadziło do ogromnego spustoszenia. Dogmatyka stawała się coraz bardziej systemem abstrakcyjnym a życie wewnętrzne, zamiast rozumieć jako życiu w Duchu, zaczęto ograniczać jedynie do siłowego (iście pelagiańskiego) naśladowania Chrystusa. Zarzucenie pneumatologii, czy jej zmarginalizowanie w Kościele Zachodnim odbiło się na praktyce życia liturgicznego Kościoła, jako sercu - źródle życia chrześcijańskiego. Sobór Trydencki ustalił wręcz, że epikleza nie jest niezbędna dla ważności Eucharystii!
A tymczasem stanowisko ojców Kościoła jest jednoznaczne. Powołam się na jedno z licznych świadectw starożytnego Kościoła. Święty Hieronim, przedstawiciel - jakby nie było - Kościoła łacińskiego pisał:
Mówi (Orygenes), że Duch Święty nie działa na to, co nie jest ożywione duszą, i nie dochodzi do tworów nierozumnych. Tak utrzymując nie zastanawia się, że woda mająca w chrzcie znaczenie mistyczne poświęcona przyjściem Ducha Świętego i że Chleb Pański, w którym znajduje się Ciało Zbawiciela, który łamiemy dla naszego uświęcenia oraz kielich święty - rzeczy te, bez wątpienia bezduszne (nieożywione), umieszcza się na ołtarzu w kościele - uświęca się przez wezwanie i przyjście Ducha Świętego.
Już od pierwszej połowy XIV w. kwestia momentu przemiany darów eucharystycznych, a w tym zwłaszcza miejsca i znaczenia epiklezy, stała się jednym z najważniejszych zagadnień poruszanych w polemikach między teologami katolickimi i prawosławnymi. Spór ten doprowadził do przeciwstawiania sobie w sposób ekskluzywny dwóch różnych momentów przemiany darów eucharystycznych. Od XII w. na Zachodzie zaczęto podkreślać walor konsekracyjny słów ustanowienia (verba institutionis) wypowiadanych przez kapłana in persona Christi, co prowadziło do iście magicznego traktowania słów i gestów. Także od XIV wieku w teologii bizantyjskiej, nie bez wpływu teologii scholastycznej, pojawiło się przekonanie, iż epikleza odmawiana po słowach ustanowienia stanowi moment konsekracji. Skupiono się na "szukaniu momentu", zapominając, że tak jak cała misja Chrystusa była z Ducha i w Duchu (zwróciłem na to uwagę w poprzednim wpisie Wołanie o Ducha) , tak i cała celebracja misterium Chrystusa jest jedną wielką epiklezą. Bez Ducha Świętego sprawowanie jakiegokolwiek kultu chrześcijańskiego jest po prostu niemożliwe: Nadchodzi jednak godzina, owszem, już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem: potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie (J 4,23n).
Celem epiklezy sakramentalnej jest objawienie Trójcy. To ono uświadamia, że Ojciec daje Syna, Syn przyjmuje nasze ciało i nasz los, a zmartwychwstały z krzyża dzięki Duchowi przeprowadza nas do Ojca. Epikleza jest wołaniem o poznanie Ojca, aby poprzez nasze poznanie Go przez Chrystusa w Duchu Świętym zrealizowało się w nas paschalne przejście, przebóstwienie, osiągnięcie pełni w Chrystusie. Epikletyczne wołanie jest spełnieniem nakazu Pana, który podczas Ostatniej Wieczerzy zlecił uczniom, aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa (J 17,3).
Ojcze nieskończenie dobry, pokornie Cię błagamy przez Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, naszego Pana, abyś przyjął i pobłogosławił te święte dary ofiarne (...) Prosimy Cię, Boże, uświęć tę Ofiarę pełnią swojego błogosławieństwa, MOCĄ TWOJEGO DUCHA uczyń ją doskonałą i miłą sobie, aby się stała dla nas Ciałem i Krwią Twojego umiłowanego Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa. To fragment Kanonu Rzymskiego, w której dużymi literami wyróżniłem słowa dodano już po reformie soborowej. Nie znaczy to oczywiście, że wcześniej nie było w ogóle świadomości epikletycznej. Starożytni chrześcijanie, także na Zachodzie, mieli pełną świadomość, że Liturgia Eucharystyczna cała jest epiklezą i słowa z Kanonu pełnią swojego błogosławieństwa traktowali jako przywoływanie Ducha, bo przecież to On jest Pełnią Błogosławieństwa Ojca.
Celebracja eucharystyczna cała jest epiklezą, ale w liturgii rzymskiej są dwa momenty jej zaakcentowania. Pierwszy, przed słowami ustanowienia, gdy kapłan prosi Ducha, aby chleb i wino stały się Ciałem i Krwią Chrystusa. I drugi, po słowach ustanowienia, gdy celebrans wyciąga ręce nad zgromadzonym ludem i prosi o zstąpienie Ducha na lud, aby ten upodobnił się do tego, co przed chwilą sprawowano na ołtarzu, zgodnie ze słowami św. Pawła: A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej (Rz 12,1). Kościół prosi także Ojca, przez ofiarę pojednania Chrystusa, o dar jedności: Pokornie błagamy, aby Duch Święty zjednoczył nas wszystkich, przyjmujących Ciało i Krew Chrystusa (II modlitwa eucharystyczna) . Podobną modlitwę znajdujemy w III modlitwie eucharystycznej: Spraw, abyśmy posileni Ciałem i Krwią Twojego Syna i napełnieni Duchem Świętym, stali się jednym ciałem i jedną duszą w Chrystusie. Niech On nas uczyni wiecznym darem dla Ciebie... A w V modlitwie eucharystycznej celebrans modli się nad zgromadzeniem liturgicznym: Boże, Ojcze miłosierdzia, daj nam Ducha Świętego, Ducha miłości, Ducha Twojego Syna.
Chrześcijanom grozi zewnętrzne przeżywanie Liturgii, w którym możemy się zatrzymać wyłącznie na poziomie infantylnego duchowo dyskursu o samym sposobie jej celebracji: po łacinie czy w językach narodowych, itd. Tymczasem Liturgia Ducha to nie sama celebracja lecz to Liturgia rozciągająca się na życie. Chrystus wypowiadając słowa To czyńcie na moją pamiątkę modli się w Duchu, abyśmy adorując i karmiąc się Jego Ciałem i Krwią, upodobnili się do sprawowanego Misterium. Żyć liturgicznie to stać się leiturgios koinonia (sługą komunii), jak kiedyś swoją posługę w Kościele zdefiniował bł. Jan Paweł II.
Zastanawia mnie to, dlaczego - w przeciwieństwie do liturgii potrydenckiej - nie mam tak ambiwalentnych uczuć do liturgii wschodnich, choć są one tak rzadko poddawane zmianom. Nie przeszkadza mi to, że kapłan modli się zorientowany nie na lud ale na przychodzącego ze Wschodu Chrystusa (zdarzają się Liturgie sprawowane "przodem do ludzi", przed ikonostasem), w niezrozumiałym starocerkiewnym języku (obecnie ma miejsce bardzo silna tendencja przechodzenia na języki narodowe). Liturgie wschodnie mimo swej starożytności zachowały żywotność Ducha, tak jak w teologi i pobożności prawosławnej żywe jest doświadczenie Osoby Ducha Świętego. W zasadzie na Wschodzie nie pojawiło się i nie było potrzebne ożywienie związane z ruchem charyzmatycznym. Słowa, pieśni, gesty choć w liturgiach wschodnich podlegają starożytnemu kanonowi, to jednak nie są wykonywane z prawniczym i iście neurotycznym lękiem. W liturgii potrydenckiej każda pomyłka w liturgii (pominięcie słowa, nieodpowiednie złożenie rąk) skutkowało grzechem.
W liturgii wschodniej żywa jest pamięć świętych patronów Europy - Cyryla i Metodego, na których często powoływał się bł. Jan Paweł II. Bracia Sołuńscy reformując na potrzeby misji wśród Słowian liturgię, z rozeznaniem i wspólnym błogosławieństwem papieża i patriarchy Konstantynopola, pozwoli się prowadzić Duchowi. On, wiejąc kędy chce, nie jedną już praktykę liturgiczną przewiał i odświeżył:
« powrót
3 komentarze
-
2011-06-13
o. Maciej Biskup OP
Re: „Liturgia potrydencka”:
Dopowiem jeszcze. W dokumencie "Eucharystia: źródło i szczyt życia i posłannictwa Kościoła" (owoc... » -
2011-06-12
o. Maciej Biskup OP
Re: „Liturgia potrydencka”
Witam. Po pierwsze gdzie w moim tekście coś takiego można znaleźć, by przypisać mi takie... » -
2011-06-12
PP
„Liturgia potrydencka”
Używa Ojciec w artykule sformułowania „liturgia potrydencka”. Czym się ona różni od... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.



















