Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Jakże odejść i nie podziękować
Jest 20 czerwca Anno Domini 2009. Dzień jak każdy inny… a jednak zapamiętam go jako ostatni. Ostatni dzień roku akademickiego 2008/09 w naszym Kolegium Filozoficzno-Teologicznym na Służewie i w ogóle ostatni dzień obecności braci studentów w Warszawie. Ostatni dzień mojego bycia magistrem braci studentów i w ogóle mój ostatni, po 11 latach, dzień w formacji. Byłem w grupie pierwszych braci studentów, którzy zawitali na Służew w 1993 roku i jestem w grupie braci – naocznych świadków zamknięcia tego studentackiego epizodu Służewa nad dolinką. Ale bądźmy dalecy, jak zauważył ojciec prowincjał, od atmosfery stypy, bo przecież pragniemy aby rzeczy ostatnie stały się nam rzeczami pierwszymi (Anna Kamieńska, Rzeczy ostatnie).
Raczej jest to dzień, w którym chcę dziękować. Bo jakże odejść i nie podziękować. Nade wszystko podziękować braciom, których spotkałem w formacji, będąc submagistrem na Służewie, powołaniowym i magistrem nowicjatu w Poznaniu, i wreszcie magistrem braci studentów na Służewie. Nie zdajecie sobie sprawy ile Wam zawdzięczam, ile się od Was nauczyłem, ile zyskałem… Bez Was nie byłbym tym kimś, kim jestem dzisiaj. Uczyły mnie przez te lata: Wasza autentyczność i młodość, Wasza pasja i wyobraźnia, Wasza wiara i modlitwa, Wasze talenty i pomysły, Wasza ciekawość i niecierpliwość, wreszcie Wasze pytania i niepewność, smutki i radości, lęki i nadzieje. Jeśli mogę określić jednym słowem to, co Wam zawdzięczam, to napiszę - wiem, zabrzmi strasznie patetycznie – naukę człowieczeństwa. Uczyłem się przy Was człowieka. Jak pisał Fiodor Dostojewski: człowiek jest tajemnicą i trzeba ją rozwiązać, i jeżeli będziesz ją rozwiązywać całe życie, to nie mów, że straciłeś czas; ja zajmuje się tą tajemnicą, chcę być bowiem człowiekiem. Jestem pewien, że nie straciłem przy Was ani czasu, ani życia. Uczyłem się wreszcie, bardzo powoli i opornie tego, że im coś prostsze, tym piękniejsze. W ostatnim roku dokonałem odkrycia, w wymiarze osobistym na miarę kopernikowskiego. Nie wiele znaczą te wszystkie ważne słowa w kolejnych wygłoszonych konferencjach, za to jak radosne może być wysprzątanie łazienki. Dobre miejsce na zyskanie do siebie dystansu – polecam wszystkim ojcom. Wiem, wiem... nasi świeccy przyjaciele się śmieją pod nosem, bo dla nich to takie oczywiste. Tym bardziej cieszę się z tego, że tak wzruszające jest odkrywanie rzeczy oczywistych!
Dziękuję Wam Bracia, za Waszą lekcję braterstwa. Wiem, nie zbyt pilnym byłem uczniem – tak mało zawsze miałem dla Was czasu, by z Wami zwyczajnie być, wysłuchać, pośmiać się, poradzić. Dziś…
Bezradnością jednakowo
Wszystkich obejmuję
To też sposób miłości
Nie móc wypowiedzieć
Powtarzać nie wiem nie wiem
Nie wiem co lepiej
Milczeć jak niemowa
Anna Kamieńska, Bezradność
jedyna nadzieja jest alfabet życia
i ten list wielki
piszemy go sobą
dojdzie do Twoich gwiezdnych rąk
(…)
aż Palec Uzdrowiciel
rozwiąże język zawiązany
i zadyszani wbiegniemy nareszcie
powiedzieć wszystko wszystko
skrzywdzone
zamilczane
Bardzo mądre i wierne kocisko. Wielu braci go dobrze zna ze Służewa, choć nikt nigdy go nie widział. Wydaję mi się jednak, ale to może tylko złudzenie, że spotkałem go podczas mojego pobytu u braci w Irlandii, w ruinach opactwa w Mellifont Abbey. Ale jeśli to złudzenie, to nie tylko ja jemu uległem. Na ślad naszego kota trafiłem u Thomasa Stearnsa Eliota, w wierszu Niktoś: Kot – Zagadka
Za nic ma rządy Prawa ten król przestępczego światka.
Dochodzeniowy głową w mur biją, w tym jednym zgodni,
Że otóż „nie zastali go (kota) na miejscu zbrodni”.
Drwi sobie z wszystkich ludzkich praw, w tym także
[z prawa ciążenia!
Jak fakir lewituje (choć mężowie to czcigodni),
Nigdy więc „nie widzimy go (kota) na miejscu zbrodni”.
Szukasz go tam, gdzie ciepło-ciepło, szukasz i tam, gdzie
[chłodniej,
A jego nigdy, powtarzam wam, „nie ma na miejscu zbrodni”!
…
Chociaż w znaczone karty gra, jak mówią, nasz pan kotek,
Nie ma odcisków jego łap w żadnej z policyjnych kartotek.
Gdy więc w spiżarce wędlin brak, w szkatule – biżuterii,
Pod drzwiami mleka, szyba wybita w oranżerii,
Pikuś sąsiadów trupem padł: o, wtedy najniezawodniej-
Rzecz dziwna! – „nie ma go (kota) na miejscu zbrodni”.
…
Bo Nikłoś, Nikłoś, któż jak on, co nie wychodzi z cienia,
Tyle obłudy w sobie ma i tyle ugrzecznienia!
Zawsze alibi ma (lub dwa), świadkowie zaś przygodni
Potwierdzą, że „nie było go (kota) na miejscu zbrodni”.
Mówi się też, że wszystkie z psot na świecie znane koty
(By wspomnieć Manko Szwaba i podobne mu istoty)
To szpiedzy, to agenci, to łajdacy nieodrodni,
Rządzi zaś nimi Wielki Kot, ten Napoleon Zbrodni!
Kończy się studentat na Służewie, kończy się historia tajemniczego kota…
« powrót
19 komentarzy
-
2009-06-26
teresa
Ocena:



A ja tak zwyczajnie chcę powiedziec Ojcu Bog zapłac za wszystko .Mój syn juz tez wyjezdza ze Słuzewi...
A ja tak zwyczajnie chcę powiedziec Ojcu Bog zapłac za wszystko .Mój syn juz tez wyjezdza ze... » -
2009-06-25
A:)
............
Nie ważne gdzie sie jest, karierę mozna robić wszędzie:) a tych których spotykamy cieszmy się że... » -
2009-06-25
o.Maciej
dziękuję
Wszystkim za wszystkie tu ciepłe słowa dziękuję, wiele dla mnie teraz znaczą i są jakimś dobrym... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.
















