Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Powołanie się wydarza
Liturgia ostatniego tygodnia ukazuje nam wybór Macieja na apostoła. Intrygująca historia wyrosła na zgliszczach powołania Judasza. Jedno z pierwszych wyzwań młodego Kościoła, a jednak, jakby nie patrzeć, wolny wybór Boga i człowieka.
Zewnętrzne powody, dla których apostołowie musieli stanąć przed nowym wyborem były dość tragiczne, bo poprzednik - Judasz zawiódł. Tak, właśnie tak możemy powiedzieć z naszego ludzkiego punktu widzenia: zawiódł. Ale Bóg patrzy inaczej: widzi dramat biednego, skonfliktowanego wewnętrznie człowieka. Judasz nie udźwignął powołania, bo nie zrozumiał do końca misji Jezusa i nie skonfrontował się ze swoimi motywami i oczekiwaniami. Oparł się na sobie. Powołanie nie stało się spotkaniem i darem. Zamknęło się na poziomie ideologicznej misji, w przyjęciu jedynie religijno-społecznej roli. A przecież jedynie w "współukochaniu " ma miejsce (chrześcijańska) znajomość Boga (Balthasar, Wiarygodna jest tylko miłość).
Najtragiczniejsze jednak było to, że nie udźwignął samego życia. Świadomy swego grzechu: zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną, zwątpił w dobroć i wierność w Boga, a ostatecznie także w całe swoje życie i targnął się na nie. Słowa Jezusa: lepiej dla niego gdyby się nie narodził, wcale nie wskazują na zawód Boga i rozgoryczenie Judaszem. Jezus całym sobą przeżywa dramat Judasza. I z całą pewnością nie miało tu miejsca instrumentalne potraktowanie ludzkiej zdrady, do zrealizowania Bożego planu. Inaczej, musielibyśmy przyjąć przerażający obraz Boga. Zwątpić może człowiek, może się zmęczyć drugim, zawieść, zniechęcić, znudzić, rozczarować. Ale w Bogu wszystkie wybory są na tak a dary i wezwanie w Nim są nieodwołalne, i nic nie może nas odłączyć od miłości Chrystusa. (por. Rz)
Przedstawienie bez próby.
Ciało bez przymiarki.
Głowa bez namysłu.
Nie znam roli, którą gram.
Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
O czym jest sztuka,
zgadywać muszę wprost na scenie.
Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia,
narzucone mi tępo akcji znoszę z trudem.
Improwizuję, choć brzydzę się improwizacją.
Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy.
Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem.
Moje instynkty to amatorszczyzna.
Trema, tłumacząc mnie, tym bardziej upokarza.
Okoliczności łagodzące odczuwam jako okrutne.
Nie do cofnięcia słowa i odruchy,
nie doliczone gwiazdy,
charakter jak płaszcz w biegu dopinany -
oto żałosne skutki tej nagłości.
Gdyby choć jedną środę przećwiczyć zawczasu,
albo choć jeden czwartek jeszcze raz powtórzyć!
A tu już piątek nadchodzi z nieznanym mi scenariuszem.
Czy to w porządku - pytam
(z chrypką w głosie
bo nawet mi nie dano odchrząknąć za kulisami).
Złudna jest myśl, że to tylko pobieżny egzamin
składany w prowizorycznym pomieszczeniu. Nie.
Stoję wśród dekoracji i widzę, jak są solidne.
Uderza mnie precyzja wszelkich rekwizytów.
Aparatura obrotowa działa od długiej już chwili.
Pozapalane zostały najdalsze nawet mgławice,
Och, nie mam wątpliwości, że to premiera
I cokolwiek uczynię,
zamieni się zawsze w to, co uczyniłam.
Wybór Macieja na apostoła jest splotem dwóch wolności: Boga i człowieka, otwartych na wzajemne obdarowanie. To wolność wypływająca z bycia obdarowanym i obdarowującym.
Ale wezwanie Pana Jezusa nie jest tylko imperatywem moralnym. Nie zawsze będzie nas stać na siłowe rozwiązania, ale zawsze jest czas na wiarę, na schronienie się w Jego miłości. Wytrwać w Panu, to znaczy ukryć się w wierności Boga. W Nim można zawsze złożyć bagaż tego, co przytłacza, boli, po ludzku nie wychodzi. Pan Jezus nie moralizuje mówiąc o wierności. On wyznaje miłość: nazwałem was przyjaciółmi i prosi, abyśmy Jego wierne wyznanie było naszym miastem schronienia, gdy jesteśmy po „przejściach”, lub w trakcie.
« powrót
3 komentarze
-
2009-06-12
Monika 2
Ocena:



Za późno ....
A co wtedy gdy powołanie wydarza się w chwili gdy już nie ma szansy na jego zrealizowanie?... » -
2009-05-19
asisi59
Ocena:



"miasto schronienia"
Jakże wyciszam się gdy czytam taki tekst. Analizując słowo po słowie, znajduję spokój,... » -
2009-05-17
Monika
Ocena:



daje do myślenia ten tekst! bardzo lubię słowa "Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem" - bo...
daje do myślenia ten tekst! bardzo lubię słowa "Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem" -... »
Miłość posiada twarz, a odsłania się całkowicie w Chrystusie. Spojrzenie Jezusa to "jakaś nowa nauka z mocą" (Mk 1, 27b) - spojrzenie tak mocne miłością, że lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło - mówi aklamacja przed dzisiejszą ewangelią. Najwznioślejsza nawet i najbardziej uzasadniona nauka Kościoła pozostaje wyłącznie moralizującą połajanką a orędzie dobrej nowiny jedynie tanim pocieszaniem jeśli im nie towarzyszy żywe doświadczenie mocy spojrzenia Chrystusa. Ono dociera to najbardziej dramatycznego mroku niewiary człowieka, której same radykalne poglądy ludzi Kościoła nie są w stanie przełamać.
... więcej »
"NIEOBECNOŚĆ NAM OBCA" - śpiewała zmarła tydzień temu Cesaria Evora. I gdy dalsze słowa piosenki mówią:
"Ale bez lęku
Podróżuje tylko w myślach
Jestem wolny
Tylko w moich snach
W najgłębszych marzeniach
Chronisz mnie
Kochasz, tylko tam..."
my chrześcijanie wierzymy, że "nieobecność nam obca" w realnym życiu, skoro Mesjasz Pan, to Emmanuel - Bóg jest już z nami na zawsze!
Ewangelia nazwała Jana Chrzciciela, idąc za proroctwem Izajasza, głosem wołającym na pustyni. Święty Augustyn tłumaczy, że jest to głos przerywający milczenie - dźwięk niosący Słowo.
















