Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Ewangeliczne samoograniczanie się
"Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga" - mówi Ten, do którego - Pana Wszechświata - należy wszystko. Dla nas, którzy lubujemy się bardziej w poszerzaniu swoich wpływów, niż w ich ograniczaniu, może wydawać się to nie zrozumiałe!
Bazylika św. Ambrożego w Mediolanie, wzniesiona między 379 a 386 r. z woli biskupa Mediolanu, św. Ambrożego, miejsce jego pochówku
Gdy chrześcijaństwo w Europie i Azji Mniejszej okrzepło po prześladowaniach, stając się wręcz wpływowe w państwie, we wczesnochrześcijańskich, a potem bizantyjskich i romańskich świątyniach chrześcijańskich, umieszczano w kopułach i absydach przepiękne mozaiki i malowano freski, na których majestatycznie królował Chrystus Pantokrator - Wszechwładca, Pan i Sędzia wszystkiego, gr. Παντοκρατωρ.
Centralnym miejscem świątyni był i pozostaje jednak ołtarz ofiarny, na którym - dla nas - uobecnia się każdego dnia paschalne samoograniczenie Boga. Znakiem zaś rozpoznawczym chrześcijan jest Krzyż - znak Miłości Chrystusa, który świadomie i totalnie się ograniczył aż po unicestwienie, by nas ludzi ożywczo obdarować: z Jego pełni wszyscy otrzymaliśmy, łaskę za łaską” (J 1,16).
Gdy Chrystus podpowiada, aby oddać cezarowi co cesarskie, sugeruje tym samym, że każde otwarcie na drugiego i dar z siebie, zakłada samoograniczenie. Bóg jako dar dla nas, ogołocił się do końca.
Jako chrześcijanie nie możemy kultywować postawy roszczeniowej. Tożsamość paschalna (pawłowe umiem obfitować i cierpieć biedę), której mamy być świadkami, oznacza zdolność do samoograniczenia. "Świat", którego należy wpierw tropić i odnajdywać w samym sobie, nie lubi ograniczać ambicji, wpływów i często wykazuje rujnującą zaborczość. "Świat" nie rozumie wartości samoograniczenia. Chrześcijanie "wiedzą" od Chrystusa, a jest to wiedza krzyża, że istotą daru jest samoograniczające się wyjście ku drugiemu. Wywyższenie Chrystusa zaczęło się od "ukrycia" Jego Bóstwa we wcieleniu. Nawet jako Zmartwychwstały objawia się pokornie i "skromnie", czekając na człowieka pod zasłoną ogrodnika czy wędrowca z pod Emaus. Dzieję się tak, aby zaproszenie - jeśli chcesz, pójdź za Mną - miało przyciągającą a nie wymuszającą moc. Dar, w którym jest przymus, przestaje być już darem. Młodzi ludzie dziś nie chcą Chrystusa otrzymać wyłącznie "w spadku" tradycji. Jeśli pozostaną przy chrześcijaństwie, będzie to najczęściej kwestia wyboru. Władcze "musisz" ludzi Kościoła z pewnością ich nie zachęci do wyboru wiary.
Biblijny Hiob, dopiero wówczas, gdy został ogołocony ze wszystkiego, wyznał:dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem (Hi 42, 5). Do takiego intensywnego doświadczenia prowadzi medytacja chrześcijańska. Wpierw prowadzi do trudnego, ale koniecznego uwiadomienia sobie realizmu swego ubóstwa i pustki. Tak odkrywam, że w zasadzie to NIE JESTEM. Stojąc "nagi" staję się podatny na obdarowanie i przyjęcie wszystkiego od Boga. Dopiero w Nim, który naprawdę JEST, mogę również STAĆ SIĘ. Medytacja i kontemplacja to droga Kościoła. Świadome przyjęcie drogi ogołocenia chroni Kościół od przerażającego lęku przed "światem", który chce do niego wkroczyć i go spustoszyć. Jeśli Kościół sam się ogołoci na drodze medytacji i kontemplacji, świat nie znajdzie w nic nic swojego - duchowość bowiem nie mi nic z atrakcyjności, która by interesowała "świat". Kościół, a w nim każdy ochrzczony jest zaproszony do drogi intensywnej modlitwy, która ostatecznie prowadzi do ewangelicznego samoograniczenia. Na tej wewnętrznej drodze każde ograniczenie, jakie przynieść może Kościołowi kolejna "rewolucja francuska", nie będzie aż tak bolesne i niszczące. To nie Palikot jest zagrożeniem dla Kościoła, ale brak w nim samym wewnętrznego oczyszczenie i samoograniczenia, na drodze kontemplacji.
Prawie dwadzieścia lat temu, w czasie rekolekcji przed moimi pierwszymi ślubami, ojciec Wojciech Giertych OP mówił, że Kościół jest bardziej maryjny niż piotrowy. Kościół maryjny, to Kościół kontemplacyjny - bardziej odporny na brutalną ingerencję "świata", który ze swoją powierzchownością nie jest w stanie dostać się do serca Kościoła.
Egipscy koptowie podczas wielogodzinnego nabożeństwa - fot. Henryk Przondziono/Agencja GN
Starożytne Kościoły Wschodu, otoczone z każdej strony przez świat Islamu, przetrwały do dziś kilkanaście wieków tylko dlatego, że wewnętrznie otoczone były i są nadal modlitwą kontemplacyjną licznych monasterów, w których praktykuje się ewangeliczne samoograniczanie się. I żadna agresja, z usuwaniem krzyży, nie zniszczy tego znamienia Krzyża, jeśli On autentycznie wyryty jest na sercu. Z pewnością to znamię nie przypomina odbicia cezara na denarze. Życie mnisze w Egipcie zrodziło się, po edykcie mediolańskim w 312 roku, jako duchowy protest wobec coraz częstszego pomieszania w Kościele porządku cesarskiego i boskiego.
wejście do klasztoru mnichów etiopskich przy Bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie
« powrót
2 komentarze
-
2011-10-26
peronI
Re: Z miłości do Miłości.
l u b i ę TO . (.) » -
2011-10-17
wik44
Z miłości do Miłości.
Jestem jak najbardziej za medytacją. Taka pogłębiona modlitwa pozwala wniknąć w przestrzeń... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.


















