Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Zaufanie i odwaga
W początkach naszej tradycji widzimy bezgraniczne zaufanie Dominika do braci. Ufał braciom, ponieważ ufał Bogu. Jak pisał Jan z Hiszpanii: "Miał takie zaufanie do dobroci Bożej, że do głoszenia wysyłał nawet ludzi niewykształconych, mówiąc im ‘Nie bójcie się, Pan będzie z wami i da moc waszym ustom”. Stefan z Hiszpanii opowiada, że udał się do spowiedzi do Dominika, a ten "spojrzał na mnie tak, jak gdyby mnie kochał" Później tego samego wieczoru Dominik wezwał go i odział w habit. Miłość jest, jak powiedział Eckhart, haczykiem, na który wędkarz łapie rybę i nie pozwala jej uciec.
T. Radcliffe OP
ikona św. Dominika napisana przez Izę Murzę dla klasztoru poznańskiego, na postawie XIII ikony zamówionej na kanonizację
Kiedy zastanawiam się nad tym, co najbardziej zawdzięczam zakonowi, to muszę powiedzieć o zaufaniu, z którego zrodziła się odwaga. Przychodząc do klasztoru byłem dość zalękniony wszystkim. Z czasem odkryłem, że najbardziej bałem się samego siebie. Lęk przed innymi, innością i przed wyzwaniami skrywa najczęściej własną niepewność. Jeden z braci mojego nowicjatu powiedział mi na pierwszym roku studiów, że tak kontroluję siebie - swoje reakcje, emocje, słowa - jakbym przypominał kogoś, kto cały jest pospinany agrafkami. Zakon, czyli bracia uczą mnie wolności od lęku o siebie. Jakiś czas temu, Prowincjał zapytał mnie wprost o coś bardzo osobistego. I choć z natury jestem skryty, odpowiedziałem prosto. Czułem się wówczas wewnętrznie wolny, choć ta wolność nie ze mnie pochodziła. Podczas pewnej Eucharystii, w trakcie przeistoczenia, w kontekście niepokoju, który w sobie nosiłem i z tym, CO właśnie był sprawowane, pojawiła się wyraźna myśl: jesteś wolny, bo jesteś kochany.
Św. Jan napisał, że miłość usuwa lęk, więc nie skłamię pisząc, że zakon dominikański jest dla mnie przede wszystkim doświadczeniem tego wszystkiego, co w Kościele powinno być najbardziej oczywiste: braterstwa. Święty Dominik to nie charyzmatyczna postać, która jak guru skupia na sobie osiem wieków pokoleń dominikanek i dominikanów. Święty Dominik to siostry i bracia. Dominik nie zostawił żadnych pism, ale zostawił zaufanie do człowieka i współczucie. Tak powstał nasz zakon: łaska Słowa.
To zaufanie Dominika wynika z Ewangelii. Jezus zaufał uczniom. Nie wiele rozumieli, nie za bardzo byli święci, a jednak wielkodusznie posyłał ich po dwóch. Posłał nie jako instytucję ale jako braci, jako wspólnotę losu. Ten drugi jest wsparciem ale i weryfikuje. Chrystus posyła Piotra, który mimo wieku miał słaby kontakt ze swoim wnętrzem: pragnieniami, motywacjami, nie miał pojęcia o swoich realnych możliwościach. I choć trzy razy się zaparł, Jezus nie zrezygnował z niego: paś owce moje. Tak dzieje się podczas każdej spowiedzi: Pan odpuścił ci grzechy – idź w pokoju, to znaczy: mam zaufanie do ciebie, jesteś posłany, wierzę w to, że będziesz wzrastał i dojrzewał, wierzę w twoją świętość. Chrystus wiedział, że Piotr się zaprze, że Judasz zdradzi a jednak ich posłał. Chrystus jest realistą. Tylko On zna tajemnicę naszego grzechu i dostrzega również te grzechy, które dopiero popełnimy. A mimo wszystko nas posyła.
Dominik znał świat, ludzi. Znał grozę grzechu i widział go nie tylko w tych, którzy odchodzili od Kościoła, ale jeszcze boleśniej w tych, którzy z koniunkturalnych powodów używali siły Kościoła do swoich ambicji. By więc też świadomy słabości braci, którzy przychodzili i tworzyli zakon. Wcale nie patrzył pobłażliwe na poczynania braci. W 1221 roku w Bolonii wybuchł gniewem na braci, gdy zobaczył jaki okazały stawiają klasztor: czy chcecie tak prędko porzucić ubóstwo i budować pałace? Budowa była kontynuowana dopiero po śmierci Dominika. Jeden z naszych braci - Sawonarola mawiał: Bowiem jeżeli chcesz uciec od wszystkiego, co złe, to musisz opuścić ten świat. Jeżeli widzimy w braciach coś, co nam się nie podoba, powinniśmy uczyć się domniemywać, że było to zrobione z dobrą intencją. Wielu braci jest w sobie samych lepszymi niż mi się wydawało, gdy przychodziłem 20 lat temu do zakonu i tak łatwo oceniałem.
Dlaczego Dominik pokładał tak wiele nadziei i zaufania w swoich towarzyszach? Odpowiedź jest bardzo prosta. Był on głęboko Bożym człowiekiem, przekonanym, że Boża ręka spoczywa na wszystkim i wszystkich... Skoro zaś był przekonany, że Bóg rzeczywiście mówi do niego przez słowa inne niż jego własne, musiał zorganizować swoją rodzinę w taki sposób, by wszyscy w tej rodzinie mogli być usłyszani - pisał Radcliffe.
Zaufanie moich braci jest moją siłą a ich wiara daje mi odwagę. I mam świadomość, że gdy się nawracam do Chrystusa, nie mogę nie wracać również do braci. A może powinienem napisać inaczej: świadomość, że mam braci, daje mi odwagę, by się po raz kolejny nawracać. Nie nawracam się bowiem z czegoś, ale do kogoś. Nawracanie takie oznacza również, jeśli nie przede wszystkim, przebaczenie im, że nie spełniają moich oczekiwań. W czasie ślubów przecież prosili mnie a ja ich o miłosierdzie. Nasza dominikańska formuła ślubów zaczyna się wołaniem o ocalenie. Nie ma więc lepszej charakterystyki łaski Słowa, którą otrzymaliśmy w Kościele. A wy, bracia, chciejcie poznawać Pisma i głosić słowo Boże: miejcie miłość, a ona was pouczy - głosił Sawonarola w święto św. Dominika.
A to okładka książki Dominik, czyli łaska Słowa Guy Bedoulle'a OP, którą na dniach wznowiliśmy, z przedmową prowincjała o. Krzysztofa Popławskiego OP, z okazji zbliżającego jsię jubileuszu 800 lecia zakonu. W książce znajduje się również interpretacja ikony św. Dominika
« powrót
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.


















