Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP

26.04.2009 13:41

Baranek zabity żyjący na wieki

Nie tylko biblijne Objawienie, ale i moja egzystencjalna wrażliwość i oczekiwanie, podpowiadają mi, że myśli o reinkarnacji są próbą ucieczki od dramatyzmu życia, a nie jego realną próbą przełamania. Jako chrześcijanin, nie muszę się bać, że to moje obecne życie jest jeszcze nie wystarczająco prawdziwe. Ono jest podwójnie prawdziwe. Prawdziwe, bo dziś namacalnie przeżywane przeze mnie. Realne są moje gesty, emocje, myśli, spotkania z ludźmi, moja miłość, nie udawana jest radość i ból. Ale jest one jeszcze tym bardziej prawdziwe, bo zachowane na wieczność przez Boga-Człowieka. Przez Zmartwychwstałego Chrystusa, moje życie ukryte jest na wieki w Jego miłości, która nie ustaje. Chrystus w swojej ewangelii nas zapewnia: przyszedłem abyście mieli życie i mięli je w obfitości.


I ujrzałem między tronem z czworgiem Zwierząt a kręgiem Starców Baranka, jakby zabitego. (Ap 5, 6)

Św. Grzegorz z Nyssy  (IV w.) w jednych ze swych kazań na Wniebowstąpienie pisze o zdziwieniu aniołów (ono poetycko wyraża niepojętość tajemnicy Wcielenia), którzy po zmartwychwstaniu oczekiwali powrotu Lwa Judy -  zwycięskiego Króla, a oto pojawia się Baranek zabity: Aniołowie ziemscy stanowią Jego orszak i żądają otwarcia dla Niego bram niebieskich, by na nowo został uwielbiony. Ale nie zostaje On rozpoznany, odziany w uboga szatę naszej natury, a ubranie Jego jest splamione purpurą spod tłoczni ludzkich cierpień.

Nie mniej zdziwieni (zmieszani – Łk 24,38) są sami uczniowie, którzy spotykają Zmartwychwstałego Pana. Ale tak jak aniołowie są zadziwieni cielesnością Syna Bożego, jego zranionym człowieczeństwem, tak i w uczniach budzą się wątpliwości, na widok przebóstwioniego i uwielbionego człowieczeństwa Jezusa. Stąd, Pan pokazuje im swoje rany – ślady i znaki prawdziwej ludzkiej egzystencji. Rany Jezusa są zapisem Jego ludzkiej historii, wraz z jej najbardziej dramatyczną odsłoną, czyli śmiercią.

Chrystus Słowo Odwieczne – Logos, na wieki przyjął ludzką naturę i nigdy z niej nie zrezygnuje. I taką dobrą nowinę przekazuje Pan uczniom, świadcząc o swej nieskończonej solidarności z ludzkim losem, całym dramatyzmem naszej kondycji. Chrystus, ukazując się po zmartwychwstaniu w ciele, które na zawsze nosi ślady ludzkiej egzystencji, chce dodać odwagi uczniom, aby nie bali się swojej własnej historii, swojego zranionego przez grzech, brak miłości, lęk człowieczeństwa.

Uczniowie, za wyjątkiem kobiet i św. Jana, nie byli świadkami Ukrzyżowania, dlatego mają kłopoty z rozpoznaniem Zmartwychwstałego (o relacji kobiet mówią wprost: czcza gadanina). A całość przesłania Bożego zawarta w Odkupieniu, to Krzyż i Zmartwychwstanie, to tajemnica Baranka Zabitego Żyjącego na wieki (Ap). Po zmartwychwstaniu uczniowie muszą więc niejako „odrobić lekcje”, osobiście przeżyć tajemnicę krzyża, stąd apostoł Tomasz mówi: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę.

Zobaczenie ran Chrystusa, to także dla samych uczniów konieczność skonfrontowania się ze swoim ranami, tzn. ze swoją prawdziwą historią. Przypomina mi się film „Magnolia” z 1999 r.– dla mnie jeden z kultowych, m.in. z genialną rolą Julianne Moore. Przewija się w nim takie przesłanie: jeśli my zapomnimy o historii, ona nie zapomni o mnie. Chrześcijanin to ktoś, kto nie walczy ze swoją historią, ale podejmuje trud pojednania się ze swoim własnym życiem. Nie można nieustannie uciekać przed samym sobą, trzeba mieć odwagę uwolnić się od nie realnych marzeń o innej swojej historii tu na ziemi. Chrystus kocha i przyjmuje moje „tu i teraz”, bo innego nie będzie. Tak, to prawda: zaprasza nas do życia „innego”, Bożego i  przebóstwionego, ale ono nie wydarzy się i zrealizuje w opozycji do mojej ziemskiej historii, ale jako jej wypełnienie. Chrystus nie proponuje nam zapomnieć o ranach, które są zapisem trudnej części naszej historii, ale zaprasza do wejścia na drogę uzdrowienia i pojednania.

Zmartwychwstanie Chrystusa przynosi prawdziwy pokój i wolność. Bóg kocha moje życie, moją historię i nie muszę ciągle uciekać. Dla Boga każdy mój gest, każde moje życiowe wydarzenie, każde spotkanie z drugim, każda radość i każda łza ma swoją niepowtarzalną, jedyną wartość, które przemienione i uzdrowione, jak rany Jezusa, będą zachowana na wieczność. Chrześcijanin nosi w sobie nadzieję, która uwalnia od wątpliwości, czy moje życie ma sens, czy jest ono mi samemu i komuś drugiemu, wreszcie Bogu, potrzebne. Bóg w Chrystusie przyjął piękno i grozę ludzkiej egzystencji. Jak Tischner napisał kiedyś: w dramacie dobro i zło nie stoją daleko od siebie, jak w królestwie pojęć, lecz splatają się we wspólnym czasie, we wspólnej przestrzeni, w jednym i tym samym człowieku. Tak splecione stanowią istotną perspektywę dziejów człowieka.

Zbawienie dokonuje się na przecięciu dwóch dróg. Z jednej strony Pascha człowieka, który z odwagą przyjmuje i żyje swoim jedynym życiem. Z drugiej zaś strony droga Boga do człowieka - Pascha Chrystusa, który sam dla nas przyjął nasz ludzki los, potwierdzając jego niepodważalną wartość i który dla nas przeszedł ostatecznie ze śmierci do życia. To dzięki temu wejściu Boga w moją historię, wymagającego mojego przyzwolenia na spotkanie, mam nadzieję wiary, że moje życie ma sensowną przyszłość. Nasze życie zyskuje swoje ostateczne potwierdzenie, gdy w Chrystusie wkracza w nieskończoność. Dając Bogu prawo do siebie zostajemy zaproszeni do bezgranicznie rozwijającego się obdarowania, które nas twórczo przekształca.

Han Urs von Balthasar pisał: Komu dane jest z własnego, skromnego i skończonego życia przejść do życia Boga, temu dech zapiera ogrom otwierających się przestrzeni. Przestrzeni, w które może się rzucić z największą wolnością, a są one samą wolnością, która przywabia, przyjmuje i odwzajemnia naszą miłość. Kto będąc jeszcze na tym świecie mógłby żądać innej podstawy wolności? To niemożliwe! Przygody miłości twórczej i pełnej fantazji wzmagają się nieustannie we wspólnocie świętych w Bogu, tak że nie można wyliczyć. Życie w Bogu będzie absolutnym cudem. Nic nie zmierza do końca, akt obdarowywania rozwija się bezgranicznie… Nasze ubogie umieranie zostanie wchłonięte przez to najżywotniejsze „nadumieranie”, tak że wszystko, co ludzkie – bezpieczeństwo, życie, śmierć – zostaje dalej włączone w życie, które nie zna żadnych granic.

 

 

 


« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

7 komentarzy

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5


29.01.2012 15:28 | Nauka z mocą... spojrzenia

Miłość posiada twarz, a odsłania się całkowicie w Chrystusie. Spojrzenie Jezusa to "jakaś nowa nauka z mocą" (Mk 1, 27b) - spojrzenie tak mocne miłością, że lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło - mówi aklamacja przed dzisiejszą ewangelią. Najwznioślejsza nawet i najbardziej uzasadniona nauka Kościoła pozostaje wyłącznie moralizującą połajanką a orędzie dobrej nowiny  jedynie tanim pocieszaniem jeśli im nie towarzyszy żywe doświadczenie mocy spojrzenia Chrystusa. Ono dociera to najbardziej dramatycznego mroku niewiary człowieka, której same radykalne poglądy ludzi Kościoła nie są w stanie przełamać.

 

... więcej »

06.01.2012 14:20 | Tryptyk Znaków na Świętą Epifanię
Trzy Znaki ofiarowane by zrozumieć i wyznać Chwałę Narodzonego Mesjasza: gwiazda nad Betlejem, wody Jordanu, wino w Kanie. Trzy dary jako odpowiedź, o wiele cenniejsze niż złoto, kadziło i mirra: wiara, nadzieja, miłość. Dokonuje się "trzykrotna", tzn. nieskończona wymiana darów, albowiem Ten, który zechciał się narodzić dla nas, nie chce być dla nas nieznany (św. Piotr Chryzolog, Kazanie na Uroczystość Objawienia Pańskiego).  ... więcej »

24.12.2011 16:56 | Nieobecność nam obca

"NIEOBECNOŚĆ NAM OBCA" - śpiewała zmarła tydzień temu Cesaria Evora. I gdy dalsze słowa piosenki mówią:

"Ale bez lęku
Podróżuje tylko w myślach
Jestem wolny
Tylko w moich snach
W najgłębszych marzeniach
Chronisz mnie
Kochasz, tylko tam..."

my chrześcijanie wierzymy, że "nieobecność nam obca" w realnym życiu, skoro Mesjasz Pan, to Emmanuel - Bóg jest już z nami na zawsze!

... więcej »

11.12.2011 22:28 | SŁOWO nie może "usiedzieć"!
Słowo Przedwieczne TRWA w Jedności z Ojcem, ale jak wskazuje sama Jego natura, nie można Go zatrzymać. Wypowiadane przez Ojca w milczeniu (św. Ireneusz) SŁOWO nie może "usiedzieć" i mknie stwarzać świat i zbawić człowieka. Kościół podobnie nie może "usiedzieć", wręcz nie wolno mu ustawać w drodze ze SŁOWEM ŻYCIA. Biegnie do świata, by gromadzić rozproszone dzieci Boże. Taka jest Jego natura. ... więcej »

04.12.2011 18:18 | Wydobądź dźwięk, usłysz Słowo

Ewangelia nazwała Jana Chrzciciela, idąc za proroctwem Izajasza, głosem wołającym na pustyni. Święty Augustyn tłumaczy, że jest to głos przerywający milczenie - dźwięk niosący Słowo.

... więcej »

1 | 2 | 3 | 4 | 5


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Ofiarowanie »
08.02.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Matka Boża z Kibeho »
07.02.2012

„Abandon”
Małgorzata Wałejko

Może tylko pragnienie »
05.02.2012


 
Zmarł o. Melchior Łopiński OP
W szpitalu w Otwocku zmarł dzisiaj o. Melchior Łop... »
 
ACTA
Jakoś tak zazwyczaj jest, że kiedy wszyscy idą w j... »
 
komentarzy: 10
ocena:
Na chłopski rozum rzecz biorąc
Mniej martwiłbym się o wierzących i niepraktykując... »
 
komentarzy: 11