Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Nie dość miłowany
Mam wrażenie, że fragmentaryczne powoływanie się na krytyczne słowa Jana Pawła II do red. naczelnego "Tygodnika Powszechnego" śp. Jerzego Turowicza mogło stać się dla niektórych osób i środowisk kościelnych okazją do niesłusznego podważania katolickości ks. Bonieckiego i "Tygodnika". To jakby "prztyczek" wobec całego środowiska w kościele polskim, dla którego soborowe otwarcie się na świat, rozumianego jako "współodczuwanie" ze światem jest w jakiejś mierze warunkiem sine qua non miłości do Kościoła, czyli także do tych którzy jeszcze nie przyjęli Ewangelii, to jednak w rozmaity sposób przyporządkowani są do Ludu Bożego (Konstytucja dogmatyczna SW II, "Lumen Gentium" II, p.16).
Bardzo szybko, bo już 20 maja 1995 roku, red. Jerzy Turowicz pisał w odpowiedzi papieżowi: A wiadomo zapewne Ojcu Świętemu, że w ostatnich czasach (po dziś dzień) ,,Tygodnik" jest bardzo często przedmiotem brutalnych ataków, wewnątrz wspólnoty katolickiej. Niejednokrotnie odzywały się publiczne głosy twierdzące, że ,,Tygodnik Powszechny" nie jest pismem katolickim. Nikt nigdy nie brał nas w obronę, musieliśmy się bronić sami. Milczenie ze strony Kościoła z okazji naszego 50-lecia zdawało się przyznawać rację tym oskarżeniom. List Ojca Świętego pomaga nam te oskarżenia odrzucać. Krytyczne uwagi Ojca Świętego na temat linii ,,Tygodnika" po roku 1989 przyjmujemy z należną pokorą i skruchą, niewątpliwie bowiem nieraz popełnialiśmy błędy. Ale – niech mi wolno będzie powiedzieć, że jeśli Kościół, rozumiem: Polski Kościół, czuł się – jak mówi Ojciec Święty – ,,nie dosyć przez nas miłowany", to nie musi to oznaczać, że myśmy ten Kościół nie dosyć miłowali!
Już we wcześniejszej korespondencji pojawia się krytyczny ton Jana Pawła II wobec "Tygodnika" Zawsze jednak papież zapewniał o swojej więzi i miłości do środowiska krakowskiego. W całej tej trudnej korespondencji z lat 90 nie znajdzie się, pomimo krytyki, podważania miejsca "Tygodnika" w kształtowaniu "katolickiego" oblicza Kościoła w Polsce. Zastanawiające jest dlaczego krytycy "Tygodnika" dość wyrywkowo powołują się na fragment listu z 1995 roku, bez uważnej lektrury całej korespondencji, choćby z tego ostatniego okresu lat 90. Stronnicze wydaje się przemilczanie lub umniejszanie całości relacji kardynała Wojtyły, a potem Jana Pawła II do środowiska "Tygodnika Powszechnego".
Jeśli chodzi o ,,miłość Kościoła" – Panie Jerzy – gdybym nie wiedział o tym, jak Pan miłuje Kościół, nie odważyłbym się napisać tego, co poprzednio napisałem. Wiem o tym i jestem o tym przekonany na podstawie długiego doświadczenia, że Pan miłuje Kościół i pragnie służyć jego posłannictwu. To, co zaczęło się w Krakowie wraz z powstaniem ,,Tygodnika Powszechnego" zaraz po wojnie, świadczy o tym.
Jeżeli napisałem tak, jak napisałem, to nie, by sprawić Panu przykrość, ale – no po prostu dlatego, że ja sam czuję się związany z tym tygodnikowym dziedzictwem. Miałem w nim jakąś ,,cząstkę" nie tylko jako piszący, ale także jako Wasz Biskup. I zapewne, nie tylko ja miałem jakąś ,,cząstkę" w „Tygodniku", ale i on miał swą ,,cząstkę" we mnie, w mojej drodze, w moim powołaniu. Pamiętam, jak Pan przeżywał wydarzenie z 16 października 1978 r. Cóż? Ja nie chcę tego utracić. Staram się jakoś być wierny ,,przymierzu", którym się związałem - napisałem Jan Paweł II w liście do "Tygodnika"Jan Paweł II 8 marca 1993 r.
Podejmując się całościowej oceny środowiska "Tygodnika" nie można także nie zauważać i nie wspomnieć, że w 1979 roku, na życzenie samego Jana Pawła II, właśnie człowiek "Tygodnika" - ks. Adam Boniecki został odpowiedzialnym za przygotowywanie polskiego wydania dziennika "L' Osservatore Romano" i jego pierwszym polskim redaktorem naczelnym, aż do roku 1991.
ludzie "Tygodnika": kardynał Karol Wojtyła i ks. Józef Tischner - bezsprzecznie ludzie Kościoła, dla których krytyczne myślenie, otwartość wobec świata i dialog ze współczesnością były warunkiem sine qua non miłości do wspólnoty Kościoła
Podważanie "współmyślenia" środowiska "Tygodnika" z Kościołem można głównie usłyszeć ze strony tradycjonalistycznych środowisk kościelnych, które dość regularnie poddają krytyce w ostatnich latach Sobór Watykański II i niektóre działania ostatnich "soborowych" papieży, takich choćby jak "Asyż", przepraszanie za grzechy Kościoła, rozdział państwa od Kościoła, itd. Chociażby, wspomniane już otwarcie się Kościoła na świat, poddał ostrej krytyce red. Paweł Lisicki w artykule "Korzenie polityki antyklerykalnej", zamieszczonego na łamach tygodnika "Plus Minus", 29 października b.r. Nie usłyszałem jednak nigdy jakiejś wyraźnej reakcji na wspomnianą krytykę Kościoła i papieża, choć to środowisko, co prawda jest tradycjonalistyczne, ale trwa w łączności ze Stolicą Apostolską (nie wspominam środowiska lefebrystów, nie będącego w pełnej komunii z Kościołem Powszechnym). Nie postuluję "zamykania" ust środowisku polskich tradycjonalistów, bo ich krytycyzm w niektórych sprawach może być twórczy dla całego Kościoła. Boli mnie natomiast nierównomierność reakcji wśród wysoko postawionych hierarchów w Kościele w Polsce. Nie chcę mi się wierzyć, żeby polskiemu episkopatowi bliżej było do krytyków ostatniego Soboru niż do grona jego uczniów? Czy podważanie ostatniego Soboru i liturgii w rycie zwyczajnym nie dezorientuje "prostych" katolików?
Środowisko tradycjonalistów z wyborem Benedyktem XVI początkowo wiązało entuzjastyczne nadzieje. Entuzjazm szybko jednak minął po ostatnim "Asyżu". Także pewnym zakłopotaniem mogło być wprowadzenie wymaganych obostrzeń dla sprawowanie liturgii w tzw. rycie nadzwyczajnym. W Instrukcji Papieskiej Komisji „Ecclesia Dei” na temat stosowania Listu Apostolskiego, Benedykta XVI „Summorum Pontificum” podkreśla się m.in., że wierni proszący o sprawowanie liturgii w formie nadzwyczajnej (przedsoborowej) nie mogą popierać czy należeć do grup przeciwnych ważności czy legalności formy zwyczajnej (posoborowej) czy też władzy papieża jako Najwyższego Pasterza Kościoła powszechnego oraz odrzucać autorytet Soboru Watykańskiego II. Odrzucanie Ostatniego Soboru jest bowiem ukrytą niewiarą w asystencję Ducha Świętego, który nie może, tak po prostu, pozostawić swojego Kościoła, narażając go na błądzenie. Benedykt XVI zapowiadając na 11 października 2012 "Rok Wiary" pisze:
Sądzę, że inauguracja Roku wiary w związku z pięćdziesiątą rocznicą otwarcia Soboru Watykańskiego II może być dobrą okazją, aby zrozumieć teksty pozostawione przez ojców soborowych, które zdaniem błogosławionego Jana Pawła II „nie tracą wartości ani blasku. Konieczne jest, aby były należycie odczytywane, poznawane i przyswajane jako miarodajne i normatywne teksty Magisterium, należące do Tradycji Kościoła. Dzisiaj, po zakończeniu Jubileuszu, szczególnie mocno odczuwam powinność ukazywania Soboru jako wielkiej łaski, która stała się dobrodziejstwem dla Kościoła w XX wieku: został on dany jako niezawodna busola, wskazująca nam drogę w stuleciu, które się rozpoczyna” . Chcę też mocno podkreślić to, co powiedziałem na temat Soboru kilka miesięcy po moim wyborze na Następcę Piotra: „Jeśli go odczytujemy i przyjmujemy w świetle prawidłowej hermeneutyki, może on być i coraz bardziej stawać się wielką mocą służącą zawsze potrzebnej odnowie Kościoła” .
W krytycznym liście Jan Paweł II napisał, że Kościół nie czuł się dość miłowany przez "Tygodnik". Nie napisał jednak, że nie był miłowany w ogóle. Czy wszystkie środowiska katolickie i każdy z katolików z osobna, duchownych czy świeckich, mogą ze spokojnym sumieniem wyznać, że wystarczająca już kochają Kościół? I czy Jego największą krytyką nie jest przede wszystkim brak świętości? Zarazem, gdy w Kościele toczy się krytyczna dyskusja, czy to w tzw. środowisku posoborowym czy też w tzw. środowisku tradycjonalistów, czy oznacza to, że nie towarzyszy jej autentyczna miłość do Kościoła i troska o niego?
Jakiś czas temu red. naczelny "Frondy" T. Terlikowski pisał, że Ojciec święty nie jest bowiem dla nas szefem, z którym możemy sobie podyskutować. Była to polemika z artykułem Cezarego Kościelniaka "Chrześcijaństwo obywatelskie", zamieszczonego 27 lutego b.r. w "Wyborczej". Zapytałem wówczas na blogu czy zakaz dyskusji z papieżem i nauczaniem nie ex cathedra dotyczy wszystkich środowisk w Kościele, z wyłączeniem "Frondy" i tradycjonalistów? To przecież we "Frondzie", na portalu "Rebelya", na łamach m.in. "Rzeczpospolitej" trwała w tym roku intensywna krytyka Benedykta XVI za zwołanie jesiennego spotkania międzyreligijnego w Asyżu. A gdy lokalny Kościół krakowski podważał już od dłuższego czasu poczynania ks. Natanka, "Fronda" stała się na długo (wycofała się bardzo niedawno) "przystanią" dla poglądów człowieka, który - jak się zdaje - nie tyle błądzi co choruje. Odmawianie możliwości "krytyki" jednemu środowisku, przy "rozgrzeszaniu" innego trąci lekką hipokryzją. Oburzenie na ks. Adama Bonieckiego i troskę o to, by "nie mieszał" w głowach prostych katolików, odczytuję więc jako dość pokrętne i fałszywe.
« powrót
7 komentarzy
-
2011-11-25
o. Maciej Biskup OP
Re: Dziekuję za odzew
Z całym szacunkiem... ale aż tak mocno nie zapadł mi w pamięć Pański komentarz z poprzedniego... » -
2011-11-24
Marcin7
Dziekuję za odzew
nie spodziewałem się, że mój cytat skłoni Ojca, aż do takiej pracy...ale cóż. nie przeczytałem, a... » -
2011-11-24
wik44
Re: Re: Przeciw
Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Dodam tylko – nie mam nic przeciwko Ks. Bonieckiemu.... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.


















