Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP 2009

25.05.2009 17:42

samodzielni ale nie pozostawieni

Wniebowstąpienie i Zesłanie Ducha Świętego zaprasza nas do dojrzewania. Aby wydorośleć w wierze i usamodzielnić się, Chrystus usuwa się w niejako w cień. Jednocześnie pozostaje w darze Ducha, który jest samą Miłością, abyśmy wydorośleli i usamodzielnili się sensownie, zdolni dać coś z siebie.

Pan odchodzi, ale nie pozostawia pustki, jak to było po Jego śmierci. Jest to ten rodzaj odchodzenia, który pozwala innym okrzepnąć, stanąć na własnych nogach, nabrać wiary w siebie. Uczniowie pozostają sami – osobni, ale nie osamotnieni. W samotności muszą zmierzyć się ze sobą i rozstrzygnąć kwestię, kim naprawdę są, bo tylko ten, kto znajduje w sobie niezgłębione centrum, jest wolny… pisał luterański teolog Paul Tillich. Dobrze przeżyć swoją samotność - osobność, to początek budowania zdrowych, dojrzałych relacji i wzięcia odpowiedzialności za życie swoje i innych. Anna Kamieńska pisała:

Samotność nie jest tak zła jak się wydaje…
Samotność jest dobra żebyśmy mogli czasem
być sami tylko z miłością…
Samotność jest dobra żeby nikomu nie ciążyć w drodze
nie wieszać się na szyi jak order złoty z imienia
żeby widzieć człowieka nie tam gdzie właśnie stoi
ale gdzie jest naprawdę
gdy nie rzuca cienia

Jezus wstępując do Ojca zostawia swoich uczniów, aby dojrzeli – usamodzielnili się również w wierze. Odtąd Jego obecność będzie bardzo dyskretna, aby uczniowie poznawali Pana już nie według ciała, ale według Ducha. Wcześniej uczniowie „widzieli, słyszeli, dotykali” Jezusa w Jego ziemskiej egzystencji, teraz mają uczyć się Jego obecności według Ducha.

Z jednej strony Chrystus obiecuje, że w Duchu Świętym, doświadczą wyraźnie Jego mocy i miłości: owoców Jego Ukrzyżowania i Zmartwychwstania. Jednocześnie doświadczenie Ducha będzie wymagało od nich stanięcia sam na sam przed Obliczem Niewidzialnego, którego szuka się w ciemności wiary. Karl Ranher pisał, że musimy być tak odważnymi ludźmi modlitwy, byśmy mogli się rzucić w tajemnicę ciszy, która jest Bogiem, bez oczekiwania innej widocznej odpowiedzi jak tylko wzrostu siły, aby dalej wierzyć, mieć nadzieję, kochać.

Jezus zapowiadał, że konieczne jest Jego odejście, aby mógł zstąpić Duch Święty. Uczniowie muszą przejść przez swoiste bierzmowanie, aby wziąć odpowiedzialność za Kościół. Dojrzali rodzice odchodzą na bok, aby dzieci mogły wydorośleć, nauczyć się brać życie w swoje ręce i wziąć za nie odpowiedzialność. Bóg nie jest zaborczy wobec człowieka i kocha nas mądrze – tak abyśmy mieli pewność, że my pierwsi jesteśmy odpowiedzialni za kształt w swego człowieczeństwa. Powinni o tym pamiętać spowiednicy, kierownicy duchowi, wychowawcy…

Na początku wiara jest bardziej namacalna i skupia się jedynie na zewnętrznych praktykach religijnych i na ich emocjonalnym przeżywaniu. Przychodzi jednak czas na wiarę, w której Bóg ukrywa się, abyśmy w wolności, to jest z potrzeby serca Go szukali, odnajdowali i wybierali. Odkąd Matka Teresa z Kalkuty zdecydowała się na dojrzały krok w wierze i miłości, odważywszy się pracować wśród biedoty, Oblicze Chrystusa stało się dla niej ukryte: od roku 49 lub 50 to straszliwe poczucie pustki – ta niewypowiedziana ciemność – ta samotność – ta nieustanna tęsknota za Bogiem - która przyprawia mnie o ten ból w głębi serca. Ciemność jest taka, że naprawdę nic nie widzę – ani umysłem, ani rozumem. Miejsce Boga w moim sercu jest puste. Nie ma we mnie Boga. Kiedy ból tęsknoty jest tak wielki - po prostu tęsknię za Bogiem i wtedy jest tak, że czuję – On mnie nie chce – nie ma Go tu… Bóg mnie nie chce. Czasem słyszę po prostu, jak moje serce krzyczy – „Mój Boże”, i nic więcej się nie dzieje. To tortury i cierpienia, których nie potrafię wytłumaczyć.

Wstępujący Jezus odchodzi i prosi uczniów: wy zaś pozostaniecie w mieście. Mają pozostać sami w mieście, w którym wcześniej byli z Panem: On w nim głosił, umarł i zmartwychwstał – teraz sami mają przejść tę drogę.

Jezus odchodzi jednak mądrze, tzn. daje obietnicę bliskości: jestem z wami aż do skończenia świata. Nigdy nie przestanie czuwać nad uczniami: będziecie uzbrojeni mocą z wysoka. Tak jak miłość rodziców owocuje w dzieciach i towarzyszy im przez całe życie, choć w niczym nie zastępuje, tak miłość Pana, w której mają uczniowie trwać, nigdy nie pozostawi ich samym sobie. Otrzymają Ducha Świętego, który darem kochającego, czuwającego Ojca, który ma mieszkań wiele. Jego obecność jest gwarantem trwałej tożsamości dziecka Bożego. Ono natomiast daje trwałe poczucie bezpieczeństwa, bo wiem kim jestem.

Chrystus wstępuje do Ojca jako Bóg, ale i jako człowiek. Dzięki temu, jesteśmy przyjęci naszym człowieczeństwem, z całą naszą historią. Jezus w ewangelii św. Jana mówi, że Syn zawsze przebywa w domu. Namaszczeni Duchem Pana, sami zostajemy obdarowani Domem. W domu Ojca jesteśmy u siebie, a Paraklet – Pocieszyciel i Obrońca mówi do naszych serc: nie jesteśmy już obcymi i przychodniami. Wniebowstąpienie otwiera drogę do odpowiedzi Ojca na arcykapłańską modlitwę Syna: Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją. Odkupienie to nie tylko odpuszczenie grzechów, ale też odbudowanie zaufania i przyjęcie do pełnej wspólnoty z Bogiem, by zostać napełnionymi całą Pełnią Bożą. Darowanie długów może być litością, która nie usuwa dystansu. Bóg okazuje zaś miłosierdzie, dając nam prawo do siebie, do swej chwały. Wniebowstąpienie przynosi odpowiedź na pytanie które nurtuje każdego z nas: Tak jak inni chciałem wiedzieć co stanie się ze mną po śmierci czy dostanę nowe mieszkanie i czy życie ma sens. (Z. Herbert, Życiorys)

Jednocześnie, obdarowani najgłębszą i najtrwalszą tożsamością dzieci Bożych (jak mówili ojcowie Kościoła: Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się bogiem), nie tracimy nic ze swej indywidualności i osobności.

Pozostajemy sobą, ale jeśli nie chcemy siebie stracić, musimy pamiętać o kierunku, który naszemu człowieczeństwu wyznacza Wniebowstąpienie, a przypomina o tym Eucharystia: w górę serca! Niebo to miłość – spotkanie z drugim.

Wiele lat temu kardynał Ratzinger we Wprowadzeniu w chrześcijaństwo pisał: wniebowstąpienie wskazuje na drugi kraniec ludzkiej egzystencji, rozciągającej się w górę i w dół poza siebie. Jako przeciwny biegun całkowitego osamotnienia, nietykalności przez wzgardzoną miłość, wnosi ta egzystencja możliwość styczności ze wszystkim innymi ludźmi w styczności z miłością Boską… Otchłań, którą nazywamy piekłem, może człowiek tylko sam sobie otworzyć… istota otchłani polega właśnie na tym, że człowiek nie chce przyjmować, nie chce nic otrzymywać, tylko wyłącznie na sobie się opierać, sam sobie wystarczać. Jeśli ta postawa dojdzie do ostatecznych granic, człowiek staje się nieczuły, samotny, nieprzystępny. Piekłem jest chcieć-być-tylko-sobą… Na odwrót, istotą tego, co w górze, a co nazwaliśmy niebem, jest to, że można je tylko otrzymać, tak jak piekło tylko samemu można sobie dać… Niebo jako spełnienie miłości, zawsze może być człowiekowi tylko darowane.

Matka Teresa na kilkadziesiąt lat „straciła z oczu” Oblicze Boga, ale nigdy nie traciła z widoku człowieka. Nie raz pytamy się, w sytuacjach granicznych o to, gdzie „był” Bóg, ale czy pierwszym sensownie postawionym nie jest pytanie o to, gdzie „był” człowiek w wielu takich sytuacjach?

Jeśli niebo przyjmuje człowieczeństwo Chrystusa, to i my musimy pozwolić dojrzewać człowiekowi, który jest w nas. Chrystus wraca do Ojca mocą Ożywczego Ducha, dlatego my sami potrzebujemy Daru Miłującego Ducha:

Wlej w nasze serca ogień Twojej miłości, Ty sam stań się dla nas porywającym nurtem, gdyż nasz strumyk nie doniesie nas do Ciebie. Bądź deszczem w naszej suszy, bądź rzeką przez nasz krajobraz, żeby on w Tobie znalazł swe centrum i źródło swego wzrostu i żyzności. A gdy Twoja woda wyda w nas kwiaty i owoce, wówczas nie chcemy ich uważać za własne inicjatywy i osiągnięcia, gdyż one pochodzą od Ciebie. Chcemy je już teraz zdeponować u Ciebie pośród niewidzialnych dóbr, którymi będziesz dysponował według Twego upodobania. Są to owoce naszej roli, ale wydane przez Ciebie i możesz ich użyć dla siebie lub dla nas, lub zachować dla kogoś innego, kto nic nie ma. (Hans Urs von Balthasar, Modlitwa o Ducha)

« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

8 komentarzy

  • 2009-06-02
    fanka

    samotność
    Ten kto jest niepoukładany jest samotny!!!!!!! »
  • 2009-05-31
    Anna-Maria

    Ocena:
    Piękny tekst ,dziękuję.Pozdrawiam.
    Pocieszające jest w tym całym naszym dojrzewaniu do prawdziwej miłości,w torturach samotności i... »
  • 2009-05-27
    Adam

    Ocena:
    Dobre
    Jak w tytule. Pozdrawiam »
 

Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »