Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Chrześcijański antyklerykalizm
Klerykalna postawa polega na dostosowywania Kościoła, jego instytucji i retoryki, samego Chrystusa do swoich celów politycznych, społecznych, osobistych ambicji i doraźnych potrzeb. Klerykalna mentalność to postawa roszczeniowa. Liczę się tylko ja, moje potrzeby i plany.
Jan i Jakub przychodzą do Chrystusa żądni zaszczytów i przywilejów. Nie liczą się z pozostałymi uczniami. To częsta postawa zwłaszcza wśród mężczyzn, którzy z reguły są bardziej egoistyczni i nieskorzy do pracy nad okiełznaniem swoich ambicji. Kobiety już przez samą naturę ukierunkowane są na życie jako dar. Gdyby w Kościele miano więcej zaufania do kobiet i przekładałoby się ono na większe współdziałanie i widoczną współodpowiedzialność, może wówczas charakter posługi w Kościele bardziej byłby służebny a mniej administrujący i zarządzający! Gdy Jan Paweł II odwiedził w Kalkucie umieralnie prowadzone przez siostry Misjonarki Miłości, miał powiedzieć Matce Teresie, że lepiej byłoby gdyby z tego miejsca, a nie z Watykanu sprawował swoją posługę Piotra.
Matka Teresa z Kalkuty mawiała, że człowiek jest najbardziej ubogi w swej potrzebie miłości, żebrze o nią i stąd chce być zauważony, doceniony. Jan i Jakub szukają bezpieczeństwa na nieznaną przyszłość. Swoją obecność przy boku Jezusa chcą uczynić bardziej przewidywalną. Nie zapamiętali słów Jezusa, że lisy mają nory, ptaki powietrzne gniazda, a Syn Człowieczy nie ma gdzie głowy schronić!
Ambicje każdego człowieka są najsilniejszymi dążeniami zakorzenionymi w ludzkiej naturze. Chrystus rozumie nasze ambicje i zna ich źródło. Pragnie je jednak przemienić w taki sposób, by z siły egoistycznej i niszczącej, a przy okazji depczącej innych, stały się energią twórczą, popychającą nas do miłości i służby. Jezus wychowuje nas do dojrzałego przeżywania największej w nas potrzeby – życia jako daru.
Uczniów czeka długa droga – Jezus zadaje im pytanie, którego wymowy w tym momencie nie pojmują: Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? Odpowiedzieli Mu: Możemy!
Przed skonaniem Jezus wypowiada słowa: Pragnę. To wołanie Pana jest wyznaniem skierowanym do każdego człowieka: pragnę Ciebie, pragnę zaspokoić twój głód miłości, akceptacji, pragnę wejść w twoją samotność. Wołanie zapoczątkowane przez Boga już po grzechu pierwszych rodziców: Adamie, gdzie jesteś? W każdej kaplicy domu sióstr matki Teresy przy ołtarzu umieszczone jest właśnie to jedno słowo Chrystusa: Pragnę.
Jeżeli chrześcijaństwo nas nie prowadzi do postawy daru uczynionego z życia i nadal pielęgnujemy w sobie mentalność roszczeniową, wówczas wiara karłowacieje. W modlitwie zatrzymujemy się wyłącznie na doraźnych prośbach, a w życiu społecznym, zamiast akcentować siłę świadectwa i cierpliwego nauczania, domagamy się jedynie prawnego respektowania wartości chrześcijańskich.
Chrześcijaństwo mocne, to chrześcijaństwo ubogie, tzn. takie, które nie traktuje także demokracji roszczeniowo. Raniero Cantalamessa OFMcap – kaznodzieja Domu Papieskiego - zwraca uwagę, że błędem jest wykorzystywanie prawa państwowego do obrony wartości chrześcijańskich… w pierwszych wiekach chrześcijaństwa wyznawcy Chrystusa nie mogli zmienić prawa, bo nie mieli głosu. Ale przez swój sposób życia wpłynęli stopniowo na zmianę prawa państwowego. A dzisiaj zachowujemy się odwrotnie: próbujemy zmienić obyczaje przez zmianę prawa państwowego (całość wywiadu w Gościu Niedzielnym z 4 października).
Wiara chrześcijańska ma nas prowadzić to pełnego przeżycia tajemnicy chrztu. Świadomie zanurzam się w śmierć, tzn. nie godzę się na życie wyłącznie nastawione na siebie i swoje potrzeby, za to zgadzam się na samoograniczenie. Zanurzamy się w śmierć Chrystusa, który jako Bóg sam przyjął samoograniczenie, by wynurzyć się wraz ze Zmartwychwstałym - w przestrzeni obdarowania, które nie ma końca. Życie w Bogu jest absolutnym cudem. Nic nie zmierza do końca, akt obdarowywania rozwija się bezgranicznie… a kiedy przyjdzie nam cierpieć, zostają w nas wydrążone głębsze pokłady, niż uważaliśmy to za możliwe, głębie, które potem w życiu wiecznym okażą się rezerwuarami większego szczęścia, źródłami jeszcze bardziej wydajnymi - pisał Hans Urs von Balthasar.
« powrót
7 komentarzy
-
2009-10-24
Beata
Re:
"Dziwny jest ten dzisiejszy świat"... Oj, dziwny. Dziwny i skomplikowany, a my w nim... » -
2009-10-24
bea
Re: Re: chrześcijański wywalalizm, do Barmana i Moderatorów
Dobrze, że Piotr będzie już wiedział, że cieszymy się z narodzin Jasia :) - trochę okrężną drogą,... » -
2009-10-24
barman
Re: Re: chrześcijański wywalalizm, do Barmana i Moderatorów
Cześć angelos. Podzielam Twoje zdanie.Byłoby miło mieć tu gdzieś kącik spotkań. Frank Wrigley... »
Miłość posiada twarz, a odsłania się całkowicie w Chrystusie. Spojrzenie Jezusa to "jakaś nowa nauka z mocą" (Mk 1, 27b) - spojrzenie tak mocne miłością, że lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło - mówi aklamacja przed dzisiejszą ewangelią. Najwznioślejsza nawet i najbardziej uzasadniona nauka Kościoła pozostaje wyłącznie moralizującą połajanką a orędzie dobrej nowiny jedynie tanim pocieszaniem jeśli im nie towarzyszy żywe doświadczenie mocy spojrzenia Chrystusa. Ono dociera to najbardziej dramatycznego mroku niewiary człowieka, której same radykalne poglądy ludzi Kościoła nie są w stanie przełamać.
... więcej »
"NIEOBECNOŚĆ NAM OBCA" - śpiewała zmarła tydzień temu Cesaria Evora. I gdy dalsze słowa piosenki mówią:
"Ale bez lęku
Podróżuje tylko w myślach
Jestem wolny
Tylko w moich snach
W najgłębszych marzeniach
Chronisz mnie
Kochasz, tylko tam..."
my chrześcijanie wierzymy, że "nieobecność nam obca" w realnym życiu, skoro Mesjasz Pan, to Emmanuel - Bóg jest już z nami na zawsze!
Ewangelia nazwała Jana Chrzciciela, idąc za proroctwem Izajasza, głosem wołającym na pustyni. Święty Augustyn tłumaczy, że jest to głos przerywający milczenie - dźwięk niosący Słowo.

















