Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Najtrudniejsza procesja
W ramach programu Dzień dobry w TVN, w dzień Bożego Ciała, wraz z dwoma moimi braćmi przez przeszło dwie godziny odbierałem telefony od ludzi, którzy dzwonili na specjalnie uruchomioną w studio infolinię. Często były to osoby, którym jakoś „nie po drodze” do Kościoła. Cieszyłem się, że ci ludzie dzwonią… myślałem sobie, że może niektórzy tak szybko się nie pojawią w kościele, a tym bardziej w konfesjonale, więc jest to jakaś szansa na minimalny choćby kontakt i rozmowę. Niestety często słyszałem głos goryczy i żalu z powodu potraktowania przez ludzi Kościoła przy różnych okazjach, najczęściej związanych z udzielaniem sakramentów. Przewijający się żal dotyczył nie tyle „twardego” nauczania Kościoła, co braku elementarnego szacunku, buty, chamstwa i niewrażliwości na ludzkie, skomplikowane historie.
Wspólnota wierzących ma być ikoną Boga, który sam nieustannie wyrusza w kierunku człowieka. Jak pisała szwajcarska lekarka i mistyczka Adrienne von Speyr, pod wpływem której tworzył m.in. Han Urs von Balthasar: aby człowiek mógł dojść do prawdziwej relacji z Bogiem, Trójca ukazała mu sposób: w poruszeniu miłości Ducha Świętego, w której Ojciec i Syn wychodzą z siebie samych i spotykają się ostatecznie w miłości. Bóg wychodzi z siebie samego i podąża na krańce mojej egzystencji. Pragnie zagościć we wszystkich zakamarkach mojego serca, wyobraźni, myśli, pragnień, decyzji. Dociera także do tych przestrzeni we mnie, których sam się boję, wstydzę, ukrywam, aby nie być odrzuconym: Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną (Ap 3,20). Eucharystia jest pamiątką najbardziej intensywnej wędrówki Boga w kierunku człowieka: jej kresem jest ofiara Chrystusa z samego siebie. Słowo stało się ciałem i rozbiło namiot pośród nas (J 1,14)… otworzyło się na świat… z ukrytej izdebki, którą pierwotnie było, zmieniło się w ulicę Pana, po której zstępują w dół karawany łaski, a długie pochody płaczących i żebraków ciągną w górę, gdzie panuje ruch i zgiełk jak na ogromnych placach targowych, i gdzie wszyscy, którzy tu przychodzą, dostają swój paszport i swój list uwierzytelniający…wszystko, co znękane i utrudzone, zostaje zanurzone w zbawczą kąpiel miłosierdzia; zmęczenie i zwątpienie zostają spłukane w Sercu, w którym się to odbywa. Serce żyje służąc. Nie pragnie oddać chwały sobie…nie mówi o swojej miłości, swą służbę czyni tak niezauważalnie (Balthasar, Serce).
W uroczystość Bożego Ciała wyruszamy na ulicę z Najświętszym Sakramentem. Piękna to tradycja i warto w niej uczestniczyć. Ale bądźmy realistami: ile w niej także próżnego, niepotrzebnego manifestowania. Że jesteśmy silni, zwarci… katolicy na maxa? Eucharystia to nie manifestacja. Miłość nigdy się nie manifestuje. A historyczne początki organizowania procesji takie właśnie były, aby zamanifestować naszą katolickość przeciwko protestantom powątpiewającym w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, a potem także, zwłaszcza na naszych terenach, prawosławnym, których ortodoksja też wydawała się wątpliwa, skoro nie tak jak my czczą i adorują Najświętsze Postacie.
Uroczystość Bożego Ciała to tajemnica intensywnej przez miłość Obecności Boga, który daje Siebie bez cienia nachalności. Świadczą o tym same proste w swym wyrazie znaki Obecności: chleb, wino, słowo. Eucharystia to doświadczenie wspólnotowe, a jednak bardzo osobiste. Wymaga odwagi osobistego zaufania Bogu, który w tajemnicy przyjęcia ludzkiego ciała, z jego słabością i ostatecznie ze śmiertelnymi ranami, odsłonił się przed człowiekiem. W ten sposób wyraził swoje pragnienie i zaproszenie do podobnego otwarcia z mojej strony, aby sam nie bał się spotkać i odsłonić. W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezusa obmywa nogi apostołom. Ile trzeba było ze strony apostołów odwagi by przyjąć ten gest. Znamy z opisu ewangelii opór Piotra. W starożytności sługa (pewnie zaufany) obmywał stopy swemu Panu. Obmywanie stóp wydaje się dość intymną czynnością. Odsłania się brud, zmęczenie, może zranienie… Jezus pragnie dotknąć, obmyć i pocałować to, co w człowieku najbardziej intymne, a jednocześnie często także trudne. Jeden za naszych ojców podzielił się swoją intuicją, że gdy kłania się do ziemi na Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, wyobraża sobie, że sama Trójca pochyla się na nim, by obmyć jego życie. Tym jest właśnie Eucharystia - tajemnica służby.
Mam obawę, że akcentując przesadnie znaczenie ulicznej procesji z Najświętszymi Postaciami Ciała Chrystusa, łatwo można zagubić czy przeoczyć najgłębszy sens uroczystości Bożego Ciała. Ulica grozi powierzchownością spotkania (jak przelotne i wirtualne spotkania ze znajomymi: „hej, co słychać?”, „jak leci?”, „to na razie!”). A Eucharystia to trud budowania komunii. Jest odwrotnością tego, co w relacjach powierzchowne i kiczowate.
Boże Ciało to najbardziej katolicka uroczystość. Ale nieustannie musimy wracać do najgłębszego znaczenia tego, co oznacza Katolicki, czyli powszechny. Sprawowanie Eucharystii, Jej przyjęcie i życie Nią ma oznaczać moją otwartość na trudną wędrówkę w stronę drugiego człowieka i uczenia się obejmowania wszystkich. Eucharystia to nie tylko znak konfesyjnej jedności, ale przede wszystkim duchowa prowokacja do nawrócenia się do drugiego człowieka. Ona zaprasza nas do przebaczenia, miłosierdzia i służby, które nie znają granic. Słowa Pana Jezusa: to czyńcie na moją pamiątkę, nie oznaczają jedynie wezwania do sprawowania eucharystycznej Liturgii, ale zobowiązują nas do upodobnienia się do celebrowanej Tajemnicy. Jan Paweł II nazywał siebie leturgios koinonia – sługą komunii. Zabiegając o jedność w Kościele prosił, aby się za niego modlić, by mógł utwierdzać braci, gdy najpierw się nawróci (por. Łk 22,32, w: Encyklika Ut unum sint) Czyż ta prośba papieża nie stanowiła odważnego i intymnego odsłonięcia, które w innych może budzić nadzieję i odwagę na spotkanie, otwarcie i odsłonięcie?
Obawiam się, że takiego myślenia i takiego podejścia w Kościele, zwłaszcza polskim, ciągle brakuje. Jest w nim za dużo manifestowania siły i racji, a za mało gotowości na spotkanie i życzliwe wysłuchanie. Kościół wychodzi w Boże Ciało na ulicę, ale czy naprawdę chce się spotkać ze współczesnym człowiekiem? Kościół ma obowiązek nie tyle manifestować zbawienia, co je przybliżać. Jest tylko jedna uprawniona siła Kościoła, która otwiera na ukryty w nim dar Boga dla wszystkich - zbawienie: moc przekonująca miłości (św. Paweł).
« powrót
9 komentarzy
-
2009-06-19
Mati
Historia a propos dzwoniących do TVN
Moja kumpelka w placówce służby zdrowia poznała pewnego wysoko postawionego zakonnika, z którym... » -
2009-06-18
Vera
prawdziwy katholikós
Ojcze, dziękuję.Czytając inne, różne opinie na temat udziału w procesji, można wysnuć proste... » -
2009-06-15
Reg
Znak konfesyjnej jedności?!
Piękne słowa: "znak konfesyjnej jedności"... Tylko że to tylko słowa. Proszę popatrzyć na moment... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.

















