Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Światło najsłabszych
Takie właśnie książki, sztuki teatralne, filmy… pochłaniam. Może to kwestia mojej konstrukcji psychicznej… lubowanie się w tym, co dramatyczne? Ale doskonale zdaję sobie przecież sprawę, że formowanie siebie nie może się odnosić jedynie do uwrażliwiających przeżyć. Wzruszać się do łez i dalej pozostać w bezpiecznej pozycji obserwatora, bez zaangażowania woli. Może to grozić nam dominikanom… mi samemu z pewnością – za często przeintelektualizowanym i zdystansowanym a perfekcyjnym (w naszym mniemaniu) w komentowaniu otaczającej nas rzeczywistości, tego „łez padołu”.
Timothy Radcliffe OP w jednym ze swoich listów do braci, pisał: potrzebujemy formacji we współczuciu, wychowaniu serca i umysłu, które rozbije nasze kamienne serca, naszą zarozumiałość, arogancję i chęć oceniania innych. I przywołuje postać jednego ze swoich współbraci, swojego poprzednika jako prowincjała angielskiej prowincji, Anthonego Rossa. Zasłynął jako kaznodzieja, historyk, reformator więziennictwa, a nawet zapaśnik! Pewnego razu, wkrótce po tym jak został wybrany na prowincjała, dostał wylewu i w efekcie prawie stracił mowę. Musiał zrezygnować z tej funkcji i od początku uczyć się mówić. Tylko kilka słów, które był w stanie wypowiadać, miały większą moc, niż wszystko, co mówił dotychczas. Ludzie przychodzili do niego do spowiedzi, aby usłyszeć jego proste słowa pocieszenia… Jak gdyby to cierpienie i to milczenie ukształtowały kaznodzieję, który dawał nam słowa życia jak nigdy przedtem… Jego ostatnie słów do mnie brzmiało: „Odwagi” – wspomina Radcliffe, wybrany wówczas na generała zakonu.
Dlaczego właściwe to piszę? Już się ironicznie podśmiechuje mój wewnętrzny alter ego, że znowu mnie wzięło na pisanie westchnieniowych andronów.
W zasadzie chciałem się podzielić z wami moim ostatnim doświadczeniem. Od sierpnia przeniosłem się do Łodzi i wspomagam teraz Dominikański Ośrodek Kaznodziejski.
W ostatnim tygodniu głosiłem misje parafialne w Starej Wsi, położonej między Oświęcimiem a Bielskiem-Biała. To stara średniowieczna wieś, osiedlona w XIII wieku, najprawdopodobniej przez osadników z Fryzji i Flandrii (sąsiednie Wilamowice zachowały swoją odrębność kulturową i językową aż do 1945 roku!). Ze Starej Wsi pochodzi też ksiądz arcybiskup Kazimierz Nycz.
Otóż, przeszło dwieście lat temu dominikanie wygłosili tam misje, założyli bractwo różańcowe, a piękny drewniany kościół z 1522 roku przyjął drugi tytuł Matki Bożej Różańcowej.
Stąd, z okazji tej rocznicy i tamtych wydarzeń, misje w Starej Wsi powierzone zostały znowu dominikanom. I stąd moje przeżycia. Z jednej strony nic nadzwyczajnego. A jednak? Ośmiodniowe głoszenie Słowa, spotkania, modlitwa z mieszkańcami tej malowniczej wsi, wzmocniły we mnie mojego ducha. Powiem tak: na kaznodzieję parafia wylała swojego Ducha. Wierzę, że nastąpiła wymiana darów. Bardzo się o to modliłem przed wyjazdem. Dzieląc się Światłem Słowa (misje przebiegły na medytacji nad Tajemnicami Światła różańca), sam otrzymałem Słowo, które poruszyło moje serce. Zwłaszcza wówczas, gdy odwiedzałem chorych, udzielając sakramentów Pojednania, Eucharystii i Namaszczenia oraz podczas spotkań z dziećmi szkoły podstawowej i w trakcie błogosławieństwa najmłodszych maluchów.
W pierwszy dzień misji czytana była ewangelia, w której Jezus stanowczo nauczał: „pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”.I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.
I tak się stało. Ci najmniejsi parafii: chorzy, starzy i dzieci, przemieniali moje serce. Wzruszająca była dla mnie chwila, gdy w trakcie odwiedzin, jedna z chorych i starszych pań wyściskała i wycałowała mnie obficie. Co tu dużo mówić, w ogóle spotkałem się w czasie misji z ogromną życzliwością i otwartością wszystkich parafian, młodych i starszych.
Choć fizycznie zmęczony rytmem misji, zyskałem jednak od najsłabszych pokój w sercu, jakiego dawno już we mnie było. I radość, której już dość długo tak intensywnie nie przeżywałem. Pojechałem głosić ja, a się okazało, że to mi właśnie coś bardzo ważnego zostało wygłoszone. Jedno słowo: Odwagi! A wygłosili mi je mieszkańcy Starej Wsi, szczególnie ci najmniejsi i najsłabsi!
Oby Światło otrzymane w Starej Wsi mocno i długo trwało w moim sercu… na dłużej niż tylko wrażenia po książkach, które nas ranią i przeszywają.
« powrót
Miłość posiada twarz, a odsłania się całkowicie w Chrystusie. Spojrzenie Jezusa to "jakaś nowa nauka z mocą" (Mk 1, 27b) - spojrzenie tak mocne miłością, że lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło - mówi aklamacja przed dzisiejszą ewangelią. Najwznioślejsza nawet i najbardziej uzasadniona nauka Kościoła pozostaje wyłącznie moralizującą połajanką a orędzie dobrej nowiny jedynie tanim pocieszaniem jeśli im nie towarzyszy żywe doświadczenie mocy spojrzenia Chrystusa. Ono dociera to najbardziej dramatycznego mroku niewiary człowieka, której same radykalne poglądy ludzi Kościoła nie są w stanie przełamać.
... więcej »
"NIEOBECNOŚĆ NAM OBCA" - śpiewała zmarła tydzień temu Cesaria Evora. I gdy dalsze słowa piosenki mówią:
"Ale bez lęku
Podróżuje tylko w myślach
Jestem wolny
Tylko w moich snach
W najgłębszych marzeniach
Chronisz mnie
Kochasz, tylko tam..."
my chrześcijanie wierzymy, że "nieobecność nam obca" w realnym życiu, skoro Mesjasz Pan, to Emmanuel - Bóg jest już z nami na zawsze!
Ewangelia nazwała Jana Chrzciciela, idąc za proroctwem Izajasza, głosem wołającym na pustyni. Święty Augustyn tłumaczy, że jest to głos przerywający milczenie - dźwięk niosący Słowo.
















