Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP

04.07.2009 22:05

Jezus, religia, człowiek

Od wielu dni powraca ciągle do mnie fragment z Ewangelii św. Mateusza, z piątku 12 tygodnia zwykłego: Gdy Jezus zszedł z góry, postępowały za Nim wielkie tłumy. A oto zbliżył się trędowaty, upadł przed Nim i prosił Go: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Jezus wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: „Chcę, bądź oczyszczony”. I natychmiast został oczyszczony z trądu. A Jezus rzekł do niego: „Uważaj, nie mów nikomu, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich” (Mt 8,1-4).

Ten wpis dedukuję osobom, które mają kłopot z wyrażaniem swojej wiary w jakiejkolwiek zinstytucjonalizowanej formie.
Simone
dlaczego zatrzymałaś się na progu
nie Żydówka i nie chrześcijanka
dlaczego syciłaś głód garstką jagód
ty która byłaś samym głodem
Wspinam się na brzeg twego brulionu
twoje zeszyty jak sny aniołów
Przychodzę zadyszana od pytań
A ty jesteś samym spokojem jak linia prosta
pamiętasz Grecy uczyli że
najlepiej jest myśleć bez słów
Może dlatego trzeba stać w sieni
nie wynosić się nad innych
i czekać pokornie
aż sam Jezus namaści przed śmiercią
Czasem modlę się do ciebie wołając
Simone
A ty jesteś mądra
i od razu wiesz o co chodzi
Anna Kamieńska, Krótka rozmowa z Silone Weil

Jaki jest stosunek Jezusa do religii? Nakaz pokazania się kapłanowi i złożenia ofiary, jednoznacznie mówią o szacunku Jezusa do judaizmu. Jezus to, dla nas chrześcijan, Bóg Jedyny, na którym umiłowany Lud zbudował całą swoją tożsamość. Sam nie potrzebował religii, ale stając się prawdziwym człowiekiem, podporządkował się „miejscom i czasom” Izraela, jego historii, językowi, kulturze, w tym i religii. Jezus był praktykującym Żydem: obrzezany ósmego dnia (Łk 2,21), w 31 dniu po urodzeniu poddany obrzędowi wykupu syna - pidion haben (Łk 2,22-24), jako dwunastoletni przeszedł obrzęd Bar Micwa (Łk 2,41-50)i wówczas po raz pierwszy odczytał z pergaminowych zwojów paraszę – fragment ksiąg prorockich … swoje nauczanie rozpoczął w synagodze (Łk,14-30), przestrzegał wszystkich świąt żydowskich  (Mk 14,12; Mt 21,8-9; J 7,2).

Jezus jest wypełnieniem każdej próby poszukiwania religijnego. Swoją zbawczą misją przywraca właściwy wymiar religii. Uczy ufności w Bogu i szacunku dla człowieka, bo nie człowiek jest dla szabatu (religii), ale szabat (religia) jest dla człowieka. Religia przeminie, bo przemija postać tego świata.Zostanie tylko Bóg i człowiek. I o tym musi pamiętać każda religia, także Kościół w swej widzialnej strukturze.

Przywołany przeze mnie fragment ewangelii pokazuje bezradność religii w niektórych momentach wobec pewnych sytuacji egzystencjalnych człowieka. Trędowaci byli praktycznie wyłączeni ze społeczności. Odosobnienie początkowo miało uzasadnienie czysto praktyczne, aby nie zarazić zdrowych (Kpł 13,45-46). Z czasem dorobiono „religijną” ideologię o nieczystych duchowo i pozbawionych błogosławieństwa Bożego. Nie było dla nich miejsca w społeczeństwie. Nie wolno było im zbliżać się do zdrowych, a podobny zakaz dotyczył zdrowych, aby nie zaciągnąć nieczystości.

Jezus przekracza nieprzekraczalne dla człowieka granice - otwarty na jakichkolwiek „zamkniętych”. Niszczy granice, które tworzy grzech, cierpienie, obojętność, lęk… Przekracza te religijne konwenanse, które nie odzwierciedlają obrazu kochającego Boga. Meliton z Sardes w II w. pisał w homilii paschalnej: w Ablu został zabity, w Izaaku związano mu nogi, w Jakubie przebywał na obczyźnie, w Józefie sprzedany, w Mojżeszu porzucony… to mowa o Jezusie. On sam poznał doświadczenie odrzucenia i wyobcowania: przyszedłem do swoich, a moi mnie nie przyjęli (J).

Nie możemy też nie zauważyć, że to z powodów religijnych (jak łatwo swoje motywy osobiste i polityczne, pomylić z misją religii – także dziś!) i przez ludzi religijnych (pobożny nie zawsze bywa wierzący!) Jezus został odrzucony. I spróbujmy nie patrzyć na to wydarzenie tylko z ostatecznego, zbawczego punktu widzenia. Nie usprawiedliwiajmy człowieka, tłumacząc to Bożym zamysłem. Bo ulegając takiej interpretacji, zbyt łatwo „sakralizujemy” element ludzki i usprawiedliwiamy w religii, co złe z powodu człowieka.

Jezus, wyrzucony poza nawias religii, w oczach ludzi religijnych znalazł się jakoby poza Bogiem (Pwt 21,23: Bo wiszący jest przeklęty przez Boga). Skoro teologia Starego Testamentu, starsi i uczeni w Prawie oraz faryzeusze, potwierdzają odrzucenie Jezusa, jak inaczej może spojrzeć prosty lud? Z powodu ludzkiego odrzucenia, także na poziomie emocjonalnym i psychologicznym Jezus miał poczucie, że Bóg o Nim zapomniał: Boże mój Boże czemuś mnie opuścił.

Jest taka teologiczna zasada zgodnie, z którą Kościół związany jest sakramentami, ale nie Chrystus – Źródło wszelkich sakramentów (Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych i pomimo niewiary Tomasza – por. J 20,24029). Może dotrzeć do każdego i działać w każdym egzystencjalnym położeniu człowieka: skoro Bóg rozjaśnił ziemię porankiem zmartwychwstania, nie ma już więcej skreślonych z listy, nie ma marginesu, kloaki odrzutów rodzaju ludzkiego, getta i zon specjalnego nadzoru (Michał Zioło OCSO). Czyż inaczej nie mówiła Matka Teresa: być niechcianym to najgorsza choroba. Wszyscy ludzie są tacy sami, wszyscy pragną miłości.

To podejście też obowiązuje każdą religię, przede wszystkim Kościół – miejsce najszczególniejszego uobecnienia Chrystusa. Kościół nie zawsze może dotrzeć za pomocą sakramentów, ale zawsze jest zobowiązany do empatii, w którą został wyposażony każdy człowiek – chrześcijanie także. Do tego ma jeszcze siłę ewangelii, która jest w stanie rozbić każdy mur niechęci i wrogości. Sakramenty to spotkanie w Komunii. Ale można do Komunii przygotowywać się w każdy nam dostępny sposób. Jak mogę pragnąć być z kimś w Komunii sakramentalnej, jeśli nie ma we mnie nawet próby szukania spotkania i zrozumienia na płaszczyźnie ludzkiej? Nie wierzę, że ktoś szczerze może pragnąć czyjegoś zbawienia w wieczności i wie o czym mówi, jeśli nigdy nic nie zrobił, by kogoś uratować z jakiejś opresji, tu i teraz!

Czy my nie zamykamy ludzi w gettach naszych schematów, niechęci, obojętności i czy czasem religia nie służy nam jako okazja do ideologizowania naszych lęków przed innymi? Dlaczego tak często się zdarza, że osoba z obiektywnych powodów odchodząca od konfesjonału bez rozgrzeszenia, nie mogła choćby liczyć na odrobinę szacunku i cierpliwe wyjaśnienie, że miłość Boża jest wierna i sięga poza widzialne działanie Kościoła? Dlaczego tak wielu ludzi czuje się odepchniętych przez kościół, a jego wierni nie potrafią użyć języka, w którym obecne są szacunek, cierpliwość, chęć zrozumienia? Czy z powodu czyjejś nie przystosowalności, nie dopasowania, nie zmuszamy innych do funkcjonowania w gettach zamkniętych środowisk, które stanowią namiastkę akceptacji? Jeśli ktoś nie czuje się akceptowany przez społeczeństwo i Kościół, naturalnie szuka sobie środowiska przychylnego. Między trędowatymi też funkcjonowały jakieś relacje społeczne: współczucie i wsparcie.

Jest oczywiście jeszcze jeden aspekt wyobcowania. Istnieje ryzyko, że gdy jestem odepchnięty, niezrozumiały, sam mogę zamknąć się w więzieniu nie akceptacji siebie i obrażenia się na społeczeństwo, w tym także na Kościół. Jezus każe trędowatemu pokazać się kapłanowi. Musi on zdobyć się na odwagę powrotu do ludzi i poruszania się wśród nich. Jest wezwany do wdzięczności (ma złożyć ofiarę w świątyni). To, że wracam do społeczeństwa fizycznie, nie znaczy, że mentalnie otwieram się na nie. Dopiero przekroczenie swojego lęku i zranionego zaufania do ludzi, sprawia, że doświadczam pełnego uzdrowienia. O wiele bardziej bolesne są więzienia wewnętrzne, które nas zamykają na innych. Często przybiera to formę zgorzknienia. Rozżalenie może się staćjest bardzo realnym wyboremi wielu je wybiera jako sposób funkcjonowania, a jest ono jedną z najbardziej niszczących sił w naszym życiu.  Bardzo polecam nowy, wzruszający i mądry film Gran Torino, który pokazuje, że zawsze można się jednak otworzyć.

To wychodzenie z wyobcowania wewnętrznego może dotyczyć także mojego nastawienia do religii i Kościoła. Jezus nie związał uzdrowionego jedynie ze sobą, ale odesłał do religijnej społeczności. Trudne i ryzykowne zadanie! Dlaczego­­­­­?

Bo jeśli nawrócony na Pana Jezusa, rzeczywiście chce przekroczyć swoje wyobcowanie i żal, by odnaleźć się w Kościele, to czy może liczyć, że i Kościół w tym, co dla religii zmienne, bo ludzkie, potrafi się zwracać do współczesnego świata i wychodzić ze swego rodzaju wyobcowania? Czy społeczność ludzi wierzących nie przypomina czasem środowiska, które ma coś z mentalności getta, sekty, grupy politycznej…? Czy nie zbyt często właśnie ludzie religijni są bardzo często rozgoryczeni życiem, światem? W jakiś sposób to zrozumiałe, bo zbyt głębokie są nasze pragnienia, by zostały zaspokojone przez ograniczone możliwości „tego łez padołu”. Ale gdyby św. Paweł (człowiek wymagający i dość zasadniczy) zamknął się w takiej pogardliwej i rozgoryczonej postawie wobec „zepsutego” świata (bardzo stare, powiedziałbym „z tradycjami” i wygodne pojęcie, które niezawodnie służy ludziom bardzo pobożnym za wymówkę) daleko trzymałby się od Rzymu i Aten… kosztem Ewangelii!

Jak odnaleźć się człowiekowi, który przychodzi z tzw. społeczeństwa nowoczesnego, w którym ceni się nie zawoalowany język komunikacji międzyludzkiej, a w Kościele rządzi język dyplomacji (mimo zachęty: niech wasza mowa będzie „tak tak, nie nie”): co innego wiedzą swoje o trudnych sprawach hierarchowie, a co innego się mówi (zdawkowo i nie ufnie) wiernym.

Jak poruszać się w Kościele człowiekowi, który w społeczeństwie dojrzał do odpowiedzialności za państwo i potrafi korzystać z demokracji, a w realiach kościelnych spotyka się jeszcze często z sakralizowaniem władzy feudalnej, bo tak jest po prostu wygodniej, bezpieczniej (mimo nauki Pana: wszyscy w wy wszyscy braćmi jesteście)?

I jak przykre jest, gdy hierarcha, który skrzywdził, otrzymuje od papieża dziękczynny list za pobożność i zaangażowanie w Kościele, a maluczcy z powodu tego samego „zaangażowania” nie otrzymali nawet pomocy psychologicznej, a po wyrzuceniu z seminarium żadnej pomocy finansowej, a wręcz, co wiem o jednej osobie, została skazana na „niebyt” nie tylko w seminarium, ale przez „przykład z góry” także w swojej parafii i rodzinie. Na szczęście przyjęły je bogobojne, hm… ludzkie, siostry zakonne. Minęło 45 lat od Soboru Watykańskiego, a ludzi słabych, świeckich bez wpływów w strukturach kościelnych nadal mało się szanuje, nie mówiąc o zaufaniu.

Jak młodemu człowiekowi, który przychodzi z kultury, w której panuje prostota i funkcjonalizm, znaleźć się w kościelnych klimatach, gdzie panują dziwne gusta (w języku, muzyce, strojach, w ogóle w sztuce) czyli kicz i historyzująca tandeta. Do tego w kuriach, pałacach biskupich, seminariach, na parafiach, w komunikowaniu się ze społeczeństwem, w dyskusjach publicznych, bardzo nagminnie chłopska mentalność miesza się z pseudo manierami, rodem z dworu Ludwiga XIV. Nie mam nic przeciwko temu, że komuś „wychodzi słoma z butów”, przecież na słomie, sianku leżał Pan Jezus, ale On urodzony w prostocie i biedzie „nie miał parcia” na salony! A szacunek obowiązuje wszystkich!

Tak, to tylko ludzkie uwarunkowania Kościoła. Ten, kto ufa Bogu będzie trwał w nim pomimo swego niezrozumienia i nie przystosowania do jego widzialnej struktury. Ale czy „uduchawiając” tak sprawę, nie ignorujmy tajemnicy Stworzenia i Wcielenia? Skoro Jezus przyjął we Wcieleniu „miejsca i czasy” człowieka, jego język i kulturę oraz religię w jej ludzkich uwarunkowaniach, równocześnie ukazując jej właściwy charakter nastawiony na ratowanie człowieka, to tym bardziej chrześcijanie muszą podejmować nieustanny wysiłek, by pokazać, że wspólnota wierzących, którą według Ducha gromadzi Chrystus, ale gromadzi „tu i teraz”. Czy współczesny człowiek, autentycznie szukający Chrystusa, ma szansę odnaleźć i zadomowić się w widzialnej postaci Kościoła, jak np. św. Justyn w II wieku, który zakochany w ewangelii, jednocześnie nie musiał odżegnywać się od całej kultury antycznej i od filozofii? To właśnie dzięki takim ludziom, Kościół nie stał się sektą!

Prawda, która jest tylko przekazywana, nie będąc przemyśliwaną ciągle na nowo aż do korzeni, zatraca swą życiową moc. Naczynie, które je zawiera – np. język, świat obrazów i pojęć – zamienia się w proch, rdzewieje, ulega rozproszeniu. Stare pozostaje młodym tylko wtedy, kiedy jest odniesione z najbardziej młodzieńczą siłą do jeszcze starszego, do wiecznie trwałego, do teraźniejszego objawienia Boga… Odnoszenie się ze czcią do tradycji wcale nie zwalnia z obowiązku rozpoczynania wszystkiego od nowa, tzn. nie od Augustyna bądź Tomasza, czy Newmana, ale od Chrystusa… Małe grupki tych, którzy w porozumieniu między sobą nadal pielęgnują domniemaną tradycję, stają się coraz bardziej ezoteryczne, obce światu i coraz bardziej niezrozumiałe, nawet nie racząc przyjąć do wiadomości swego wyobcowania. Wówczas przychodzi nagle czas nawałnicy, która łamie uschniętą gałąź, ale ów upadek nie będzie wielki, ponieważ padający konar już od dawna był niczym. (H. Urs von Balthasar)

« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

37 komentarzy

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5


15.05.2012 15:44 | Czy przetrwamy?
Miłość jest stabilna wiernością. Trwa aż po oddanie życie za przyjaciół (bardziej radykalnie to trzeba ująć: za nieprzyjaciół, bo Chrystus przecież umarł za grzeszników) a jednocześnie jest dynamiczna wyobraźnią i odwagą daru, który rodzi się z Ducha. Pascha to przechodzenie choć paradoksalnie nie ma w niej żadnej przechodniości. To ma przyszłość.... DOSŁOWNIE! ... więcej »

29.04.2012 11:20 | Przekonująca znajomość

Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.

... więcej »

22.04.2012 23:40 | Paschalne nieustające przedefiniowywanie Tradycji

Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).


... więcej »

11.04.2012 22:47 | Profanacja bardziej subtelna

Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.

 

... więcej »

08.04.2012 10:40 | Pragnienie zmartwychwstania
W tę noc, która jak dzień zajaśniała, wyśpiewaliśmy radosne Alleluja. Bez Wielkiego Czwartku i Wielkiego Piątku byłby to śpiew całkowicie zafałszowany a zmartwychwstanie okazałoby się totalnym kiczem, który nie wytrzymałby krytyki naszego ludzkiego dramatu. ... więcej »

1 | 2 | 3 | 4 | 5


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena: