Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP 2009

15.05.2009 10:05

Powołanie się wydarza

Liturgia ostatniego tygodnia ukazuje nam wybór Macieja na apostoła. Intrygująca historia wyrosła na zgliszczach powołania Judasza. Jedno z pierwszych wyzwań młodego Kościoła, a jednak, jakby nie patrzeć, wolny wybór Boga i człowieka.


Zewnętrzne powody, dla których apostołowie musieli stanąć przed nowym wyborem były dość tragiczne, bo poprzednik - Judasz zawiódł. Tak, właśnie tak możemy powiedzieć z naszego ludzkiego punktu widzenia: zawiódł. Ale Bóg patrzy inaczej: widzi dramat biednego, skonfliktowanego wewnętrznie człowieka. Judasz nie udźwignął powołania, bo nie zrozumiał do końca misji Jezusa i nie skonfrontował się ze swoimi motywami i oczekiwaniami. Oparł się na sobie. Powołanie nie stało się spotkaniem i darem. Zamknęło się na poziomie ideologicznej misji, w przyjęciu jedynie religijno-społecznej roli. A przecież jedynie w "współukochaniu " ma miejsce (chrześcijańska) znajomość Boga (Balthasar, Wiarygodna jest tylko miłość).

Najtragiczniejsze jednak było to, że nie udźwignął samego życia. Świadomy swego grzechu: zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną, zwątpił w dobroć i wierność w Boga, a ostatecznie także w całe swoje życie i targnął się na nie. Słowa Jezusa: lepiej dla niego gdyby się nie narodził, wcale nie wskazują na zawód Boga i rozgoryczenie Judaszem. Jezus całym sobą przeżywa dramat Judasza. I z całą pewnością nie miało tu miejsca instrumentalne potraktowanie ludzkiej zdrady, do zrealizowania Bożego planu. Inaczej, musielibyśmy przyjąć przerażający obraz Boga. Zwątpić może człowiek, może się zmęczyć drugim, zawieść, zniechęcić, znudzić, rozczarować. Ale w Bogu wszystkie wybory są na tak a dary i wezwanie w Nim są nieodwołalne, i nic nie może nas odłączyć od miłości Chrystusa. (por. Rz)

Los padł na Macieja. Można by powiedzieć: w przeciwieństwie do Judasza, „uśmiechnął się szczęśliwy los”! Niekiedy mówimy: taki los człowieka. W tego rodzaju stwierdzeniu tkwi pesymistyczne przeświadczenie o nieuchronności ludzkiego losu. Człowiek skazany jest przez los na odegranie jakiejś życiowej roli. Przypomina mi się wiersz Wisławy Szymborskiej Życie na poczekaniu:

Życie na poczekaniu.
Przedstawienie bez próby.
Ciało bez przymiarki.
Głowa bez namysłu.

Nie znam roli, którą gram.
Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.

O czym jest sztuka,
zgadywać muszę wprost na scenie.

Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia,
narzucone mi tępo akcji znoszę z trudem.
Improwizuję, choć brzydzę się improwizacją.
Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy.
Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem.
Moje instynkty to amatorszczyzna.
Trema, tłumacząc mnie, tym bardziej upokarza.
Okoliczności łagodzące odczuwam jako okrutne.

Nie do cofnięcia słowa i odruchy,
nie doliczone gwiazdy,
charakter jak płaszcz w biegu dopinany -
oto żałosne skutki tej nagłości.

Gdyby choć jedną środę przećwiczyć zawczasu,
albo choć jeden czwartek jeszcze raz powtórzyć!
A tu już piątek nadchodzi z nieznanym mi scenariuszem.
Czy to w porządku - pytam
(z chrypką w głosie
bo nawet mi nie dano odchrząknąć za kulisami).

Złudna jest myśl, że to tylko pobieżny egzamin
składany w prowizorycznym pomieszczeniu. Nie.
Stoję wśród dekoracji i widzę, jak są solidne.
Uderza mnie precyzja wszelkich rekwizytów.
Aparatura obrotowa działa od długiej już chwili.
Pozapalane zostały najdalsze nawet mgławice,
Och, nie mam wątpliwości, że to premiera
I cokolwiek uczynię,
zamieni się zawsze w to, co uczyniłam.

To nie jest do końca myślenie chrześcijańskie, choć patrząc jedynie po ludzku, czasami dość pesymistycznie, takie wnioski mogą się nasuwać. Znam tę pokusę. Ale jak ktoś podzielił się ze mną: nikt nie osiągnął nigdy nic wspaniałego, oprócz tych, którzy ośmielili się wierzyć, że jest w ich wnętrzu coś, co przewyższa okoliczności (B. Bruce). To, co przewyższa okoliczności, często nie zbyt optymistyczne i nie zbyt nam przychylne, to wolność wynikająca z bycia kochanym przez Tego, który jest wierną wiecznością. Wolność dziecka Bożego: ona wyzwala z fatalizmu „okoliczności”. Timothy Radcliffe OP pisał: Jeśli odważę się podjąć tę podróż w celu poznania siebie, wówczas odkryję jak jestem mały, nieporadny i ograniczony, lecz poznam również, że cały jestem kochany i ceniony… Albowiem w sercu naszego istnienia jest Bóg, którego miłość podtrzymuje nas w istnieniu. To jest miejsce modlitwy kontemplacyjnej, gdzie spotyka się Boga, który znajduje upodobanie w obdarzaniu miłością i w przebaczaniu, i którego dobroć możemy smakować… (list św. Katarzyna patronką Europy).

To, że los padł na Macieja nie był dziełem przypadku, ani fatum, ani układu gwiazd. Nie było też kaprysem Boga, bo niewyobrażalną moc Ojca widzieć przede wszystkim należy w potędze poświęcenia siebie, to znaczy w Jego miłości, a nie w jakiejś dowolnej możności uczynienia tego lub owego (Balthasar, Credo).

Wybór Macieja na apostoła jest splotem dwóch wolności: Boga i człowieka, otwartych na wzajemne obdarowanie. To wolność wypływająca z bycia obdarowanym i obdarowującym.

Z jednej strony widzimy wolność ucznia Macieja, który towarzyszył apostołom przez cały czas, kiedy Pan Jezus przebywał z nami (Dz 1). Wybór na apostoła, jest konsekwencją Jego daru z siebie, wędrowania we wspólnocie uczniów z Jezusem i bycie świadkiem Jego Ukrzyżowania i Zmartwychwstania.

Ale to, ze Maciej szedł z Jezusem, nie byłoby możliwe, gdyby nie przyciągająca miłość Boga. Jezus sam Go przyciągnął do siebie: nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem. Człowiek może iść z Bogiem tylko dlatego, że jest to Miłość przyciągająca od założenia świata, i na wieki. Maciej był gorliwym Żydem i wyznawał wiarę w Boga bliskiego: na twoich wargach, w twoim sercu… W Jezusie rozpoznał tę niewyobrażalną bliskość Wcielonego Boga.

Nasze życie, powołanie, to kim jestem i jaki będę w przyszłości, kształtujemy w spotkaniu z drugim człowiekiem ale i z Bogiem, w dialogu, które musi zaowocować obdarowaniem. Bóg nie wkłada nas w jakąś wcześniej przygotowaną formę, ale stwarza jedynie przestrzeń rozwoju - miłość: to jest przykazanie moje, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak ja was umiłowałem. Jeśli na nią się otwieramy – wówczas wchodzimy na drogę odkrywania najszerszych horyzontów swojego życia i swej tożsamości. Jak modliła się Raisa Maritain: obym nie okazała się bezkształtna przed Twoim Obliczem. Powołanie staje się, a raczej wydarza w spotkaniu, które zakłada ufność i wsparcie. Bóg nie jest typem jakiegoś zaborczego rodzica, który pod przykrywką rzekomej, ale chorej miłości i odpowiedzialności, chce wybierać i przeżyć życie dziecka niejako w jego imieniu. Bóg dał nam królewską godność stwórczego kształtowania swojego miejsca w życiu. Bez zastępowania nas i wyręczania w wyborach (dzieło odkupienia nie zastępuje, ale dopełnia dzieło stworzenia), daje nam za to obietnicę wiernego nam towarzyszenia, nawet wówczas, gdy nam się nie udaje: gdy wstąpię do nieba, tam jesteś; jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę (Ps. 139, 8) Jak pisał Anioł Ślązak: ja wiem, beze mnie Bóg ni chwili żyć nie może. Gdy sczeznę ja, Ty także oddasz ducha Boże.

Jeśli powołanie się wydarza, to znaczy, że nie może być statyczne. Wymaga ponawiania daru: przyjmowania i ofiarowywania. Dlatego Pan Jezus prosi: wytrwajcie w miłości mojej. Zakłada to pracę i nieustanne konfrontowanie się ze sobą, swoimi oczekiwaniami, motywacjami, uczuciami. Odpowiedź na Jego miłość i wierność powołaniu kosztuje bolesne nawracanie się z niewierności, rezygnacji, smutku, bierności, wypalenia, goryczy. Przyjdą bowiem dni zwątpienia, wypalenia, zmęczenia i rozgoryczenia. W powołaniu nie da się uniknąć trudnych pytań, chwil rozpaczy i pokusy ucieczki.

Ale wezwanie Pana Jezusa nie jest tylko imperatywem moralnym. Nie zawsze będzie nas stać na siłowe rozwiązania, ale zawsze jest czas na wiarę, na schronienie się w Jego miłości. Wytrwać w Panu, to znaczy ukryć się w wierności Boga. W Nim można zawsze złożyć bagaż tego, co przytłacza, boli, po ludzku nie wychodzi. Pan Jezus nie moralizuje mówiąc o wierności. On wyznaje miłość: nazwałem was przyjaciółmi i prosi, abyśmy Jego wierne wyznanie było naszym miastem schronienia, gdy jesteśmy po „przejściach”, lub w trakcie.

 

 


« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

3 komentarze

 

Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »