Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
"Oburzeni?"
W mojej sytuacji odczuwam jedynie bezradność: wydawałoby się, że powinienem mieć wspaniałą perspektywę do oglądania rzeczy w odmiennym - heraklitejskim - świetle. Ale równocześnie wokół mnie i we mnie samym jest tyle zamętu. W monastycyzmie tkwi fatalna mieszanina inspiracji i inercji, która wywołuje niejasne, okropne poczucie winy w każdym, kto nie chowa po prostu głowy w piasek. Nigdy nie wiesz, kiedy masz słuszność i jak daleko możesz się posunąć w badaniu zewnętrznego świata i reagowania nań. Istnieje nieskończona ilość pokus, a pierwszą z nich jest myślenie, że się jest od tego wszystkiego odizolowanym i jakoś "czystym", podczas gdy w rzeczywistości jesteśmy pełni tych samych jadów. Dlatego walczymy w sobie z wieloma takimi dwuznacznościami. Zawsze istnieje pokusa usprawiedliwiania siebie poprzez potępiania "świata".
Thomas Merton w liście do Czesława Miłosza, w: Życie w listach, W drodze 2011
"Oburzony" na "świat" Thomas Merton wybrał życie mnicha, ale jego serce nigdy nie przytrzasnęło drzwi przed światem, o czym świadczy jego liczna korespondencja z "całym" światem.
Ulicami Warszawy, podobnie jak ulicami wielu wysoko rozwiniętych miast świata, przeszedł 15 października marsz "Oburzonych". W warszawskim proteście brało udział około 200 osób, głównie licealistów. Nieśli transparenty "Stop tyranii rynku" i "Kapitalizm nie działa". Całe to "oburzenie" w Warszawie może byłoby nawet mnie w stanie przekonać, gdyby nie drobne szczegóły. Otóż "Oburzeni" to młodzież z dobrych, warszawskich szkół, do których - za nie małe pieniądze - wysyłają "kochani" rodzicie - kapitaliści! Młodzież zamknięta w kleszczach "tyranii rynku" mogła się skrzyknąć za pomocą kapitalistycznych gadżetów: wypasionych komórek oraz założonych na laptopach apple facebooków i twitterów. Na ich wstydliwie ukrywane szczęście - kapitalizm zadziałał. W potknięciu o "drobne" szczegóły, idea niestety się wali. Szkoda tylko, że to młodzież trzeciego świata nie może skorzystać z dobrodziejstw kapitalizmu, by skrzyknąć się i szczerze oburzyć się na jawną niesprawiedliwość. Trzeci świat "oburza się" na tyranię rynku umierając z głodu.
Piszę, aby prowokować do refleksji nie tylko uczestników ruchu "Oburzeni", ale przede wszystkim nas chrześcijan. Bo i w Kościele jest odwieczna "moda" oburzania się na "świat". I dobrze, bo przecież chrześcijanie nie mogą dać zapomnieć "światu", że przemija jego postać. Z powodu ewangelicznego "oburzenia", wielu chrześcijan oddawało życie, a gdy czasy męczenników się "skończyły" uciekali na pustynię egipską, "oburzając" się w Duchu Świętym. Jako pustelnicy odkrywali, że pokusy "świata" były ich własnymi pokusami a demony - jad "świata" - głęboko przenikał ich samych. Chrześcijanin "oburza się" na świat umartwieniem, pokorą i łzami z powodu własnych grzechów. Ostatecznie, "oburza się" na świat swoją świętość. Wyraża się ona w "nieuzasadnionej" ufności wobec Boga i w "lekceważącym" stosunku do zdrowego rozsądku, okazując współczucie światu. Chrześcijanin "oburza się" na grzesznika, błagając i wzywając w swoim sercu Jezusa tak długo - zaleca św. Izaak Syryjczyk, dopóki nie poczuje w sobie miłosierdzia, jakiego Bóg doświadcza w stosunku do świata, ponieważ tylko takie błagające wezwanie serca współodczuwa nędzę ludzi i miłosierdzie ich Zbawiciela - dopowiada Katechizm Kościoła Katolickiego. Chrystus wyraził swoje "oburzenie" wobec świata, oddając za niego życie, nie oczekując od niego względów. Nie wysłuchany przez polityków i możnych tego świata (sadyceuszów, faryzeuszów, Piłata i im podobnym)... umierał "zapomniany" przez świat, nie nosząc w sercu urazy lecz miłosierdzie dla nas i całego świata.
Ksiądz Tischner pisał przed laty: są dwa rodzaje duszpasterskiej odwagi: jest odwaga, która śmie wytknąć człowiekowi jego grzech, i jest odwaga, która śmie pokazać grzesznikowi wielkość miłości Boga. Najczęściej spotykamy w kościołach pierwszą odwagę... W ewangelicznym kapłaństwie nie chodzi o to, ile ognia potrafi kapłan ściągnąć z nieba na głowy grzeszników, ale o to, za iloma potrafi „nadstawić kark”. Ewangeliczne kapłaństwo dopełnia się na krzyżu. Wstawiennictwo słowne staje się rzeczywistą śmiercią za grzeszników.
Tymczasem wielu chrześcijan w Polsce oburza się na świat dość nieproporcjonalnie ostro, jak na mizerny stan oburzenia na swój wewnętrzny "świat" demonów, które wypełniają rozum i serce. Pokusą ochrzczonych jest brak pamięci o własnych grzechach - pokusa usprawiedliwiania siebie poprzez potępiania "świata" (Merton). Najmniej przekonywujące jest ta sytuacja, w której na świat oburzają się te osoby w Kościele, które "dobrze" potrafią zadbać o swoje przywileje a swój codzienny chleb zdobywają lekką ręką, ceniąc sobie wysoko taryfikowaną wartość swoich usług duchowych.
W starożytnym i średniowiecznym Kościele wielu biskupów i papieży wywodziło się ze środowiska pustelniczego i mniszego, nauczywszy się wcześniej duchowo "oburzać" na świat, rezygnując z dobrodziejstw świata i ograniczając swoje potrzeby. Niektórzy, pokornie przyznając się, że są za słabi, a urzędy kościelne niebezpiecznie "światowo" smakują, wracali do życia mniszego. Może wielu biskupom i kapłanom w Polsce przydałoby się pomarzyć o "oburzaniu" się na świat, prowadząc życie pasterza ale z mentalnością mnicha. Wewnętrzna pustelnia to alternatywa dla marzeń o kontynuowaniu roli niekwestionowanego przewodnika narodu, o byciu przyjmowanym, wysłuchiwanym i poważanym na politycznych salonach "świata". Ewangelię można obronić przed "światem" - ale zawsze dla zbawienia świata - "oburzając" się na wzór Mistrza z Nazaretu, który był cichy i pokorny sercem.
chrześcijańskie "oburzenie" na świat - mnich z Tibhirine modli się, aby nie pielęgnować w sercu nienawiści do tych, którzy za moment odbiorą mu życie
Benedykt XVI, w drodze do Berlina, podczas konferencji prasowej zorganizowanej na pokładzie samolotu, wyraził zrozumienie dla protestów przeciwko jego wizycie, nazywając je elementem wolności: Mogę zrozumieć, że w obliczu przestępstw, takich jak wykorzystywanie nieletnich, a popełnionych przez księży, jeśli ofiara jest czyimś bliskim, ten ktoś mówi: to nie jest mój Kościół, Kościół jest siłą uczłowieczania i moralizacji, a jeśli oni sami robią coś przeciwnego, to ja nie mogę być dłużej w Kościele. W czasie rozmowy z dziennikarzami odniósł się także do zapowiedzi bojkotu jego przemówienia w Bundestagu ze strony części parlamentarzystów lewicy. Powiedział m.in.: Rzeczą normalną jest to, że w wolnym społeczeństwie i w dobie sekularyzacji zajmowane są stanowiska przeciwko wizycie papieża... wyrażanie własnego punktu widzenia stanowi element wolności.
« powrót
18 komentarzy
-
2011-10-26
Katharine
Re: Re: Czytam, czytam i jakoś własnym oczom wierzyć mi się nie chce. Mam świadomość, że posiadacz jaguara r...
Z napastliwością buldoga podjęłam wątek pierwszego akapitu tekstu o. Macieja, ponieważ uważam, że... » -
2011-10-25
Scripsit
Re: Re: Cytaty
Dziekuje za odpowiedz. Naprawde doceniam, ze Ojciec wiele zawsze uwagi i wysilku poswieca... » -
2011-10-25
Adhamah
Re: Re: Pokusa usprawiedliwienia
Umiejętność rozróżniania może myć przydatnym drogowskazem ale tylko drogowskazem. Intelekt i... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.



















