Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
najwięksi Królestwa
Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać (Mk 9,32).
Ponownie z ust Jezusa słyszymy zapowiedź Jego męki i zmartwychwstania. Nie zrozumiał jej Piotr, nie rozumieli pozostali uczniowie. Czy z nami nie jest podobnie?
W niezrozumieniu słów Mistrza nie widzę złej woli uczniów. Bali się pytać, bo rozmowa odsłoniłaby ich ignorancję, ale także ambicje. Nie podzielenie się z Jezusem swoimi wątpliwości, miało jednak swoje konsekwencje w przyszłości, zwłaszcza w przypadku Judasza. W formie ucieczki przed trudną konfrontacją ze swoim wnętrzem: pytaniami i uczuciami, zajęli się ambicjonalną walką między sobą. To jest częsty scenariusz w naszym życiu. Nie rozumiem i nie rozmawiam, więc uciekam w wojnę z samym sobą, z innymi, z Bogiem. Wpadam w niekończącą się spiralę porównywania.
I nawet apostolstwo może być pewnego rodzaju walką (w dobrej sprawie – ze względu na dobro innych) z sobą - nie poznanym i niezrozumianym wcześniej przez siebie. Jest w nas dużo nienazwanych i niewypowiedzianych ambicji i pragnień, które kamuflują nasz brak pewności siebie i akceptacji. Nie przypadkowo ojcowie pustyni, zwracali mocno uwagę na potrzebę konfrontacji ze sobą: poznać siebie, znaczy więcej niż wskrzeszać umarłych. Możemy wiele robić dla innych, jeśli jednak nie nauczymy się wsłuchiwać w siebie i odsłaniać myśli i uczucia przez Chrystusem (co nie jest dotknięte przez Pana Jezusa, nie jest zbawione), sami pozostaniemy dalecy od zbawienia a bliscy katastrofy. Nie można wskrzeszać umarłych, jeśli ucieka się przed swoim życiem – ci, do których pójdziemy z pociechą Królestwa, wyczują szybko w nas lęk i śmierć.
Dziecko nie boi się pytać i nie przybiera maski, która przykryje jego bezbronność i nieporadność. Przed oczami mam św. Jana Chrzciciela. Gdy był w więzieniu, posłał swoich uczniów do Chrystusa z prośbą, by potwierdził swoją misję i synostwo Boże: czy Ty jesteś Tym, który miał przyjść? Ten twardy, heroicznie jednoznaczny asceta, prowadzący innych, sam w chwili przerażenia śmiercią, odsłania się jako uczeń i dziecko, które w swej niepewności szuka umocnienia. Jezus kiedyś powiedział o Janie, że nie ma większego na ziemi wśród narodzonych z niewiast, ale i że najmniejszy w Królestwie Niebieskim jest większy niego. Jan więc sam stał się jednym z najmniejszych. Stał się dzieckiem Królestwa.
Musimy zatem rozpoznać potrzebę oswojenia się z samym sobą po to, by wyjść ku innym, nie tylko z maską spolegliwości, ale z prawdziwym zaangażowaniem i autentyczną miłością…Jest zawsze do pewnego stopnia maską… ucieczka od siebie samego jest - jak wskazuje szwajcarski filozof Max Picard - "ucieczką od Boga". Podobnie jak my, którzy mamy swoje zewnętrzne maski scalane w naszych słowach i czynach nie w pełni reprezentujących to, co w nas jest, tak samo niewierzący postępują z Bogiem, który stworzony jest ze słów, uczuć, budujących sloganów i w większym stopniu staje się On produktem religijnej i społecznej rutyny niż Bogiem wiary. Taki Bóg może stać się protezą prawdy o niewidzialnym Bogu wiary i chociaż ten uspokajający obraz może nam się wydawać realny, to jednak w istocie jest on rodzajem bożka. Głównym jego zadaniem jest chronienie nas przed głębokim spotkaniem z naszym prawdziwym wewnętrznym "ja" oraz z prawdziwym Bogiem… Wiele z naszego wewnętrznego, pełnego dobrej woli, religijnego dialogu jest w istocie zasłoną dymną i pozorem. Jest po prostu samopotwierdzeniem się, a w ostatecznym rozrachunku jest czymś niewiele lepszym od samousprawiedliwiania się. Zamiast rzeczywiście spotykać się z Bogiem w wierze, w której nasza wewnętrzna istota stoi przed Nim obnażona, odgrywamy wewnętrzny rytuał, który nie ma żadnego innego celu, niż odpychanie niepokoju… (Thomas Merton, Twórcza cisza)
Stać się dzieckiem Królestwa, to odkryć, że u Boga jesteś wypragniony, niepowtarzalny, najważnieszy. I już możesz być wolny, bo masz pewność, że nie jesteś stworzony przez innych ludzi, lecz przez Boga i że nie jesteś sądzony przez porównania z innymi. Być dzieckiem Tego, który był, nim przyszedłeś na świat, który kochał cię, nim ty mogłeś kochać, i który dał ci twoje własne "ja", nim możliwe było wszelkie porównanie (H. Nouwen, Genese).
« powrót
6 komentarzy
-
2009-09-25
Iwona
Spotkanie
Myślę, że w rozwoju ducha osoby ważne jest SPOTKANIE z Jezusem w ciszy swego serca. Chodzi bowiem... » -
2009-09-25
o.Maciej Biskup
Re: Re: małe dopowiedzenie
zgadzam się zupełnie; nie możemy się uchronić przed nadchodzącą śmiercią, ale potrzebujemy... » -
2009-09-25
Beata
Ocena:



Sens trudności
Przepraszam, ja znów tak trochę z doskoku i nie na bieżąco. Ciągle wyjeżdżam, przyjeżdżam i tak... »
Miłość posiada twarz, a odsłania się całkowicie w Chrystusie. Spojrzenie Jezusa to "jakaś nowa nauka z mocą" (Mk 1, 27b) - spojrzenie tak mocne miłością, że lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło - mówi aklamacja przed dzisiejszą ewangelią. Najwznioślejsza nawet i najbardziej uzasadniona nauka Kościoła pozostaje wyłącznie moralizującą połajanką a orędzie dobrej nowiny jedynie tanim pocieszaniem jeśli im nie towarzyszy żywe doświadczenie mocy spojrzenia Chrystusa. Ono dociera to najbardziej dramatycznego mroku niewiary człowieka, której same radykalne poglądy ludzi Kościoła nie są w stanie przełamać.
... więcej »
"NIEOBECNOŚĆ NAM OBCA" - śpiewała zmarła tydzień temu Cesaria Evora. I gdy dalsze słowa piosenki mówią:
"Ale bez lęku
Podróżuje tylko w myślach
Jestem wolny
Tylko w moich snach
W najgłębszych marzeniach
Chronisz mnie
Kochasz, tylko tam..."
my chrześcijanie wierzymy, że "nieobecność nam obca" w realnym życiu, skoro Mesjasz Pan, to Emmanuel - Bóg jest już z nami na zawsze!
Ewangelia nazwała Jana Chrzciciela, idąc za proroctwem Izajasza, głosem wołającym na pustyni. Święty Augustyn tłumaczy, że jest to głos przerywający milczenie - dźwięk niosący Słowo.
















