Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP

11.12.2011 22:28

SŁOWO nie może "usiedzieć"!

Słowo Przedwieczne TRWA w Jedności z Ojcem, ale jak wskazuje sama Jego natura, nie można Go zatrzymać. Wypowiadane przez Ojca w milczeniu (św. Ireneusz) SŁOWO nie może "usiedzieć" i mknie stwarzać świat i zbawić człowieka. Kościół podobnie nie może "usiedzieć", wręcz nie wolno mu ustawać w drodze ze SŁOWEM ŻYCIA. Biegnie do świata, by gromadzić rozproszone dzieci Boże. Taka jest Jego natura.

Trójca jest dynamiczną wspólnotą, w której trwa niekończąca się wymiana darów, nieskończone wzajemne obdarowania Osób Boskich. Nie ma to nic wspólnego z narcystycznym zakochaniem w sobie. Stąd SŁOWO nie może "usiedzieć" ale jest przez Ojca w Duchu posłane, by wszystko przez Nie się stało a ostatecznie by zbawczo "zadomowić" się między nami: podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa (Iz 55,10-11).

Oto on! Oto nadchodzi! Biegnie przez góry, skacze po pagórkach. Umiłowany mój podobny do gazeli, do młodego jelenia (Pnp 2,8-9)

I choć Słowo przyszło do swoich (J 1,11), "swoi" - czyli my - nie potrafimy na czas Je usłyszeć, zobaczyć, dotknąć. I jakby było za mało: my wszyscy biedni ludzie spragnieni, utrudzeni i obciążeni, zarzucamy Bogu, że się "spóźnia" (2P 3,9). I gdy tylko On jest cierpliwy w stosunku do nas, my niecierpliwie przynaglamy Słowo: Przyjdź Panie Jezu, nie zwlekaj!  Sami przynagleni do wytrwalego biegu, w celu ulokowania swoich tęskont w Słowie Życia, przychodzimy zawsze spóźnieni. SŁOWO biegnie i pojawia się przed nami w samo "południe" życia przy "studni Jakuba" (J 4,6): Nikt nie posiada Boga tak, aby na Niego nie musiał czekać. A jednak nikt by też na Niego nie czekał, gdyby nie wiedział, że On już od dawna na niego czeka (D. Bonhoeffer). Słowo Życia, "zmęczone" trudem miłości,  czeka na nas spóźnionych (bo kto roztropny w największy skwar południa udaje się do studni po wodę?), którzy przychodzimy ostatecznie umęczeni nie tyle trudem miłości co niewiarą i grzechem jako jej konsekwencją. Nasz wysiłek duchowy czyniony w "trudzie i pocie czoła", można by tak skomentować, że Bóg "pracuje", a człowiek się jedynie "poci".

Jeżeli kochasz, idź - biegnij ! Szukasz drogi? Posłuchaj Chrystusa, który ci najpierw mówi: "Ja jestem drogą". Zanim oznajmił ci dokąd, przedtem zapowiedział, którędy masz iść. "Ja jestem, rzekł, drogą". Drogą dokąd? "I prawdą, i życiem". Najpierw powiedział, którędy masz iść, a potem oznajmił dokąd. "Ja jestem drogą, Ja jestem prawdą, Ja jestem życiem". Może usiłujesz naprawdę chodzić, ale nie możesz, bo cię bolą nogi? Skąd ten ból w nogach? Czy gnane chciwością biegły może po wyboistej drodze? Lecz Słowo Boże uzdrawiało przecież i kulawych! Oto, powiadasz: "nogi mam zdrowe, ale samej drogi nie widzę." On oświecił także ślepych!"Wstań, leniwcze, droga sama do ciebie przyszła i śpiącego obudziła cię ze snu, oby cię rzeczywiście obudziła! Wstań i chodź!" (św. Augustyn).

Ale jakby Słowu było za mało... pobiegnie jeszcze "dalej" aż po krzyż. Bóg biegiem w kierunku spóźnionego człowieka "zmęczy" się na śmierć. Stało się tak z miłosierdzia Bożego, abyśmy mogli ostatecznie odpocząć w Ojcu, mając od Słowa i w Słowie Życie w obfitości.

SŁOWO nie może więc w żadnym wypadku "usiedzieć". "Nasz" Bóg jest jest Bogiem-pielgrzymem, Bogiem wiecznego exodusu, wyprowadzającym nas ze wszystkich domów i ojczyzn, w których chcielibyśmy na stale się usadowić i okopać, a najchętniej także Jego zamknąć w granicach naszych wyobrażeń, pojęć, tradycji  i wyznań (ks. Tomas Halik, Cierpliwość wobec Boga).

Kościół podobnie nie może "usiedzieć", wręcz nie wolno mu ustawać w drodze ze SŁOWEM ŻYCIA. Biegnie do świata, by gromadzić rozproszone dzieci Boże. Taka jest Jego natura. Kościół "nie robi łaski" idąc do świata, bo to jest właśnie jego miłosierną Łaską od Boga. Kościołem staje się wspólnota wiary, nieustannie rodząc się na nowo (por. J 3,1-13), nawracając się ze swojej "zasiedziałości" i mentalności bycia "dla siebie": Kościół tylko wtedy staje się Kościołem, kiedy istnieje dla tych, którzy pozostają poza nim (D. Bonhoeffer). Osiadły tryb życia grozi Kościołowi zgubieniem drogi i celu, a przecież nie mamy tutaj trwałego miasta, ale szukamy tego, które ma przyjść (Hbr 13,14).

Czy czasem także w stosunku do "świata" nie pielęgnujemy  żalu i nosimy urazy, że się "spóźnia" w wierze, że mu nie śpieszno do Kościoła? Może za bardzo naciskamy na to, by świat "przyszedł" do Kościoła, a za mało w nas wierzących odwagi i miłości, by cierpliwie pobiec ze Słowem Życia? "Świat" w swych tęsknotach i pragnieniach być może jest bardziej nieufny i odporny na łatwe, wyświechtane frazesy. "JEZUS CIĘ KOCHA" to sama prawda, ale wykrzyczana światu "w twarz" może brzmieć nie tyle co wyrzut, ale banał - słodkie wyznanie chrześcijan przypominających nastolatków, którzy nie mają odwagi czy wyobraźni by skonfrontować swoją wiarę i miłość do Boga z własną, ukrywaną goryczą życia. Nadzieja nie ma nic z kiczu. A świat, wbrew pozorom, jest bardzo podobny do nas samych. Jako uczniowie Chrystusa niejednokrotnie sami rozgoryczeni odwracamy się wewnętrznie od ofiarowanej "Jerozolimy" i ze smutkiem beznadziei decydujemy się swoje "Emaus"!

Pawłowe wyjście z granic Izraela i zwrócenie się ku "narodom" (poganom) powinno stać się paradygmatem dla całej historii Kościoła. To jest właśnie specyficznie chrześcijańskie! Kościół powinien w podobny sposób stale wychodzić także ze swojej chrześcijańskiej przeszłości, umieć mężnie pozostawiać za sobą liczne rodzaje "dziedzictwa". Patrząc na historię, widzimy coś innego: Kościół wszedł w krótkim czasie w nowy, swój własny partykularyzm, a wyobrażenie "nowego Izraela" nie doprowadziło do odwago bycia "ludem w drodze", odważnie przekraczającym wszelkie granice. Staliśmy się bardziej "drugim Izraelem", kolejną partykularną wspólnota "obok" Izraela, aniżeli "nowym' Izraelem, który nawiązałby do dynamicznego aspektu wiary narodu wybranego, do wyjścia Abrahama ze swojej ojczyzny, z także do Exodusu, wyjścia z Egiptu, ale nade wszystko do Pawłowego wyjścia poza granice Prawa... "ku wszystkim bez różnicy" (Tomas Halik, Cierpliwość wobec Boga).

 


« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

4 komentarze

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5


15.05.2012 15:44 | Czy przetrwamy?
Miłość jest stabilna wiernością. Trwa aż po oddanie życie za przyjaciół (bardziej radykalnie to trzeba ująć: za nieprzyjaciół, bo Chrystus przecież umarł za grzeszników) a jednocześnie jest dynamiczna wyobraźnią i odwagą daru, który rodzi się z Ducha. Pascha to przechodzenie choć paradoksalnie nie ma w niej żadnej przechodniości. To ma przyszłość.... DOSŁOWNIE! ... więcej »

29.04.2012 11:20 | Przekonująca znajomość

Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.

... więcej »

22.04.2012 23:40 | Paschalne nieustające przedefiniowywanie Tradycji

Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).


... więcej »

11.04.2012 22:47 | Profanacja bardziej subtelna

Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.

 

... więcej »

08.04.2012 10:40 | Pragnienie zmartwychwstania
W tę noc, która jak dzień zajaśniała, wyśpiewaliśmy radosne Alleluja. Bez Wielkiego Czwartku i Wielkiego Piątku byłby to śpiew całkowicie zafałszowany a zmartwychwstanie okazałoby się totalnym kiczem, który nie wytrzymałby krytyki naszego ludzkiego dramatu. ... więcej »

1 | 2 | 3 | 4 | 5


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »